Blog > Komentarze do wpisu

Zombie to my czyli dlaczego nie obchodzę świąt Bożego narodzenia

 

Bóg się rodzi, moc truchleje... moje serce też truchleje... na myśl o tym, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami rzeźni, w których wzmożony ruch musi doprowadzać do chaosu. Niedorżnięte gardła krwawią, a na wpół żywe zwierzęta wyją i błagają o pomoc. Więcej i więcej, następne i następne. Mokre od łez wystraszone oczy czekają na swoją kolej, by zawisnąć głową w dół z poderżniętym gardłem. To jest nasza cywilizacja, którą ja nazywam cywilizacją zombie. Mówi się ostatnio w niezależnych mediach o tym, że ludzie coraz częściej zamieniają się w zombie - krwiożercze ciemne istoty, które rozszarpują ludzi i w dzikim pędzie szukają nowych ofiar. Ale to jest naprawdę śmieszne, że poniekąd inteligentni ludzie, którzy często dostrzegają rzeczywistość bez przyćmionych okularów, wypisują takie absurdy. Bo jak zombie może zamienić się w zombie? 99% ludzi to są krwiożercze istoty, które pędzą do sklepów, by kupić martwe pokrojone ciała innych istot. Jak ich nazwać, jeśli właśnie nie zombie?

Mamy kilka kategorii zombie. Są tacy, którzy nie wstydzą się tego. Sami polują i mordują, a następnie zamrażają na kilka miesięcy ciała wszelkich zwierząt, jakie los sprowadził na ich ścieżkę. To będzie ich jedzonko "na później". Co zwykle wprawia mnie w osłupienie to to, że tacy ludzie z dumą przybijają oskrobane z mięsa głowy tych ofiar na ścianach swoich szarych domów, a synom o szarej karnacji z podkrążonymi oczami dają na imię na przykład Hunter. Spotkałam taką rodzinkę w jednym ze sklepów, gdzie sprzedaje się wszystko włącznie z przyborami myśliwskimi. I właśnie w tej sekcji z badziewiem do zabijania ta święta trójca robiła zakupy "na Boże narodzenie": bardzo otyła w nieokreślonym wieku rozczochrana kobieta, za nią szczupły hiperaktywny mężczyzna, a obok mały bladawy, ale wyglądający agresywnie synek, o imieniu Hunter. Nie wnikam w społeczno-ekonomiczne problemy, które sprawiają, że ludzie ci odżywiają się napojami gazowanymi i najtańszym chlebem, i łapią i mordują zwierzęta na jedzenie. To jest jedna sprawa, ale to, co mi przeszkadza w tej rodzinie, to ich duma i radość z tego, że mogą bezkarnie zamordować istotę i mieć za DARMO jedzenie! Są z tego tak dumni i tak szczęśliwi, że swojemu synowi dali na imię Hunter (myśliwy). Mimo dostatku cudzej krwi i mięsa, synek jest jednak zdecydowanie anemiczny i otoczony szarą aurą przemocy.

W następnej kategorii widzimy takich, którzy się wstydzą. Wstydząc się mówią: wiesz, ja cię zupełnie rozumiem. Ja też uważam, że jedzenie mięsa jest okrutne, ale ja po prostu... no po prostu nie mogę bez mięsa żyć.

Są też tacy, których Dąbrowski nazywa psychopatami ("Psychopata jest głuchy i ślepy na wyższe wartości. W realizacji swoich ambicji jest silny i realizuje je nie bacząc na innych."). Ci ludzie tylko szydzą. Udając inteligentnych i na wyższym niż ktokolwiek inny poziomie, ozdabiają szyderstwo chrapliwym śmieszkiem. Jednak nie wystarczy im domowa publiczka. Piszą obraźliwe, szydercze artykuły, na youtube wstawiają swoje autorskie widea, nagrane w pocie szyderczego czoła.

Ale smutna większość po prostu patrzy na nas pustymi oczami. Ci ludzie nawet nie mają pojęcia o czym mówimy. Etyka? Cierpienie zwierząt? O co tu chodzi? Biorą swojego pieska ubranego w szalik na spacer, bo przecież pies to .... nie jest zwierzę. Pies jest jak człowiek. Krowy, świnie, kury itd. nie mają układu nerwowego, nie mają bijącego serca, nie oddychają płucami. Są to po prostu narysowane na papierze figurki, z których robi się jedzenie

Jest jeszcze jedna wyraźna kategoria. Do niej zaliczają się tzw. wygodni wegetarianie. To znaczy, kiedy są z wegetarianami, jedzą wegetariańskie, kiedy są z weganami, jedzą wegańskie, a kiedy są z "omniworami", jedzą mięso i ryby. Do tej kategorii  możemy też zaliczyć tych wegetarian/wegan, którzy bronią prawa mięsojadów do jedzenia mięsa. Są wśród nich często ludzie z rozszczepioną osobowością lub głoszący źle pojętą ideę tolerancji.

Wracając do świąt Bożego Narodzenia, w nocy mnóstwo domów i domków, ogrodzeń i drzew jest "ubranych" w kolorowe światełka. Tutaj, gdzie mieszkam, okolica jest niemal niezaludniona, i dlatego te światełka, które wyskakują z ciemności tu i tam, sprawiają przyjemne wrażenie ciepła. W ciągu ostatnich tygodni, podczas zakupów, niemal zawsze moja ręka sięgała na półkę z kolorowymi lampkami. Brałam pudełka w rękę, wkładałam je do koszyka i ... za każdym razem do oczu napływały mi łzy. Wstydziłam się, że chcę obchodzić radosne święta ozdabiając dom lampkami, kiedy w tym właśnie okresie mordowanie bezbronnych zwierząt jest tak wzmożone. Kiedy one czekają na bolesną bezsensowną śmierć, ja nie powinnam w tym samym czasie ozdabiać domu. Bo ten czas ich śmierci i naszych świąt "nakłada" się. To nie jest inna rzeczywistość, to nie jest inny świat, to nie jest inna galaktyka. To jest tutaj, obok naszych domów, na obrzeżach naszego miasta, miasteczka czy wsi. Zombie są wśród nas. Zombie są nie tylko na ulicach, ale mieszkają w naszych mieszkaniach, śpią w naszych lóżkach. Zombie nie rodzą się jako zombie, ale zostają wychowane na zombie przez swoje zombiemamy i zombienauczycieli, i zostają ukształtowane reklamami zombiekorporacji. Ale nasz świat nie musi być światem zombie. Wystarczyłoby zmienić programy szkolne, przedszkolne, zabronić promocji produktów zwierzęcych, a automatycznie jedzenie mięsa równałoby się z czymś "nienormalnym" i każda osoba jedząca mięso byłaby traktowana jako wyrzutek społeczeństwa. Obecnie ludzi, którzy nie chcą brać udziału w tej machinie morderstw i przelewu krwi, piętnuje się pogardliwie jako nadwrażliwców, umysłowo niezrównoważonych, radykalistów, a nawet jako ekologicznych terrorystów. Ale to jest zupełnie logiczne, że zbrodniarz wini ofiarę za swoją zbrodnię. Coraz częściej jednak ofiary bronią swoich oprawców. Za wszelką cenę bronią ich prawa do mordowania. I tak w świecie wegan powstają starcia i tarcia. Bracia weganie i siostry weganki, trzymajmy się razem! Nie atakujmy się nawzajem, bo to tylko wzmacnia opozycję naszych rodzimych zombie.

 



 

Na zakończenie tych świątecznych dywagacji, chciałabym przypomnieć, że w naszym świecie mieliśmy tak naprawdę tylko dwa niesamowite "mózgi", których naukowe osiągnięcia doprowadziły do przełomu w naszej cywilizacji. I ci dwaj panowie byli wegetarianami, a  większość ich posiłków stanowiły dania wegańskie - w czasach, kiedy wegetarianizm był pojęciem niemal nieznanym. A byli to pan Einstein i pan Tesla. That's all folks! I love you guys and wish you the best New Year ever. Niech moc będzie z nami!



piątek, 25 grudnia 2015, iveggy

Polecane wpisy

Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm