poniedziałek, 31 stycznia 2011

Artykuł z www.dailymail.co.uk

Te niezwykłe świnie, które codziennie pływają w krystalicznie czystych wodach wysp Bahama, luksusowo mieszkają na własnej malutkiej wysepce.

Pokazują swoje prosięce pływanie turystom, którzy odwiedzają wyspę, aby zobaczyć, jak dzikie świnie pryskają się w wodzie w pięknym lazurowym morzu.

Ich wyczyny zostały uwiecznione przez fotografa i przewodnika oceanicznego, Jima Abernethy (52) z Florydy, który po raz pierwszy natknął się na te dzikie stworzenia parę lat temu.


Uważa się, że ta rodzina świń została kiedyś przywieziona na Bahamy przez marynarzy, którzy myśleli, że rozmnożone świnie w przyszłości będą stanowiły dla nich zapasy, jednak marynarze nigdy na wyspę nie wrócili.

W tej kolekcji fotografii widoczne jest, że świnie bardzo dobrze dostosowały się do spokojnego stylu życia na plaży, kąpiąc się w wodzie i wylegując na słońcu.

,,Kiedy pokazuję zdjęcia tych świń, ludzie są po prostu zachwyceni." - mówi pan Abernethy. ,,Żyją w pełnej harmonii na swojej rajskiej wyspie." ,,Są zaskakująco dobrymi pływakami. Nawet młode prosięta czują się w wodzie jak u siebie w domu."

,,Nawet lubią pływać z ludźmi."

Odpoczynek: rodzina świń drzemie w cieniu na swojej bajecznej wyspie.

Świńska Wyspa czy też oficjalnie Big Major Cay jest obdarzona naturalną wodą źródlaną i jest chroniona przed falami spowodowanymi burzami tropikalnymi przez ciąg sąsiednich wysp.

 

 

 

 

 

Szczęśliwe świnie muszą tylko martwić się, jak zdobyć następny posiłek. Sprytnie zorientowały się, że załogi jachtów regularnie wyrzucają nadmiar żywności  do morza.

Świniom udaje się przeżyć dzięki żywności, którą wyrzucają statki i okoliczni mieszkańcy.

 

 

 

 

 

 

Głodne świnie chętnie zanurzają się w fale, gdy widzą jacht i płyną kilkaset metrów do statku w nadziei na darmowy posiłek.

 

 

Świnie tak dobrze prowadzą biznes, że spędzają wymarzone życie w swojej ośmio-świnkowej rodzinie na tropikalnej wyspie na Karaibach, nie robiąc nic innego, tylko jedząc, śpiąc i pływając.

 

W 2009 roku Eric Cheng, fotograf świata podwodnego, natknął się na tych nietypowych mieszkańców wraz z kapitanem Abernethy i zrobił te zdjęcia podczas swojej ekspedycji.

 

 

 

 

,,Byliśmy na południowych Bahamach robiąc zdjęcia rekinom żarłaczom białopłetwym." - powiedział - ,,Nasz kapitan, Jim Abernethy, usłyszał, że na wyspie Big Mayor mieszkają świnie, więc zdecydowaliśmy się to sprawdzić."

 

 

,,Zbliżając się do piaszczystej plaży, łatwo jest zobaczyć świnie - zarówno różowe jak i ciemnobrązowe - leżące w piasku."

 

Lubiące się bawić świnie są dzikie, ale karmią je lokalni mieszkańcy, aby pozostały na ,,Świńskiej Plaży".

 

Pan Cheng dodał: ,,Ponieważ mieszkańcy przynoszą im jedzenie, świnie biegną do wody i płyną do zbliżających się łodzi, jakby witając je indywidualnie. Dziwny jest widok świń wylegujących się na białym piasku tropikalnej plaży, ale niesamowite jest, kiedy potem pędem wpadają do wody, aby powitać podpływające łodzie."

Świnie są gwiazdami wśród mieszkańców i turystów, którzy codziennie je odwiedzają.


 

 

Pan Cheng jest redaktorem i wydawcą Wetpixel.com,oraz doradcą technicznym i fotografem organizacji  Sea Shepherd Conservation Society.

 


 

niedziela, 30 stycznia 2011

Dzisiaj następna wegańska historia:

 

 

Moja wegańska historia? Jak większość rzeczy w moim życiu zaczęła się od siostry.

Najpierw wegetarianizm - miałam na niego ‘ochotę’ od małego. Zawsze czułam, że coś jest nie tak w tym kotlecie, pasztecie i innych takich specyfikach. No ale jako dziecko żadnej specjalnej wiedzy nie posiadałam ;) Gdy siostra „została” wegetarianką - tym bardziej chciałam też. Słyszałam wtedy jedną z opinii pt. „jak skończysz 15 lat, bo wcześniej to niezdrowe”. Właściwie chyba nikt nie wiedział dlaczego ;). Wyszło tak, że zaczęłam jeszcze przed skończeniem tych magicznych piętnastu lat, przeżyłam to bez żadnego uszczerbku na zdrowiu i bez żadnych, nawet małych wojen z rodzicami. Za to im bardzo dziękuję, bo wiele razy słuchałam i czytałam opowieści innych wegetarian dotyczące problemów – nawet już w dorosłym życiu – w domu, z rodzicami właśnie. Mama nie martwiła się o moje zdrowie z tego tytułu (chociaż przyznaję, że na początku mojego wegetarianizmu może i warto było :D. Jak wspomnę sobie tę mało urozmaiconą kuchnię…  typowe ‘wyrzucenie kotleta z talerza’…). Wiedziała, że sobie poradzę i krzywdy nie zrobię. Tata na swój dziwny sposób też popierał. Wyśmiewał czasem, powtarzał oklepane stereotypy i zupełnie bezsensowne żarty... ale wiele razy opowiadał wszystkim o mojej, naszej wrażliwości, z której był dumny.

Stosunkowo niedawno siostra ogłosiła się weganką. Zaczęła przedstawiać mi książki i poglądy Joan Dunayer i Garego Francione, pokazała, że wykorzystywanie zwierząt jest złe samo w sobie, nawet wtedy gdy "nie dzieje im się krzywda", że nie ma znaczenia czy jajka są z chowu klatkowego, czy z "wolnego" wybiegu - niesprawiedliwość jest ta sama.We mnie wtedy też zaczęło to dojrzewać.. coraz więcej myślałam, myślałam, myślałam... Zaczęłam czytać więcej odpowiednich rzeczy, rozmawiałam z siostrą, dopytywałam, pytałam o jej zdanie na różne kwestie. Uczestniczyłam w kilku znaczących dla mnie dyskusjach – nawet jeśli to uczestniczenie było tylko czytaniem – i tak wiele mi dało. W końcu przestałam smarować chleb masłem, serkiem, sprzedałam skórzane glany itp. Zaczęłam bardziej zagłębiać się w sprawy etyczne. Zresztą nie tylko dotyczące bezpośrednio weganizmu, praw zwierząt (wszystkich, zatem i praw człowieka również). Ochroną środowiska i tzw. Ekologią zafascynowana byłam zawsze. Wszystkie nowe wybory wiązały się z wieloma aspektami. Cieszyło mnie eliminowanie, dochodzenie do kompromisów, świadomość konsumpcji…

Wtedy też dzięki przyjaciółce zaczęłam gotować. Zawsze podziwiałam ją i jej kuchenne poczynania. No bo jak to.. czasy licealne a ona gotuje. I to zupełnie niestandardowo! No kurczę... zazdroszczę… „chce jej się! :D”… ale ale... przecież sama też tak mogę zacząć. Czemu mam tylko zazdrościć? ;) I zaczęłam. Co więcej - kończyć nie zamierzam :D. Sprawy dietetyczne wciągnęły mnie tak samo jak etyczne. Staram się ciągle dowiadywać więcej i więcej... Pokazywać ludziom, jak prosto i przyjemnie jest stworzyć dobre, zdrowe i pięknie wyglądające jedzenie. Jeśli tylko ktoś chce się czegoś dowiedzieć  - staram się rozmawiać. Ale tylko wtedy, kiedy ktoś wykaże realną chęć odpowiedzenia sobie na postawione pytania… a nie tylko wypalić standardowym tekstem, dla zasady.

Bardzo dużo zmieniło się w moim życiu... bo ja się zmieniłam. I codziennie nie mogę uwierzyć w to, co widzę, patrząc na poczynania ludzi z siatami „niezbędnych” zakupów, pędzących z pracy do domu, narzekających na wszystko co się da, zmęczonych...  w imię „bo tak to już jest na tym świecie”.  Załamuję się, ale z drugiej strony okropnie się cieszę, że mimo swoich dwudziestu lat już wiem, że jest tak, bo tak robimy, takie a nie inne schematy powtarzamy i że każdy, w każdej chwili może to zmienić.

Siostra, przyjaciółka i cała „historia z weganizmem” spowodowały, że jestem teraz taka jaka jestem – szczęśliwa i spełniona. Nie marnująca jedzenia, starająca się szanować (prawa) wszystkich, myśląca o konsekwencjach większości podejmowanych działań, świadoma coraz większej ilości rzeczy – i chcąca mieć wpływ na zmianę tego, co zmienić trzeba.


sobota, 29 stycznia 2011

 

Często zastanawiam się nad kwestią uczciwości. Kiedy byłam dzieckiem, było to naturalne, że zawsze postępowałam zgodnie z moim sumieniem. Nigdy nie wzięłam nic, co leżało na ulicy, bo oczywiście ktoś musiał to najpierw zgubić. Ja uważałam, że jeśli każdy to zostawi na swoim miejscu, to osoba, która to zgubiła w końcu wróci tam i znajdzie to. Zawsze porządnie odwieszałam przymierzane ubrania na miejsce, czyściłam brudny zsyp na śmieci. Zawsze zwracałam uwagę sprzedawczyni, że wydała mi za dużo pieniędzy, itd. itd. Jednak z wiekiem, sprawy już nie pozostały tak przejrzyste. Na przykład, czasami nie zwracam uwagi sprzedawczyni, że policzyła mi za mało, dlatego, że obok stoi jej szefowa i naprawdę nie wiem, co lepsze, czy być uczciwą, czy narazić kogoś na przykrą rozmowę. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że sprzedawczyni czy sprzedawca upierali się, że mają rację, chociaż oczywiste było, że policzyli mi za mało. W takich sytuacjach zwracam im uwagę 2-3 razy i jeśli nie chcą o tym słyszeć, to nie robię widowiska, tylko wychodzę.

W supermarketach odstawiam wózek bardzo często, ale zdarza mi się, kiedy jest zimno czy pada deszcz, zostawić go obok innego porzuconego w pobliżu mojego samochodu. Och, nieładnie. Kiedyś cokolwiek kupiłam, to czy to było zepsute czy bezużyteczne, to po prostu trafiało do kosza na śmieci. Dzisiaj, nie ma takiego przedmiotu, którego nie zaniosłabym z powrotem do sklepu, jeśli nie działa lub coś mi w nim nie pasuje. Nie lubię tego u siebie. Oczywiście nie wpycham się nigdzie bez kolejki, ale kiedy prowadzę samochód, to zdarza mi się zajechać drogę i wymusić pierwszeństwo, czego się bardzo wstydzę.

Robię dużo rzeczy, których nie zrobiłabym jako dziecko, kiedy miałam czyste serce i czyste sumienie, ale staram się o tym pamiętać i kontroluję swoje dorosłe zachowania, na ile mogę. Dlatego spodobał mi się ten króciutki esej Rory Freedman, który wczoraj wpadł mi w ręce, oj nie w ręce, raczej przed oczy. Oto tłumaczenie:

Rory Freedman jest weganką, aktywistką na rzecz obrony praw zwierząt i współautorką bestsellera Skinny Bitch (Wegańska Bogini) www.roryfreedman.com

Kiedy dorastałam, uważałam, że moja mama jest okropnie denerwująca. Za każdym razem, kiedy szliśmy kupować odzież, musieliśmy powiesić wszystkie ubrania z powrotem na wieszaku, zanim oddaliśmy je sprzedawczyni. Kiedy jechaliśmy do sklepu spożywczego, to musieliśmy zawieźć wózek z powrotem do sklepu, nie mogliśmy po prostu zostawić go na parkingu. A jeśli kasjerka kiedykolwiek popełniła błąd na naszą korzyść, musieliśmy jej zwrócić uwagę i pieniądze lub rzecz, której nie policzyła. To drażniło mnie, kiedy byłam dzieckiem i we wczesnej młodości. Zawsze narzekałam: "Dlaczego nie mogę zostawić ubrań w przymierzalni?" albo "Dlaczego nie mogę zostawić wózka tutaj?" albo "Dlaczego nie możemy wziąć tej torebki, nikt nigdy się nie dowie?" Ona zawsze na to odpowiadała: "Bo tak nie należy robić".

Teraz, jako osoba dorosła, widzę, że moja matka była i jest kobietą bardzo prawą. Ona robi to, co należy - nie dlatego, że ktoś to widzi czy dlatego, że chce być pochwalona - ale dlatego, że jest to dla niej ważne. Ona rozumie, że to, co mówi i to, co robi, składa się na to, kim jest.

Być może w przyszłości będę w stanie osiągnąć ten sam poziom integralności, jaki ma moja matka. I być może pewnego dnia będzie to mi przychodzić bez wysiłku i stanie się częścią mojej natury. W międzyczasie, wielką przyjemność sprawia mi rozpoznawanie wszystkich sytuacji, podczas których mogę wybrać integralność. To nie jest jakąś noworoczną rezolucją czy rezygnacją z przeklinania w ciągu Wielkiego Postu - to jest coś, co mi towarzyszy przez cały dzień, każdego dnia.

Zdumiewa mnie to, że w przeszłości uważałam, że zachowanie integralności jest wyczerpujące. Obecnie jest to tak oczywiste, że życie na zasadzie integralności sprawia, że wszystko jest takie proste, a zarazem znaczące.

Integracja jest darem, który ciągle nam coś daje. Nauczyła mnie wdzięczności za duże rzeczy i za małe również. Nauczyła mnie życzliwości, współczucia i hojności. Nauczyła mnie, by być uczciwą i prostolinijną w stosunku do innych, ale co najważniejsze, w stosunku do siebie. To że staram się zachować integrację, pomogło mi stać się lepszą osobą. Sprawiło, że jestem szczęśliwsza. A najlepsze jest to, że chcę służyć innym. I nie przychodzi mi na myśl nic innego, co miałoby większe znaczenie.


04:39, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
piątek, 28 stycznia 2011

Dzisiaj następna wegańska historia:

Terapia weganizmem

Już jako mała dziewczynka chciałam być wegetarianką, jednak rodzice nie pozwalali mi na to aż do szóstej klasy. Wtedy właśnie zainteresowałam się jogą, a mama sądząc, że szybko mi przejdzie, pozwoliła na wegetariańską dietę. Wytrwałam krótko – tylko rok. Zważywszy jednak na to, że nie wiedziałam wtedy o wegetarianizmie tyle, ile wiem teraz, to i tak dużo, bo przecież nie urozmaicałam swojej diety soją ani tofu, właściwie nie odżywiałam się naprawdę zdrowo, bo jadłam bezmięsne fast foody i końskie ilości czekolady. Złamałam się w czasie wakacji we Włoszech, a przyczyną nagłego unicestwienia mego wegetarianizmu było nic innego jak kebab z baru w Giusanno.

Byłam na siebie zła, ale zrobiłam sobie kilkumiesięczną przerwę od wegetarianizmu. Mimo wszystko przez kolejne trzy lata powracałam do tej diety, bo będąc wegetarianinem raz, stajesz się nim na całe życie.

W końcu nastąpił przełom. Pewnego dnia, w moim mieście odbywał się wykład na temat Buddyzmu Diamentowej Drogi. Poszłam, zachwyciłam się, zaczęłam praktykować. Nagle zmieniło się we mnie wszystko i nie mogłam już chcąc mieć do siebie szacunek jeść mięsa, krzywdzić tym samym zwierzęta. Postanowiłam, że przestanę jeść mięso, potem słodycze, mleko, jajka, wszystko co pochodzi od zwierząt. Początki były trudne i przez pierwsze dwa tygodnie trudno było mi znów przyzwyczaić organizm do ignorowania wdzięków kurczaka, indyka, świni. Kiedy było mi trudno powtarzałam sobie mantrę Karmapa Czienno lub siadałam na łóżku i medytowałam przez 15-20 min. To pomagało.

Wkrótce jednak przestałam wierzyć w Buddyzm, a mimo to weganizm we mnie pozostał. Cały czas planowałam sobie posiłki, żeby nigdy nie być głodną i dostarczać organizmowi wszystkich potrzebnych witamin. To jest właśnie zasadnicza różnica między wegetarianizmem a weganizmem – nie musisz wysilać się planując wegetariańskie posiłki, bo brak mięsa w jadłospisie jest tylko korzyścią, osobiście nigdy nie miałam żadnych zdrowotnych problemów będąc na diecie wegetariańskiej. Z weganizmem jest inaczej – musisz naprawdę o siebie dbać, gotować, wykazać się inwencją czasem zmusić do jedzenia czegoś paskudnego. Niektórzy mogliby powiedzieć, że taka dieta jest męcząca. Owszem czasami jest, bo kiedy wracałam po szkole do domu o godzinie 17 i byłam wycieńczona, zamiast zrobić sobie kanapkę z serem lub zjeść waniliowy serek homogenizowany, musiałam gotować sobie coś zdrowego i czasochłonnego. Mimo to – nie żałuję. Będąc weganką miałam świadomość przyczyniania się do polepszenia świata, a przede wszystkim – sama stawałam się lepsza. Przestałam palić, pić alkohol i brać narkotyki. Nie ukrywam, że przed przejściem na weganizm miałam psychiczne problemy – bardzo restrykcyjnie się odchudzałam, cięłam, nie miałam do siebie szacunku, co przejawiało się nawet w moich relacjach z innymi ludźmi. Stopniowo, jedząc orkiszowy chleb posmarowany sojowym pasztetem o smaku papryki i dwoma plastrami pomidora na śniadanie, zupę afrykańską na obiad a na kolację szpinak z czosnkiem, zmieniała się moja osobowość, stosunek do siebie, do wszystkiego.

Niestety musiałam zakończyć przygodę z weganizmem, bo tak czy inaczej – w Polsce produkty wegańskie są droższe od zwykłych, niezdrowych. Zrobiłam to z żalem, jestem jednak stuprocentowo pewna, że kiedyś, być może już niedługo znów przejdę na weganizm i wytrwam w nim. W końcu zawdzięczam mu tak wiele – dzięki niemu jestem tym, kim jestem.

czwartek, 27 stycznia 2011

 

Artykuł z The Telegraph.co.uk

Nowe badania wykazały, że jedzenie pięciu porcji surowych warzyw i owoców dziennie, może nie być aż tak zdrowe, jak dotąd uważano. Obecnie zaleca się, w oparciu o dane Światowej Organizacji Zdrowia WHO, aby jeść 14 uncji dziennie.

Jednak nowe badania wykazały, że dodatkowe porcje mogą zapewnić dodatkową ochronę zdrowia.

Ludzie, którzy jedzą osiem lub więcej porcji surowych warzyw i owoców dziennie mają o 22 % niższe prawdopodobieństwo śmierci z powodu chorób serca w porównaniu z tymi, którzy jedzą tylko trzy porcje - czyli tyle, ile je przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii.

Jednak w raporcie dotyczącym badań, który opublikowany został w European Heart Journal, podaje się, że wyniki te mogą być spowodowane także tym, że ludzie, którzy jedzą  więcej warzyw, ogólnie prowadzą zdrowszy tryb życia.

Jedna porcja to niecałe 3 uncje i stanowi ją np. mała marchewka, średnie jabłko lub mały banan.

Badania przeprowadzono na podstawie obserwacji 300 000 osób w wieku od 40 do 85, w ośmiu krajach.

Victoria Taylor, dietetyczka z British Heart Foundation, dodaje: ,,To badanie, polegające na obserwacji diety dużej grupy osób, zaleca zwiększenie spożywanej ilości owoców i warzyw w celu obniżenia ryzyka choroby serca.

Pomimo że od jakiegoś czasu już wiemy, iż  spożywanie pięciu porcji warzyw i owoców dziennie może pomóc obniżyć ryzyko chorób serca, to niejasne było, czy większa ilość przyczyni się do lepszych efektów.

Końcowe wyniki dają nam potwierdzenie, że jedzenie owoców i warzyw jest zdrowe dla serca."

Profesor Sir Michael Marmot, dyrektor University College London (UCL) International Institute for Society and Health powiedział:  ,,Zwiększenie  liczby porcji ma ogromne znaczenie. Choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną zgonów. 22 procentowa redukcja możliwości zachorowania jest ogromna."

Dodał także: ,,Konieczna byłaby wielka zmiana wzorców odżywiania się, aby stosować dietę, w której spożywamy 8 porcji (surowych warzyw i owoców) dziennie. Warto jest zwrócić się w tym kierunku. Przyjęcie diety w dużej mierze opartej na owocach i warzywach jest bardzo ważne dla zdrowia społeczeństwa."


08:53, iveggy , Weganizm jest zdrowszy
Link
środa, 26 stycznia 2011

Tekst pochodzi ze strony thisdishisvegetarian.com i jest odpowiedzią na artykuł pt. "Dlaczego już nie jestem wegetarianką"

Jeśli chodzi o pisanie, to nie wiem, czy to błogosławieństwo czy też przekleństwo, ale jestem zwięzła i przyjemna. Podaję same fakty. Kiedy więc kolega przysłał mi mailem artykuł "Dlaczego nie jestem już wegetarianką", w pierwszym odruchu po przeczytaniu odłożyłam go, aby któryś z naszych redaktorów na niego odpowiedział, bo wiedziałam, że moje "oj siostro, jesteś idiotką" nie tylko było nie na miejscu, ale nawet nie składało się z mojego minimum 200 słów.

Rozumiecie, kiedy ktoś mnie pyta, dlaczego jestem weganką, zawsze odpowiadam tak samo: "Bo tak należy." Niektórzy mogą uznać to za odpowiedź wykrętną, ale czasami po prostu wiemy w swoim sercu, że robimy coś właściwie albo nie. Ja czuję, że jedzenie zwierząt jest złe. Jednak odpowiedź typu "Bo tak należy." nie robi wrażenia na czytelnikach, tak więc postanowiłam rozciągnąć moje rozumowanie w celu napisania bardziej odpowiedniej repliki na wyżej wymieniony artykuł.

Tutaj więc prezentuję moją odpowiedź na artykuł "Dlaczego nie jestem już wegetarianką".

Autorka, Jenna Woginrich, (podobno) została wegetarianką, kiedy "odkryła horror hodowli przemysłowej - zboczony świat linii fabrycznej, złożonej z obozów masowej zagłady, kaleczonych zwierząt, napromieniowanych zwłok i chorób w tej zgniliźnie." Woginrich przez większość swojego dorosłego życia była wegetarianką aż do momentu, kiedy zrozumiała, że jej niechęć do jedzenia mięsa nie rozwiązuje problemu warunków życia zwierząt. Postanowiła więc hodować i zarzynać własne zwierzęta z powodu "swojej miłości do zwierząt". Zaraz zaraz, co takiego? Zasadniczo Woginrich uważa, że nie jedzenie mięsa nie jest właściwym protestem przeciw farmom przemysłowym. Aby dać tym siedzibom tortur nauczkę, musimy wspierać małe, rodzinne gospodarstwa albo hodować swoje zwierzęta na jedzenie.

Po niewielkich poszukiwaniach materiałów na jej temat, odkryłam, że pani Woginrich puszcza w obieg ciągle ten sam artykuł.

Czy jest ona opłacana przez przemysł hodowlany czy też jest zwykłym tłukiem kochającym mięso opętanym na punkcie irytowania wegetarianów - tego nie wiem. Ale Woginrich jest bardzo zdeterminowana, żeby dzielić się swoim przesłaniem… z każdym.

Może niektórzy wegetarianie, nie jedzący mięsa w proteście przeciwko farmom przemysłowym, są w stanie zrozumieć jej podejście. (…)

Ja nie jestem weganką, aby zaprotestować przeciwko farmom przemysłowym (to tylko ekstra bonus), ja po prostu nie uważam, że należy jeść czujące istoty. Bez znaczenia, czy były hodowane i traktowane właściwie czy nie, bo końcowy rezultat jest taki sam - śmierć. Tak samo jak nie zjem mojego kota i psa, odmawiam strawienia zwierzęcia, które musiało zostać zabite, aby dotrzeć do moich ust.

Tak więc pani Woginrich, niech pani kontynuuje głoszenie miłości do zwierząt poprzez jedzenie ich, a ja będę dalej zachęcać do współczucia i miłości poprzez ocalanie życia.


 

wtorek, 25 stycznia 2011

Poniżej fragmenty artykułu How to Make a Dessert Recipe Vegan

 

 

Zweganizować? Nie jest to prawdziwe słowo, ale spotyka się je dość często wśród wegańskich społeczności. Oznacza ono, że jeśli nie możemy znaleźć jakiegoś przepisu w wersji wegańskiej, bierzemy normalny przepis i przekształcamy go w bezjajeczne i bezmleczne kulinarne dzieło sztuki.

Czasami potrzebna będzie wytrwałość, żeby ustalić właściwe proporcje, ale możliwe, że dzięki temu stworzymy lepszy deser niż ten z oryginalnego przepisu.

Kilka rad dla początkujących:


  1. Zacznijmy od dobrego tradycyjnego przepisu, który już kiedyś wypróbowaliśmy lub został nam polecony przez przyjaciół czy rodzinę.
  2. Wybierzmy taki przepis, który korzysta z niewielkiej ilości jaj, najwyżej 1-2.
  3. Mleko można łatwo zastąpić mlekiem roślinnym, takim jak sojowe, migdałowe lub ryżowe. Rodzaj mleka zazwyczaj nie ma znaczenia, ponieważ jest ono zwykle używane w niewielkich ilościach.
  4. Używanie oleju zamiast margaryny jest skomplikowane z powodu różnicy w konsystencji. Dlatego powinniśmy użyć 25% mniej oleju niż ilość masła podana w przepisie. Możemy też masło zastąpić wegańską margaryną.
  5. Biały cukier można zastąpić organicznym (unikamy cukru z trzciny cukrowej).
  6. Są różne sposoby na zastąpienie jajek w przepisie. Oto kilka przykładów:
  • Muffiny, murzynki, ciasta, batony: NIESŁODZONY MUS JABŁKOWY-1/4 szklanki = 1 jajko
  • Muffiny, ciasta, batony: JOGURT SOJOWY 1/4 szklanki = 1 jajko
  • Placki, chlebki, muffiny i ciasta, które mają zwartą konsystencję: TOFU (zmiksowane z wodą) 1/4 szklanki=1 jajko
  • Chlebki, muffiny, ciasta: PUREE Z DYNI** 1/3 szklanki = 1 jajko
  • Muffiny, ciastka, ciasta: ROZGNIECIONY BANAN 1/4 szklanki = 1 jajko
  • Muffiny, ciastka, ciasta: MĄKA SOJOWA 1 łyżka zmieszana z 1 łyżką wody =1 jajko
  • Murzynki, ciastka i chlebki: ZMIELONE SIEMIĘ LNIANE 1 łyżka siemienia zmieszana z 3 łyżkami wody = 1 jajko

Można też eksperymentować z mąką ziemniaczaną.


** Puree z dyni

03:28, iveggy , Porady
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 stycznia 2011

Tłumaczenie artykułu GMO Crops Threaten Biodiversity

 

Naukowcy genetycznie zmodyfikowali DNA głównych roślin uprawnych, takich jak soja, kukurydza i bawełna, aby były odporne na szeroko stosowane herbicydy (chemiczne środki chwastobójcze).

Roundup (herbicyd) jest sztandarowym produktem koncernu Monsanto, który produkuje chemikalia stosowane w rolnictwie oraz nowe zmodyfikowane genetycznie odmiany roślin nazywane "Roundup Ready".

GMO - skrót od "genetycznie zmodyfikowany organizm" - określa produkty żywnościowe zmienione na poziomie genów.

¹ Transgenetyczna roślina zawiera jeden lub więcej genów wprowadzonych sztucznymi metodami, takimi jak transfer obcych genów oraz fuzja komórek, w miejsce tradycyjnych form rozmnażania. Geny odmiennych gatunków, w tym zwierząt, bakterii i wirusów, wprowadzone do innego organizmu (soi, kukurydzy, bawełny, itd.) nieodwracalnie zmieniają kod genetyczny tych roślin.

Współcześni biotechnolodzy stworzyli pomidory, które zachowują dłuższy okres świeżości - poprzez wprowadzenie genów flądry (tak... ryby!), soję, która jest odporna na środki chwastobójcze oraz ziemniaki z genami meduzy, które świecą w ciemności, kiedy brakuje im wody. Jeśli cię to zaniepokoiło, to nie jesteś odosobniona/ny.

Obawy wywołuje m. in. zakłócenie delikatnej równowagi ekosystemów, przenoszenie się genów GMO na inne uprawy oraz ich wpływ na środowisko naturalne.

Ogólnie mówiąc, bioróżnorodność odnosi się do wielu form życia na Ziemi. Zdrowe ekosystemy charakteryzują się kompleksową interakcją miedzy odmiennymi gatunkami, co pomaga zachować równowagę biologiczną.

Prowadzenie upraw wymaga kontrolowania dziko rosnących roślin (chwastów), które rywalizują o światło słoneczne, wodę i składniki odżywcze.

Skrzyżowanie czy 'przepływ genów' odnosi się do upraw GMO przekazujących swoje zmiany na poziomie DNA dziko rosnącym roślinom, co potencjalnie zagraża bioróżnorodności. Roślinność w pobliżu upraw może zostać tak zmieniona, że istnieje zagrożenie, iż będzie w stanie przytłoczyć inne gatunki w swoim środowisku.

Zjawisko przepływu genów występuje od pradawnych czasów, dlatego skrzyżowanie z GMO jest głównym problemem niepokojącym naukowców i ustawodawców, którzy zastanawiają się nad ekonomicznymi i ekologicznymi konsekwencjami tego procesu.

1 Pew Initiative on Food and Biotechnology /luty 2007,

04:02, iveggy , GMO
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 stycznia 2011

 

 

Vidya Balan, indyjska aktorka, która otrzymała wiele nagród filmowych, została uznana przez organizację PETA (People for ethical treatment of animals) za najbardziej pociągającą wegetariańską gwiazdę w Indiach. Według kilku bollywoodzkich źródeł Vidya jest ścisłą weganką.

Jej ojciec, P.R. Balan, jest wiceprezydentem kanału ETC, a matka zajmuje się domem.  Vidya jest praktykującą hinduską.

Po wielu latach bezowocnych prób zrobienia kariery filmowej, w 2005 otrzymała rolę w dwóch filmach kinowych: w bengalskim filmie "Bhalo Theko", za który zdobyła nagrodę najlepszej aktorki Anand Lok Puraskar oraz w hinduskim filmie "Parineeta", który odniósł duży  sukces kasowy. Od tego momentu stała się gwiazdą kina indyjskiego.

Link

sobota, 22 stycznia 2011

 

Tłumacznie artykułu ze strony www.registerguard.com

 

Trudno uwierzyć, że słynna szefowa kuchni wegańskiej i autorka wegańskich książek Alexandra Jamieson kiedyś odżywiała się głównie jedzeniem typu fast food, słodyczami i napojami gazowanymi. Jamieson mówi: ,,Udało mi się bardzo źle odżywiać przez bardzo długi czas, zanim zwróciłam się o pomoc lekarską i przyjęłam wegański styl życia."

Była mieszkanka miasta Eugene i absolwentka Uniwersytetu Oregońskiego, wyjaśnia, że po latach złych nawyków żywieniowych zaczęła cierpieć na kilka dolegliwości: ,,Kiedy miałam 25 lat, naprawdę się rozchorowałam. Miałam migreny, ważyłam 10 kg więcej niż teraz i byłam w głębokiej depresji."

Zmęczona złym samopoczuciem, poszła do lekarza, który polecił jej Prozac. Zignorowała tę radę i znalazła lekarkę bardziej zorientowaną na medycynę holistyczną, która po przeprowadzeniu szeregu testów, doszła do wniosku, że jej objawy były bezpośrednio związane z typem żywności, jaką jadła: ,,Nie jesz nic poza jedzeniem przetworzonym. Musisz zmienić dietę."

Alexandra natychmiast odstawiła mięso, kofeinę i cukier, i zaczęła przestrzegać diety wegańskiej, jedząc przede wszystkim produkty pełnowartościowe.  Rezultaty były zdumiewające.

,,W ciągu niespełna dwóch tygodni zaczęłam się czuć o wiele lepiej". - twierdzi - ,,Czułam się odświeżona. Bóle głowy minęły, a moja nadwaga zniknęła niezauważalnie."

Dziś 35-letnia Jamieson jest okazem zdrowia. Mieszka w Nowym Jorku ze swoim mężem, znanym reżyserem Morganem Spurlock i małym synkiem Lakenem. Niedawno pojechała do Eugene i Portland, aby promować swoją najnowszą książkę ,,Vegan Cooking for Dummies" (Wegańskie gotowanie dla opornych). Zawiera ona ponad 160 przepisów i jest kontynuacją książki ,,Living Vegan for Dummies" (2009 ) (Wegańskie życie dla opornych).

Jamieson wyjaśnia, że dieta wegańska zawiera wszystko poza produktami pochodzenia zwierzęcego. ,,Opisuję to w ten sposób, że istnieje wiele opcji, ponieważ taka jest prawda." - mówi - ,,Ogólnie rzecz biorąc, dieta ta zawiera pełne ziarna, fasolę, owoce, warzywa, warzywa morskie, orzechy i nasiona."

,,Jest tyle żywności, że weganie jedzą normalnie. Na przykład pita i hummus z falafelem. To jest wegańskie. Kanapki z masłem orzechowym i dżemem są wegańskie. To jest bardzo podstawowe jedzenie. Chipsy z salsą i guacamole. To są regularne wegańskie przekąski w moim domu."

Alexandra wystąpiła w nominowanym do Oskara w 2004 filmie dokumentalnym ,,Super Size Me", który został wyreżyserowany przez jej ówczesnego narzeczonego Spurlocka. Film jest kroniką zdrowotnych konsekwencji, kiedy Spurlock przez 30-dni odżywia się jedynie w McDonald'sie.

Kiedy Spurlock przybrał znacznie na wadze i zaczął cierpieć na kilka fizycznych dolegliwości, Alexandra stworzyła dla niego wegański program oczyszczający (który opisała w swojej pierwszej książce ,,The Great American Detox Diet” /Wspaniała Amerykańska Dieta Oczyszczająca).

,,Dopiero po dwóch miesiącach jego ciśnienie krwi, czynność wątroby i poziom cholesterolu wróciły do normy" - mówi - "Po roku zrzucił całą nadwagę."

,,Dieta wegańska jest doskonałym sposobem na utrzymanie prawidłowej wagi ciała, ponieważ nigdy nie musisz martwić się, że jesz za dużo. Trudno jest zjeść zbyt dużo wegańskich kalorii."

Poza tworzeniem roślinnych przepisów i pisaniem książek wegańskich, Jamieson jest certyfikowanym doradcą holistycznym i oferuje wsparcie dla kobiet, które pragną prowadzić zdrowszy, szczęśliwszy styl życia.

,,Pomagam wielu kobietom wyleczyć zadawnione problemy zdrowotne za pomocą jedzenia, stylu życia i podejścia holistycznego."

,,Jedzenie może doprowadzić nas do choroby i jedzenie może nas wyleczyć."

link

08:08, iveggy , Weganizm jest zdrowszy
Link
piątek, 21 stycznia 2011

 

Alex Arndt, wokalista i gitarzysta, napisał tę piosenkę w czasie kampanii prezydenckiej w 2008 dla wegańskiego kandydata partii demokratycznej Dennisa Kucinicha, który obiecywał natychmiastowe zakończenie okupacji Iraku.

Wszyscy chcemy zakończyć tę wojnę

Zatrzymajmy przemoc pochodniami pokoju

Niech żołnierze wrócą do domu, na ganek matki

Rozwiązanie jest przed nami

Ten plan pokojowy oznacza koniec rozlewu krwi

Przestańmy bezmyślnie zabijać za ropę

 

link


03:13, iveggy , Muzyka
Link
czwartek, 20 stycznia 2011

Tłumacznie ze strony Syracuse.com

 

 

Tim Hogarth jest fanem kapeli Six Feet Under, grającej muzykę w stylu należącym do heavy metal, zwanym death metal.

Jest weganinem i uważa, że zwierzęta należy traktować humanitarnie. Nie je mięsa, nabiału i żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego - ze względów zdrowotnych oraz etycznych.

Tim nakręcił serię krótkich filmów video pt. ,,Heavy Metal Vegan Cooking" (Heavy metalowe wegańskie gotowanie). Filmiki nagrał w domu swojej matki w DeWitt i umieścił je na YouTube (oraz na swojej stronie). Udało mu się połączyć w nich swój wybór żywności z gatunkiem muzyki, która zyskała rozgłos prawie 30 lat temu, kiedy Ozzy Osbourne podczas koncertu odgryzł głowę nietoperzowi.

,,Można powiedzieć, że chcę przełamać pewne stereotypy." powiedział 26-letni Tim Hogarth, który obecnie mieszka w Los Angeles. ,,To jest inny odłam".

Wygląda na to, że mu się udaje: Producenci ,,Veg Edge", pierwszej serii programów o tematyce wegetariańskiej na kanale Food Network, zauważyli działania Tima w internecie. Został zaproszony jako gość na premierowy odcinek, który pokazano na kanale Cooking w grudniu.

,,Heavy Metal Vegan Cooking" to kombinacja pokazów wegańskiego gotowania, muzyki metalowej i komedii skeczowej. Tim sam prezentuje przepisy, w większości sam gra muzykę, sam pisze scenariusz i sam odtwarza wszystkie postacie.

 

Poniżej pokaz, jak zrobić skrzydełka z seitana.


 



08:24, iveggy , Newsy
Link
środa, 19 stycznia 2011

 

 

Najgorszym grzechem wobec naszych bratnich istot nie jest nienawiść, ale obojętność, która stanowi kwintesencję nieludzkości.

George Bernard Shaw


 


04:25, iveggy , Cytaty
Link
wtorek, 18 stycznia 2011

Dzisiaj pierwsza wegańska historia:


„Nie dojeniu cudzych kobiet”

W lutym minie rok odkąd jestem weganką.

Po nastu latach wegetarianizmu spadło to na mnie z dnia na dzień.

Po prostu budzisz się pewnego dnia i nie masz ochoty na coranny jogurt do płatków.

Na początku  z mojej strony był bunt; „Nie będziesz mi organizm mówić co mam robić” i takietam.

Ale spisek organizmu i podświadomości był silniejszy.

Początki były dziwne bo jak wegan bez przekonania może kogoś przekonać dlaczego jest weganem.

Myślałam że mi przejdzie, myślałam że jak pojedziemy w nasze ukochane Bieszczady

gdzie jest najlepsze wegetariańskie jedzenie na świecie to pory zapiekane w serze pleśniowym mnie wyleczą.

Nic z tego. Skończyło się tym że to gospodarze zaczęli rozważać weganizm a ich córa nawet przeszła na.

Teraz po roku samoobserwacji kilku przeczytanych tekstach nie wyobrażam sobie jak znowu mogłabym

pić pokar dla czterożołądkowych rogatokopytch cielaków czy jeść wody płodowe kur

a najważniejsze że dobrze się z tym czuje.

I tyle.

 

K.


05:11, iveggy , Moja wegańska historia
Link
niedziela, 16 stycznia 2011

 

 

 

Maggie Q znana jest z filmów akcji,  takich jak Godziny szczytu 2 i Mission Impossible III. Obecnie występuje w nowym serialu telewizyjnym Nikita. Urodziła się na Hawajach,  jej ojciec pochodzi z rodziny polsko-irlandzkiej, a matka jest Wietnamką.

Maggie Q, weganka od 13 lat, jest współproducentką filmu Earthlings (Ziemianie).

 

 

link


06:15, iveggy , Hollywood/znani weganie
Link
sobota, 15 stycznia 2011

Weganki i weganie! Zapraszamy do podzielenia się swoją historią czy zdarzeniem, wesołym lub smutnym. Każda historia może stać się pokarmem dla innych wegańskich dusz.


Historie należy przesyłać na adres:  mojahistoria(at)organicmagazine.pl

Więcej informacji na stronie magazynu Organic

04:19, iveggy , Moja wegańska historia
Link
piątek, 14 stycznia 2011

Tłumaczenie artykułu z Associated Press

Zaszliście już daleko, weganie.

Kiedyś wyszydzany jako skrajność chodzących w sandałach pracowników sklepów ze zdrową żywnością, weganizm w Stanach Zjednoczonych z nurtu marginesowego awansował na nurt szeroko uznawany.

 

Wegańskie książki "Skinny Bitch" (Wegańska Bogini) stały się bestsellerami, podstawowe wegańskie produkty, takie jak tempeh i tofu można kupić w niemal każdym sklepie spożywczym, a niektóre sieci restauracji entuzjastycznie promują roślinne opcje w swoim menu. Dzisiejsi weganie to miejscy intelektualiści, podmiejskie mamy, studenci, a nawet zawodowi sportowcy.

"Zdecydowanie stało się to bardziej zróżnicowane. To już nie to,  co przychodziło nam na myśl 20 lat temu, jakiś wymięty hipis” - mówi Isa Chandra Moskowitz, autorka wegańskich książek kucharskich, w tym najnowszej "Appetite for Reduction" (Apetyt do zredukowania).

Twierdzi ona, że teraz łatwiej jest być na diecie wegańskiej, ponieważ dostępna jest większa ilość produktów lokalnych i sposobów na ich przyrządzenie. "To już nie są tylko warzywa na parze z brązowym ryżem i soczewicą” – powiedziała.

Zasadniczo weganizm to wegetarianizm hardcore. Wegetarianie smarują bułkę masłem czy jedzą ciasto z jajkami, natomiast weganie unikają wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie jedzą mięsa, sera, jajek, miodu, majonezu. Etyczni weganie z powodów moralnych czują awersję do krzywdzenia i zabijania zwierząt dla ludzkiej konsumpcji, czy to na stek, czy na skórzane buty. Samo określenie jednak używane jest w stosunku do ludzi, którzy przestrzegają samej diety, a nie stojącej za nią filozofii.

Trudno jest konkretnie oszacować liczbę praktykujących wegan. Niewyraźna jest granica między ludźmi, którzy określają siebie jako wegan i wegetarian, a niektórzy przeskakują tam i z powrotem. Na przykład, redaktor sekcji o jedzeniu w gazecie New York Times, Mark Bittman, wykreował plan zdrowotny, który nazwał "weganizm do 18-tej”, wg którego wieczorem jest wszystkożerny.

Po przeprowadzeniu ankiety w 2009, działacze bezdochodowej organizacji Vegetarian Resource Group podali, że około 1 procent Amerykanów jest weganami, czyli mniej więcej 1/3 ludzi, którzy podali, że są wegetarianami. Inny sondaż opublikowany w zeszłym roku przez tę samą organizację wykazał podobną liczbę wśród amerykańskiej młodzieży w wieku 8-18.

To pokazuje, że weganizm ogarnia niemal całe społeczeństwo, podobnie jak kiedyś dieta niskowęglowodanowa. Mimo że Kraft Foods podał, iż w ubiegłym roku sprzedał więcej Bocca Original Vegan Burger Patties i Boca Ground Crumbles (wegańskie burgery), to wzrost ten był tylko o skromny 1 procent. [mój przyp. Nic dziwnego, te burgery są niezbyt atrakcyjne]. Jednak są oznaki tego, że weganie przebili się przez swój stary ekskluzywny kokon, który kiedyś spowodował, że znany szef kuchni Anthony Bourdain wyśmiewał ich jako "cieniutki, typu Hezbollah, odłam” wegetarianizmu.

Eksponatem ‘A’ są książki Skinny Bitch, które oferują rady, jak prowadzić wegański sposób życia, w stylu soczystej telefonicznej rozmowy między przyjaciółkami (Przykład: "Napoje gazowane to Szatan w płynie. To diabeł.”) Aktorka Alicia Silverstone dodała szczyptę swojej sławy hollywoodzkiej do sprawy wegańskiej publikując książkę "The Kind Diet” (Życzliwa dieta), która stała się bestsellerem. Dieta wegańska również została rozreklamowana przez inne gwiazdy, w tym Emily Deschanel z serialu "Bones" i Lea Michele z "Glee".

Weganizm rozkręca się w ten sam sposób, oparty na motywach zdrowotnych, co trend, który pociągnął bezprecedensową liczbę Amerykanów w stronę jedzenia niskotłuszczowego, wegetariańskiego i organicznego. Idea jedzenia produktów z niższej pozycji łańcucha pokarmowego jest szczególnie atrakcyjna dla konsumentów dbających o ochronę środowiska, ponieważ produkcja mięsa na dużą skalę jest głównym źródłem emisji gazów cieplarnianych.

Weganizm również stanowi pewną przystań dla coraz większej liczby osób zainteresowanych tym, skąd pochodzi mięso sprzedawane w ich supermarkecie. Krytycy przetwórstwa spożywczego na skalę przemysłową, tacy jak pisarz Michael Pollan, w ostatnich latach zdobywają coraz liczniejsze grono słuchaczy.

Również - co jest znakiem naszych czasów - kilku słynnych facetów obecnie stosuje dietę wegańską.

Bill Clinton, który znany był z miłości do burgerów, przyznał, że  szczupłą sylwetkę podczas letniego przyjęcia weselnego swojej córki Chelsea, zawdzięcza "diecie roślinnej” (chociaż czasami je ryby). Nawet były mistrz wagi ciężkiej Mike Tyson omawia swoją dietę wegańską.

A kucharskie książki wegańskie, niegdyś należące do wąskiej kategorii, teraz ukazują się w tak szybkim tempie, że powstały ich podkategorie. Wydawnictwo Da Capo Press ma w druku 20 wegańskich książek kucharskich, w tym jedną o jedzeniu ‘soul’, a inną z latynoskimi przepisami.

Unikanie spożywania produktów pochodzących od zwierząt jest starodawną praktyką, stosowaną w kulturach na całym świecie. Ale weganizm nigdy przedtem nie zakorzenił się w kochającej mięso Ameryce.

Tracye McQuirter, weganka od 23 lat i autorka książki "By Any Greens Necessary", będącej wegańskim przewodnikiem skierowanym do czarnych kobiet, mówi, że sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero dekadę temu. Dawniej należała co prawda do wegańskiej społeczności w rodzinnym Waszyngtonie, ale poza nią nie istniało społeczne zrozumienie.

"Ludzie nie wiedzieli, co to znaczy." mówi McQuirter. "Nie było wielu opcji w sklepach spożywczych. Nie istniało Whole Foods... Musieliśmy po prostu wszystko dla siebie gotować."

To się zmieniło. Ponad połowa z 1500 ankietowanych przez organizację National Restaurant Association (zbierającej dane do listy najpopularniejszych dań na rok 2011) szefów kuchni, podała dania wegańskie jako nowy trend. Dania wegańskie zajęły 71 pozycję z 226 tendencji (pokonując organiczne piwo i pitne desery) – jest to pozycja daleka do numeru 1, ale jednak stanowi dowód na to, ze weganizm wychodzi poza twierdze Nowego Jorku i Los Angeles.

Niektóre sieci restauracji, jak Souplantation i Pizza Fusion, nawet oznaczają wegańskie potrawy na swoim menu.

W Fort Lauderdale na Florydzie, Roseann Marulli Rodriguez, blogerka ze strony SuperVegan, powiedziała, że mimo iż w jej okolicach nie ma zbyt wielu wegańskich restauracji, to w lokalnym sklepie spożywczym sprzedawane są wegańskie kurczaki i boczek.

"Na pewno (dieta wegańska) zatacza większe kręgi" mówi Rodriguez, niedawno jeszcze mieszkanka Nowego Jorku, która jest weganką od 5 lat "i myślę, że coraz więcej ludzi ją stosuje, ponieważ jest łatwiej dostępna."


czwartek, 13 stycznia 2011

 

 

Adam Yauch ze znanej brooklyńskiej grupy hip-hopowej Beastie Boys, znany także jako MCA, w 2009 zachorował na raka gruczołu ślinowego. Po operacji zastosował dodatkowe leczenie chińskimi preparatami i ziołami, przepisanymi przez lekarzy tybetańskich oraz przeszedł na ściśle wegańską dietę. Jednak mimo dobrych prognoz, zmarł 4 maja 2012 r.


 

link

link

03:37, iveggy , Muzyka
Link
środa, 12 stycznia 2011

Tłumaczenie ze strony www.opposingviews.com

 

Kathy Freston, specjalistka ds. zdrowia i dobrego samopoczucia poprzez stosowanie wegańskiej diety, jest autorką mającej się niedługo ukazać książki pt. Veganist: Lose Weight, Get Healthy, Change the World (Weganizm: schudnij, bądź zdrowszy, zmień świat) i wcale nie jest nieśmiała, jeśli chodzi o polecanie wegańskiej diety każdemu, kogo spotka.


Wystąpiła w programach talk show Ellen, The View, w dzienniku Good Morning Ameryka i wielu innych, dając ludziom rady, jak stosować zdrową i smaczną dietę. Kiedyś nawet namówiła Oprahę do spróbowania 21-dniowego wegańskiego programu oczyszczania organizmu.

Tak więc wcale nie zaskoczyło nas to, że kochający mięso-z-ziemniakami dziennikarz z Vanity Fair, po obiedzie z „niemożliwie olśniewającą” autorką, której książki znajdują się na liście bestsellerów gazety New York Times, w modnej wegańskiej restauracji Candle 79, przeszedł na wegetarianizm!

Mimo że dziennikarz ten na początku kręcił nosem na widok seitana chimichurri i sałatki z grillowanego jarmużu, które poleciła Kathy, to po skosztowaniu ich, określił je jako „wyśmienite”.

W artykule, który ukaże się w lutowym wydaniu Vanity Fair, Kathy wyjaśnia, że dieta mięsna „tak naprawdę to użyźnia raka”, opowiada o zdjęciu ogłuszonej krowy, które zaprowadziło ją na drogę do weganizmu i mówi, że wyższa „świadomość społeczeństwa w sprawach zdrowotnych i środowiska” doprowadziła do eksplozji popularności diety wegańskiej. Nam się to podoba!

Michelle Sherrow

05:15, iveggy , Książki i autorzy
Link
wtorek, 11 stycznia 2011

Tłumacznie ze strony www.pjstar.com

(na zdjęciu Robert Cheeke, wegański kulturysta)

 

Chociaż liczne badania wykazują, że wegetarianie ogólnie wiodą dłuższe i zdrowsze życie niż ludzie jedzący mięso, to jednak ostatnio edytorka Journal Star, Jennifer Davis odkryła, że jej zdrowie pogorszyło się na wegetariańskiej diecie, i że to wcale nie jest rzadkością.

Kiedy wegetarianie zastępują mięso z poprzedniej diety produktami mlecznymi i jajkami, to nie należy się dziwić, że zaczynają cierpieć na wysoki poziom cholesterolu, nadwagę i inne problemy zdrowotne. Zastanówmy się nad celem wytwarzania mleka: ma ono odżywiać nowonarodzonego cielaka w okresie jego szybkiego wzrostu.

Musimy pamiętać, że węglowodany proste różnią się od złożonych. Proste węglowodany mają negatywny wpływ na poziom cukru we krwi, natomiast żywność zawierająca złożone węglowodany, jak strączkowe i zielono-liściaste warzywa, zawierające duże ilości błonnika i antyutleniaczy, pomaga w utrzymaniu stałego poziomu insuliny.

Jennifer Davis wskazuje na dietę wegańską (dietę bez produktów pochodzenia zwierzęcego) jako naprawdę zdrową alternatywę. Ponadto mitem jest to, że weganie cierpią na niedobór protein. Na przykład, ziemniak zawiera wszystkie podstawowe aminokwasy. Jak demonstruje Raport Chiński, człowiek powinien unikać tylko protein zwierzęcych, szczególnie kazeiny, która jest związana z powstawaniem nowotworów.

Weganie nie spożywają żadnego cholesterolu, i większość ma idealny (wg słynnych badań Framingham Heart) poziom cholesterolu poniżej 150. Mimo że ogólnie uważa się, że cholesterol poniżej 200mg/dL jest odpowiedni, to jednak 25% wszystkich ofiar ataku serca ma poziom cholesterolu między 150 a 200. Ataki serca dosłownie nie występują u ludzi z cholesterolem poniżej 150 jednostek.

Tonya Sneed

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Artykuł ze strony www.Indyweek.com

 

Pomimo wielu przedsięwzięć, reżyserka, blogerka i niezależna perkusistka rockowa Eleni Vlachos jest jednosobowym tornadem wegańskiego aktywizmu. Ostatniej jesieni, ona i szef kuchni Shirlé Hale-Koslowski zorganizowały Bull City Vegan Challenge - Wegański Konkurs Byczego Miasta [przydomek amerykańskiego miasta Durham, gdzie w centrum stoi pomnik byka (na zdjęciu)], który miał na celu zachęcenie miejscowych restauracji do stworzenia nowych innowacyjnych dań nie zawierajacych składników pochodzenia zwierzęcego - ani hummus ani wege-burgery nie były dozwolone.

Akcja miała trwać przez miesiąc, ale ponieważ nowe dania były tak popularne, kilka restauracji postanowiło zostawić te potrawy na stałe w menu, ku radości coraz większych rzeszy roślinożerców z Durham. Niedługo ma ukazać się film dokumentujący to zdarzenie.

W międzyczasie Eleni Vlachos organizuje pokazy swojego poprzedniego filmu dokumentalnego pt. Seeing Through the Fence (Widząc, co dzieje się za ogrodzeniem). Prezentuje on fakty i materiał filmowy z procesu produkcji mięsa oraz rozmowy z rodziną, przyjaciółmi i nieznajomymi, podczas ktorych Eleni bada, co ludzie myślą o jedzeniu mięsa i o weganizmie. Szczegóły można znaleźć na jej witalnym, ładnie pisanym blogu (bingecafe.blogspot.com).

Eleni pokazała ten film w ponad 100 miejscach (czasami podczas podróży z jej zespołem Beloved Binge), często w różnych miasteczkach uniwersyteckich.

-Marc Maksimow

05:01, iveggy , Ruch na rzecz zwierząt
Link
niedziela, 09 stycznia 2011

Matisyahu, amerykański muzyk, grający reggae przeplatane elementami tradycyjnej muzyki chasydzkiej:

"Częściowo żydowska religia uważa, że jedzenie mięsa jest ważniejsze niż stosowanie diety wegetariańskiej czy wegańskiej, ponieważ wszystkie zalecenia specyficznie odnoszą się do sposobu obróbki mięsa w diecie żydowskiej.

Jednak nie jest to jednolite. Historia judaizmu pokazuje nam, że zmiana diety na wegetariańską czy wegańską pozwala Żydom na przestrzeganie praw odnoszących się do diety. Na przykład, Daniel i jego towarzysze unikali nie koszernego jedzenia, kiedy byli przetrzymywani na dworze Nabuchodonozora, króla Babilonii, poprzez dietę wegańską (Daniel 1: 8-16).”

link



05:45, iveggy , Muzyka
Link
sobota, 08 stycznia 2011

Tłumacznie bloga JLgoesVegan

 

Co za rok!

Gdy obudziłam się 1 stycznia 2010 roku, nie miałam pojęcia, że w tym właśnie roku przejdę z wegetarianizmu na weganizm. Wiedziałam jedynie, że czułam się bardzo nieswojo. Zapisałam się więc po raz pierwszy na program oczyszczający, prowadzony przez dietetyka. Program wymagał eliminacji z diety produktów mlecznych. Po skończonym oczyszczaniu uświadomiłam sobie, że od bycia weganką dzieli mnie zwykłe jajko. Tak więc przestałam jeść jajka.

Zaczęłam czytać dużo wegańskich/kulinarnych blogów i książek, i zapełniłam moją kuchnię zdrowym wegańskim jedzeniem. Zakochałam się w gotowaniu, po raz pierwszy w wieku 45 lat.

W lutym i marcu trenowałam, żeby wziąć udział w pierwszym z trzech zaplanowanych przez mnie na ten rok maratonów. (W 2009 r. doznałam kontuzji kolana i postanowiłam, że w 2010 nie wezmę udziału w trójboju.)

W kwietniu przebiegłam pół-maraton organizowany przez MORE Magazine, w strugach lodowatego deszczu. Okropna pogoda (i trudny bieg) jednak nie poszły na marne, bo nagrodą był mój pierwszy posiłek w Candle 79.

Uzależniłam się od tej niesamowitej restauracji, co jest widoczne tutaj, tutaj i tutaj.

W maju wznowiłam trening, przygotowując się do czerwcowego pół-maratonu, i zaczęłam rozważać ideę blogowania na temat mojego przejścia na weganizm.

W czerwcu napisałam gościnny blog dla Cook.Vegan.Lover., a następnie stworzyłam ten blog. Wzięłam również udział w niezbyt znanym pół-maratonie w Fairfield, CT.

W lipcu, sierpniu i wrześniu gotowałam, blogowałam, podróżowałam i biegałam. W sierpniu nagle zaczęłam znowu studiować. 20 lat po zrobieniu magistra, zapisałam się na zaawansowany 2-letni program zawodowy.

W październiku, zrezygnowałam z udziału w ostatnim pół-maratonie, ponieważ miałam kłopoty z naciągniętym ścięgnem prawego uda i nie miałam zamiaru zakończyć sezonu kontuzją. Oprócz pracy w pełnym wymiarze godzin na miejscowej uczelni, uczęszczałam na zajęcia we wtorki wieczorem i prowadziłam na uczelni 5-tygodniowy kurs bezdochodowego menedżmentu w poniedziałki wieczorem.

W listopadzie i grudniu gotowałam, blogowałam (jak szalona z okazji Vegan MoFo!/month of food). Podróżowałam i w zasadzie wcale nie trenowałam.

link

piątek, 07 stycznia 2011

Wspólnie z magazynem zapraszamy na konkurs:

Moja wegańska historia

Wszystkie nadesłane teksty zamieścimy na tym blogu, a kilka wybranych opublikujemy w magazynie Organic.


 

Doświadczyłeś dzięki weganizmowi czegoś nowego? Opisz swoją historię!

Jesteś weganką, weganinem, rodzicem, aktywistą, a może głównie wielbicielem wspinaczki ściankowej, literatury iberoamerykańskiej, domowego chleba?

W twoim otoczeniu jest weganin, lubisz go, a może drażni cię, jego sposób życia jest dla ciebie bardziej lub mniej akceptowalny?

Jaka jest Twoja historia?

Spisz i/lub sfotografuj swoją wegańską historię, bez czarowania, prawdziwą, ludzką, może być i zwierzęcą. Przedstaw weganizm w jego różnych barwach, w którym dieta jest przecież jedynie punktem wyjścia.

Na Twoją historię czekamy do 10 marca 2011 roku. Najciekawsze historie zostaną opublikowane na łamach „Organic”, a jedną z nich nagrodzimy koszem pysznego tofu.

W koszu znajdują się wszystkie produkty Lord of Tofu: tofu wędzone, z przyprawami, z pastą pomidorową, sezamem, czy a`la salami. Kosz tofu ufundował sklep OnlyNature.pl.

Do wegańskiej historii również zapraszają:


 

Więcej informacji: www.organicmagazine.pl

Strona konkursu: http://organicmagazine.pl/spoleczenstwo/swiat-i-ludzie/konkurs-moja-weganska-historia/menu-id-203.html

HISTORIE MOŻNA WYSYŁAĆ NA ADRES: mojahistoria@organicmagazine.pl

06:54, iveggy , Moja wegańska historia
Link
czwartek, 06 stycznia 2011

 

Tłumacznie artykułu Mumbai office lunches come to Canada


Po 20 latach stresującej pracy w korporacji w Toronto, Seema Pabari znalazła swoją nową profesję, kiedy pewnego ranka pakowała w tradycyjne indyjskie menażki „tiffin” szkolny lunch dla syna. Uświadomiła sobie, że indyjskie dziedzictwo może dać jej pomysł na biznes, którego szukała.

W czerwcu pani Pabari założyła Tiffinday, serwis dostarczający lunche, i teraz rozpoczyna swój dzień o świcie i z dwoma innymi kucharzami przygotowuje wegańskie indyjskie lunche zwane „tiffin-box”.

,,Moim typowym klientem, co naprawdę mnie zaskoczyło, jest młody, biały pracownik firmy informatycznej, prawniczej lub finansowej.” - mówi pani Pabari - ,,Oni po prostu chcą jeść dobre i zdrowe potrawy, które są im dostarczane.”


(...) Inspiracją dla Tiffinday był Bombaj, w którym tradycja tiffin jest bardzo popularna wśród pracowników biur. Serwis ten jest znany z niskich cen, pojemników wielorazowego użytku, które są zabierane z powrotem po skończonym lunchu oraz dabbawallah, którzy dostarczają posiłki i zabierają z powrotem pojemniki.

„Jestem wegetarianką i zawsze miałam problemy ze znalezieniem restauracji, tak więc przyzwyczaiłam się zabierać ze sobą lunche w tiffin, wyrosłam z nimi.” - mówi pani Pabari.

Zwolniła się z pracy w 2008. „Moja praca nie była odpowiednia dla samotnej matki. Chciałam zacząć jakiś biznes i wiedziałam, że będę lubić to zajęcie. Zrozumiałam, że to właśnie było to.”

,,Zawsze lubiłam karmić ludzi, ale także chciałam, żeby moja firma była ekoprzyjazna. Kiedy mówię, że to jest wegańskie, niektórzy ludzie się zniechęcają, ale kiedy powiem, że indyjskie, to do nich przemawia. Nikt się nad tym nie zastanawia, koncentrują się nad smakiem.”

Aby utrzymać się na rynku, firma musi sprzedać co najmniej 100 posiłków dziennie i pani Pabari twierdzi, że mieści się w tej liczbie. Jej klienci przeważnie pracują w centrum finansowym Toronto.

,,Chciałabym mieć 1000 klientów, ale zaczęliśmy z minimalną reklamą. Rozwijamy się, bo ludzie sobie nas polecają, i wszystko naprawdę idzie świetnie."(...)


04:50, iveggy , Pomysł na biznes
Link
 
1 , 2
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm