Blog > Komentarze do wpisu

Czy naukowcy zmienią ludzkie DNA tak, aby przystosować nas do GMO?

 

Zacznę od tego, że kilka lat temu, kiedy pracowałam dla jednej z typowych firm, gdzie godzinami siedzi się w zamkniętym klimatyzowanym pomieszczeniu oświetlonym jaskrawymi jarzeniówkami, pewien pan, który odchodził z pracy, zostawił mi pod opieką parę swoich ulubionych kwiatków. Hm... Skończyło się na tym, że niektóre kwiatki prawie pomarły, bo każdy w biurze je podlewał, a wieczorem podlewała je także pani sprzątaczka.

Jednak jeden kwiatek, z rodziny pnących, trochę przypominający głupiego jasia, bardzo dobrze zadomowił się nad moim biurkiem i rozwijał się jak szalony. Był ogromny, puszczał nowe pędy i liście prawie każdego dnia. Wyglądał jak prosto z wystawy najzdrowszych i pięknych kwiatów doniczkowych. Ale nie trwało to zbyt długo… W wyniku zmian kadrowych nowy menedżer zaczął pozbywać się ludzi związanych z poprzednim kierownictwem, jednak mnie pozbyć się nie mógł, bo "byłam niezastąpiona ;)" - tak więc dokuczał mi na różne sposoby, dzięki czemu z radością zwinęłam swoje szmatki manatki, zabrałam kwiatka i przeniosłam się do innej firmy.

Kwiatuszka od razu przesadziłam do nowej dużej glinianej donicy, kupiłam mu organiczną ziemię i postawiłam w świetle słonecznym.

Ale kwiatek zaczął momentalnie marnieć, z dnia na dzień tracił gałązki i po paru tygodniach ostał się tylko mały ogonek z małym korzonkiem. Wpadłam w panikę, kupiłam mu malutką jarzenióweczkę i postawiłam w ciemnym kącie, i co prawda nie marniał już tak bardzo, to jednak wcale nie zaczynał odżywać. I tak zmieniały się moje losy, sytuacja życiowa i miejsce zamieszkania, a kwiatek siedział sobie w malutkiej już doniczce z trzema listkami. Czekałam na jego śmierć, ale doczekać się nie mogłam, bo kwiatek po prostu nie chciał odejść.

I tak minęło chyba z 7 lat, malutka doniczka poniewierała się po całym mieszkaniu, a koty zawsze próbowały odgryźć te kilka ostatnich listków i mówiąc szczerze kwiatek już działał mi na nerwy, żadne odżywki, żadne przesadzanie ani świeże powietrze - po prostu nic na niego nie działało.... Aż dopiero niedawno któryś z kotów jakimś cudem wskoczył na szafkę i zrzucił biedaka na ziemię, skonsumował większość zieleniny i zostawił resztki na podłodze.

Zdenerwowana kotem i zmarniałym kwiatkiem, znalazłam starą doniczkę, wyszłam na dwór, zebrałam kilka garści piaszczysto glinianej ziemi z podwórka, przesadziłam pozostałości kwiatka i postawiłam go na zlewie, nad którym pod szafką zamontowałam kiedyś dużą jarzeniówkę, żeby mieć więcej światła podczas mycia naczyń.

I po prostu powiedziałam biedakowi: przepraszam kochany, ale nie mam żadnej porządnej ziemi, musisz przetrwać, zanim kupię ci coś innego. Ale kwiatek od razu odżył. Najgorsza pod słońcem ziemia i sztuczne światło! Jego DNA zostało zmienione tak, żeby rozwijał się w sztucznych i zimnych warunkach biurowych. W słońcu i żyznej ziemi po prostu zamierał. Teraz kwiatuszek, jak widać na zdjęciu, już zaczyna powolutku dochodzić do siebie, co prawda niedawno podlałam go przez pomyłkę wodą z płynem do naczyń, ale po pierwszym przerażeniu pomyślałam, że może to mu tylko pomoże… ;)



Naukowcy wpadli widocznie na "świetny" pomysł, by zmodyfikować geny kwiatka tak, aby reagował na nieprzychylne warunki i światło tak samo jak normalny kwiatek reaguje na odżywczą ziemię i słońce. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że toczą się eksperymenty nie tylko na roślinach, ale przede wszystkim na zwierzętach, a także na ludziach. Coraz większa opozycja wobec żywności GMO, coraz więcej dowodów na to, że żywność GMO sprzyja rozwojowi nowotworów, może skłonić zatrudnionych przez Monsanto tzw. naukowców do modyfikacji naszego ludzkiego DNA, tak samo jak w przypadku tego kwiatka. Tak więc w przyszłości może GMO nie tylko nie będzie nam szkodziło, ale będziemy dobrze się rozwijać tylko i wyłącznie na jedzeniu zmodyfikowanym, pełnym chemikaliów, a ekologiczne jedzenie będzie nam szkodzić.

Może dlatego właśnie na całym świecie wprowadza się obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne, które pozwolą tym "naukowcom" na pełną kontrolę nad rodzajem ludzkim, już w łonie matki, na wszczepianie chipów, na szczepienie dzieci i dorosłych substancjami, które nie tylko zawierają aktywne wirusy, ale także toksyczne związki, takie jak rtęć, aluminium, MSG, antybiotyki. Przemysły chemiczny i farmaceutyczny obok naftowego są najbardziej lukratywne i powiązane ze sobą. Im ludzie więcej chorują, tym więcej lekarstw zażywają. Im więcej lekarstw zażywają, tym słabszy mają umysł i nie potrafią zauważyć otaczającej ich rzeczywistości, żyją w swoim śnie.

Rok temu czytałam artykuł wydany przez pewną grupę z Indii, obiecujący, że pod koniec roku 2012*** zaczniemy wchodzić, jako rodzaj ludzki, w nową wyższą świadomość. I naprawdę czekam, bo mnie samej nie zależy już na rozwoju własnej świadomości, ale 90% ludzi żyjących w totalnej ciemnocie, odżywiających się szczątkami trupów zamordowanych i torturowanych zwierząt, może liczyć chyba tylko na tę jedyną szansę - że ktoś tam na górze weźmie ich za szmaty i wciągnie na siłę na wyższy poziom świadomości - bo oni sami mają nikłe szanse, zamuleni mięsem, chemicznymi lekarstwami, zatrutym powietrzem i obłudnymi mediami.


*** widocznie ciemność nie tak łatwo rozproszyć, bo moment przejścia na wyższy poziom świadomości został przełożony na rok 2015.

 

 

 


 

poniedziałek, 29 października 2012, iveggy
Tagi: GMO

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: WegAnka, *.dynamic.chello.pl
2012/10/29 10:25:36
Cudowny wpis, a historia kwiatka niesamowicie interesująca.
-
2012/10/29 11:26:55
dziękuję :)
-
2012/10/29 12:51:31
Prawdziwa i bardzo pouczająca historia.
Dzięki!
-
2012/10/29 12:55:23
Krysiu, bardzo dziękuję za pozytywny komentarz :)
-
Gość: , *.ip.media3.com.pl
2012/10/29 15:33:29
Dające do myślenia...

PS Bardzo cenię Twój blog - czytając go, mam wrażenie, że na świecie są sami weganie ;)
-
2012/10/29 15:49:50
to dlatego, że weganie mają silnego ducha ;) i chcą, żeby cały świat był wegański :)

dziękuję i pozdrawiam
-
2012/10/29 16:25:24
Świetny wpis:)
Kiedyś mieliśmy w domu dwa takie kwiatki właśnie, stały w najmniej naświetlonych kątach domu, do tego były przelewane albo miały za sucho, bo wciąż ktoś zapominał ich podlać, a potem wszyscy podlewali. Obie roślinki rosły jak szalone w takich warunkach! Może to taki dziwny, przetrwalnikowy gatunek;)
-
2012/10/29 16:42:46
Madziu, może i masz rację, ale mój kwiatek reagował na dobrą ziemię jak diabeł na święconą wodę :), na naszym podwórku jest glina i piach i tylko taka ziemia mu odpowiada, ten kwiatek nie znosi świeżego powietrza, ani słońca, ani cienia ;) ani ciemnego pokoju, ani jasnego pokoju, ani odżywek, nie pomagały mu okresy "suszy" ani przelewania :)... zmieniałam mu warunki, bo czułam, że to z mojej winy tak zmarniał... i trudno mi uwierzyć, że natura wyczaiła, że najlepsze są jarzeniówki :)

pozdrawiam :)
-
2012/10/30 12:00:29
Dzień dobry, nie pamiętam, czy się już ujawniałam jako stała czytelniczka, ale teraz to robię: ta-da! Historia kwiatka jest fascynująca, ale też pokazuje, jak bardzo jesteś wyczulona na rzeczywistość - dzisiaj 99% ludzi wywaliłoby tego kwiatka i kupiło nowego... Ja z kwiatkami mam takie doświadczenie: to, co robią z nimi w czasie "hodowli" - jak są na maksa podkręcane, nawożone, zaprawiane etc. sprawia, że często-gęsto kupujesz, przynosisz i w kilka dni jest po sprawie... oraz słabsze gatunki, coraz więcej chemii, bez której taka istota ginie raz-dwa;) A w ogóle jestem już od jakiegoś czasu wegetarianką i teraz mam wielką ochotę na weganizm - przymierzam się - ale to dla mnie "duży krok", jeszcze chyba nie jutro;) Pozdrawiam serdecznie, czytam i lubię. Zapraszam do mnie w wolnej chwili - na wielkopolską wieś: www.wiejskoczarodziejsko.blogspot.com
-
2012/10/30 13:50:39
Historia kwiatka zadziwiająca...jednak wydaje mi się, że z człowieka nie da się zrobić maszyny i jeśli będzie żył wbrew naturze to nie przyniesie mu to korzyści i na nic będą te wszystkie eksperymenty naukowców. Bo środek do celu jest zawsze najprostszy:) A monsanto i rzesza innych ludzi od GMO w najgorszym wypadku zapłacą za wszystko w przyszłym życiu;)

P.S. jak to 2015?;>

Pozdrawiam :)
-
2012/10/30 13:51:17
a tak na marginesie to świetny blog:)
-
Gość: Jerzy Leon, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/10/30 15:13:10
Miałem bardzo kiedyś (ok.30-25 lat wstecz) tego nie kwitnącego powoja. Jeszcze wtedy paliłem papierosy, ale w pokoju w którym spałem nie paliłem. Gdy przebywał w dużym pokoju, gdzie się paliło i dochodziły spaliny i zapachy z kuchni to świetnie się rozrastał pod całym sufitem. Chyba zabierałem się do malowania, czy tapetowania i przeniosłem go do sypialni. Ponieważ chyba od zawsze siedział we mnie prokrastynator więc to zabieranie się trwało kilka tygodni. W tym czasie kwiatek prawie usechł. Gdy wrócił do dużego pokoju to znów odżył.
Z resztą treści Twojej zgadzam się w całej rozciągłości.
-
2012/10/30 15:59:45
blog www.wiejskoczarodziejsko.blogspot.com jest bardzo ciekawy i dobrze się czyta :) dziękuję za linka... i dziękuję za częste odwiedziny na moim blogu :)
naukowcy robią najróżniejsze rzeczy z roślinami doniczkowymi, np. ostatnio w Hiszpanii zmodyfikowali bakterię agrobacterium tumefaciens i wszepili ją pelargonii, by te bakterie niszczyły pręciki (aby kwiat nie wytwarzał pyłku kwiatowego - który może powodować alergię) i zapobiegały starzeniu się kwiatka.
(www.ivanhoe.com/channels/p_channelstory.cfm?storyid=30098)

a weganizm jest bardzo łatwy, szczególnie kiedy w ogóle zrezygnujemy z przetwarzanej żywności, wtedy nie ma za czym tęsknić :) - bo wykorzystujemy w przewadze surowe składniki i robimy najróżniejsze potrawy... a samopoczucie jest boskie ;), pozdrawiam serdecznie...

Ula - ja też wierzę w to, że każdy zostanie ukarany za swoje postępki i jeśli to zależałoby ode mnie, to wcale nie czekałabym z karą na następne życia :)
dziękuję za miły komentarz i pozdrawiam seredecznie.
-
2012/10/30 16:10:34
Jurku, bardzo możliwe, że ten rodzaj kwiatka po prostu lubi trudne warunki, ale mówiąc szczerze przez te kilka lat w moim domu, kiedy próbowałam go chronić przed kwiatożernymi kotami, to nie miał łatwo ;) W biurze nikt nie palił, siedział sobie wygodnie na wysokiej półce... Okazuje się że jest on absolutnie uzależniony od intensywnych jarzeniówek :)
pozdrawiam i dziękuję za komentarz,
L.
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm