niedziela, 31 lipca 2011

Tłumaczenie wpisu pt. Lea Michele Enjoys A Vegan Food-Filled Day

 

 

 

Na zdjęciu Lea Michele  wychodzi z restauracji ze swoim narzeczonym Theo Stockmanem, (czwartek, 28 lipca w Los Angeles).

"Rozpoczęliśmy dzień od wielkiej wspinaczki! Teraz jemy smaczny wegański posiłek na obiad! A wy co porabiacie?" tweetowała 24-letnia gwiazda serialu Glee.

"Japońskie jedzenie może być wegańskie! Jadłam dzisiaj świetny obiad! Sałatka z wodorostów, ogórkowo-awokadowe sushi są takie pyszne!" - napisała w innym tweecie.

Wieczorem Lea podzieliła się wiadomością, że przyrządziła wegańską pizzę dla przyjaciela, przed obejrzeniem filmu grozy.


 



sobota, 30 lipca 2011

Na wyprodukowanie: 

  • jednej porcji wołowiny zużywa się ponad 1200 galonów (4 542 L) wody
  • jednej porcji kurczaka zużywa się 330 galonów (1 249 L) wody
  • jednego pełnowartościowego wegańskiego posiłku z tofu, ryżem i warzywami zużywa się tylko 98 galonów (371 L) wody

 

 

 

źródło:

David Pimentel, ecologist and Professor Emeritus at Cornell University, USA warns, “With 87% of total water used for livestock production, the United States will soon become a water-stressed country.” Pimentel, “U.S. could feed 800-million people with grain that livestock eat, Cornell ecologist advises animal scientists,” Cornell Science News, August 7, 1997. http://www.news.cornell.edu/releases/aug97/livestock.hrs.html

piątek, 29 lipca 2011

 

Autorką poniższego artykułu jest Ula Zarosa (etykapraktyczna.pl)

 

CO MOŻNA ZROBIĆ?

Przede wszystkich namawiam wszystkich do kierowania swoich opinii na temat zamieszczonego przez TVG materiału (przeczytaj artykuł poniżej) na ich adres mailowy:

redakcja@tvgoleniow.pl
lidia@tvgoleniow.pl

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. jac.pan@go2.pl

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.Warto też o swoim niezadowoleniu powiadomić Burmistrza Gminy Nowogard - Roberta Czaplę: burmistrz@nowogard.pl

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. oraz Wydział Gospodarki Komunalnej, Mieszkaniowej i Ochrony Środowiska (GKMiOŚ) kierownik - Tadeusz Fiejdasz: tfiejdasz@nowogard.pl

Warto też pisać do lokalnych mediów:

redakcja@wNowogardzie.pl
mmszczecin@mediaregionalne.pl
mariusz.parkitny@mediaregionalne.pl
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. gazeta@gazetagoleniowska.com

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. oraz śledzić losy Ustawy o Ochronie Zwierząt, która cały proceder być może zakończy raz na zawsze i nie pozostawi decyzji w rękach burmistrza i lokalnych polityków: http://www.koalicja.org.pl

 

TENDENCYJNE MEDIA a protest przeciwko budowie fermy futrzarskiej



26 lipca na Placu Wolności w Nowogardzie Szczecińska Inicjatywa Wegańska zorganizowała protest przeciwko budowie fermy norek w gminie Nowogard. Na miejscu protestu pojawiła się TVG (Telewizja Goleniów), której relacja z całego wydarzenia jest nie tylko wielkim zaskoczeniem dla organizatorów, uczestników, ale także dla osób wspierających SZIW, oraz każdego, dla kogo niezależność i obiektywność mediów (nawet niewielkiej, lokalnej telewizji) ma choćby niewielkie znaczenie. Krótki, lecz niezwykle tendencyjny materiał można zobaczyć na stronie telewizji goleniowskiej (w prawym górnym rogu).

Oczywiście na wstępie warto wspomnieć o tym, że Szczecińska Inicjatywa Wegańska wielokrotnie pisała do TVG w sprawie budowy fermy norek (również z uwagi na to, że mieszkańcy pobliskich wsi: Sąpolnica, Ostrzyca i Korytowo, w pobliżu których planuje się budowę fermy, zgłaszali protesty w tej sprawie).

Nawet w protokole Rady Miejskiej w Nowogardzie z dn. 26.04.2011 na str. 3 stwierdza się:

 „Radny M. Krzywania stwierdził, że złożył wcześniej w imieniu Klubu Radnych Prawicy pisemny wniosek o dodanie do porządku obrad pkt. 9 w brzmieniu: „Przyjęcie stanowiska Rady Miejskiej w sprawie lokalizacji fermy norek w obrębie wsi Ostrzyca" – odczytał jego treść i go podtrzymał (treść wniosku stanowi załącznik do protokołu). Radny poinformował, że wraz z kilkoma innymi radnymi (przedstawicielami wszystkich Klubów Radnych) uczestniczył 7 kwietnia br. w spotkaniu na ten temat, które miało miejsce w Ostrzycy. Stwierdził, że ze spotkania tego wynikało w sposób jasny i oczywisty, że mieszkańcy są przeciwni tej inwestycji. Dodał, że pokłosiem tego spotkania był ww. wniosek. Przewodniczący Rady potwierdził, że wpłynął taki wniosek, ale ze względów formalnych musi on być zgłoszony na sesji. Poinformował o protestach jakie wpłynęły od mieszkańców wsi Sąpolnica oraz wsi Korytowo gm. Maszewo przeciwko budowie fermy norek. Treść protestów stanowi załącznik do protokołu."



Źródło: bip.nowogard.pl/unzip/3958.dhtml

SZIW w odpowiedzi na listy do Telewizji Goleniów otrzymała maile m.in. podpisane imieniem i nazwiskiem operatora TVG pana Marka Jakubowskiego, w których wspomina on m.in.:



„Dnia 28-04-2011 o godz. 13:04 redakcja napisał(a):
 witam, norka amerykańska nie stanowi żadnego zagrożenia na wolności, gdyż biała norka jest niewidoma i jasna więc jest łatwym łupem dla zwierzyny, a pozostałe po ucieczce nie przeżyją za długo. skóry ludzie noszą od tysięcy lat i są bardziej ekologiczne niż ich sztuczne odpowiedniki.
    Marek Jakubowski"


Kiedy przedstawiciel SZIW odpisał informując o tym, że norki nie są ślepe, a ich ucieczki na wolność stanowią spore zagrożenie dla ekosystemu, otrzymał odpowiedź, tym razem nie podpisaną:

 „biala jest slepa informacje mam gdyz produkuje klatki dla zwierzat, a przy okazji hodowca szynszyli i koleguje sie z wieloma producentami norek. moze czepcie hodowcow drobiu, swin, kaczek i samych siebie."

Pragnę zauważyć, że nie był to pierwszy protest w tej sprawie. 14 maja 2011r. w Szczecinie na Pl. Grunwaldzkim aktywiści SZIW przez półtora godziny, w milczeniu, przy brzmieniach gitary akustycznej (wspaniałych artystów z amerykańskiej grupy xTrue Naturex) prezentowali zdjęcia zwierząt z ferm futrzarskich oraz rozdawali ulotki.

Relacja z protestu:

Na filmie pokazane zostały warunki przetrzymywania zwierząt, które TVG uznaje za komfortowe).


DLACZEGO fermy norek to problem niezwykle istotny z punktu widzenia etyki?

W województwie zachodniopomorskim znajdują się największe fermy norek w kraju, liczące nawet do 100 tysięcy zwierząt! W każdej z takich ferm, w ciasnych klatkach, poddawane ogromnemu stresowi, chorobom, cierpieniu, przez kilka miesięcy przebywają zupełnie pozbawione naturalnych warunków do życia, zwierzęta. Często ranią się o kraty, a przez choroby psychiczne, wywołane brakiem przestrzeni i stresem, dokonują aktów kanibalizmu. To wszystko po to, aby szyć futra (na jedno przeciętnej wielkości zabija się ok. 55 norek.) Trudno sobie wyobrazić argument etyczny, który usprawiedliwiłby taką ilość bólu, cierpienia, aż w końcu śmierć, po to tylko, by została zaspokojona tak trywialna modowa potrzeba.

W Wielkiej Brytanii, Irlandii, Austrii i Szwajcarii wprowadzono całkowity zakaz hodowli norek. Takie prawo uchwalono ze względu na ochronę środowiska i humanitarne traktowanie zwierząt. Do tej listy chce dołączyć również Polska, a przynajmniej 224 736 osoby, które podpisały nowy projekt Ustawy o Ochronie Zwierząt stworzony przez Koalicję dla Zwierząt ( http://www.koalicja.org.pl/), w której Art.21 pkt. 3 mówi:

„Zabrania się chowu zwierząt futerkowych w celu pozyskiwania futer."

(Projekt ustawy do pobrania w całości: http://www.koalicja.org.pl/projekt_ustawy.pdf)

Oczywiście nie bez znaczenia są również argumenty ekologiczne związane są z możliwością skażenia wód gruntowych (składowanie obornika na takich fermach odbywa się w sposób bardzo prymitywny, przy użyciu folii i żwiru, co często powoduje po prostu przeciek gnojownicy do wód gruntowych). W Polsce kontrole takich ferm odbywają się bardzo rzadko, a te przeprowadzone przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska wykazują wiele nieprawidłowości związanych z odprowadzaniem ścieków, składowaniem odpadów czy ucieczek norek. Do tego dochodzi również emisja amoniaku i siarkowodoru, szkodliwego dla środowiska oraz zdrowia człowieka.

Ucieczki norek, które są nagminne (stwierdzane w raportach lub zgłaszane przez mieszkańców z okolic ferm), zagrażają lokalnej przyrodzie. Norka amerykańska jest drapieżnikiem polującym na średniej wielkości kręgowce, w tym przede wszystkim ptaki,płazy i ryby. Jej oddziaływanie na inne populacje jest bardzo duże, łącznie z całkowitą eliminacją gatunków szczególnie wrażliwych.

Względy estetyczne są najbardziej znane, gdyż straszny odór wydobywający się z hodowli ogromnie przeszkadza mieszkańcom i jest czynnikiem wielu protestów w całym kraju.


Relacja Telewizji Goleniów

Teraz pokrótce odniosę się do materiału TVG, aby wyjaśnić o jakie dokładnie niejasności i przekłamania mi chodzi:

    „Większość osób nie ma nic przeciwko tej inwestycji, gdyż nie widzą w tym braku etyki"

– oczywiście osoba wypowiadająca się w materiale używa określenia bardzo nieścisłego, a tym samym bezpiecznego. Jak jednak wskazałam ponad 200 tys. obywateli Polski, którzy podpisali się pod nowym projektem Ustawy o Ochronie Zwierząt mogłoby się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

    „Przeciwnicy, których była garstka raczej nie popierali inicjatywy ze względów ideowych, a raczej chodziło o czystą ludzką zazdrość, gdyż zarzucano właścicielom ferm posiadanie dóbr materialnych, kiedy ludzie głodują"

– SZIW, jak z samej nazwy wynika jest przeciwna zabijaniu zwierząt z jakichkolwiek względów konsumpcyjnych, ale już przede wszystkim dla tak trywialnej potrzeby jaką jest chęć noszenia futra przez ludzi zamożnych. Miliony ludzi na całym świecie, którzy sprzeciwiają się hodowli zwierząt futerkowych postępują tak nie z uwagi na zazdrość, czy ideologie, ale po prostu uważają, że zabijanie zwierząt na futra jest to postępowanie skrajnie nieetyczne (nie służy zaspokojeniu podstawowej potrzeby, ale kaprysu).

    „W sumie gdyby szło o idee protestujący na znak solidarności nie nosiliby skórzanych pasków do zegarków ani butów"

trzeba ustalić tutaj kwestię fundamentalną. Otóż weganie nie tylko nie spożywają żadnych składników odzwierzęcych, ale także nie używają żadnych przedmiotów wykonanych ze skór, wełny, futra i innych produktów odzwierzęcych. Natomiast często noszą obuwie z imitacji skóry, jaką jest np. skaj i inne sztuczne materiały nieprzemakalne.

Pozostawię bez komentarza kwestię przebywania uczestników protestu na fermie norek, gdyż nie jest to w ogóle istotne dla sedna problemu, w którym najistotniejsze nie są warunki hodowli, ale samo zabijanie zwierząt w celu przerabiania ich ciał na futra.

    „My mamy nadzieję, że burmistrz Nowogardu podejmie rozsądną decyzję..."

– ta wypowiedź nie dziwi, skoro członkowie TVG są uwikłani w hodowlę norek (jak wynika z nadesłanego nam maila) i jest zarazem ogromną ignorancją wobec licznych skarg pisanych przez mieszkańców.


14 maja 2011 Szczecin - protest from liberation on Vimeo.

czwartek, 28 lipca 2011

 

Phil Collen, gitarzysta brytyjskiego zespołu Def Leppard, wegetarianin od 27 lat, kilka miesięcy temu przeszedł na weganizm. Collen mieszka obecnie w Kalifornii (USA).


Źródło

 

05:02, iveggy , Muzyka
Link
środa, 27 lipca 2011

 

 Na podstwie artykułu Hungary destroys all GMO maize fields

 Na Węgrzech zniszczono około 400 hektarów modyfikowanej genetycznie kukurydzy. Wszystkie pola zostały zaorane. – powiedział Lajos Bognar, zastępca sekretarza stanu Ministerstwa ds. Rozwoju Wsi.

Na Węgrzech nasiona GMO są nielegalne. Dzięki marcowej ustawie, która nakazuje sprawdzanie nasion sprzedawanych na rynku, władze węgierskie zaczęły przegląd wszystkich pól uprawnych.

Kontrole będą kontynuowane, mimo że sprzedawcy nasion są zobowiązani do upewnienia się, że ich produkty są wolne od GMO. Kontrolerzy stwierdzili, że większość nasion genetycznie modyfikowanych należała do Pioneer’a i Monsanto. Prawo swobodnego przepływu towarów na terenach UE oznacza, że władze węgierskie nie będą badać, w jaki sposób nasiona trafiły na Węgry, ale będą sprawdzać, gdzie zostały użyte.

Węgierskie radio publiczne poinformowało, że nasiona należą do dwóch największych międzynarodowych firm i prawdopodobnie zostały zasiane na tysiącach hektarów w całym kraju.

Lokalni rolnicy skarżą się, że stosowanie nasion GMO zostało ujawnione zbyt późno, aby zasiać ponownie i całe tegoroczne zbiory zostały stracone.

Innym problemem jest to, że firmy, które zajmowały się dystrybucją nasion w okręgu Baranya są likwidowane, w związku z czym ewentualne odszkodowania wypłacone przez międzynarodowych producentów nasion, zostaną przekazane przede wszystkim wierzycielom, a nie rolnikom.



wtorek, 26 lipca 2011


Shawn Harris, amerykański wokalista i gitarzysta, poprzednio grał w pop punkowej grupie The Matches, obecnie założył z australijskim muzykiem rockowym Jake’m Grigg’iem grupę Maniac.  Niedawno, podczas przyjęcia urodzinowego, na którym serwował wegański tort marchewkowy, powiedział: "I’m eating vegan carrot cake, and so are my friends, and they have no idea it’s vegan. Ya gotta fool em before you school em.” (Jem tort marchewkowy. Moi znajomi też. Ale oni nie mają pojęcia, że jest wegański. Trzeba ich oszukiwać, zanim się ich wyedukuje.)

 


poniedziałek, 25 lipca 2011

 

Edukacja domowa to według mnie jedyny sposób na wychowanie zdrowych i psychicznie zrównoważonych dzieci. Oczywiście nie każdy się ze mną zgodzi. Ale dzisiejszy wpis jest tłumaczeniem bloga Taylor Wells, która nie tylko karmi swoje dzieci surową organiczną dietą wegańską, ale także kształci je w domu. Już kiedyś tłumaczyłam jeden z jej wpisów, który można znaleźć tutaj.


 

Taylor Wells

 

"Dzisiaj mamy jutro, o które martwiliśmy się wczoraj."

-autor nieznany

 

We wrześniu 2009 roku wyruszyłam na dwie spektakularne wyprawy. Pierwsza - ciąża z bliźniakami na surowej diecie wegańskiej i druga - kształcenie dzieci w ramach edukacji domowej.

Był to pierwszy rok edukacji domowej, tak więc udałam się do AC Moore, żeby kupić potrzebne materiały. Wyczyściłam cały sklep ze wszelkich materiałów edukacyjnych, wcale nie żartuję. Nigdy przedtem nie edukowałam nikogo w domu i chciałam być przygotowana! Wybierałam rzeczy, jakie kupują nauczyciele i upajałam się każdą minutą zakupów (poza skrajnym uczuciem mdłości i zmęczeniem, z powodu "wyprawy pierwszej".)

Kupiłam naprawdę fajny komplet kalendarzowy, złożony z miliona małych elementów, które można było przyczepiać do kalendarza: daty, dni tygodnia, zdjęcia z wakacji itd. Był tam też obrazek z pogodą. Ten ogromny kalendarz służący do domowej edukacji był genialny. Byłam podekscytowana.

Kiedy jedna z naszych koordynatorów ze Studia Prana wybierała się do Staples (sieć sklepów z przyborami biurowymi), poprosiłam, żeby przy okazji olaminowała kalendarz, bo będzie nam potrzebny przez wiele lat. Zgodziła się i zabrała go ze sobą.

Kilka dni później zadzwoniła do mnie, mówiąc, że Staples "zgubił nasz komplet kalendarzowy". Hm? Byłam zakłopotana. Ona też. Staples zgubił nasze zamówienie, nasz ogromny kalendarz.

To było dziwne. Jak można zgubić zamówienie? Staples wyjaśnił, że ktoś inny odebrał go przez pomyłkę. Któż wziąłby ogromny kalendarz przez pomyłkę i nie zwrócił go? Hmmmmm.

"Nie szkodzi, mogą go odkupić i oprawić w laminat za darmo" - powiedziałam naszej pani koordynator i ona zgodziła się. Pojechałyśmy do AC Moore i jak się domyślacie, kalendarzy już nie było. Ani jednego. Zaczęłam szukać w internecie, ale nie mogłam go znaleźć. Znalazłam 3 inne podobne kalendarze i kupiłam je wszystkie. Razem stanowiły podobny zestaw do tego, który został zgubiony.

Po olaminowaniu, ułożenie tych wszystkich (milionów) małych plastikowych części stanowiło wyzwanie. Ojej. A w dodatku dzień za dniem, bez znaczenia, ile razy przypominałam Sagey (5 lat) i Phoenixowi (2 lata), oni po prostu nie chcieli o tym słyszeć. Dzień i miesiąc pokazały się na nim jedynie wtedy, kiedy supermama zrobiła to sama.

Ale ja się upierałam. "Tyle wysiłku włożyłam w sprowadzenie tego kalendarza i będziemy z niego korzystać!" - mówiłam sama do siebie z grymasem.

Trzy miesiące później przeprowadziliśmy się parę kilometrów dalej i przy okazji rozdałam mnóstwo przedmiotów, ale ten duży kalendarz spakowałam razem z naszymi rzeczami. Powiesiłam go w naszym pokoju do zabaw na parterze. Jednak bez znaczenia, co mówiłam i robiłam, to dzieciom on zupełnie nie podchodził. Cała edukacja domowa bardzo dobrze przebiegała i dzieci były bardzo entuzjastyczne. Tylko nie pasował im ten ogromny kalendarz. Do którego supermama… no cóż… była przywiązana, prawdę mówiąc ;) Miał on taki "szkolny styl!"

Krótko mówiąc (a przynajmniej nie tak długo), wczoraj wieczorem pozbyłam się go. Razem ze wszystkimi małymi elementami. Minęły już 2 pełne lata szkoły domowej, a kalendarz nie spełniał żadnej funkcji, z wyjątkiem irytowania mnie, kiedy zauważałam, że nikt go nie dotyka. Wszystkie inne przedmioty edukacyjne dzieci używały codziennie, ale ten kalendarz zupełnie im nie leżał.

Być może powinnam zauważyć, kiedy Wszechświat wszelkimi sposobami starał się nie wpuścić go do mojego domu. Ale nie, ja się uparłam: "Ja MUSZĘ mieć ten ogromny komplet kalendarzowy." LOL

Tak więc, czy w swoim życiu z uporem o coś się zmagasz, mimo że płyniesz pod prąd? Nie możesz z tego zrezygnować? Pomyśl tylko o tym ogromnym kalendarzu, uśmiechnij się i daj sobie spokój.

Życzę wam najlepszego dnia w życiu!

Namaste!

 

Taylor plus 5

 



06:46, iveggy , Samo życie
Link
niedziela, 24 lipca 2011


Tłumaczenie fragmentu artykułu z gazety New York Times (sekcja Moda i Styl)

 

Los Angeles (Kalifornia, USA)

Mimo że w mieście tym wiedza na temat zdrowego odżywiania się zawsze była wysoka, to jednak do tej pory sceną odżywczego lunchu władały takie tradycyjne restauracje jak Grill, Palm i Ivy. Ale teraz Café Gratitude, wegańska kafejka położona na podmiejsko wyglądającym bulwarze Larchmont, na południe od Hollywood, stała się nieoczekiwanie lunchową mekką dla aktorów, producentów i dyrektorów artystycznych, którzy siedzą tam i jedzą obok dzielnicowych mam uprawiających jogę.

Od marca, kiedy otwarto Café Gratitude, odwiedzili ją Jake Gyllenhaal; Alanis Morissette; Ellen Pompeo; John Salley, były zawodowy  koszykarz; Orlando Bloom; Patricia i Rosanna Arquette; Rain i Joaquin Phoenix; oraz aktorzy z serialów “Glee,” “Lost” i “Mad Men”. Według właściciela Rylanda Engelharta, jedli tam również Sacha Baron Cohen, Ashton Kutcher i Forest Whitaker. Niemal codziennymi gośćmi są Angela Bassett, Vincent Gallo i piosenkarz Jason Mraz (inwestor, który nazwał swoje najnowsze tournee “Gratitude Café”).

"W dniu otwarcia, to było najpopularniejsze miejsce w mieście" - powiedziała aktorka Molly Shannon, regularna klientka (która zwierzyła się, że miewa tam "te wspaniałe, słodkie emocje"). I to pomimo ściśle przestrzeganej zasady nie przyjmowania rezerwacji dla grup mniejszych niż 6 osobowych, co oznacza, że czasami trzeba czekać na stolik nawet pół godziny.

Producent Jay Stern ("Horrible Bosses"), wieloletni bywalec restauracji Grill i Palm, spróbował Café Gratitude na początku czerwca. Oprócz ekologicznych dań, polubił też atmosferę. "W wielu miejscach, kiedy wchodzę, to ktoś na mnie źle patrzy." - powiedział Stern - "Zawsze jest ktoś w kącie, kto naprawdę nie jest zadowolony z mojego sukcesu. Nigdy nikt na mnie źle nie popatrzył w Café Gratitude ".

A to dlatego, że Café Gratitude, należąca do sieci restauracji, która powstała w 2004 r., jest cała promienna i tęczowa.

"Naszym celem jest służenie ludziom, bo my wszyscy jesteśmy jednym i tym samym." - powiedział Engelhart (31), który zarządza restauracją ze swoim  przyrodnim bratem Cary Mosier.

Sieć założyli w Północnej Kalifornii ojciec i matka Engelharta. Ale Café Gratitude w Los Angeles szybko stała się najpopularniejszą restauracją ze wszystkich, i przeciętny obrót dochodzi do $12000 dziennie. Następna powstanie w Venice (dzielnica Los Angeles) w marcu, a potem w Nowym Jorku i Santa Cruz. (...)

 

Na oknie restauracji wygrawerowano pozytywne afirmacje.




piątek, 22 lipca 2011
czwartek, 21 lipca 2011

 

 

Jamie Kilstein, amerykański komik, pisarz i gospodarz radiowy, prowadzi także lewicowy program internetowy Citizen Radio. O prawach zwierząt mówi tak:

Ta kwestia jest dla mnie bardzo ważna. Kiedyś byłem kmiotem jedzącym fast food. Wiecznie byłem chory, nie mogłem podnieść się z wyra bez zadyszki, i jeśli usmażylibyście mi paluszki niemowlaka w formie Mcnugget, to prawdopodobnie bym je zjadł.

Od kiedy zostałem weganinem, przybyło mi energii, zacząłem uprawiać boks i trenuję 5 razy w tygodniu, i wiem, że nie jestem odpowiedzialny za torturowanie zwierząt.

Kiedy już raz zobaczysz, jak produkowane jest twoje jedzenie, jak zwierzęta, które są żywcem obdzierane ze skóry, wrzuca się do wrzątku, jak żywe pisklęta wrzuca się do kontenera na śmieci, itp., tylko po to, żebyś ty mógł być schorowanym frajerem, to zastanowisz się nad zmianą swoich nawyków żywieniowych.

 

 Źródło



środa, 20 lipca 2011

Poniższy przepis pochodzi z koreańskiego wegańskiego bloga aliensdayout.com

 

 

  • ¼ szklanki + 1 łyżka cukru pudru
  • 1 łyżeczka mleka sojowego w proszku
  • szczypta soli
  • 1/3 szklanki masła kakaowego
  • ½ łyżeczki ekstraktu z wanilii


1) Przesiać cukier puder, sojowe mleko w proszku i sól do miski i odstawić.

2) W małym rondlu roztopić na średnim ogniu masło kakaowe. Wlać roztopione masło do poprzednio przygotowanej miski i ubić z pozostałymi składnikami na gładką masę. Dodać wanilię i dokładnie wymieszać.

3) Wlać masę do wybranej formy (lub foremek).

Zostawić czekoladę na około 20 minut, aby trochę stwardniała, następnie włożyć do lodówki na godzinę.

Można też dodać posiekane orzechy, rodzynki i wiórki kokosowe etc.



 Masło kakaowe.

  Roztopione masło kakaowe.

 


wtorek, 19 lipca 2011

 

Tłumaczenie artykułu It's not all white: The cocktail of up to 20 chemicals in a glass of milk

 

 

W szklance mleka można znaleźć 20 substancji chemicznych.

Badania wskazują, że w mleku znajdują się śladowe ilości środków przeciwbólowych i antybiotyków.

 Jak bezpieczne jest picie szklanki mleka dziennie? Jeśli wierzyć nowym badaniom, szklanka mleka może zawierać do 20 substancji chemicznych stosowanych przy produkcji różnych leków przeciwbólowych i antybiotyków. Przeprowadzając wysoce czułe testy, naukowcy z Hiszpanii i Maroka odkryli ślady wielu substancji chemicznych w próbkach mleka krowiego, koziego i kobiecego.

Mimo że dawki były zbyt małe, by mieć wpływ na osobę pijącą szklankę mleka, naukowcy stwierdzili, że ich odkrycie pokazało, że wyprodukowane przez człowieka chemikalia są obecne w całym łańcuchu żywieniowym. Najwyższe ilości leków stwierdzono w mleku krowim, a naukowcy uważają, że niektóre leki i stymulatory wzrostu były aplikowane bydłu lub dostały się do mleka poprzez paszę albo zanieczyszczone środowisko na farmie.

Zespół przeanalizował 20 próbek mleka krowiego kupionego w Hiszpanii i Maroku, a także próbki mleka koziego i kobiecego. Rezultaty badań, które opublikowano w Journal of Agricultural and Food Chemistry, wykazały, że mleko krowie zawiera śladowe ilości leków przeciwzapalnych: kwasu nifluminowego, kwasu mefenamowego i ketoprofenu - powszechnie stosowanych jako leki przeciwbólowe dla zwierząt i ludzi. Ponadto zawiera ono estradiol, sterydowy hormon płciowy. Wykryto go w ilości trzech milionowych grama na każdy kilogram mleka, podczas gdy największa dawka kwasu nifluminowego stanowiła mniej niż jedną milionową grama w kilogramie mleka.

Naukowcy jednak twierdzą, że ta metoda może zostać wykorzystana do sprawdzania bezpieczeństwa innych rodzajów żywności. "Wierzymy, że ta metodologia pomoże skuteczniej wykryć obecność tego rodzaju zanieczyszczeń w mleku i w innych produktach" - powiedział naukowiec z Uniwersytetu Jaen w Hiszpanii, Evaristo Ballesteros - "Laboratoria kontroli jakości żywności mogą wykorzystać tę technikę, aby wykryć obecność leków, zanim przedostaną się one do łańcucha żywnościowego. Pozwoliłoby to uświadomić konsumentów i dać im pewność, że żywność jest ... nieszkodliwa, czysta, prawdziwa, korzystna dla zdrowia i wolna od śladowych ilości substancji toksycznych." (...)

 



niedziela, 17 lipca 2011

 



Kristin Lajeunesse, pochodząca z Hoosick Falls, 27 sierpnia wyruszy w podróż w celu odwiedzenia i napisania recenzji ze wszystkich wegańskich restauracji w całych Stanach Zjednoczonych (wliczając Alaskę i Hawaje).

Według HappyCow.com, w USA istnieje około 500 100% wegańskich restauracji. Liczba ta jest do ogarnięcia, ale Krisitna zamierza spróbować dań z ponad 1000 restauracji - wegańskich i wegetariańskich, które w swoim menu oferują co najmniej 50% wegańskich potraw. Największa koncentracja restauracji wegańskich jest w Nowym Jorku, następnie w San Francisco, Seattle, Portland (OR), a Austin w Teksasie ma nawet swoje własne kino wegańskie.

Kristina oficjalnie zacznie swoją wyprawę w stanie Maine, mimo że już przeprowadziła wywiady z właścicielami restauracji wegańskich w Bostonie, gdzie obecnie mieszka.

Przez ostatnie 4-5 lat znacznie angażowała się w działalność prowegańską, pracując dla organizacji ochrony zwierząt, zarządzając serwisami społecznościowymi oraz prowadząc PR dla wegańskiej firmy marketingowej mieszczącej się w San Diego, zajmowała się też marketingiem  Vegetarian Expo w Albany.
27 sierpnia Kristina będzie obchodzić 5-tą rocznicę przejścia na weganizm. Ma nadzieję, że jej podróż rozpowszechni ideę weganizmu, firm wegańskich i ogólnie poszerzy wiedzę o weganach w USA.

Z Kristiną Lajeunesse w sprawie jej projektu można kontaktować się pisząc na email: kristin@wtfveganfood.com

 

 Źródło

 

Tagi: weganizm
07:56, iveggy , Newsy
Link
sobota, 16 lipca 2011

 

 

 

Filippa Giordano, włoska piosenkarka, została weganką kilka miesięcy temu.

piątek, 15 lipca 2011

 

czwartek, 14 lipca 2011

Andy Lally jest amerykańskim kierowcą wyścigowym, wielokrotnym zwycięzcą wyścigów Grand Am Rolex, a ostatnio wygrał wyścig Rolex  24 Hours of Daytona w klasie GT. Andy najpierw został wegetarianinem. Na weganizm przeszedł 2 lata temu, przede wszystkim z powodów etycznych.

W wywiadzie dla prasy powiedział:

,,Jeśli (ludzie) mogliby tylko zobaczyć okrucieństwo i co dzieje się, zanim otrzymają to coś, co dla nich wygląda jak ładny błyszczący pakunek..."

źródło



środa, 13 lipca 2011

 

 

Faith Rivera to amerykańska twórczyni i wykonawczyni piosenek.  Riviera jest z  pochodzenia Filipinką, a urodziła się na Hawajach. Otrzymała nagrodę Emmy i jak sama pisze, jest artystką muzyki pozytywnej.

Nie wiedziałam, że Rivera jest weganką i nigdzie nie ma na ten temat żadnej wzmianki, ale kilka dni temu ktoś mi przesłał kopię zaproszenia na wege-koncert w Los Angeles i obok jej nazwiska w nawiasie widniało - weganka!

 

http://www.faithrivera.com/fr/Home.html

05:03, iveggy , Muzyka
Link
wtorek, 12 lipca 2011

 

 

Wczoraj natknęłam się na to video i wstawiłam do niego polskie napisy:



 

Tagi: weganizm
14:03, iveggy , Filmy
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 lipca 2011

 

Tłumaczenie artykułu Photo prompts woman to change her lifestyle

 

W 2006 wszystko zmieniło się z powodu takich samych koszulek: podłużne paski na koszulkach mamy i syna plus aparat fotograficzny.

"Kiedy zobaczyłam to zdjęcie, powiedziałam O mój..." - przypomina sobie Ashley Green Otto. "I schowałam je; nikt nigdy już go nie zobaczy."

Gdzieś między narodzinami syna, Holdena, w 2005 roku, a kiedy zrobiono to zdjęcie, jej waga doszła do 115 kg. "Prawdopodobnie nawet więcej, ale tyle ważyłam ostatnim razem, kiedy się zważyłam."

Jej usprawiedliwienie było oczywiste: "Nigdy nie byłam chuda." Nawet w szkole ważyła około 78-82 kg. "Nigdy nie byłam wysportowana, nigdy nic nie uprawiałam. I tak byłam ładna."

Ashley i jej przyszły mąż  lubili jeść na mieście - różne przysmaki, jak chipsy nachos z czekoladowym sosem. Ona przybrała na wadze, ale on, zapalony rowerzysta, nie.

Kiedy doszła do 90 kg., a potem 115 kg., zaczęła unikać luster i aparatów fotograficznych. Za ciasne ubrania zamieniła na luźne sportowe dresy.

Najbardziej przeraziło ją to, że nie mogła nadążyć za swoim synem, kłąbkiem energii, którego mottem było: dlaczego miałbym chodzić, kiedy mogę biec?

"Nie lubię współzawodniczyć, ale kiedy na coś się zdecyduję, to trwam przy tym. Jedynie potrzebny mi jest cel."

Metody i motywacja

Ustanowiła sobie cel i zabrała się do szukania informacji w internecie na temat zrzucenia nadwagi.

"Musiałam zmienić całe moje podejście do jedzenia i ćwiczeń fizycznych." - powiedziała. "Nie chciałam być tą tęgą mamą, która nie ma energii, by zająć się swoim dzieckiem i która chodzi w dresach i przynosi mu wstyd."

"Chciałam, żeby mógł powiedzieć: To jest moja mama."

Ashley była wegetarianką od 15 roku życia. Weganką została, kiedy miała 26 lat.

"Możesz mieć nadwagę, będąc wegetarianką" - powiedziała. Pizza i inne dania fast food nie muszą zawierać mięsa.

Najpierw przyjęła dietę przygotowaną dla kulturystów przez weganina, sportowca Brazier, opisaną w serii książek "Thrive" oraz plan odżywiania się z książek z serii "Eat Clean" autorstwa dietetyka Tosca Reno.

"Jestem zwolennikiem tego, żeby ludzie jedli więcej, a ważyli mniej." - mówi Reno - ,,Sześć małych posiłków dziennie, zawierających chude białko i węglowodany złożone ... świeże owoce i warzywa i produkty pełnoziarniste." Żywność musi być "... nieprzetwarzana, bogata w wartości odżywcze... należy pić dużo wody. To wszystko razem pozwoli ci utrzymać zdrową wagę przez całe życie."

Ashley powiedziała, że zmiana jej diety była zgodna ze zdrowym rozsądkiem: wyeliminuj jedzenie niezdrowe, a zatrzymaj jedzenie pełnowartościowe. "Byłam zaskoczona, jak szybko zrzuciłam wagę." - powiedziała. Zapisała się do dwóch siłowni i ćwiczyła 6 dni w tygodniu, każda sesja trwała 90 minut.

Transformacja

Celem Aschley było zrzucenie nadwagi. Do jesieni 2006 roku, sześć miesięcy od czasu, kiedy zrobiono zdjęcie, ważyła 78-82 kg. - w sam raz na ślub przyjaciółki.

Do jesieni 2007 roku, jej waga spadła do 63 - 68 kg. - w sam raz na jej ślub z  Casey Otto, właścicielem sali Plan Nine Skatepark (bike skating/wyczynowa jazda na rowerach) w St Louis Mills, ojcem Holdena.

"On był moim chłopakiem, kiedy byłam gruba. Nie przeszkadzało mu to."

Casey Otto potwierdził, że kiedy niedawno odwiedziła jego biuro, spojrzał na nią rozjaśnionymi oczami. Jego chłopięcy uśmiech bardziej pasował do nieśmiałego mężczyzny, który właśnie spotkał nową dziewczynę. "Ciszę się, bo to, co zrobiła, daje jej szczęście" - powiedział. "Kocham ją tak czy inaczej. Ale tak jak teraz wygląda, to też jest w porządku."

Po ślubie nadal zrzucała wagę. Jej cera się poprawiła. Pomyślała, że jej podróż zakończyła się.

Kiedy jej waga spadła do 50 kg., lekarz zalecił jej przybrać kilka kilogramów. "Dopiero wtedy zatrudniłam dietetyka, i teraz ważę 55 kg. Mam więcej muskułów niż tłuszczu."

Ashley wiedziała, że dokonała czegoś wyjątkowego. "... kiedy sama się sobie zaczęłam podobać, moje ubrania lepiej na mnie leżały i ludzie to zauważali."

W sierpniu 2009 roku zwróciła uwagę fotografa z lokalnego magazynu. Zrobił jej zdjęcie. W październiku 2009 roku została modelką dla lokalnego projektanta podczas Tygodnia Mody St Louis.

"Kiedy dorastałam, chciałam być modelką, ale wiedziałem, że nie miałam odpowiednich wymiarów." Teraz, mając 170 cm, na wysokich obcasach, było inaczej.

"Nie było to takie ekscytujące. Kiedy byłam na castingu, inne modelki mnie pytały: Do jakiej szkoły chodzisz? Musiałam im powiedzieć, że jestem dwudziestoparoletnią mamą. "

Kolejny cel

Ashley nadal chodziła na siłownię i w lutym spotkała tam miejscowych triatlonistów. Czytała kiedyś o  trójboju i zawsze ją to intrygowało.

"Ja nawet nie umiałam pływać" - wspomina, śmiejąc się. Jednak potrafiła biegać, pożyczyła od znajomej rower górski i zaczęła chodzić na lekcje pływania. Zapisała się do drużyny i będzie brać udział w zawodach trójboju.



Tagi: weganizm
06:38, iveggy , Weganizm jest zdrowszy
Link
niedziela, 10 lipca 2011
sobota, 09 lipca 2011

 

Poniżej artykuł o wegańskich lodach Giuseppe, którego fragmenty opublikował magazyn Vege. Autorem artykułu jest Łukasz Prusza.

 

NOWA EPOKA LODOWA

Nie rozpoczęła się tysiące lat temu pod biegunem, lecz nastała przed dwoma laty w naszym kraju mlekiem i miodem płynącym, gdy dla jej inicjatorów ten synonim dobrobytu stał się oznaką tragedii, do której zakończenia zapragnęli się przyczynić. Początkowo swoim zasięgiem nieśmiało objęła Trójmiasto, dzisiaj stopniowo wykracza poza nie. Czym jest ta „wegańska epoka lodowa”, jak ważny to fenomen w czasach konsumpcjonizmu, i jak lodowy deser może pomóc Ziemianom?

Oto krótka opowieść o niezwykłych lodach stworzonych ze zwykłej wrażliwości. Poszukiwanie wyrafinowanej słodyczy dla ludzkich zmysłów bez powodowania niewysłowionej goryczy eksploatowanych zwierząt zaowocowało powstaniem marki lodów oferującej nową jakość dla miłośników mrożonych deserów. O genezie lodów Gelati Giuseppe – bo o nich mowa – Vege pisało w numerze 08/2009; dziś więcej o tym, co zaszło w międzyczasie i o metamorfozie, jaka pozwoli cieszyć się tym produktem szerszej rzeszy konsumentów.

Nowa historia starej tradycji

Lody znane są od dawna, lecz w wegańskim kręgu było to dotychczas pojęcie bardzo zubożone. Choć zmrożony sok owocowy w postaci sorbetu może być ich namiastką, to do pełni doznań brakuje kremistości i szeregu smaków znanych z klasycznych lodów. Niestety, te ostatnie, zawierając mleko krowie i jajka, są przez wegan wykluczane jako nieetyczne, a na potrzeby tak wąskiej grupy odbiorców rynek jest niemal głuchy. Czy da się uzupełnić tę lukę?

Owszem. Lody rzemieślnika Giuseppe Lamandiniego, z założenia cruelty-free (czyli wolne od okrucieństwa), są długo oczekiwaną odpowiedzią na takie zapotrzebowanie. Zawierają składniki wyłącznie pochodzenia roślinnego – na mleko krowie, jajka i ich śladowe ilości nie ma miejsca, a miejsce nabiału zajmuje mleko sojowe, ryżowe i kokosowe. Tradycyjne receptury zostały zmodyfikowane w taki sposób, by umożliwić postawienie pierwszych kroków w tej dziedzinie, natomiast ich dopracowanie do obecnego poziomu zawdzięcza Giuseppe swej inwencji i pasji oraz życzliwym uwagom klientów sopockiej lodziarni w latach 2009-2010.

Kompozycja każdego smaku tworzona jest ze świeżych i wysokiej jakości składników, a dodatki chemiczne i proszki lodowe to pojęcia obce. Dla przykładu, smaki owocowe i warzywne powstają ze świeżo wyciskanych i niepasteryzowanych soków; nierafinowany cukier trzcinowy, syrop z agawy i pozyskiwany z brzozy ksylitol nadają lodom słodyczy; wreszcie całość dopełniają inne komponenty – wśród nich  tzw. superfoods (żywność będąca skoncentrowanym źródłem witamin i mikroelementów), np. surowe kakao, spirulina (rodzaj alg morskich) i jagody goji.

Sublimacja smaku

Weganizm nierzadko postrzegany jest jako ograniczenie z racji mniejszego wyboru choćby w kwestiach dietetycznych oraz przez konieczność rezygnacji z różnych delikatesów, do których przyzwyczajone są nasze rozpieszczone podniebienia. Tak jednak nie musi być, a roślinne alternatywy dla popularnych produktów mogą być równie smaczne, a nawet lepsze, czego przykładem są właśnie lody Giuseppe – prócz innych wymogów spełniają zarówno postulat weganizmu, jak i niebanalnego smaku. Dzięki podobnym rozwiązaniom zmiana stylu życia na wegański przez osoby rozważające taki krok staje się z pewnością łatwiejsza. Ponadto tylko nieprzeciętna jakość gwarantuje wegańskiemu produktowi możliwość zdobycia uznania na skomercjalizowanym rynku obojętnym na przesłanki etyczne.

Dzisiaj opracowanych smaków jest ponad czterdzieści, z czego więcej niż dwadzieścia regularnie produkowanych zostało zarejestrowanych przez Vegan Society (www.vegansociety.com), co daje marce prawo do posługiwania się uznanym na świecie logo identyfikującym produkty wegańskie.

Jednakże Gelati Giuseppe to nie tylko i wyłącznie marka adresowana do wegan (klienci wegańscy stanowią poniżej 5% klienteli). Jest to propozycja skierowana do każdego, kto zechce jej spróbować. Jako taka oferuje bogaty wybór smaków – zarówno tych tradycyjnych, jak wanilia, czekolada, orzech laskowy czy truskawka, jak i mniej typowych, np. gianduia, piña colada, marcepan, marchewka czy cytryna ze spiruliną. Mimo różnych preferencji smakowych, przy takim wyborze z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Brak dodatków aromatycznych sprawia, że delektujemy się naturalnym wysublimowanym smakiem, nie zaś sztucznie wzmacnianym, niewyważonym i przesłodzonym substytutem.

Raj na Ziemi

Znany aktywista na rzecz praw zwierząt, amerykański profesor prawa Gary L. Francione, napisał: „W szklance mleka lub wafelku lodów jest chyba więcej cierpienia, niż w steku”. Produkując swoje lodowe przysmaki bez nabiału, Gelati Giuseppe stara się, by stwierdzenie to coraz mniej odnosiło się do owego „wafelka lodów”, i jest to wkład firmy w ograniczanie antropocentryzmu praktykowanego za wszelką cenę. Wielu klientów nie ma świadomości, że powracając, by kosztować kolejnych porcji i smaków przemycają odrobinę wegańskiej etyki w swoje życie i oszczędzają tyleż cierpienia tym, którzy nie zasługują na nie wcale. Firma nie jest ponadto obojętna na kwestie eksploatacji ludzi w krajach ubogich, dlatego na ile to możliwe stosuje produkty fair trade (czyli pochodzące ze sprawiedliwego handlu).

W dobie wielu nadwrażliwości pokarmowych i otyłości lody wegańskie są doskonałą alternatywą dla osób z alergią na białka mleka krowiego i nietolerancją laktozy oraz dla wszystkich liczących kalorie. Nie zawierając konserwantów, rafinowanego cukru i tłuszczu zwierzęcego, oraz będąc opartymi głównie na składnikach z certyfikowanych upraw organicznych, lody Giuseppe są o niebo zdrowszym i mniej kalorycznym deserem od lodów tradycyjnych.

Tak jak lanie wody bez konkretnej treści, wątpliwą wartość mają przemysłowe lody przepełnione powietrzem. Te wykonywane rzemieślniczo, tak jak Gelati Giuseppe, zawierają go niewiele, przez co są bardziej spoiste i intensywne w smaku. Jakie są tego konsekwencje? Otóż klient płaci za lody, a nie za powietrze, zaś sprzedawca oszczędza energię, ponieważ takie lody degustuje się najlepiej w około -8°C, nie w -18°C tak jak przemysłowe (na marginesie: brak nabiału jest również dużym krokiem w stronę redukcji zanieczyszczania środowiska przez hodowlę zwierzęcą).

Metamorfoza

W tym roku firma zamknęła jedne drzwi, a otworzyła kilkoro nowych – lodów skosztujecie nie w dotychczasowej lodziarni w Sopocie, a w różnych punktach rozszerzających swoją ofertę z inspiracji mroźnymi smakołykami Giuseppe. Miejsc tych będzie coraz więcej w miastach Polski. Pochwalić się nimi może już oczywiście Trójmiasto, a kolejnymi są lub wkrótce będą Warszawa, Szczecin, Poznań, Wrocław i inne. Z tego zjawiska firma jest bardzo dumna, licząc na to, że wielu nowych klientów wyrobi sobie o jej ofercie jak najlepsze zdanie. Oprócz lodów w restauracjach i kawiarniach, dostarczanych w opakowaniach odpowiednich dla gastronomii, w ofercie sklepów ze zdrową i ekologiczną żywnością pojawiają się też wybrane smaki w opakowaniach 420 g (ok. 500 ml).

Co jeszcze można napisać o lodach Gelati Giuseppe? Zaprzyjaźniona osoba stwierdziła: „Są najlepsze i w moim wegańskim świecie jedyne”. Osoby, które w swoim świecie jeszcze takich nie znalazły oraz wszystkich zainteresowanych zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej www.gelatigiuseppe.pl, gdzie dostępne są m.in. informacje o smakach i aktualnych punktach sprzedaży, natomiast w celu nawiązania kontaktów handlowych prosimy dzwonić na numer 503-89-63-69. 

 

 Łukasz Prusza



piątek, 08 lipca 2011

Tłumaczenie fragmentu książki From Crisis to Peace

 

 

Przemysł hodowlany wykorzystuje największe obszary ziemi i jest wiodącą siłą napędową stojącą za destrukcją lasów deszczowych.  

Musimy zaprzestać wypasu bydła, aby chronić naszą glebę i nasze życie. Nadmierny wypas bydła jest główną przyczyną pustynnienia, jak również innych zniszczeń i jest odpowiedzialny za ponad 50% erozji gruntów.  

Mamy tylko 30% lądu i z tych cennych 30%, 1/3 wykorzystywana jest nie w celu naszego przetrwania, ale na pastwiska dla bydła lub pod uprawę ton zbóż na paszę dla zwierząt – wszystko po to, aby wyprodukować kilka kawałków mięsa.   

Około 1 miliard akrów, czyli 80% wszystkich gruntów rolnych w USA, oraz około połowę wszystkich gruntów w USA wykorzystuje się do produkcji mięsa. Dla kontrastu, mniej niż 3 miliony akrów w tym kraju wykorzystywanych jest pod uprawę roślin.80   

W Meksyku, jak wykazały ostatnie badania, 47% kraju już odczuwa skutki w postaci pustynnienia w wyniku szkód wyrządzonych przez przemysł hodowlany. 81 A kolejne 50-70% Meksyku cierpi do pewnego stopnia z powodu susz.  

Przekształcanie terenów w pastwiska dla zwierząt powoduje niestabilność i poważną degradację gleby w całym Meksyku. W północnych regionach Meksyku, blisko dwie trzecie ziemi sklasyfikowane zostały jako będące w stanie całkowitej lub przyspieszonej erozji.82 Kiedy zwierzęta hodowlane zjedzą całą roślinność i tratują ziemię, pozostaje gleba podobna do cementu, na której nic nie może rosnąć. To pogarsza globalne ocieplenie, bo z umierających roślin i odsłoniętej ziemi uwalnia się więcej dwutlenku węgla. (...)

Wylesianie jest w dużym stopniu napędzane przez produkcję mięsa. Według ONZ, wylesianie jest odpowiedzialne za około 20% emisji gazów cieplarnianych, a prawie całe wylesianie związane jest z produkcją mięsa.86  80% wyciętych amazońskich lasów przeznaczonych zostało na pastwiska dla bydła, aby przygotować zwierzęta na rzeź, a na pozostałej części uprawia się soję, która też jest przeznaczona głównie na karmę dla zwierząt. 

Co roku wycinamy lasy o powierzchni Anglii, tylko po to, żeby hodować zwierzęta. Dlatego nasza planeta się ogrzewa.

Co sekundę znika obszar lasu deszczowego wielkości boiska futbolowego, aby wyprodukować zaledwie 250 hamburgerów.87

Tracimy 55 metrów kwadratowych lasów tropikalnych na każdego kotleta wołowego.88

 Lasy odgrywają także ogromną rolę w absorpcji CO2. Na przykład lasy w regionie płn.-zach. USA mogą wchłonąć połowę całej emisji stanu Oregon. 

Na szczęście, mamy gotowe rozwiązanie w zasięgu ręki, a jest nim organiczny weganizm. Musimy już teraz zaakceptować to organiczne wegańskie rozwiązanie jako jedyne dla ocalenia naszej planety. 

Ziemię, która była wykorzystywana do wypasu i żywienia zwierząt, można by zalesić, co pomogłoby zmniejszyć globalne ocieplenie. Poza tym, gdyby na całej ziemi ornej stworzono organiczne roślinne pola uprawne, to nie tylko wszyscy ludzie byliby nakarmieni, ale ponad 40% wszystkich gazów cieplarnianych w atmosferze mogłoby zostać przez nie wchłoniętych. Oprócz eliminacji ponad 50% emisji, które produkuje przemysł hodowlany.90

Dlatego prostym przyjęciem wegańskiego organicznego stylu życia, bez produktów zwierzęcych, eliminujemy większość gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka.

 

80.    Marlow Vesterby and Kenneth S. Krupa, Major Uses of  Land in the United States, 1997 (SB973) September 2001, http://www.ers.usda.gov/publications/sb973/sb973.pdf.
81.    The United Nations Convention to Combat Desertification (UNCCD), “Ten Years on: UN marks World Day to Combat Desertification,” June 17, 2004, http://www.unccd.int/publicinfo/pressrel/showpressrel.php?pr=press01_06_04.
82.     Yacov Tsur et al., Pricing Irrigation Water: Principles and Cases from Developing Countries, 220.
17.4% do 1/3 emisji GHG (gazów cieplarnianych) na świecie. Źródło: IPCC, Fourth Assessment Report, Synthetic Report, Section 2, p. 36 and Working Group Report, section 7, p. 527.
87.     John Robbins, Diet for a New America, excerpted from http://whitt.ca/soapbox/vegetarian.html.
88.     Julie Denslow and Christine Padoch, People of the Tropical Rainforest. Berkeley: University of  California Press, 1988, 169.
89.     Źródło: Greenpeace UK, “The Congo Rainforest of  Central Africa,” http://www.greenpeace.org.uk/forests/congo.
90.     Badania przeprowadzone w Rodale Institute, USA: “Even though climate and soil type affect [CO2] sequestration capacities, these multiple research efforts verify that practical organic agriculture if  practiced on the planet’s 3.5-billion tillable acres, could sequester nearly 40 % of current CO2 emissions.” See Timothy LaSalle and Paul Hepperly, “Regenerative Organic Farming: A Solution to Global Warming,” 2008. Available online at http://www.rodaleinstitute.org/files/Rodale_Research_Paper-07_30_08.pdf.




czwartek, 07 lipca 2011

 

Amerykański zespół Here gra muzykę w stylu Art Rockowym.

 

http://www.facebook.com/pages/HERE/35736940080#!/pages/HERE/35736940080?sk=wall

07:56, iveggy , Muzyka
Link
środa, 06 lipca 2011

 

Tłumacznie artykułu z Huffington Post Vegan Diet: Why Does it Make People So Angry? 

 

 

Weganie są grupą ludzi, którzy wg definicji są wegetarianami jedzącymi tylko produkty roślinne i nie używającymi rzeczy pochodzących od zwierząt, takich jak skóra.

Co takiego jest więc w tym ruchu, że wywołuje on tyle złości u ludzi? Ruch ten przybiera na popularności wśród różnych warstw - od polityków, przez gwiazdy po dzieci w wieku szkolnym i sportowców - weganizm przeszedł z obrzeża do głównego nurtu. Oczywiście, niektórzy weganie są nietolerancyjni, pouczają innych, są świętsi od samego papieża. Zaufajcie mi, ja jestem weganką od 25 lat i poznałam w tym ruchu takich ludzi, na widok których wywracam oczami i modlę się, żeby nikt ich nie usłyszał. Jednak większość wegan, których znam, to ludzie przyjemni, serdeczni, życzliwi, współczujący, prowadzący styl życia życzliwy wobec wszystkich istot na tej planecie. Silni i prości, pełni dobrych intencji.

A jednak ten delikatny ruch, który promuje odżywianie się dietą roślinną, prowadzenie zdrowszego życia i zmniejszenie negatywnego wpływu na naszą planetę, wywołuje wściekłość, jakiej nigdy nie widziałam. Wystarczy przeczytać komentarze na tej właśnie stronie zawsze wtedy, kiedy ukazuje się jakiś artykuł mówiący o weganizmie. Włosy na głowie stają dęba! Wściekłość i oburzenie, jakie wywołuje czyjeś poparcie dla diety roślinnej, jest dla mnie nie do pojęcia. Sprawiło to, że zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi w tym gniewie.

Będąc otwarcie weganką od tylu lat, często jestem w towarzystwie ludzi, którzy czują, że muszą usprawiedliwiać swoje wybory żywieniowe. Chciałabym mieć pięć groszy za każde ,,Już nie jem tak dużo czerwonego mięsa jak kiedyś". Jako działaczka na rzecz właściwej żywności i zdrowia, jestem głęboko zainteresowana tym, by ludzie wybierali zdrową żywność. Do zdrowej pełnowartościowej żywności i czystej wody, wszyscy obywatele tego świata mają podstawowe prawo. Ale ponieważ jako społeczeństwo tak bardzo zależni jesteśmy od diety opartej na produktach odzwierzęcych, spora grupa ludzi nie ma zapewnionego tego podstawowego prawa. Lecz nie jestem pewna, czy ten gniew rodzi się z poczucia winy czy też z poszukiwania uzasadnienia.

Georges Ohsawa, japoński filozof, powiedział kiedyś, że kiedy konsumujemy więcej niż nasz sprawiedliwy przydział żywności, to szkodzimy całej ludzkości naszą chciwością. Moim zdaniem, gdy wybieramy, aby jeść komercyjnie wyprodukowane mięso (tak, wyprodukowane, ponieważ nie ma nic naturalnego w hodowli przemysłowej), przyczyniamy się do głodu na świecie. Pozbawiamy ludzi żywności, ponieważ akr po akrze ziemi jest przeznaczany do produkcji żywności dla zwierząt i hodowli zwierząt na żywność.

Możecie powiedzieć, że powinniśmy jeść tak jak nasi paleolityczni przodkowie. Możecie powiedzieć, że komercyjne rolnictwo jest również odpowiedzialne za niszczenie ziemi i zanieczyszczanie środowiska (tutaj macie rację, ale nie w takim stopniu, co przemysł hodowlano-mięsny). Możecie powiedzieć, że to nie odnosi się do was, bo wy jecie mięso tylko z małego gospodarstwa wiejskiego, które żyje z produkcji mięsa. A bez mięsa splajtowałoby (to jest naciągnięte, bo można uprawiać dużo innych rzeczy zamiast hodowania krów mlecznych i zwierząt na mięso, ale rolnicy produkują to, na co jest popyt na rynku). Nie wierzę, że którakolwiek z tych rzeczy dowodzi, że jako społeczeństwo nie jesteśmy zbyt zależni od produktów zwierzęcych.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa ,,produkcja żywności pochodzenia zwierzęcego jest zazwyczaj znacznie mniej efektywna niż uprawy zbóż, warzyw, fasoli, nasion i owoców, przeznaczonych do bezpośredniego spożycia przez ludzi." Kucharze, rolnicy i producenci żywności ekologicznej należący do organizacji Sustainable Table dodają, że większość zanieczyszczeń wody przez farmy przemysłowe jest wynikiem magazynowania i usuwania odchodów zwierzęcych.

Podsumowując, produkowanie mięsa nie jest zdrowe dla naszej planety. A dla nas? Również dla nas wcale nie jest takie zdrowe.

Tak wiec, czy to zbiorowe poczucie winy sprawia, że ludzie są tak wściekli na wegan i na ideę odżywiania się dietą roślinną? Widziałam złośliwe komentarze pod wpisami na blogach promujących weganizm, mówiące autorowi, aby ,,zmężniał" czy zarzucające członkom ekologicznych spółdzielni agitację, ponieważ nie zgadzają się na sprzedaż mięsa. Niektóre komentarze straszą niedoborem witaminy B-12 (i innych wartości odżywczych), a inne racjonalizują, że ,,zwierzęta", w tym te hodowane na jedzenie, są koniecznym składnikiem zrównoważonego rolnictwa - wg raportu ONZ - ale cytat ten został wyrwany z kontekstu.

Raport ONZ z czerwca 2010 wzywa do redukcji konsumpcji mięsa i przechodzenia na dietę roślinną, aby zatrzymać zanieczyszczenie środowiska i zapewnić pokarm dla rosnącej populacji ludzkiej.

Tak więc wracam do mojego pytania: Dlaczego ludzie reagują wściekłością na ideę prowadzenia zdrowego, współczującego stylu życia i nie krzywdzenia zwierząt w trakcie tego procesu?

Wiem, że pod tym tekstem znajdą się komentarze mówiące, jak niezdrowa jest dieta wegańska dla ludzi. Może znajdzie się tam również link do niedawnego artykułu w New York Times'ie, dowodzącego, że u goryli w Ugandzie nie występuje otyłość i inne choroby związane ze stylem życia, dzięki ich wysokobiałkowej diecie. (Podobnie jak w diecie Atkinsa).

Ale skąd pochodzi to białko? ,,Dieta goryli jest w większości oparta na liściach bogatych w białko". Czyli wcale nie tak jak u Atkinsa. Nie zobaczycie goryla połykającego Big Maca (bez bułki, w stylu Atkinsa). Podczas gdy typowa dieta wysokobiałkowa, tak jak ta opracowana przez dr Atkinsa, również poleca jedzenie zielonych liściastych warzyw, to dieta ta nie jest nawet zbliżona do diety, która pozwala gorylom uniknąć otyłości. One jedzą rośliny.

Doszłam do wniosku, że szyderstwa i gniew, jakie wywołują artykuły o weganizmie, są po prostu reakcją na wyrażenie opinii, która różni się od głównego nurtu. Uważam, że te reakcje będą mnożyć się tak długo, jak długo będzie nam się mówić, że mięso jest niezbędnym elementem dla zachowania zdrowia.

Nie słychać, aby eksperci w dziedzinie zdrowia doradzali narodowi, aby jadł więcej mięsa. Wręcz przeciwnie, większość dowodów wskazuje, że im więcej żywności roślinnej jemy, tym większe mamy szanse na życie wolne od chorób cywilizacyjnych. Niestety, to przesłanie jest często zagłuszane przez nieproduktywny i irracjonalnie wściekły dialog.



wtorek, 05 lipca 2011
 
1 , 2
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm