sobota, 30 kwietnia 2011
piątek, 29 kwietnia 2011

 

Dzisiaj trochę niecodzienna, ale przyjemna historia. 4 lutego swoje 108 urodziny obchodziła pani Loreen Dinwiddie. Loreen, która mieszka w Portland (USA), przeszła na weganizm w 1922 roku. Poniżej krótki fragment oregońskiego dziennika, w którym Loreen mówi o swojej diecie.


 

link


czwartek, 28 kwietnia 2011

 

Johnny Marr, brytyjski gitarzysta i kompozytor, członek zespołu The Smith.

"Zostałem weganinem w 1985, kiedy z The Smith nagrywaliśmy album Meat is murder (Mięso to morderstwo). Zrozumiałem wtedy, że jedzenie mięsa to nie była fajna sprawa."

link

 

środa, 27 kwietnia 2011
wtorek, 26 kwietnia 2011

 

Nawet jeśli prawdziwi mężczyźni kiedyś jedli mięso, to już tak nie jest. Legendarny mistrz olimpijski Carl Lewis jest weganinem. Były mistrz świata wagi ciężkiej Mike Tyson jest weganinem. Andre 3000 z Outkast jest weganinem. W Austin oddział strażaków przeszedł na weganizm. Ale poza słynnymi ludźmi, którzy zostali weganami z powodów etycznych lub zdrowotnych, niezaprzeczalnym faktem jest, że jedzenie mięsa nie zwiększa libido czy płodności – a dieta wegańska ich nie obniża.

4. Weganie bardziej troszczą się o zwierzęta niż o ludzi.

Weganizm jest ruchem społecznej sprawiedliwości, obejmującym kwestie zwierząt, ale również wiele spraw dotyczących ludzi. Weganie dokonując swojego wyboru żywności, biorą pod uwagę środowiskowy koszt produkcji mięsa i nabiału, kryzys zdrowotny społeczeństwa powiązany z otyłością oraz, jak Eric Schlosser zauważył w Fast Food Nation, złe warunki w rzeźniach, w których pracownicy mają więcej wypadków niż w jakiejkolwiek innej branży.

W rzeczywistości, przestrzeganie diety wegańskiej przez jeden dzień w tygodniu zmniejsza nasz udział w emisji gazów cieplarnianych bardziej niż spożywanie produktów lokalnych przez cały tydzień.

Koszt gospodarczy zaćmiewa systematyczne okrucieństwo wobec zwierząt nagrywane ukrytą kamerą na farmach przemysłowych. Jedzenie bydła karmionego ziarnem powoduje zwyżkę cen kukurydzy; wysokie ceny były przyczyną zamieszek żywnościowych w 2008 na Haiti, w Bangladeszu, Egipcie i w innych krajach. Uprzemysłowiona produkcja mięsa pozwala na skażenie żywności niebezpiecznymi bakteriami, takimi jak salmonella. A leczenie pokolenia wychowanego na tanich Big Macach będzie finansowym wyzwaniem dla Medicaid (bezpłatna opieka zdrowotna dla ludzi ubogich).

Troska o zwierzęta oznacza także troskę o ludzi.

5. Bycie weganinem jest drogie i niewygodne.

Spróbujcie być na wegańskiej diecie przez jeden dzień i zobaczycie, co się stanie. Czy tak trudno jest zastąpić sos mięsny sosem pomidorowym? Kupić pizzę z mnóstwem warzyw zamiast z mięsem i serem? Przyrządzić sobie dużą sałatę z cieciorką zamiast z indykiem? Zamówić wegańskie danie w jakiejkolwiek etnicznej restauracji, bogatej w wegańskie potrawy – etiopskiej, tajskiej, wietnamskiej, chińskiej czy włoskiej?

Jednym z powodów, że razem z Patti Breitman napisałyśmy Jak odżywiać się jak wegetarianie, nawet jeśli nigdy nie chcieliśmy nimi być, było pokazanie ludziom, jak łatwo jest być weganami. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do jednostajnej diety opartej na wołowinie, kurczakach i wieprzowinie, weganizm może poszerzyć wasze opcje. Zaczniecie odkrywać różne sposoby przyrządzania tofu, seitana, tempehu i proteiny sojowej – z większą ilością zieleniny, ziarna i fasoli. W niektórych częściach kraju może jest trudniej kupić te produkty niż hamburgery czy polędwicę, ale niekoniecznie są one droższe. A jeśli są, to mogą jednak obniżyć koszty medyczne w przyszłości.

 

Nie-weganie uważają, że zmiana jest trudna. Brak zmiany jest jeszcze trudniejszy.

 

sexualpoliticsofmeat@gmail.com

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

 

 

Poniżej tłumaczenie artykułu Five myths about vegans, napisanego przez Carol J. Adams (amerykańską pisarkę, feministkę i działaczkę na rzecz obrony praw zwierząt), opublikowanego w gazecie Washington Post. Carol J. Adams jest autorką książek The Sexual Politics of Meat (Seksualna polityka mięsa) (1990) i The Pornography of Meat (Pornografia mięsa) (2004)

 

 

Mimo że były prezydent Bill Clinton nie jest w zasadzie weganinem, to kiedy w zeszłym roku przyjął dietę roślinną, bez mięsa oraz nabiału, i zrzucił 12 kg nadwagi – to informacja ta ukazała się na czołówkach gazet jako oznaka niedużego, ale rosnącego trendu. Tylko 3.2% Amerykanów jest wegetarianami, a jedynie 0.5% powiewa flagą wegańską, eliminując wszelkie produkty odzwierzęce ze swoich kuchni i szaf.

Ale czy weganizm jest zdrowy? Oznacza zniewieścienie? Jest trudny? Schudnijmy na tej osobliwej diecie.

Rozprawmy się z mitami na temat weganizmu

 

1. Weganie mają problemy z uzyskaniem wystarczającej ilości białka.

"A skąd bierzesz białko?" to chyba najczęstsze pytanie zadawane weganom.

Ale białko wcale nie musi pochodzić od zwierząt. Białko roślinne nie jest ani niepełne, ani niewystarczające – jest ono bogate w błonnik, ma niską zawartość tłuszczu i nie zawiera cholesterolu.

Białko zwierzęce nie zawiera błonnika, ma wysoką zawartość tłuszczu oraz cholesterolu i jest powiązane ze zwiększonym ryzykiem chorób serca, ubytku wapnia z kości i słabszej wydolności nerek.

Dietetycy zgadzają się, że dorośli, którzy konsumują około 2000 kalorii dziennie, powinni otrzymać około 50 g białka. Jak to wygląda w wegańskiej diecie? Cóż, pół szklanki cieciorki zawiera 6 gramów białka. Pół szklanki twardego tofu zawiera 20 gramów. Wegeburger ma około 15 gramów. 50 gramów otrzymamy dość szybko bez klopsów czy boczku.

Każda dieta wegańska, składająca się z różnorodnych pokarmów roślinnych, zawiera wystarczające ilości białka. Odnosi się to do dorosłych, nastolatków i według pediatry Benjamina Spock, nawet do dzieci. Dietetyczki Brenda Davis i Vesanto Melina wyjaśniły to w książce "Becoming Vegan", a odpowiedź na to często zadawane pytanie brzmi: "ze wszystkich roślin, jakie jem."

 

2. Weganie mają niezliczone zasady odnośnie tego, co można jeść.

Według wegan, to właśnie mięsożercy mają mnóstwo ograniczeń. W Stanach Zjednoczonych, ludzie jedzą krowy, ale nie jedzą koni. Jedzą kury, ale nie jedzą kotów. Natomiast dla Hindusów w Indiach, krowy są święte, a na Filipinach i w Korei, piesek Lassie znajduje się w menu. Niektóre religie zakazują jedzenia świń, podczas gdy inne nie. W obliczu tych najróżniejszych, często sprzecznych norm, weganie mają tylko jedną zasadę:

My celowo nie jemy, nie używamy ani nie zakładamy nic, co pochodzi od zwierząt – czy to jest mięso, skóra, jajka, mleko, wełna, jedwab czy też miód.

Jeśli wygląda na to, że weganizm potrzebuje instrukcji obsługi, to tylko dlatego, że martwe zwierzęta pojawiają się w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. Większość słodkich pianek (marshmallow) zawiera żelatynę, produkowaną z kości zwierząt. Podobnie kapsułki żelatynowe i błona fotograficzna. Placki owocowe firmy Hostess (ale nie Little Debbie) zawierają tłuszcz wołowy. Chusteczki do suszarki także zawierają tłuszcz zwierzęcy. Pasta do zębów może zawierać mąkę kostną. A w szamponie może znaleźć się białko jaj kurzych.

Oczywiście, lista ta nie ma końca. Ale obecnie duże sklepy sieciowe oferują więcej 'wegano-przyjaznych' produktów niż kiedykolwiek. W 2011 r. nie jest trudno stosować się do prostego ideału weganizmu: wyrządzajmy jak najmniej krzywdy.

 

3. Weganizm oznacza zniewieścienie - prawdziwi mężczyźni jedzą mięso.

W 1990 napisałam książkę pod tytułem "Sexual Politics of Meat" (Seksualna polityka mięsa), aby rozprawić się z pomysłem, że jedzenie mięsa zwierząt daje siłę i męskość. Mit ten nabrał rozpędu, kiedy w 1960 antropolodzy Desmond Morris i Robert Ardrey ogłosili, że obecny rozwój cywilizacji zaczął się, "kiedy mężczyzna został myśliwym”. Dzisiejsze kampanie handlowe - od reklamy Burger Kinga I am Man (Jestem mężczyzną) po reklamę auta Hummer, która sugeruje, że mężczyzna kupujący tofu musi „odzyskać równowagę", kupując ogromny samochód – wzmacniają ten mit. Nawet Michael Pollan, który szczegółowo opisuje polowanie na dziki w książce "Omnivore's Dilemma” (Dylemat wszystkożercy) pada ofiarą idei, że ludzie muszą być drapieżni: "Wędrówka z naładowaną strzelbą w nieznanym lesie pełnym oznak zdobyczy, jest porywająca."  To, co Pollan widzi jako dylemat, my uważamy za decyzję.

jutro cd.


niedziela, 24 kwietnia 2011

 

 

 

Ed Begley Jr., znany amerykański aktor filmowy i telewizyjny.

Poniżej fragmenty jego wywiadu dla FamousVeggie.com:

 

1. Jaki rodzaj wegetarianizmu przestrzegasz?

Ścisły weganizm

2. W jakim wieku podjąłeś decyzję, aby zostać weganinem?

Kiedy miałem 20 lat, przeszedłem na weganizm po raz pierwszy. Ale w tych rejonach kraju, w których pracowałem, trudno było znaleźć wegetariańskie jedzenie. Tak więc przez jakiś czas byłem na tej diecie, a potem  znowu wróciłem do tego w pełni w roku 1992. Ale na pewno nie jadłem czerwonego mięsa od 1970 roku.

3. Z jakiego powodu zostałeś weganinem.

Z powodu zdrowia. Mojego własnego, a także planety. I, oczywiście z przyczyn humanitarnych. Dni, w których trzeba było zabić zwierzę, aby przetrwać, dawno minęły.

4. Co (jeśli w ogóle) jest trudne w byciu weganinem?

Jestem weganinem od dawna i uważam, że jest to bardzo łatwe.

5. Czujesz się lepiej czy gorzej, od kiedy zostałeś weganinem?

Czuję się świetnie przez cały czas. Jeśli nie czujesz się świetnie, robisz coś nie tak.

6. Czy masz jakieś przemyślenia na temat praw zwierząt?

Wierzę w prawa wszystkich stworzeń. Jeżeli musimy zabić, żeby przetrwać, to robimy to i będziemy to robić, tak jak wiele dzikich stworzeń. Ale takiej potrzeby już nie ma w dzisiejszych czasach. Jeśli chodzi o równowagę między naszymi potrzebami i potrzebami tak wielu gatunków, z którymi dzielimy tę Ziemię, to balans jest zupełnie zachwiany.

Traktujemy zwierzęta jak zwykłe ‘zasoby’ czy ‘części zamienne’. One są żyjącymi, oddychającymi, czującymi istotami, którym należy się jakiś szacunek.

7. Jak głęboko w tym jesteś? Nosisz skórę? Chodzisz do cyrku? Etc.?

Nie noszę skóry. Nie chodzę do cyrku, z wyjątkiem najlepszego cyrku Cirque de Soleil, gdzie wszyscy uczestnicy z własnej woli idą do namiotu i dają przedstawienia.

8. A co z twoją rodziną i przyjaciółmi, czy rozumieją twój styl życia?

Niektórzy bardziej niż inni. Moje dzieci rozumieją.

9. Jakie niemądre uwagi słyszysz od nie-wegetarianów?

"Co ty do cholery jesz", "Nie masz zbytniego wyboru potraw", "Nie lubię jedzenia bez smaku", "Na pewno brakuje ci energii ".

10. Co chciałbyś powiedzieć fanom Ed’a Begley Jr. na temat przejścia na wegetarianizm?

Niemal codziennie jeżdżę po górach na rowerze 20 mil. W niektóre dni 40 do 80 mil. Mam mnóstwo energii.

11. Wiem, że działasz na rzecz ekologii. Przed jakim największym problemem stoi nasza planeta obecnie, według ciebie?

Przestrzeń życiowa jest sprawą kluczową, bo nasza populacja wynosi ponad 6 miliardów. Musimy skutecznie wykorzystać nasze grunty orne. Dieta roślinna w tym pomoże.

12. Czy ludzie filmu są bardziej czy mniej pozytywnie nastawieni wobec wegetariańskiego stylu życia niż przeciętny człowiek?

Obecnie są lepiej nastawieni. Kiedyś tak nie było. Kiedy byłem młody, mieliśmy dwie firmy cateringowe, które nie znały żadnych warzyw, oprócz tych z puszki.

13. Co myślisz o tym, jak prezentuje się jedzenie w mediach?

Jest lepiej, ale mamy jeszcze wiele do zrobienia.

14. Jakieś podsumowanie czy słowa mądrości?

Żyjmy prosto, aby wszyscy mogli po prostu żyć.


sobota, 23 kwietnia 2011


Dzisiaj świateczny przepis na wegańskie ciasto marchewkowe. Przepis pochodzi ze strony: Vegan.SheKnows.com

Składniki:

  • 4 łyżki stołowe mielonego siemienia lnianego
  • 3 / 4 szklanki wody
  • 2 szklanki mąki pszennej razowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki cynamonu w proszku
  • ½ łyżeczki mielonych goździków
  • 1 szklanka cukru
  • ½ szklanki brązowego cukru
  • 1 ½ szklanki oleju roślinnego
  • 2 szklanki grubo startej marchwi
  • 1 puszka rozdrobnionego ananasa (około ½ szklanki)
  • ½ szklanki wiórek kokosowych
  • 3 / 4 szklanki suszonych porzeczek
  • 1 / 2 szklanki drobno posiekanych orzechów pekan
  • ½ szklanki białego serka wegańskiego (można zastąpić gęstą wegańską śmietanką)
  • ½ szklanki wegańskiej margaryny
  • 3 szklanki cukru pudru

Przygotowanie:

1. Rozgrzej piekarnik do 180 C. Wysmaruj tłuszczem blachę do pieczenia (ok. 33 cm x 22 cm)

2. W małej misce wymieszaj siemię lniane z wodą. Odstaw na bok.

3. W średniej wielkości misce wymieszaj mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon i goździki.

4. W dużej misce zmiksuj cukier, brązowy cukier i olej, aż się dobrze połączą. Następnie dodaj len i ponownie zmiksuj.

5. Powoli dodawaj mąkę i miksuj, aż masa stanie się wilgotna. Dodaj startą marchew i resztę składników (oprócz serka, margaryny i cukru pudru) i wymieszaj. Wlej ciasto do przygotowanej blachy.

6. Piecz przez 50 minut lub do czasu, aż ciasto nabierze złotego koloru.

7. Zostaw ciasto do wystygnięcia.

8. W międzyczasie zmiksuj wegański biały serek (ewentualnie gęstą wegańską śmietankę) z margaryną. Następnie dodaj cukier puder i zmiksuj ponownie. (Ilość można zwiększyć, i posmarować nią przekrojone ciasto.)

9. Posmarować wierzch kremem.

piątek, 22 kwietnia 2011

 

 

Mike Tyson, były mistrz świata wagi ciężkiej, pozował do nowej wegańskiej reklamy, którą umieszczono na billboardach w Hollywoodzie. Reklamę zamówiła organizacja Last Chance for Animals. Napis głosi: ‘Weganizm. Kochasz zwierzęta, nie jedz ich.’

"Jestem naprawdę zaszczycony i wdzięczny, że mogę wziąć udział w tej akcji.” –mówi 44-letni Tyson – "Trochę czasu już upłynęło, od kiedy jakaś organizacja poprosiła mnie o pomoc, a udział w tej kampanii, która ma przynieść korzyści ludziom i zwierzętom w taki pozytywny sposób, jest błogosławieństwem.”

Od kiedy przeszedł na weganizm 2 lata temu, Mike, którego kiedyś reklamowano jako "najgorszego człowieka na świecie”, pokazuje swoją życzliwszą naturę.

"Mam więcej energii i to mi pomaga zachować pozytywne nastawienie."- dodaje - "Nie zdawałem sobie sprawy, jaki ociężały byłem, kiedy jadłem mięso. Nigdy nie odczuwałem tego w 100%, aż wyeliminowałem je z mojej diety. Teraz nie wyobrażam sobie, że mógłbym wrócić do mięsa. Czuję się niesamowicie."

link

czwartek, 21 kwietnia 2011

 

Jako że od dłuższego czasu namiętnie zaczytuję się w serii "Moja wegańska historia", postanowiłam napisać swoją własną.

Co prawda nie jest to historia długa, specjalnie zawiła czy też obfitująca w tragiczne, radosne czy jakiekolwiek inne mogące porwać czytelnika zdarzenia, jednak jest to historia dla mnie niezwykle ważna. Historia która, na swój sposób, odmieniła moje życie.

Historia ta zaczyna się już w podstawówce, kiedy to miałam niezwykłą frajdę z robienia wszystkim na przekór. Dziwne ubrania, gust muzyczny, zainteresowanie piercingiem i tatuażami, aż w końcu mała Magdalena przeczytała gdzieś o wegetarianizmie czyli nie jedzeniu mięsa.

Decyzja nastąpiła szybko. Rodzice oczywiście protestowali, potem zaczęli się śmiać, wiedząc jak to się skończy. Oczywiście mieli rację - wystarczyło skusić mnie kawałkiem gołąbków z mięsem a mała Madzia szybciutko zapominała o swoich postanowieniach.

Kolejne rewolucje, które zgasły tak szybko jak się narodziły, zdarzały się co kilka lat. Raz wystarczyła szynka, innym razem trudno było odmówić na obiedzie ze znajomymi. W końcu po kilku dobrych latach walki pełnej porażek nastąpił Sądny Dzień. Dokładnie 13 sierpnia 2010 roku wstałam rano i stwierdziłam, że mam tego dość. Wytrzymałam bez mięsa ten dzień, następny, później tydzień, miesiąc. Czas płynął powolutku a ja czułam się lepszym człowiekiem. No, może poza momentami rodzinnych obiadków, na których słyszałam tylko: "O, nie jesz mięsa..? (i tu następuje mina, którą można określić jako zdegustowaną, zmieszaną itp.)" lub "Jak długo nie jesz mięsa? Miesiąc? Dopiero? A Kaśka to nie jadła z 10 lat! Ale niedawno znowu zaczęła. (tu zadowolona mina z sukcesu znajomej, która W KOŃCU przeszła na 'dobrą drogę'). Cóż, nikt nie obiecywał, że życie wegetarianina jest proste.

W końcu, po siedmiu miesiącach wegetarianizmu (wiem, wiem, tylko siedem miesięcy. Kaśka wytrzymała 10 lat.), dokładnie 10 marca postanowiłam,  że czas zmienić coś jeszcze. Cały dzień czytałam o weganizmie, który przez ostatnie 7 miesięcy wydawał mi się czymś niemożliwym, a weganów traktowałam niemalże jak Bogów. Po kilku godzinach wstępnej 'nauki' stwierdziłam "A co mi tam! To na pewno nie jest takie trudne!". I nie jest. Mimo, że jestem weganką od niecałych dwóch miesięcy, czuję, że to jest to czego mi brakowało całe życie. Świadomość, że zwracam uwagę na życie naszych słabszych i niewinnych przyjaciół, na swoje zdrowie i na środowisko czyni mnie człowiekiem szczęśliwym. Coś do czego dążyłam od podstawówki w końcu się spełniło,  a nawet z małym bonusem w postaci weganizmu. Dzięki mnie moi znajomi i rodzina oswoili się z pojęciem weganizmu i z samym faktem jego istnienia (choć ostatnio usłyszałam "Magda! Kupiłam Ci Bounty!" - ile czasu zajęło mi wytłumaczenie dlaczego nie mogę go zjeść, ho ho!).

Mimo, że trochę się rozpisałam, trochę ponudziłam chciałabym tylko powiedzieć jedno - Drogi mięsożerco - Olej mięso. Jest niezdrowe, wcale nie jest smaczne, a przez jego konsumpcję wspomagasz masowe morderstwa. Drogi wegetarianinie - rezygnacja z mleka, miodu, jajek i innych produktów odzwierzęcych jest bajecznie prosta - trzeba tylko chcieć. Wystarczy spróbować.

Tymże miłym akcentem kończę mój wywód i pragnę pozdrowić i ucałować wszystkie zwierzęta świata (tak, nawet te, które prawdopodobnie w połowie mojej drogi do pocałowania odgryzły by mi twarz). Pozdrawiam wszystkich serdecznie!


środa, 20 kwietnia 2011

 

Moja historia z weganizmem zaczęła się dokładnie 10 lat temu, gdy miałam 16 lat. Zamawiając pocztą koszulkę pewnego zespołu muzycznego, znalazłam w paczce ulotkę "Spróbuj wegetarianizmu. Spróbuj weganizmu”.

Te kilka słów na papierze, które wtedy wpadły do moich rąk w odpowiednim czasie i miejscu, były niejako kropką nad "i", potwierdzeniem moich dylematów, impulsem pozwalającym otworzyć mi szerzej oczy. Dylematów, które pojawiły się po raz pierwszy w wieku około 6 lat, gdy rodzice zabronili mi wejścia do pomieszczenia, w którym tata zabijał karpie na pełne „miłości i szczęścia” święta. Rodzina na tyle bała się, że zobaczę, co tata robi z rybami, że pełniła między sobą wartę. Ulotka zapaliła iskrę. Postanowiłam przejść na dietę wegetariańską. Niestety w moim środowisku nie znałam nikogo, kto również był wegetarianinem, dlatego zaczęłam szukać informacji i wsparcia w książkach m.in. pani Juliet Gellatley.

Odkryłam, że dieta roślinna nie tylko nie powoduje cierpienia innych istot, odciąża planetę, ale również jest o wiele zdrowsza od tradycyjnego sposobu żywienia. Eureka! Bilans dodatni, same plusy, postanowiłam długo nie czekać i zakomunikowałam wszem i wobec, że od dziś przestaję jeść mięso. Nie miałam żadnych dylematów, mięso z dnia na dzień przestało mnie kusić i zaczęło odrzucać. Wiedziałam dlaczego to robię i jak głęboki ma to sens.

Jak chyba większość wegan, również i ja najpierw wkroczyłam na wegetariańską ścieżkę. Weganizm wydawał mi się swego czasu za bardzo restrykcyjny. Płynne przejście na 100% roślinną dietę, po kilku latach wegetarianizmu, było naturalną koleją rzeczy. W tym przypadku nie było to takie proste jak przy przejściu na wegetarianizm. Kusił mnie zapiekany żółty ser czy batoniki. Odkryłam jednak wiele wegańskich alternatyw, które okazały się dużo smaczniejsze, zdrowsze i przede wszystkim nie były wynikiem eksploatacji zwierząt. Do dziś uważam, że była to jedna z najsłuszniejszych decyzji w moim życiu, której ani przez chwilę nie żałowałam. Z każdym dniem umacniam się w tym przekonaniu. Zmiana sposobu myślenia spowodowała, że jestem w większej harmonii z otoczeniem, co nieodłącznie związane jest z czystszym sumieniem. Jestem ogromnie wdzięczna, że jestem weganką i że dane mi było nią zostać. Mam wielki szacunek do wszelkich przejawów życia, nawet tych wydawać by się mogło "nie czujących", takich jak rośliny. Ta wrażliwość wzrasta wraz z moim wege-stażem.

Im więcej dowiadywałam się na temat mojej diety, tym więcej wiedziałam o potrzebach swojego organizmu, o tym skąd brać niezbędne do prawidłowego funkcjonowania składniki. Nie raz spotykałam się z pytaniami o to skąd biorę białko czy wapń. Jak na ironię większość z tych pytań świadczą o braku wiedzy na temat żywienia. Lubię przedstawiać swoje argumenty na temat mojego sposobu na życie, czy na temat żywienia i chętnie odpowiadam na pytania, gdyż mam wtedy okazję do zaprezentowania czym jest weganizm.

Mimo, iż weganizm wydaje się być sposobem na życie pozbawionym wad, to jednak zderzenie z codziennością bywa czasem smutne. Wyjście na zakupy, szczególnie do dużych sklepów nie należą do przyjemnych. Nie mam tu na myśli trudności z wyborem wegańskich produktów, bo po latach bycia weganką mogę robić zakupy niemal z zamkniętymi oczami (choć średnio raz w tygodniu dokonuję małych odkryć nowych wegańskich dobytków na sklepowych półkach). Pobyt w hipermarketach staje się smutny w momencie gdy spoglądam do koszyków innych osób lub gdy wykładają swoje zakupy na taśmę. Do dziś nie spotkałam w kolejce nikogo, którego zakupy na taśmie kasowej wskazywałaby na przestrzeganie wegańskiej diety.

Ponadto wszelkie sytuacje życiowe, które zaprowadzają mnie do wspólnego stołu z osobami będącymi na „tradycyjnej” diecie, wymagają wcześniejszego zapowiedzenia się i długiego wyjaśniania co jem, a czego nie jem, co można przygotować dla mnie zamiast prostego dania z ziemniaków połączonych z surówką. Niestety często zdarza się, że odchodzę od stołu głodna. Wciąż w Polsce niewiele osób wie co to jest weganizm i jest w stanie weganowi, czy wegance zaproponować jakąś alternatywę.

 

Wiem, że to się zmieni, bo coraz więcej ludzi dostrzega w weganizmie wiele pozytywnych aspektów. Postanowiłam jednak nie czekać na zmiany wpatrując się w sufit, a sama zrobić coś w tym kierunku. Jako, że niezwykle ważne jest dla mnie głębszy sens działań w jakie jestem zaangażowana, a satysfakcja z moich wysiłków silnie motywuje mnie do dalszego działania i głębszego zaangażowania w to co robię, postanowiłam otworzyć wegański catering we Wrocławiu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem w połowie maja powstanie kolejny wegański catering w Polsce.

Moja wegańska historia nie tyle nie kończy się w tym momencie, a nabiera nowego innego wymiaru.

 

 

Katarzyna Kubiak


wtorek, 19 kwietnia 2011

 

Do napisania tego tekstu zbierałam się bardzo długo, odkąd konkurs został ogłoszony... W końcu się zebrałam i proszę... oto Moja wegańska historia.... a wprawdzie z początku wegetariańska zaczęła się 7 lat temu tuż przed ukończeniem przeze mnie 18 lat, gdy już w pełni świadomie przeciwstawiając się rodzicom mogłam zadecydować o stylu swojego życia... Całe życie, z menu "zwierzęcego" tolerowałam jedynie żółty ser, pierś z kurczaka i mleko, jednak były to śladowe ilości do jakich przymuszała mnie mama. Podobno będąc małym brzdącem jeszcze w brzuchu, moja mama okres ciąży zajadała się warzywami i owocami, i już wtedy śmiano się iż będę wegetarianką. Muszę się przyznać, iż długi czas borykałam się z zaburzeniami odżywania, nie potrafiłam dać sobie z tym rady. Jednak po wizycie na Woodstocku i spróbowania przysmaków Harikriszna odnalazłam swoją prawdziwą drogę i całkowicie przeszłam na wegetarianizm. Jestem mu bardzo dużo wdzięczna, w pewnym sensie mogłabym rzec, iż (Wegetarianizm) uratował mnie przed samozagładą, przed dalszą męką z bulimią i anoreksją, które długi czas, jeszcze po przejściu na wegetarianizm mnie męczyły. 5 miesięcy temu postanowiłam w pełni świadomie przejść na weganizm. Było to poprzedzone wieloma próbami, jednak zawsze za sprawą czyjejś namowy łamałam swoje postanowienie jakimś koszmarnym kefirem..;/ Na przełomie roku 2010/2011 nadszedł czas na postanowienia noworoczne, jak i postanowienia poślubne, jako, że we wrześniu zostałam żoną:). Moim postanowieniem na nowy rok i "nowe życie" było całkowite zostanie weganką, i udaje się, czuję się W KOŃCU w pełni WYZWOLONA. Moje problemy zniknęły, nie czuję już w sobie gniewu, niechęci. Od dawien dawna nie piję i nie palę, brakowało mi do szczęścia pełnego weganizmu - I STAŁO SIĘ:) A za sprawą wspaniałych przepisów, których mnóstwo na blogach wegańskich poznaję świat kuchni od nowa i OD NOWA CIESZĘ SIĘ ŻYCIEM i JEDZENIEM! Do wegańskiego stylu życia, w naszym nowym domu dołączyła segregacja śmieci, oszczędzanie wody prądu itd, czyli wszystko co mogłoby wspomóc nasze środowisko. :) Dzięki weganizmowi moje życie stało się LŻEJSZE od problemów, a pytań typu "Dlaczego nie jesz mięsa" Staram się unikać czy ignorować, gdyż wydają mi się teraz absurdalne. To tak samo jakbym kogoś zapytała "DLACZEGO TY JESZ MIĘSO? PRZECIEŻ ONO TERAZ NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z MIĘSEM i czy ty wiesz co jesz?!". Pozdrawiam UpartaWeganka http://upartaweganka.blogspot.com/


poniedziałek, 18 kwietnia 2011
niedziela, 17 kwietnia 2011

Mercy for Animals – to bardzo aktywna grupa działająca na rzecz obrony zwierząt w USA. Specjalizuje się w nagrywaniu ukrytą kamerą filmów dokumentujących okrucieństwo wobec zwierząt hodowanych na farmach przemysłowych. Z ostatnim swoim filmem Farm to Fridge (Z farmy do lodówki) członkowie grupy wybrali się na objazd całych Stanów Zjednoczonych. Zatrzymują się w większych miastach, rozdają ulotki i organizują pokazy filmowe. Poniżej sprawozdanie z akcji przeprowadzonej parę dni temu w Południowej Karolinie.

 

W piątek rano rowerzysta Jim Wallace zatrzymał się na King Street, aby porozmawiać z obrońcami praw zwierząt, którzy prowadzili tam akcję wzywającą ludzi, by przestali jeść mięso.

Jeśli chodzi o Jima Wallace, to jego nie musieli nawracać.

„Nikt nie jadł więcej mięsa niż ja” - zwierzył się.

Wysoki poziom cholesterolu jednak zmusił go do dokonania  pewnych zmian w diecie. Przeszedł na wegetarianizm i nigdy tego nie żałował.

67-letni Jim powiedział, że zupełnie nie tęskni za zwierzęcym białkiem: ,,Wcale nie mam na nie ochoty. To jest tylko nawyk.”

Organizacja ‘Mercy For Animals’ ma nadzieję, że więcej osób pójdzie jego śladem.

„Ludzie są przerażeni, kiedy dowiadują się, jak traktowane są zwierzęta na farmach hodowlanych.” - powiedział Phil Letten, koordynator kampanii na rzecz wegańskiego stylu życia. Phil opisuje okrutne warunki, w jakich hoduje się krowy i świnie, trzymane w ciasnych przegrodach, w których nie mogą się poruszyć. Opowiada, jak brutalnie się je zarzyna.

Dr Paul Rousseau z Medycznego Uniwersytetu w Południowej Karolinie rozdaje ulotki, by zwrócić uwagę na tę kwestię. Mówi, że istnieją przekonujące dowody na to, że dieta wegańska jest zdrowsza - „Uważam, że (mięso) na pewno przyczynia się do chorób.” Dodaje, że zwierzęta hodowlane mają uczucia. - „Ja po prostu nie jestem w stanie zjeść mięsa.”

Członkowie grupy pochodzą z Chicago i wybrali się na objazd całego kraju, propagując swoje przesłanie.


W piątek wieczorem (15 kwietnia) pokazali „Z farmy do lodówki”, 12-minutowy film, który zabiera widzów do wnętrza farm przemysłowych, na których hoduje się świnie, drób i ryby, oraz do zakładów rzeźnych. Film był prezentowany na trzech 80-calowych ekranach na ulicach King i Wentworth (w Charleston).

‘Mercy for Animals’ podaje, że w Stanach Zjednoczonych jest około 12 milionów wegan.

Phil Letten zrezygnował z mięsa sześć lat temu. Mówi, że żywność roślinna, taka jak orzechy, tofu i niektóre warzywa są bogatym, zdrowszym źródłem białka, które zastępuje mięso.

Dieta wegańska często przynosi szereg korzyści zdrowotnych, m. in. obniża poziom cholesterolu i ciśnienie krwi i zmniejsza ryzyko chorób serca.

 

 

Mercy for Animals prosi o rozpowszechnianie tego filmu, który jest dostępny na stronie: meatvideo.com

 

Konkurs na "moją wegańską historię" trwa do 20 kwietnia. Wybrane teksty zostaną wydrukowane w następnym wydaniu magazynu Organic. Zapraszamy :)


00:51, iveggy , Moja wegańska historia
Link
sobota, 16 kwietnia 2011
piątek, 15 kwietnia 2011

Tłumaczenie wpisu ze strony organizacji FARM (Farm Animal Rights Movement/Ruch na rzecz praw zwierząt hodowlanych)

 

 

Ben & Jerry's, amerykańska firma produkująca lody, od 1979 organizuje raz w roku dzień, w którym bezpłatnie rozdaje klientom lody w wafelkach. W tym roku akcja odbyła się we wtorek, 12 kwietnia. Przed każdym sklepem firmowym ustawiły się długie kolejki i tysiące ludzi otrzymało darmowe lody. Niestety to, co jest przyjemnym dniem dla wielu ludzi, jest następnym dniem męczarni dla zwierząt wykorzystywanych w przemyśle mleczarskim i na fermach kurzych.

Wiemy trzy rzeczy o tych ludziach, stojących w kolejkach po darmowe lody – jedzą oni produkty mleczne, chcą coś za darmo i lubią lody.

Tak więc tego dnia, uzbrojeni w kilka galonów wegańskich lodów, personel i ochotnicy z organizacji FARM rozdali ponad 4 tysiące lodów w wafelkach wraz z tysiącami ulotek opisujących horror, w jakim żyją zwierzęta hodowane, aby człowiek mógł wytwarzać takie produkty jak lody.

W San Francisco tego dnia było słoneczne niebo, tak więc przez 6 godzin lody znikały z tac bezustannie. 20 wolontariuszy rozdawało lody klientom stojącym w kolejce do Ben & Jerry's.

W Waszyngtonie (DC) jednak padał deszcz, ale pod zadaszeniem Adam Ortberg z ochotnikami z FARM Underground przeprowadzili akcję bez problemów. Ludzie ustawiali się nawet w kolejce przy stole FARM, aby spróbować wegańskich lodów.

Nawet mimo deszczu wolontariusze w DC rozdali 1100 lodów w wafelkach.

Wiele osób po raz pierwszy próbowało bezmlecznych lodów. Większość powiedziała, że smakują tak samo albo lepiej niż mleczne, które rozdawano w Ben and Jerry’s i obiecali, że następnym razem, kiedy będą w sklepie, kupią wegańskie lody.

Ben & Jerry's szczególnie promuje swoje nowe smaki lodów Sprawiedliwego Handlu (Fair Trade). Sprawiedliwy handel to świetna sprawa, ale my upewniliśmy się, żeby ludzie dowiedzieli się, iż nabiał nigdy nie jest sprawiedliwy dla krów. Po przeczytaniu naszych ulotek informacyjnych i zobaczeniu wideo prezentowanego na stoisku, kilka osób od razu przyrzekło przejść na weganizm!

Przeprowadzenie akcji możliwe było dzięki hojności firm Coconut Bliss i Turtle Mountain, które sprzedają niepowtarzalne wegańskie, wolne od okrucieństwa lodowe przysmaki.

 


czwartek, 14 kwietnia 2011
środa, 13 kwietnia 2011

Tłumaczenie z  BostonHerald.com/blogs

Cytat dnia:

"Uśmiechnij się, weź głęboki oddech i zacznij od nowa."

-Taylor Wells

Wczoraj rano obudziłam się w genialnym nastroju. Zanim położyłam się spać, medytowałam w łóżku i wizualizowałam skończony właśnie dzień, czując wdzięczność za wszystkie dary, które ofiarował mi Wszechświat, i wizualizowałam także nadchodzący dzień, dokładnie tak, jak bym chciała, żeby się potoczył.

Nakarmiłam piersią moje 11-miesięczne bliźnięta, przygotowałam surowe wegańskie śniadanie dla trójki moich dużych dzieci (13, 7 i 4) i wyglądało na to, że wyjdę w porę, aby zdążyć na sesję Jogi Pranicznej, która zaczynała się o 9.30.

Przytuliłam na pożegnanie dzieci (opiekujemy się nimi na zmianę z Filipem), ale kiedy pożegnałam się z Phoenixem (4-letnim), zauważyłam na moim żakiecie rozmazaną surową czekoladę (jadł na śniadanie surowy czekoladowy budyń).  W tym samym momencie Sagey (7-letnia) zaczęła płakać, że zniszczyła sukienkę swojej lalce, skracając ją nożyczkami. Podsumowując, spokojny i harmonijny poranek zaczął się zmieniać niemal tak szybko jak spódniczka lalki Sagey. Nie spanikowałam. Dzięki wieloletniemu treningowi jogi, zachowałam spokój, ale moje dzieci tak są ze mną połączone, że od razu wyczuły zmianę mojej energii.

Dużo nauczyłam się na macie jogicznej przez tyle lat, tak więc wyszłam do przedsionka i zaczęłam robić wdechy i wydechy. Potem założyłam buty, zawiązałam sznurówki. Spokojniejsza i łagodniejsza mama weszła z powrotem do kuchni. Uściskałam i ucałowałam moje dzieci ponownie, mówiąc, że przykro mi, że moja energia była nie najlepsza. Wyjaśniłam im, że problemem była energia mamusi, a nie oni. Że smarowanie czekoladą mojego żakietu jest w porządku, tak samo jak i obcinanie spódnic lalkom, i że nie robimy żadnych błędów – ale uczymy się i rozwijamy.

Joga ma na celu nauczenie nas, aby podchodzić do każdej przygody z godnością i dojrzałością, nawet jeśli nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. To wszystko im powiedziałam, mimo że oni z tego zrozumieli tylko „Mamusia się na nas nie gniewa”. Zawsze staram się zasadzić w nich nasionko. Ty też, bez znaczenia, co robisz, czy gdzie jesteś - ludzie przyglądają się. Ludzie uczą się od ciebie. Ty sadzisz nasionka.

To jest właśnie joga. To jest bycie „supermamą”. Nie chodzi o doskonałość, ale o to, aby wziąć głęboki oddech i zacząć od nowa – od nowa i od nowa. Będąc ludzkim. Będąc prawdziwym.

Dobrego dnia wam życzę.

Namaste!

Taylor plus 5

Strona supermamy Taylor Wells: http://www.super-mom.com/super-whatever

 

Tagi: weganizm
06:12, iveggy , Samo życie
Link
wtorek, 12 kwietnia 2011

 

 

Są różne motywy przejścia na weganizm
prozdrowotny, etyczny czy ekologiczny,
wszystkie mają jak najbardziej słuszne podstawy z którymi się zgadzam.


Ale gdy próbuję sama określić powody dla których
zrobił się ze mnie wegan, mam kłopot, bo to samo się zrobiło.
Napewno było wynikiem nastu lat obłudnego wegetarianizmu,
samooszukiwania, którego widocznie mój mózg nie potrafił już dłużej znosić.
Mój weganizm tak jak i wcześniej wegetarianizm to pewnego rodzaju blokada psychiczna.
Niczego sobie nie narzucam, niczego nie odmawiam, poprostu
nie wyobrażam sobie jak znowu mogłabym
pić pokar dla czterożołądkowych rogatokopytch czy jeść wody płodowe kur-
to takie perwersyjne prawie jak stosunek oralny z ptakiem.
Moje pierwsze wegańskie hasło brzmiało
'nie dojeniu cudzych kobiet'.
Mój weganizm to przede wszystkim definiowanie słów na nowo,
taki rodzaj semantycznego weganizmu.
Zdefiniować słowa tak żeby pewne substancje przestały być jedzeniem,
żeby to mięsożercy w końcu musieli się wreszcie tłumaczyć.
Nie mogę się nadziwić że większość z nich definicje i wiedzę na temat tego
co jedzą mają na poziomie przedszkola.
Ciekawe też że mój wegnizm zbiegł się w czasie z myśleniem o dziecku,
o którym wcześniej zupełnie nie myślałam,
wręcz nie wyobrażałam sobie że mogłabym chcieć
sprowadzić kogoś na ten świat. Ale przecież weganizm
bardzo dotyczy kobiecości i macierzyństwa.

 


poniedziałek, 11 kwietnia 2011

 

 

Doprawdy, człowiek jest królem bestii, ponieważ jego brutalność jest najwyższa. Żyjemy ze śmierci innych. Jesteśmy grobami.

—Leonardo Da Vinci (1452–1519)

 

 


niedziela, 10 kwietnia 2011

Tłumaczenie artykułu Sandy Henson Corso 3 Months Raw Vegan: 35 Pounds Lighter

 

Od 3 miesięcy jestem na surowej diecie wegańskiej. Surowy styl życia z pewnością jest niezwykłą i magiczną podróżą. Jeśli wybaczycie mi chwilowy mistycyzm, to powiem, że na surowej diecie nasze komórki śpiewają w harmonii z przyrodą. Byłam na wielu dietach, prawdopodobnie na wszystkich – ale surowa dieta jest inna. Wydaje się ona sposobem życia. Mój instynkt podpowiada mi, że jest ona inna. Czuję, że mój organizm działa w sposób, w jaki powinien!

Kupska: Może jest to dziwny temat, ale kiedy zastanawiam się, czy jest to naprawdę najlepszy sposób odżywiania się, to myślę o tym, jak się czuję, i nie mogę ignorować faktu, że chodzę do łazienki 2-3 razy dziennie i czasami moje dzieło ma długość ponad pół metra. Nigdy przedtem w całym moim życiu moje jelita nie pracowały w ten sposób. Wiem, że to brzmi okropnie, ale jest to definitywnie warte dyskusji. Powinno to znaczyć, że jest to właściwy sposób odżywiania się! Poza tym zastanawiam się też, gdzie to całe kupsko się podziewało, kiedy nie byłam na surowiźnie. Czy jest ono nadal w moich jelitach?

Przekąski: Staram się, aby moja dieta składała się w przewadze z owoców i warzyw, i w minimalnych ilościach z orzechów, nasion i czekolady. Jednak zwykle popołudniu mam ochotę na coś słodkiego. Całe szczęście, że w lokalnych sklepach ze zdrową żywnością są surowe batony, ciastka i kokosanki.

Potknięcia: Ponieważ jest to dla mnie nowe, zdarzają mi się potknięcia. Rodzynki: myślałam, że są surowe, ale nie są. Piłam też zieloną herbatę. Gdzieś czytałam, że można ją uważać za surową, jeśli zaparzy się na słońcu. Prawdopodobnie zdarzyło mi się zjeść orzechy, które nie były surowe. Przyrządziłam też wspaniałe tajlandzkie wrapy z sałaty, ale sos zawierał miód leśny, który był surowy, ale oczywiście nie wegański.

Tak więc ogólnie prowadzę surowy styl życia, ale folguję sobie jeśli chodzi o sosy sałatkowe. Niektóre z nich chyba nie są surowe, ale w tym miesiącu podróżowałam, co było dość niewygodne. Kiedy jestem poza domem, zwykle jem sałatki.

Przykładowy dzienny jadłospis:

  • Po przebudzeniu, woda z cytryną
  • Śniadanie: organiczna sałatka owocowa z pomarańczy, kiwi i jagód, zielony sok (jarmuż, seler, imbir, jabłko, cytryna)
  • Lunch: Wielka sałatka (sałata, marchewki, ogórki, kalafior, orzechy włoskie, czerwona papryka i kiełki) z sosem awokadowo bazyliowym! Talerz organicznych truskawek
  • Przekąska: Surowy batonik
  • Późny obiad: pieczarki nadziewane pasztetem z nasion słonecznika, sałatka ziołowa z pomidorami i ogórkami (sos z fig), sałatka owocowa
  • Podwieczorek: koktajl – jagody, mrożone banany, łyżka masła migdałowego, mleko migdałowe i daktyle

Wyniki: Jak do tej pory straciłam 16 kilo, cera jest czysta, kupska są nieziemskie, oczy czyste, wszystko jest świetnie! Czuję, że mogłabym zostać na surowej diecie do końca życia.

Otrzymałam tak wiele zapytań na temat mojego surowego stylu życia, że stworzyłam stronę na facebook Sandy’s Salad, w pełni poświeconą mojej surowej podróży.

 


07:00, iveggy , Raw/Surowy weganizm
Link
sobota, 09 kwietnia 2011
piątek, 08 kwietnia 2011

DLACZEGO ZOSTAŁEM WEGANINEM

W moim dzieciństwie, podobnie jak w większości innych polskich rodzin, mięso było bardzo często składnikiem naszych posiłków. Mimo że czasy były trudne i zdobycie pożywienia także... a może właśnie i dlatego - komuś zależało na stworzeniu ludziom właśnie takich, a nie innych warunków bytu, aby to, co w rzeczywistości jest nienormalne, nienaturalne zostało uznane za normalne - coraz częściej zadaję sobie pytanie, komu i dlaczego zależy na tym, aby wydarzenia przybierały taki obrót, jaki przybierają, aby nic nie ulegało zmianom? - komu tak naprawdę przychodzi do głowy tworzenie rzeczywistości wypełnionej bólem, cierpieniem, strachem i agresją?

Komu zależy na coraz większym postępie technologii śmierci - militaryzacji, mechanizacji każdego aspektu naszego życia, wywoływaniu wojen i konfliktów, masowych rzezi?

Tak jak jest to w przypadku większości ludzi - spożywają oni pożywienie, które jest w coraz większym stopniu genetycznie modyfikowane i napchane środkami chemicznymi, jednakże nawet im to do głowy nie przyjdzie, że jest to niezdrowe. Nawet im to do głowy nie przyjdzie, żeby się zastanowić nad tym, co jedzą. Po prostu jedzą - konsumują.

Już w dzieciństwie zdarzało mi się wiele razy, że po prostu czułem coś w rodzaju wstrętu do tego, co leżało na moim talerzu - nie ze względu na jakość, gdyż moja mama gotuje bardzo dobre potrawy, ale ze względu na to, że był to kawałek ciała innej istoty. Fizycznego ciała, takiego, jakie posiadam i ja.

Bardzo często więc miałem problemy z przełknięciem mięsa i ostatecznie wypluwałem go do ubikacji lub do kosza na śmieci.

W ostateczności podjąłem decyzję zostania wegetarianinem. Przez bardzo długi okres czasu odżywiałem się posiłkami na bazie warzywnej, także piłem mleko i inny nabiał, jadłem jajka i sery. W ostatecznym rozrachunku postanowiłem zostać weganinem, ponieważ uznałem, że spożywanie jakichkolwiek składników pochodzących od innych istot, zwanych przez ludzi ogólnie zwierzętami, nie zmienia niczego w sytuacji tych istot - są one nadal przetrzymywane w wielkich fermach hodowlanych (coś na kształt obozów koncentracyjnych), wbrew ich własnej woli. Wegetarianizm stał się dla mnie tylko okresem przejściowym do weganizmu - odwykiem od stylu myślenia i życia mięsożerców. Po prostu nie mogłem już się więcej oszukiwać, że nie jedząc mięsa, a spożywając inne wytwory zwierząt przyczyniam się do ich "wyzwolenia".

Umniejszenia ich cierpienia.

Bo nie o kulinarny aspekt tu chodzi.

Jako weganin nie powiedziałbym o sobie, że jestem miłośnikiem zwierząt, tak jak wielu mięsożerców o weganach myśli - w rzeczywistości ich los jest mi obojętny, o tyle, o ile człowiek w los ten nie ingeruje. Nie przyjąłbym do mojego kręgu ani kota, ani psa czy innego mięsożernego, gdyż jest to wbrew moim przekonaniom o posiadaniu innych i byłoby to hipokryzją z mojej strony, gdyż w ten sposób chcąc nie chcąc popierałbym przemysł mięsny - jest wielu ludzi, którzy nazywają się wegetarianami i obrońcami praw zwierząt, ale są to przede wszystkim zwierzęta "domowe", porzucone przez byłych właścicieli, które teraz przebywają w schroniskach i muszą być odżywiane mięsem innych zwierząt.

Codziennie przechodzimy ulicami miast, mijamy ludzi, ale czy tak naprawdę interesuje nas los każdego przechodnia?

Zaczynamy podnosić głos, kiedy na jaw wychodzą różne wypaczenia itp.

Tak jest na przykład w Indiach, gdzie większość potraw jest wegetariańskich - po ulicach (powstałych wskutek wymogów egzystencji istot ludzkich) spacerują także inne istoty - psy, koty, szczury, małpy, krowy i to jest normalne, gdyż według ich sposobu rzeczywistego widzenia świata, zostały one stworzone do życia na tej planecie tak jak i ludzie i mają takie samo prawo do istnienia, a to, że posiadają inne formy fizycznych ciał nie oznacza, że są one czymś lub kimś gorszym czy lepszym - po prostu każdy gatunek posiada odmienne cechy przystosowawcze.

Tylko ludzie posiadają tego rodzaju percepcję podziału na gatunki i rasy, w sensie podziału na lepszych i gorszych, na uległych i dominujących.

Już nie jesteśmy jednym gatunkiem, ale narodami i klasami społecznymi.

Panami i niewolnikami.

Dyrektorami i robotnikami.

Pośród innych gatunków zwierząt każdy przedstawiciel danego gatunku będzie się zachowywał podobnie w każdych warunkach naturalnych, niezależnie od szerokości geograficznej. Jedynie ludzie się dostosowują do warunków klimatycznych, w których przychodzi im egzystować. Aby w ostatecznym rozrachunku te warunki zacząć dostosowywać do własnych wymogów. Jako jedyny gatunek istniejący na tej planecie nie dajemy tej planecie nic pozytywnego, wręcz przeciwnie - zabieramy i dosłownie wyrywamy naszej Matce Ziemi wszystko to, co możliwe, nawet jeżeli nam to nie jest potrzebne do egzystencji na tej planecie...

W jakim celu?

Można to wyraźnie zaobserwować w istniejących na tej planecie kulturach, powstałych na różnych szerokościach geograficznych, które z kolei mają wpływ na kształtowanie się fizycznej formy ludzkich ciał, a co za tym idzie na ich psychikę, mentalność i działania - tutaj, blisko lodowców, gdzie nie ma zbyt dużo słońca, ludzie większość czasu spędzają we własnych domostwach, odizolowani od innych - to z kolei stało się powodem wyblaknięcia i zanikania chromosomów odpowiedzialnych za kolor skóry. Ten rodzaj egzystencji wytworzył odmienną kulturę, z tym wszystkim, co to oznacza - wiele różnorodnych języków, które łączy ten sam alfabet, prawie te same wierzenia i rytuały, które stopniowo zostały zmonopolizowane i ujednolicone przez instytucję.

Podobnie jest w innych kulturach - każda z nich posiada swój system - wierzeń, przekonań, system społeczno - ekonomiczny, własne pismo, alfabet, filozofię itd.

Kiedyś przyszło mi na myśl takie pytanie:

Jeżeli te wszystkie kultury, z którymi się spotykamy dzisiaj, każda z nich ma swojego boga - Żydzi Jahve, Muzułmanie Allacha, Rastafarianie Jah, Hindusi cały Panteon, Indianie Manitou, Chrześcijanie Chrystusa, południowi Azjaci i Japończycy Buddę, i wiele innych, to co nas dzieli?

Odmienna nazwa? Odmienna interpretacja? W takim razie każda indywidualna jednostka odbiera rzeczywistość na swój własny sposób, z tym wszystkim, co to oznacza –

KAŻDA indywidualna jednostka doświadcza cierpienia w postaci głodu, zimna i innych niedogodności.

KAŻDA indywidualna istota doświadcza radości z osiągnięć, jakiekolwiek nie byłyby ich cele.

KAŻDA indywidualna istota posiada swój własny odbiór rzeczywistości, swoją własną percepcję, swój jedyny i niepowtarzalny kontakt z tym, co systemy reprodukcji rytualnych wierzeń stada próbują jej wbić przez pojęcie "Boga", a co w rzeczywistej odrębności do tych kolonizacji umysłów jest po prostu doświadczeniem swojego własnego przejawu Życia w najbardziej elementarnej jego części.

Tak liczebny naród, jak indyjski, nigdy nie wywołały światowych wojen - mówiąc o Indiach musimy zawsze mieć na myśli ich wielokulturową stronę - istnieją tam wszystkie wyznania, które możemy spotkać na tym świecie oraz różnego rodzaju inne, których nie znamy, ani o których nawet nie mamy pojęcia, że istnieją, jednakże nie są one uznawane za sekty, które należy wyeliminować, jak to się zdarza w jedynie chrześcijańskim cywilizowanym świecie, który wciąż narzuca swój styl życia innym kulturom, a gdy te kultury nie chcą go przyjąć, to je po prostu niszczy.

To właśnie w przez nich stworzonej kulturze wciąż istnieje "problem" odmienności wyznań i braku tolerancji wobec mniejszości -

wojny, krucjaty, inkwizycja, konkwista, kolonizacja, chrystianizacja, niewolnictwo, holocaust, rdzenni mieszkańcy w rezerwatach, apartheid, a teraz globalizacja...

Nie jestem tu za sektami, o których ostatnio bywa głośno, czyli jakimiś tam psychopatami uznającymi się za bogów, czy próbujących sobie podporządkować innych, gdyż właśnie to robi katolicki Watykan i najbardziej prawdopodobne dla mnie jest to, że sam Watykan tworzy tego typu "sekty", aby ludzie się zniechęcali do innych wyznań i pozostali im wierni i podporządkowani. Watykan to przede wszystkim ogromna władza, a nikt, kto doszedł do tego typu władzy nie chciałby jej stracić, więc będzie wszelkimi środkami chciał ją zatrzymać.

Taka jest rzeczywistość.

Polska także przed przystąpieniem do Wspólnoty Europejskiej i NATO nigdy nie wywołała wojny przeciwko innym krajom.

Ale takie są wymogi życia w stadzie - za każdym razem stado przyłącza się do przewodnika stada - takie jest znaczenie symboliki Chrystusa, jako pasterza stada owiec i baranów w ikonografii mitologii chrześcijańskiej.

Chodzi mi przede wszystkim o rozpowszechnianie idei współistnienia wszystkich istot oraz ich respektowania, jako żywych jednostek, a nie przedmiotów, będących traktowanymi tylko i wyłącznie jako własność prywatna, niewolnicy lub żywność.

Chodzi mi o rozpowszechnianie indywidualnej samoświadomości każdej istoty ludzkiej istniejącej w samej sobie, a nie powielającej zachowania innych istot, czy to ludzkich, czy też tych tzw. zwierzęcych. - (myślę, że właśnie tutaj leży przyczyna większości zła, które czyni ludzkość na tej planecie - zbytnio się identyfikujemy z tym, co nas otacza, uznając, że to należy do nas i jednocześnie zbytnio się od tego wszystkiego odizolowujemy, co z kolei wprowadza nas w stany skrajności) - każdej indywidualnej istoty ludzkiej, która jest tak odmienna od innych, jednakże wtłoczona w życie stadne zatraciła swoją indywidualność.

Swoje prawdziwe Ja.

Podawane nam są sprawdzone i wygodne schematy i systemy myślenia, wierzeń, zachowań i rozwiązań, które są uważane za "normalne" przez tę tak zwaną "większość", ale tak naprawdę nie wiemy, kto jest tą większością, tak jak i nie do końca jest określone, kto jest narodem - istnieje zaaplikowany w naszych umysłach twór, zwany rzeczywistością systemu wpajanego nam od urodzenia aż do śmierci przez różnego rodzaju bezosobowe instytucje, w których przejmują funkcje kolejni wykonawcy, których nie interesuje indywidualny rozwój każdej jednostki, gdyż wiadomo, że jeżeli każdy z nas rozwijałby swoje własne, osobiste i niepowtarzalne cechy osobowości, to oni nie mogliby kontynuować kontroli społeczeństwa, z tym, co to oznacza - żadna wojna nie miałaby miejsca, gdyby każdy z nas uświadomił sobie, że przyczyny konfliktu nie leżą w społeczeństwie, ale w tych, którzy to społeczeństwo edukują. Jeżeli ja kogoś uderzę, to albo ta osoba także mnie uderzy, albo znajdzie inne rozwiązanie. Natomiast jeżeli polityk ma problem z innym politykiem, to biją się społeczeństwa, zarządzane przez tych polityków, przy czym jest to ogólnie uznane za normalne.

Od setek lat ludzie są nauczani w szkołach o wojnach i konfliktach między głowami państw, jednakże nie uczy się ich odkrywania swojej prawdziwej natury, samokontroli i wielu innych pozytywnych rzeczy - po prostu uzależnia się umysł od autorytetów, które "wiedzą lepiej", a co za tym idzie do bezmyślnego posłuszeństwa w imię różnych ideologicznych bzdur, jak religia (jedynie prawdziwy system wierzeń, który w rzeczywistości istnieje tylko i wyłącznie po to, aby kontrolować umysły innych ludzi, wpajając im "bogobojność", czyli po prostu strach, aplikując masę bzdurnych wyobrażeń o piekle i karze boskiej, itd.), jak naród (odizolowane od reszty gatunku stadko - kto to dokładnie jest? - przecież nie zwykły szary obywatel, którego zadaniem jest pracować "dla dobra narodu", płacąc za wszystko, co mu do życia potrzebne, więc nie bardzo mając czas na samopoznanie, gdyż kolejne wydarzenia w "wielkim świecie" będą wymagać od niego zaangażowania w obronie tego lokalnego stada, w którym dane przyszło mu "żyć" ) - powielane są idee i wierzenia, których się do końca nie rozumie, a z kolei brak zrozumienia prowadzi do akceptacji i powielania nienormalnych czynów i zachowań - zatracenie własnej indywidualności wtłacza nas w stan umysłu, gdzie podświadomie szukając siebie samego zaczynamy się identyfikować z otoczeniem i zaczynamy przyjmować zachowania innych jako naturalne, z tym, że poprzez masowość naszej egzystencji, w którą jesteśmy wepchnięci zwielokratniamy, a co za tym idzie degenerujemy samych siebie.

Uważamy, że jedzenie mięsa jest normalne, ponieważ tak czynią także inne zwierzęta - wilki, hieny, lwy, ale zapominamy, że żadne inne zwierzę nie zabije, jeżeli nie jest głodne.

Uważamy, że jedzenie mięsa jest normalne, ponieważ tak czynią także inne zwierzęta, a jednocześnie uważamy, że stoimy na wyższym szczeblu rozwoju.

Czym się różnimy:

Twierdząc, że jesteśmy na wyższym szczeblu rozwoju niż inne zwierzęta, zadufani w tej swojej własnej wizji bycia cywilizowanym, tworzymy rzeczywistość wynaturzoną - żadne inne zwierzę nie skonstruuje rzeźni, ani obozów koncentracyjnych, żadne inne zwierzę, które człowiek posądza o tzw. "męski instynkt dominacji", nie wytworzy patriarchalnego systemu narzucania swojej woli innym istotom, masowych eksterminacji innych gatunków, jak też i mniejszości kulturowych, etnicznych, w końcu każdego przejawu indywidualności.

Żadna inna istota nie skonstruuje broni masowej zagłady, gdyż każde Ja jest odmienne w swoim istnieniu, jednakże nie dla człowieka, który rozumiejąc to, próbuje to jednocześnie zniszczyć.

Istnieje czynnik szaleństwa w tym, co aktualnie człowiek robi, jakby coś w rodzaju mentalnego wirusa, który pcha nas do samozniszczenia i niszczenia wszystkiego, co nas otacza...

A przecież nie możemy żyć pod wodą, jak ryby, nie potrafimy latać jak ptaki, nie zostaliśmy stworzeni, aby żyć na Słońcu, Księżycu czy Marsie.

Wierzymy w Anioły, w opiekuńcze duchy, ale sami nie potrafimy się opiekować tym domem, którym jest ta planeta.

Chodzi mi o to, że jako istota ludzka zostałem stworzony, aby odkrywać swoiste własności będące cechami tejże istoty, przede wszystkim w aspekcie duchowym, a nie powielać cechy innych istot - jesteśmy fizycznie podobni do małp, jednakże małpami nie jesteśmy, gdyż brakuje w naszym instynktownym zachowaniu tej "bezmyślnej" wolności, która pozwala małpom wędrować między koronami drzew bez obawy upadku. Albo też nie potrafimy, jak koty, odbić się z miejsca na kilkanaście metrów w górę lub skoczyć kilkanaście metrów w dół bez szwanku. Nasze umysły są okaleczone racjonalnym myśleniem, rozważaniem o metafizycznych bzdurach i to nas czyni "cywilizowanym"...a wciąż dzielimy sie na rasy.

Rodzaje.

Chodzi mi o to, że według tej księgi, w której przekaz tak wielu ludzi wierzy, czyli Biblii, ludzie w raju odżywiali się tylko i wyłącznie owocami, dopiero po wygnaniu zaczęli się coraz bardziej degenerować. Jeżeli więc zostali wygnani, gdyż zgrzeszyli, to resztę rzeczy, które zaczęli robić później, były i są tylko i wyłącznie czynami zdegenerowanych i grzesznych umysłów, które za każdym razem, gdy coś czynią, automatycznie próbują to usprawiedliwiać i uznawać za dobro.

Czyż więc nie jest pierwszorzędnym obowiązkiem każdego, kto dąży do życia wiecznego w Raju, czyli w pierwotnym stanie Ducha sprzed grzechu odrzucać wszystko, co z grzechem ma coś wspólnego?

Zadawania bólu i cierpienia sobie i innym przede wszystkim?

Tworzenia sytuacji, prowadzących do dyskomfortu fizycznego i w ostateczności do uniemożliwienia intelektualnego i duchowego rozwoju?

Jeżeli więc nie zacząć realizacji życia z sferze duchowej tu i teraz, to kiedy?

Po śmierci?

Kiedy już przestaniesz istnieć?

Kim więc i gdzie wtedy będziesz?

I do czego będziesz wtedy dążyć?

Ludożerstwo, kanibalizm... Nie wiem, czy istnieje ten fenomen wśród innych gatunków zwierząt (być może gdy hiena znajdzie ścierwo innej hieny, to je zje, bo taka jej natura), ale właśnie ten fenomen miał i ma miejsce wśród ludzi. Wciąż jest to szokujące, a przecież kiedy masz na talerzu kawałek mięsa, to skąd możesz wiedzieć, co to jest naprawdę? Mięso jest mięsem. Jeżeli raz ktoś skosztował, to zna smak i już może rozróżnić - to jest świnia, to krowa, to kurczak.

Wpajają nam od urodzenia, że jedzenie zwłok innych istot, więzienie ich wbrew ich własnej woli, jest jak najbardziej normalne - gdyby ktoś się urodził w społeczeństwie ludożerców, to jedzenie ludzi też by było dla tej osoby jak najbardziej normalne.

Faszyzm jest właśnie taką wysublimowaną formą kanibalizmu.

Rasizm - podział na grupy etniczne.

Selekcjonowanie na gatunki nazywa się szowinizmem gatunkowym (od angielskiego "specism") i jest inną formą rasizmu, tyle że dotyczy innych gatunków zwierząt - dopóki usprawiedliwiamy i uznajemy za normalne masowe morderstwa innych istot, to zawsze znajdziemy usprawiedliwienie dla morderstw wobec innych ludzi. Zawsze znajdzie sie jakiś powód, gdyż zdegenerowane umysły mięsożerców będą wciąż żądne ofiar i krwi.

Narzekamy, że jest nam zimno w czasie zimy, za gorąco w lecie; gdy pada deszcz, że źle na nas wpływają zmiany ciśnienia atmosferycznego, ale nie chcemy zauważać ani przyznać się do tego, w jaki sposób oddziaływuje na naszą psyche, umysł, a co za tym idzie, także i dalsze czyny, istnienie rzeźni, w których dokonuje się przez cały czas masowych mordów, masowego rozlewu krwi, gdzie jest skoncentrowane cierpienie, strach i agresja - żadne inne zwierzę nie czyni czegoś takiego.

Kupujemy z supermarketach pięknie opakowane zwłoki, nie dopuszczając nawet do świadomości tego, co się dzieje w rzeźniach.

Po co sobie tym zawracać głowę? Po co to wiedzieć?

Takiego rodzaju mentalność nigdy nie będzie poszukiwać prawdy, a zawsze będzie nastawiona na konsumpcję informacji, które się jej podaje.

Czy naprawdę wiesz, co się dzieje na świecie?

Kiedy ostatnio widzieliście turystów z Afryki, Ameryki Południowej, czy też Azji w Waszych europejskich metropoliach?

Czymże więc jest humanitaryzm?

Gdyby w obozach koncentracyjnych zabijano ludzi od razu, zamiast zmuszać ich do egzystencji w tych stworzonych im przez inne istoty ludzkie ekstremalnych warunkach, to byłoby to uznane za bardziej humanitarne?

Ale po co sobie tym zawracać głowę? Przecież wygodniej jest żyć nie komplikując sobie zbytnio życia, wierząc w to, w co wierzą "wszyscy", robiąc to, co robią "wszyscy".

Czyli kto?

Darshan ai Sattva

kontakt: fluid.sun@gmail.com

www.soundcloud.com/darshan_ai_sattva, www.chomikuj.pl/fluid.sun, www.myspace.com/visualien


czwartek, 07 kwietnia 2011

Tłumaczenie z bloga veganbackpacker.com (fragmenty)

 

 

Wbrew temu, co twierdzi wielu Turków, bycie weganką w Turcji było dla mnie łatwe. Tak, Turcy kochają swoje mięsne restauracje, ale kiedy już dowiesz się, czego szukać, to możliwe jest podróżowanie po tym kraju i bezstresowe odżywianie się smakołykami.

Najpierw kilka słów o tym, na co należy uważać. Gotowane jedzenie, w tym mercimek çorbası (zupa z soczewicy) i pilav (ryż), często zawiera wywar z kurczaka lub mięsa. Ja zwykle starałam się unikać tego, ponieważ nawet jeśli zapytacie, czy jest to gotowane na wywarze z mięsa ("Et suyu var mı?"), serwujący może nie znać odpowiedzi lub po prostu powie wam to, co według niego chcecie usłyszeć. Margaryna jest często używana jako substytut masła, ale margaryna sprzedawana w Turcji zwykle nie jest wegańska. Jogurt jest powszechnie spożywany z każdym posiłkiem, jednak często podaje się go osobno i dlatego łatwo jest go unikać.

Teraz dobra wiadomość: w Turcji jest mnóstwo pysznego wegańskiego jedzenia.

Na ulicy sprzedawane jest simit, pieczywo w kształcie obwarzanka, posypane ziarnem sezamowym. Kupować należy rodzaj ciemniejszy, bez błyszczącej skórki (malowane jajkiem).

Najlepszym, tanim, zdrowym i smacznym wegańskim posiłkiem w Turcji jest çiğ köfte. Kiedyś danie to robiono z surowego mięsa (fuj!), ale na szczęście, ministerstwo zdrowia tego zakazało. Obecnie çiğ köfte to pikantna pasta przygotowywana z kaszy bulgur, pomidorów i masy z czerwonej papryki.

Inną opcją, trochę mniej powszechną, są serwowane w restauracjach gözleme. Najłatwiej je opisać jako bezjajeczne tureckie naleśniki – wypełnione warzywami.

Moim ulubionym deserem był cezerye, zrobiony z gotowanej godzinami marchwi, posypany orzeszkami pistacjowymi, włoskimi lub laskowymi.

Niemal wszystkie tureckie desery zawierają ogromne ilości masła, mleka i jajek, ale jest jeden wyjątek: aşure. Jest to niezwykle zdrowy jakby budyń, przygotowany z różnych orzechów, nasion, suszonych owoców, a nawet fasoli.


 
1 , 2
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm