poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Brownbird Rudy Relic - straightedge weganin z Nowego Jorku, który tworzy muzykę z pogranicza przedwojennego bluesa, meksykańskich ballad i R&B.

link

 

03:54, iveggy , Muzyka
Link
niedziela, 29 sierpnia 2010

 

Były surfer, Shane Close, który za namową żony postanowił spróbować zrezygnować z mięsa, kręci o tym film zatytułowany: Meatless: A film about one man’s departure from his meat (Bez mięsa: film o człowieku, który rezygnuje z mięsa). Film podobno nie „rozlicza się” z okrucieństwem wobec zwierząt, ale pokazuje, jak wygląda życie osoby, która dokonuje zmiany swojej diety. Wskazuje też na wysoki koszt środowiskowy, jakim obciąża naszą planetę przemysł hodowlany.

Na swoim blogu Shane, który naprawdę jak na razie nie jest rzecznikiem praw zwierząt, umieścił duży pasek informacyjny, który wymienia, że rocznie umiera w USA 35 milionów krów i 23 miliony kurczaków. Te liczby są szokujące. Początkowo Shane był wegetarianinem przez 30 dni, następnie przeszedł na dietę wegańską na 6 tygodni, po czym zamierza przestrzegać surowej diety wegańskiej przez 2 tygodnie. W blogu opisuje postępy w produkcji filmu i swoje odczucia na temat diety wegańskiej.

link

03:37, iveggy , Filmy
Link
sobota, 28 sierpnia 2010

Tłumaczenie tekstu ze strony midwestveg.com

Dzisiejszy wpis nie jest w pełni poświęcony żywności, i prawdę mówiąc może będzie trochę nieklarowny, bo jestem taka chora, że widzę podwójnie. Ale naprawdę chcę o tym jak najszybciej napisać.

Ethan oficjalnie rozpoczął przedszkole. Dyskusje na temat tego, czy będzie jadł lunch szkolny czy też będzie przynosił lunch z domu, toczyły się wiele razy. Kilka tygodni temu Ethan przyszedł do mnie i powiedział: "Mamusiu, nie chcę już jeść mięsa. Będę weganinem tak jak ty.” Moje serce podskoczyło. Juan zakładał, że on nie wie, co mówi, i wieczorem poszedł i kupił pizzę. Ethan pozbierał wszystkie pepperoni i zjadł bezmięsną pizzę. Juan był zaskoczony.

Próbowałam nawrócić Ethana w zeszłym roku i nawet mi się to udało, ale krótko po tym, jak przeprowadziliśmy się tutaj, zszedł z drogi. Nigdy nie chciałam zmuszać go do weganizmu. Wiele osób powie, że on jest dzieckiem i powinien się słuchać. Ale on także jest osobą. I w naszym domu dyskutujemy nad wszystkim sprawami jako rodzina. Nigdy nie zmuszam nikogo, by szedł za moim wyborem żywności. Oczywiście, bardzo chciałabym, żeby byli ze mną weganami. Ale niech sami to wybiorą. Kiedy ja zdecydowałam się na bycie weganką, oni mnie wspierali w 100 %. (...)

Od tego dnia Ethan faktycznie je tylko wegańskie jedzenie. Tak więc rozmawialiśmy o tym z Juanem i on uważał, że Ethan powinien jeść lunche szkolne. Ja odpowiedziałam, że nawet jeśli przyniesie swój lunch, to i tak będzie go jadł w szkole. On na to, że nie chce, żeby inne dzieci się z niego naśmiewały, bo je dziwaczne jedzenie.

Jakie dziwaczne jedzenie? Wegańskie jedzenie jest właśnie jedzeniem. Nie ma w nim nic dziwacznego. Postanowiłam, że wybór będzie należał do Ethana. Jest dzieckiem, tak. Rozumiem to. Ale on potrafi dokonać własnego wyboru, kiedy chodzi o jedzenie. On wie, co lubi, a czego nie lubi. Zapytałam go: „Ethan, chcesz jeść lunche, które robi szkoła, czy te, które robi mamusia?” On na to: „Czy w tych szkolnych lunchach są krowy?” Odpowiedziałam: „Tak, baby”. On na to: „Fuj! Ja chcę to, co ty robisz, mamusiu!” Zaskoczony Juan potrząsnął głową i zgodził się, że Ethan dokładnie wie, czego chce.

Należy pamiętać, że ja nigdy nie chodzę po domu i nie powtarzam, że mielona wołowina = krowy i że kurczaki to są tak naprawdę żywe stworzenia etc. On sam to sobie przyswoił. To inteligentny dzieciak.

Dzisiaj odbył się wielki test. Kiedy Ethan wrócił do domu z przedszkola, zapytałam go, czy było mu smutno z powodu jedzenia. On odpowiedział, że nie i że było bardzo pyszne. Juan także obawiał się, że może poczuje się wyobcowany. Ale ja z radością zrobiłam mu dokładną kopię tego, co jego klasa jadła. Nawet owocowe ciastka na śniadanie. Jego oczywiście nie zawierały żelatyny. Dałam mu świeże owoce, a w szkole dzieci dostały słodzone, dałam mu wegańskie serowe krakersy zamiast chipsów, organiczny sok zamiast mleka, etc. On był zachwycony. Wiem to, bo jego pudełko na lunch było puste, kiedy wrócił do domu. Jedyne, czego nie zjadł, to jabłko, które dał nauczycielce. Czyż nie jest to cudne.

Jeszcze coś mnie zaskoczyło. Podczas przerwy, nauczycielka rozdawała dzieciom kakaowe ciasto i mleko. Ethan zapytał ją, czy to było krowie mleko. Kiedy odpowiedziała, że tak, powiedział, że on nie pije krowiego mleka. Ona poszła i przyniosła mu wodę. Zjadł ciasto, ale poinformował mnie, ze ono nie zawierało mleka. Na pewno zawierało, ale nie będę go straszyć każdym drobiazgiem. Powoli staje się świadomy pożywienia, jakie wędruje do jego ust, i to dla mnie jest najważniejsze. Taka jestem z niego dumna. Miałam łzy w oczach, kiedy powiedział mi, że poinformował nauczycielkę, że krowie mleko jest złe i że sprawia ból krowom.

Zamierzam kupić malutkie kartoniki z mlekiem sojowym, żeby mógł je mieć podczas takich przekąsek. Nauczyciele nie mogą podgrzewać ani chłodzić jedzenia przyniesionego z domu. Będę je wkładać do specjalnego woreczka termicznego. Jedno jest jednak pewne, że on wcale nie czuje się wyobcowany. Ani trochę. On widzi, że to jest jedynie tym, czym to jest - jedzeniem.

Być może nadejdzie dzień, kiedy mój mały chłopczyk uzna, że nie chce już jeść wegańskiego jedzenia, ale na razie robi to i robi to dobrze.


piątek, 27 sierpnia 2010
czwartek, 26 sierpnia 2010

 

Tłumaczenie fragmentu artykułu ze strony dallasnews.com

Pomysł, że dieta na bazie roślin może poprawić ogólne samopoczucie, zaintrygował Mireyę Matę z Valley View. Postanowiła sama spróbować.

Mireye Mata jest zadowolona z wyboru przejścia na weganizm. Przygotowuje takie dania jak wegańska enchilada z cebulą, fasolą, kukurydzą, chili, grzybami i oliwkami.

Mata wyeliminowała ze swojej diety wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego, także jajka i nabiał. "To dzieje się stopniowo” - mówi Mata, której rodzina cierpi na cukrzycę, wysoki poziom cholesterolu i wysokie ciśnienie krwi. Mata wychowała się na diecie bogatej w tłuszcze i ubogiej w warzywa. „Nie zaczęłam od razu być weganką. Nie zamierzałam przyjmować tego stylu życia. To się stało samo."

Mata będzie wśród  ok. 30 000 uczestników następnego programu, który nazywa się 'Vegan Kickstart'. Ten bezpłatny 21-dniowy program, stworzony przez Komitet Lekarzy na rzecz Medycyny Odpowiedzialnej, ma na celu ułatwić osobom zainteresowanym przejście na weganizm, oferując plan posiłków i codzienne emaile.

50-letnia Mata brała udział w sesjach Kickstart już dwukrotnie. Mówi, że lubi przepisy, słowa zachęty, rady gwiazd, linki do filmów edukacyjnych i inne wiadomości na temat zdrowia i odżywiania się.

Obecny program, zatytułowany „Wracamy do szkoły”,  zacznie się 6 września i będzie zawierał przepisy na zdrowe przekąski oraz aplikację na iPhone’a. Więcej informacji znajduje się na stronie kickstart.pcrm.org.

Dietetyk Komitetu, Susan Levin, mówi, że dieta ta ma pomóc uczestnikom schudnąć, obniżyć poziom cholesterolu i poprawić ogólny stan zdrowia. Program jest oparty na wynikach badań, przeprowadzonych przez założyciela i prezydenta tej organizacji, dr Neala Barnarda, opublikowanych w 2005 roku w American Journal of Medicine.

"Choroby serca, rak i cukrzyca są plagą dla nas, Amerykanów." - mówi Levin. "Możemy coś z tym zrobić. Jeśli będziecie przestrzegać [wegańskiej] diety przez trzy tygodnie, i zobaczycie, że przynosi pozytywne zmiany, to zrozumiecie, że możecie kontrolować własne zdrowie bez lekarstw.”

Pani Levin dodaje, że organizacja zaleca, aby uczestnicy brali dodatkowo witaminę B-12, której brakuje w wielu dietach wegańskich.


środa, 25 sierpnia 2010

Kanadyjka Ember Swift, wokalistka, kompozytorka, twórczyni tekstów i gitarzystka.


06:56, iveggy , Muzyka
Link
wtorek, 24 sierpnia 2010

Tłumacznie artykułu Victorii Moran  "Veg and the City: The Life Changing Effects of a Raw Food Diet"


Nie wiedziałam, że można czuć się tak dobrze.

Obudziłam się nie tak dawno temu, myśląc: "To jest najbardziej szalona rzecz: Jestem dobrze po 50-tce, a czuję się rewelacyjnie." Wiedziałam, że to właśnie jest to, co 100 lat temu ekscentryczny Arnold Ehret nazywał "Rajskim Zdrowiem". Odczuwałam to: fizycznie i emocjonalnie.

Jestem na dobrej ścieżce już od dawna, mimo że pierwsze 30 lat mojego życia spędziłam wypróbowując różne diety  - zawsze przybierając na wadze albo chudnąc, i proporcjonalnie tracąc i odzyskując pewność siebie. I w końcu tak mnie zmęczyła ta karuzela, że zrezygnowałam i otworzyłam się na pełne wyleczenie. Opisałam etapy tego doświadczenia, i jak pójść w tym kierunku, w mojej książce pt. "The Love-Powered Diet: Eating for Freedom, Health, and Joy." (Dieta powodowana miłością: jedzenie dla wolności, zdrowia i przyjemności.)

Kiedy jedzenie przestało być narzędziem, mogłam zwrócić się w stronę diety roślinnej, co zaowocowało głębokim oddaniem weganizmowi. Mimo że zrobiłam to, jak określił to kiedyś Ghandi, „dla zdrowia kurczaków”, dieta ta była też całkiem niezła dla mojego zdrowia. Łatwo było na niej zachować szczupłą sylwetkę i uniknąć chorób serca i cukrzycy, które nawiedziły moją rodzinę, tak ze strony matki jak i ojca.

Ale jakieś 4 lata temu zaczęło mnie korcić, żeby przejść na surowe. Nie 100 procentowo. Nie niewolniczo czy fanatycznie (z natury będąc obżartuchem z codzienną karencją, nie lubię podążać za modami i pędami). Ale moja dusza czy moje komórki czy też jakaś wewnętrzna potrzeba popychała mnie do tej zmiany. Eksperymentowałam z tym przez kilka miesięcy i podobało mi się. Ale szczypiące zimno tej pierwszej wiosny ukoił komfortowy smak gorącej zupy i sojowego chai latte. Później jednak znowu wróciła mi ta chęć przejścia na surowe. Pewnego dnia obudziłam się i nie miałam ochoty na gotowane. Następnego dnia też nie. I jest tak już od dłuższego czasu.

Nie jestem jeszcze na 100% i nie podpisuję żadnych obietnic. Chcę mieć opcję, by pójść z moją córką do jej ulubionej chińskiej restauracji i zjeść warzywa na parze z brązowym ryżem i sosem z czarnej fasoli. W moim życiu pojawi się gorąca zupa tej zimy. A ponieważ najlepiej pisze mi się w gościnnym Starbucksie, nie odżegnuję się nawet od sojowego chai latte. Po prostu piję je dużo rzadziej. Zdarza się, że przez kilka dni pod rząd jem tylko surowe, a w dni, kiedy zdarza mi się zjeść coś gotowanego, to jest to zwykle tylko jedna rzecz, czy to pieczony ziemniak, czy cieciorka w sałatce. To nie jest małżeństwo czy religia; jest to eksperyment dotyczący niezwykłej witalności.

Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam po zmianie diety, było to, że czułam się taka szczęśliwa. Mój zwykły stan zadowolenia podskoczył o kilka szczebli. Kiedy ludzie kiedyś pytali mnie: Jak się masz? odpowiadałam „w porządku”. Taka była prawda. Teraz raczej odpowiadam „wspaniale!” i tak naprawdę jest.

Mgła się rozproszyła. Poczucie szczęścia przybyło jeszcze przed energią i siłą i klarownością, ale one też przyszły.

Piję soki i jem owoce, i sałatki, i szejki. Jem także suszone owoce, surowe desery, "chlebek" i krakersy i chipsy z jarmużu zrobione w dehydratorze.

Ale przede wszystkim dużo i dużo (i dużo) zieleniny: zielone soki, zielone sałaty, zielone szejki, marynowaną zieleninę. Używam orzechy i nasiona w przepisach i czasami jako przekąskę. Jem kilka razy w tygodniu awokado, i często używam sosów sałatkowych, które zawierają olej lniany lub konopny.

Czuję, że mój organizm jest zrównoważony i odżywiony, i nigdy nie mam tego ciężkiego uczucia z powodu zbytniej ilości tłuszczu w jedzeniu. Poza tym, po przejściu na surowiznę, straciłam ponad 2 kilo, których nie zamierzałam zrzucać. Jeżeli coś z tego wróci, to będzie w porządku.

Nie przejmuję się też cukrem. Jem świeże owoce, wkładam banany do szejków i robię desery z daktylami, tu i tam wlewam odrobinę syropu klonowego.

Ktoś mi powiedział, kiedy po raz pierwszy wychodziłam z okresu obżarstwa: „Nie możesz tego robić z uczuciem lęku.” To samo dotyczy surowego. Musi to być radosne i odkrywcze.

Obcy ludzie komentują, że moja cera „błyszczy”. Wiem, że mówimy o warzywach, nie cudach, ale wyglądam młodo jak na mój wiek (i młodziej niż 4 lata temu). Zdaję sobie sprawę, że jestem dojrzałą kobietą i przyjdzie dzień, z cudowną dietą czy bez, w którym stanę się malutką starszą panią. Ale ten stan się odwleka. Nie wiem, na jak długo, ale dzisiaj dobrze się bawię, kiedy ludzie w siłowni starają się mnie rozszyfrować: nie jestem młoda, nie jem białka zwierzęcego, ale buduję masę moich mięśni. To zaprzecza ich poglądowi na świat. (...)

Zainteresowanych zabieram do surowych restauracji i przekazuję informacje, które mi pomogły:

• Nie należy tracić zbyt dużo wagi. Zdaję sobie sprawę, że może to zabrzmieć jak problem luksusowy, ale na diecie surowej trzeba jeść wystarczająco.

• Naucz się kochać zielone warzywa. Jedz dużo sałat. Rób sobie zielone lemoniady – z sałaty, jarmużu, jabłka, cytryny - w swojej sokowirówce. Rób sobie zielone szejki. W blenderze zmiksuj owoce i dodaj zielone warzywa – sałatę, szpinak, jarmuż, zmienią kolor szejku, ale nie smak.
• Znajdź książkę z łatwymi surowymi przepisami. Ja korzystam z Jennifer Cornbleet "Raw Food Made Easy".

• Należy też regularnie brać witaminę B12. (...)


08:01, iveggy , Raw/Surowy weganizm
Link
poniedziałek, 23 sierpnia 2010


Co prawda hazard nie jest moją ulubioną rozrywką, ale kto by się spodziewał, że człowiek, który autentycznie rozkręcił biznes w Las Vegas, budując i sprzedając luksusowe kompleksy wypoczynkowo-hazardowe, właściciel paru wykwintnych hoteli z kasynami i restauracjami, które otrzymały najwyższą ilość "gwiazdek" za najbardziej nowoczesny i elegancki wystrój wnętrz i serwis, Steve Wynn, przejdzie na weganizm.

Steve nie tylko sam przeszedł na nową dietę, ale podobno (tylko podobno) pociągnął też za sobą kilka osób w menedżmencie, w tym prezydenta kompleksu Andrew Pascala. I to nie wszystko. W swoich słynnych restauracjach polecił wprowadzić serię opcji wegańskich. Oficjalna notka opublikowana parę dni temu przez jego kompleksy hotelowo-kasynowe Wynn i Encore zawiera długą listę wegańskich dań.

W jednym z artykułów na ten temat wymieniono około 20 restauracji/barów, należących do Wynna, z najsłynniejszą o nazwie Alex, gdzie serwuje się nowe wegańskie opcje.

Inne restauracje  w Las Vegas także już zaczęły oferować wegańskie opcje i miasto to staje się przyjazne weganizmowi.

link

link


04:43, iveggy , Newsy
Link
niedziela, 22 sierpnia 2010

Muszę z żalem przyznać, że kiedyś należałam do grupy ludzi nie lubiących Yoko Ono, może dlatego, że drażnił mnie jej głos. Yoko Ono jest powszechnie znienawidzoną postacią, którą wini się za rozpad Beatlesów. Prawda jest jednak taka, że rozpad Beatlesów zaczął się, zanim John poznał Yoko. Bez  wątpienia czterej członkowie grupy byli genialnymi muzykami, ale jeśli chodzi o ich osobiste przyzwyczajenia, to wszystkie swoje narzeczone, a potem żony traktowali z wyraźnym szowinizmem, nie pozwalając im na jakikolwiek udział w ich życiu zawodowym, i nie pozostając w związku monogamicznym. Yoko była pierwszą kobietą, która miała wpływ na Johna i jej zdanie liczyło się bardziej niż członków zespołu. To oczywiście nie mogło się podobać ani fanom ani zespołowi. Ale kiedy spojrzymy na zdjęcia, którym towarzyszy piosenka napisana przez Lennona pt. Oh Yoko!, to zdecydowanie widać  na nich głęboką i wzajemną miłość.  I z łatwością wszystkie oskarżenia, jakie kierowane są pod adresem Yoko, takie jak zachłanność i egoizm, można odrzucić. W oczach Yoko i Johna widać, jak bliscy sobie byli. Po tylu latach, Yoko nadal wzrusza się do łez, kiedy mówi o stracie Lennona.

 

Informacje pochodzą ze strony: link

04:52, iveggy , Hollywood/znani weganie
Link
sobota, 21 sierpnia 2010

Z pewnością wiele osób zastanawia się, która forma jest poprawna: wegan czy weganów/wegetarian czy wegetarianów? Kilka lat temu natrafiłam na artykuł pana Miodka na ten temat i przywykłam do formy kończącej się na „ów”, chociaż odmiana "wegan" jest chyba łatwiejsza i przyjemniejsza.

JAN MIODEK

ROZMYŚLAJCIE NAD MOWĄ - WEGETARIAN? LEPIEJ WEGETARIANÓW?

W opublikowanym w WiŻ w zeszłym roku bardzo ciekawym artykule o Uniwersytecie w Oksfordzie pojawiło się zdanie: "Studenci mogą się przyłączyć do Oksfordzkich Wegetarian" dopełniaczem liczby mnogiej wegetarian, urobionym od rzeczownika wegetarianin.

Trudno tę formę potępiać, skoro można ją też znaleźć w "Małym słowniku języka polskiego" pod red. S. Skorupki, H. Auderskiej i Z. Łempickiej z 1968 roku oraz w "Nowym słowniku ortograficznym" pod red. E. Polańskiego z 1996 roku. Wspierają ją również liczne tak samo zbudowane postacie typu Rosjan, Indian, wrocławian, tarnogórzan, arian, mieszczan (od Rosjanin, Indianin, wrocławianin, tarnogórzanin, arianin, mieszczanin).

A jednak warto się opowiedzieć raczej za wariantem z końcówką -ów, czyli wegetarianów, polecanym przez większość słowników i wydawnictw poprawnościowych, należącym do fleksyjnej serii Amerykanów, Meksykanów, franciszkanów, dominikanów, augustianów (od Amerykanin, Meksykanin, franciszkanin, dominikanin, augustianin). A dlaczego?

Końcówka -ów zapewnia całej formie większą wyrazistość, przyporządkowując ją jednoznacznie drugiemu przypadkowi liczby mnogiej. Brzmienie wegetarian natomiast może prowokować do niepożądanych skojarzeń z mianownikami liczby pojedynczej typu Hiszpan, Cygan (wcale niemała jest grupa osób, która tworzy -nawiązujące do nich niepoprawne mianownikowe postacie typu "Amerykan", "franciszkan", a nie zapominajmy, że wegetarianin jest zapożyczeniem młodym, dość słabo jeszcze utrwalonym w powszechnej świadomości językowej).

Za wariantem z -ów przemawia i to, że aż nadto wyraźna jest ewolucja dopełniacza liczby mnogiej rzeczowników rodzaju męskiego. Przecież tysiąc lat temu końcówkę -ów miało kilkanaście zaledwie słów. Ponieważ jest ona jednak bardzo atrakcyjna, bo nie powtarza się w żadnym innym przypadku gramatycznym, zrobiła w dziejach polszczyzny zawrotną karierę.

I tak obsługuje ona dziś wszystkie rzeczowniki twardotematowe: synów, domów, wozów, krzaków, głogów, Szwedów, Polaków, krabów, gadów, stawów, duchów, wałów, hipopotamów, czynów, capów, profesorów, docentów, wąsów, stosów, głazów.

Mało tego - zaczyna obejmować swym zasięgiem i rzeczowniki miękkotematowe! Nie ma już ani jednej formy z wygłosowym -j, takich jak kraj, nabój, pokój, tramwaj, napój czy kowboj, od której nie można by dziś stworzyć dopełniacza liczby mnogiej za jej pomocą, w wypadku zaś kraju, tramwaju i kowboja uznawany jest on przez współczesne poradniki za wyłączny (tylko krajów, tramwajów, kowbojów - obok naboi lub nabojów, pokoi lub pokojów, napoi lub napojów). To samo można powiedzieć o licznej gromadzie osobowych rzeczowników z wygłosowym miękkim : jako jedynie poprawną traktuje się formę uczniów, obok zaś postaci drani, leni, nicponi, gamoni, żywot gramatycznych wariantów wiodą te z wygłosowym -ów, czyli draniów, leniów, nicponiów, gamoniów.

Wyrazistość, atrakcyjność końcówki -ów jest przyczyną niezgodnych z normą konstrukcji typu "słoniów", "gościów", "liściów" (zamiast słoni, gości, liści), a nawet "pomarańczów", "poręczów", "myszów", "pannów", "dziewczynów" (zamiast pomarańcz lub pomarańczy, poręczy, myszy, panien, dziewczyn). Za tym gramatycznym "instynktem" ludu chcieli pójść w XIX wieku polscy romantycy, forsując -ów przy rzeczownikach żeńskich kończących się spółgłoską ("postaciów", "miłościów", "gramatycznościów"). Nic z tego nie wyszło (mówimy postaci, miłości, gramatyczności), ale sam pomysł daje wiele do myślenia - tak jak znamienne jest sięganie po dopełniaczowe -ów w wypadku słów rodzaju niemęskiego rzadko używanych w pierwszym przypadku liczby pojedynczej (nawet ludzie odznaczający się wysokim stopniem samowiedzy gramatycznej mają ochotę "prosić o kilka gerberów i bezów", a nie gerber i bez, bo nieczęsto się posługują prymarnymi postaciami rodzaju żeńskiego gerbera, beza).

Osobnego omówienia wymagają pluralne dopełniacze wyrazów kończących się spółgłoskami -c, -dz, -cz, -dż, -sz, -ż, -rz, -l, takich jak palec, zając, palacz, słuchacz, kosz, mecz, pejzaż, stróż, pisarz, pasterz, dziennikarz, król, wentyl, ból. Wszystkie te spółgłoski były kiedyś w polszczyźnie miękkie i gdyby taki charakter utrzymały, posługiwalibyśmy się dzisiaj dopełniaczami palci, zajęci, palaczi, słuchaczi, koszi, meczi, pejzażi, stróżi, pisarzi, pasterzi, dziennikarzi, króli, wentyli, bóli tak jak liści, gości, słoni. Ponieważ wszystkie one stwardniały, występujące po nich pierwotne -i ( wyjątkiem połączeń -li) zamieniło się w -y.

Tak powstały brzmienia typu zajęcy, palaczy, koszy, pisarzy. A gdy świadomość dawnej miękkości -c, -dz, -cz, -dż, -sz, -ż, -rz - zupełnie obumarła, zaczęły się pojawiać formy z atrakcyjnym -ów: palców, zająców, słuchaczów, stróżów, pisarzów, stolarzów, królów, bólów.

Taki tok ewolucyjny wydawał się oczywisty i racjonalny.

I nagle nastąpiło coś, co można określić mianem największej niespodzianki w dziejach polskiej fleksji. Oto - powiedzmy to raz jeszcze -atrakcyjna końcówka -ów dziś wyraźnie przegrywa z wariantywną -y! Chociaż więc status jedynie poprawnych mają postacie palców, meczów, stróżów czy królów (wyjątek: święto Trzech Króli), to jednak przeciętny Polak, jeśli się tylko waha między dopełniaczowymi -ów/-y, wybiera tę drugą końcówkę, bo wydaje mu się ona bezpieczniejsza gramatycznie. No a o całkowitym wręcz zwycięstwie -można już mówić w wypadku słów kończących się na -rz (słyszy się i widzi prawie wyłącznie formy pisarzy, tokarzy, ślusarzy, dziennikarzy, malarzy).


link

 

05:31, iveggy , Newsy
Link
piątek, 20 sierpnia 2010

Niezależny amerykański wokalista, gitarzysta i autor tekstów piosenek, Ted Leo.

 

06:49, iveggy , Muzyka
Link
czwartek, 19 sierpnia 2010

(tłumaczenie artykułu z telegraph.co.uk)

31-letni Mark Boyle zrezygnował z posługiwania się pieniędzmi w listopadzie 2008 roku. Mieszka w aucie rekreacyjnym, które dostał dzięki programowi Freecycle (uk.freecycle.org), a które jest zaparkowane w pobliżu gospodarstwa ekologicznego w okolicach Bristolu, gdzie Boyle pracuje społecznie trzy dni w tygodniu. Uprawia własną żywność, ma piec na drewno, a elektryczność wytwarza za pomocą kolektorów słonecznych. Ma telefon komórkowy, na który można tylko dzwonić, i laptop zasilany bateriami słonecznymi. Jest od 6 lat weganinem. Założył internetowy serwis społecznościowy Freeconomy w roku 2007 (justfortheloveofit.org), który zachęca ludzi do dzielenia się z innymi swoimi umiejętnościami i zawodami, i obecnie ma już 17000 członków.

,,Wszystko zaczęło się w pubie. Rozmawiałem z moim przyjacielem o wszystkich problemach na świecie, takich jak wyzysk w fabrykach trzeciego świata, zniszczenie środowiska, farmy przemysłowe, testy na zwierzętach, wojny o bogactwa naturalne. Zdałem sobie sprawę z tego, że one wszystkie na swój sposób są powiązane z pieniędzmi.

Postanowiłem zrezygnować z gotówki. (…) Wszystko zajmuje więcej czasu i wysiłku w bezpieniężnym świecie. Ręcznie piorę ubrania w umywalce w zimnej wodzie, za płyn do prania służą mi gotowane na moim piecu orzechy. Trwa to 2 godziny, zamiast pół, kiedy pierze się w pralce.

To miało trwać tylko rok, ale tak mi się spodobał ten styl życia, że kontynuuję. Nigdy nie byłem szczęśliwszy ani w lepszej kondycji fizycznej.

Miałem bardzo normalne dzieciństwo. Myślę, że na początku moi rodzice zastanawiali się, co ja takiego wyprawiam. Ale teraz w pełni mnie popierają i mówią, że może nawet sami tego spróbują.

Czasami jest to frustrujące, kiedy próbuję się udzielać towarzysko bez pieniędzy. Wychowałem się w Północnej Irlandii, gdzie swoją męskość pokazuje się tym, że płaci się za pierwszą kolejkę. Ale ja zapraszam do mojej przyczepy na domowy sok z jabłek przy ognisku.

Jestem obecnie sam, ale ze względu na książkę i mojego bloga, zdaje się, że kilka kobiet zaczęło się mną interesować.

Samo bycie weganinem ogranicza liczbę kobiet, z którymi mam coś wspólnego, nie mówiąc już o braku pieniędzy. Byłbym szczęśliwy, gdyby chociaż jedna kobieta w całym kraju chciała zrezygnować z pieniędzy na całe życie – i możliwe jest, że nawet nie będę o nią zabiegał.”

03:01, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
środa, 18 sierpnia 2010

The Color Fred - Hate To See You Go
Uploaded by ADA_Distribution. - Explore more music videos.

Fred Mascherino, amerykański gitarzysta i wokalista, wykonuje piosenkę "Hate To See You Go" ze swoim zespołem The Color Fred.

 

link

07:27, iveggy , Muzyka
Link
wtorek, 17 sierpnia 2010

Tłumacznie fragmentów artykułu z globalpost.com

 

Erywań, Armenia. Niewielu jest wegetarianów w tym poradzieckim kraju w regionie Południowego Kaukazu, gdzie tradycyjnie ludność odżywia się mięsem.

Tak więc kimś niezwykłym jest 90-letni Ormianin, który jest witarianinem.

Vaghe Danielyan, który przeszedł na dietę składającą się z surowych owoców i warzyw niemal pół wieku temu, przywykł do przecierania szlaków – od niedożywionego więźnia wojennego, wzniósł się do roli symbolu wśród wegetarianów w całym byłym Związku Radzieckim. Rosyjskie fora internetowe pełne są pytań odnośnie tego człowieka, niektórzy zastanawiają się, czy on dalej żyje, a inni, czy w ogóle istnieje.

Danielyan spacerujący po ulicach Erywania krokami napoleona, z szerokim uśmiechem, wygląda najwyżej na 65 lat, starszy wiek zdradzają jedynie przebarwienia skóry.

Urodził się w 1920 roku w Turcji, po czym zamieszkał w Armenii. Podczas wojny walczył po stronie radzieckiej, jednak został zamknięty w niemieckim obozie jenieckim. Po wojnie za karę został osadzony w radzieckim gułagu na 10 lat.

,,Trudno powiedzieć, czym nas karmiono w gułagu." - wspomina - „Dawali nam takie pomyje, że nie wiadomo, co to było."

Jednak sowieckie obozy dały mu dwa nieoczekiwane prezenty - arystokratyczny angielski i żelazną wolę. Danielyan dzielił celę z Anglikiem rosyjskiego pochodzenia Adolfem Chernukhinem, kóry zgodził się rozmawiać z nim wyłącznie w języku angielskim. (Chernukhin później napisał rosyjsko-angielski słownik).

Surowy weganizm

Wracając do domu z pracy w Instytucie Języków Obcych w 1963 r., żona Danielyana, Nina, przywiozła mu angielską książkę "Raw Foodism", napisaną przez Arshavir Ter-Avanesyan, w której opisana była surowa dieta wegańska.

"Czytałem i czytałem tę książkę" mówi Danielyan. "Wyjaśniała ona, w jaki sposób żyć długo i bez chorób. I postanowiłem zmienić swoje życie. Kiedy powiedziałem o tym mojemu ojcu, który był lekarzem, odpowiedział: ‘Ta książka powinna leżeć na każdym stoliczku nocnym, obok Biblii.’ Od tego momentu rozpocząłem nowe życie.”

W tym roku oboje rodzice Danielyana zostali wegetarianami.

Od momentu nawrócenia 47 lat temu, Danielyan je tylko surowe warzywa, owoce i ziarno, dając wykłady na temat surowego weganizmu w Rosji i pisząc w ormiańskich gazetach. Uprawia też jogę i codziennie biega.

Podobnie jak wielu witarian, Danielyan uważa, że jego dieta stanowi panaceum na wiele współczesnych chorób. Twierdzi on, że gotowane produkty zawierają toksyny, które powodują przewlekłe choroby. "Nie byłem u lekarza od ponad 45 lat." powiedział.

Niektórzy lekarze zgadzają się, twierdząc, że surowy weganizm czyni cuda po pięciu lub więcej latach. Jednak niewiele badań zostało przeprowadzonych w tej dziedzinie.

Danielyan wspomina: "Najpierw straciłem nadwagę. Potem mój organizm zaczął się oczyszczać. Miałem różne wysypki i liszaje, ale byłem zadowolony, bo wiedziałem, że moje ciało powraca do zdrowia.”

Nowa dieta także dała mu nową energię. "Budziłem się i czułem się, jakbym mógł latać. Czułem, że muszę biegać.” Nawet obecnie Danielyan biega dwie mile dziennie.

W domu

Dom Danielyana jest cichy, z wyjątkiem szurania nóg Niny po parkiecie. Danielyan miesza buraki, pomidory i ogórki, i dodaje do tego sok z cytryny, zanim zasiądzie do posiłku. Mimo że danie ma prosty smak, jest wypełniające i łatwostrawne.

"Na śniadanie jem owoce. Jem owoce, które są w sezonie. Jeżeli owoce są słodkie, jem ich pół kilo. Jeśli nie są, to jem trochę więcej. Staram się jeść owoce na lunch także. Później jem sałatki do 6-tej po południu, dodając cytrynę i ziarno dla smaku. Powoli żuję. Jeśli jestem głodny wieczorem, jem suszone owoce."

Najstarszy biegacz Armenii

Danielyan powiedział, że 26 czerwca, w Dzień Olimpijskiego Biegu, poczuł się silny po zjedzeniu zaledwie dwóch pomidorów rano. Podczas wyścigu zatrzymał się tylko kilka razy. Kiedy inni uczestnicy walczyli o wodę na mecie, Danielyan przybiegł nie spocony i nie spragniony. „Potrzebną mi wodę otrzymuję z owoców i warzyw” - powiedział.

Danielyan został poproszony na podium i otrzymał nagrodę jako najstarszy uczestnik biegu.

Czy to surowa dieta, czy niezwyciężony duch czy też geny są powodem jego długowieczności i energii życiowej, trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, sekret zdrowia to nie tylko sposób odżywiania się i uprawianie sportu. Równie ważne jest pozytywne myślenie, twierdzi Danielyan.

"Człowiek powinien być uczynny i życzyć innym dobrze. Wszystko zaczyna się w narządach wewnętrznych, a kończy w umyśle.”

link

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Nabiał powoduje zakwaszenie organizmu. Nasz organizm ciągle dąży do utrzymania biochemicznej równowagi kwasowo-zasadowej, z zasadowym odczynem krwi  na poziomie 7.365 pH. Spożywanie produktów zakwaszających może spowodować zbytnie wykorzystanie mechanizmów balansujących kwasy. Wapń, który jest magazynowany w kościach, zostaje stopniowo wykorzystywany do balansowania nadmiernego zakwaszenia ciała i po pewnym czasie to może doprowadzić do osłabienia układu kostnego.

link

niedziela, 15 sierpnia 2010

Rosa Gudmundsdottir gra z zespołem Ultratight, złożonym z samych kobiet. W wywiadzie dla vegansarecool.com, na pytanie, co zainspirowało ją do zostania weganką, odpowiedziała:

Moją podróż w kierunku zdrowszego stylu życia zaczęłam w 2003r., zostając wegetarianką, wiedząc jednocześnie, że jest to droga prowadząca mnie do weganizmu. Przeczytałam ulotkę o weganizmie, w której pewna kobieta opisała swoją historię, kiedy trzymała w rękach malutkiego kurczaczka, malutkiego ślicznego żółtego puchatego kurczaczka, i opisała, jakie poczuła połączenie z tym małym życiem, czując bicie jego serca. Wzruszyłam się, czytając tę historię i ja także poczułam połączenie z tym biciem jego serduszka i zaczęłam płakać! To było dla mnie wystarczające. Nigdy nie próbowałam wrócić do poprzedniego stylu życia i minęło już ponad 5 lat.


 

link

02:52, iveggy , Muzyka
Link
sobota, 14 sierpnia 2010

(tłumaczenie artykułu z elephantjournal.com)

 

13 letnia Clara Polito nie jest typową nastolatką. Jest etyczną weganką, działa na rzecz praw zwierząt oraz ma własną firmę ciastkarską o nazwie Clara’s Cakes (Ciastka Klary) i piecze wspaniałe ciastka, placki i inne smakołyki. Ulubione przysmaki to  Not So Thin Mints - ciastka czekoladowe z miętowym kremem.

 

Clara nie tylko jest mistrzem ciastkarskim,  uznanym za VIP (Vegan Important Person) przez Hugger Food, ale jest także działaczką, która poświęca swój czas i talent dla kilku organizacji chroniących zwierzęta. W poniższym wywiadzie wyraża się na temat praw zwierząt z taką moralną przejrzystością, którą rzadko spotykamy u ludzi 3 razy od niej starszych.

Zostałaś wegetarianką w wieku 5 lat i jesteś weganką od roku. Dokonałaś etycznych i moralnych wyborów, jakich mięsożerni dorośli nie chcą lub nie potrafią dokonać. Czy uważasz, że w młodym wieku taki wybór jest łatwiejszy czy trudniejszy?

Zdecydowanie łatwiejszy. W młodości nie troszczysz się o rodzinne rytuały czy wierzenia, ale bardziej ci zależy na tworzeniu własnych. To cały punkt bycia młodym, odnajdywanie siebie, odkrywanie swojej drogi. Myślę, że osoba dorosła, która doświadczyła więcej, w jakimś sensie przywiązuje się do swoich przyzwyczajeń i nawyków.

Jak twoi rówieśnicy i ich rodzice przyjmują twój weganizm?

Cóż, większość moich rówieśników jest otwarta na to, ale trudno im sobie uświadomić „wow, picie mleka krowy czy innego zwierzęcia to jest jakby branie czegoś od zwierzęcia, które zostało zgwałcone… żebym ja mogła mieć ich mleko.” Niektórzy rodzice moich rówieśników akceptują mój weganizm, są tacy, którzy nawet próbują dla mnie gotować wegańskie dania… co zwykle oznacza makaron na obiad (śmiech). Uwielbiam to, że starają się coś dla mnie przygotować.

W pewnym momencie podjęłaś decyzję, aby działać na rzecz zwierząt. Clara’s Cakes wspiera dużo organizacji i zostałaś uznana za Aktywistkę miesiąca przez sanktuarium dla zwierząt hodowlanych Animal Acres. Czy istnieje jeden problem dotyczący zwierząt, który jest szczególnie bliski twojemu sercu?

To jest bardzo trudne pytanie. Bo czy to jest maltretowany pies czy słoń, to jest okropne. Muszę powiedzieć, że krowy mleczne są najbliższe mojemu sercu. Prawie sądzą, że one mają najgorzej. Przede wszystkim są sztucznie zapładniane na haku do gwałcenia, ich dzieci są im zabierane zaraz po urodzeniu i przeznaczone na jasną cielęcinę, jeśli to chłopcy. Jeśli są dziewczynkami, zostają fabrykami mleka, jak ich matki. Trwa to, dopóki ich ciała nie mogą zajść w ciążę, czasami przez siedem lat. W tym okresie są maltretowane tak psychicznie jak i fizycznie. Kiedy przestają produkować mleko i dzieci, posyłane są do rzeźni.

Każda matka związana jest uczuciem miłości ze swoimi dziećmi, czy to jest krowa, człowiek czy inne zwierzę. Nawet jeśli ktoś kupuje nabiał z miejscowej farmy czy sklepu ze zdrową żywnością, to proces jest ten sam, tyle że oni ci tego nie powiedzą.

Co powiesz ludziom, którzy twierdzą, że kochają zwierzęta, ale nadal je jedzą, ubierają etc.? A  co z ludźmi, którzy używają określeń „traktowane humanitarnie” czy „wypasane na łące” czy „z wolnego wybiegu”, które mają sugerować, że w porządku jest zabijanie zwierząt, jeśli są one przyzwoicie traktowane?

Mam bliskich członków rodziny, którzy kochają psy i koty, i ratują wiele z nich, ale jedzą krowy, świnie i kurczaki. Nie rozumiem tego. Myślę, że oni odmawiają obejrzenia dowodów na okrucieństwo wobec zwierząt, nie mogą więc tego odnieść do swojego mięsa lub mleka i jaj.

Skóra należy do dziwnej strefy. Z jakiegoś powodu ludzie nie potrafią uświadomić sobie, że skóra pochodzi od zwierząt. Skóra jest w porządku, ale futro nie jest? Nie zaczynajmy nawet mówić na temat noszenia futer! Noszenie futer jest symbolem statusu. To sprawia, że ludzie czują się bardzo szykownie i kosztownie. W rzeczywistości sprawia to, że ludzie ci wyglądają jak barbarzyńcy, nieatrakcyjnie i zupełnie bez serca. Mają na sobie martwe zwierzę, które było prawdopodobnie żywcem obdzierane ze skóry.

Kilku moich kolegów z klasy zobaczyło Food Inc. i stwierdzili, że będą kupować tylko organiczne mięso. I martwiło mnie to, że nie znali prawdy. „Organiczne” i „karmione trawą” nie oznacza „dobrze traktowane". ”Humanitarne” również powinno się charakteryzować życzliwością, miłosierdziem, współczuciem, itd. To nie brzmi jak morderstwo, ale w końcu te zwierzęta są mordowane.

„Z wolnego wybiegu” w rzeczywistości znaczy, że kury nie są w klatkach, ale są w takim samym tłoku i niewygodzie.

Tak więc, nie, nie uważam, że to w porządku, żeby zabierać zwierzętom jedyne co mają, ich życie. Bez znaczenia, jak wygodne ono było.

Na swoim blogu Clara in Veganland napisałaś, że na konsumentów mięsa i nabiału, zdjęcia i wideo wywierają większe wrażenie niż płomienne przemowy. Jakie poleciłabyś filmy, strony internetowe i książki, zarówno dla ludzi odkrywających weganizm i prawa zwierząt, jak i dla tych z głównego nurtu?

Dobre strony to peta2.com, farmusa.org, animalliberationfront.com, chooseveg.com, voiceofthevoiceless.org, mercyforanimals.org i milksucks.com.

 

link

07:09, iveggy , Wegańskie dzieci
Link
piątek, 13 sierpnia 2010

Dan Briggs, gitarzysta basowy, jest weganinem od 11 lat (od 14 roku życia). Gra w zespołach 'Between the Buried and Me oraz Orbs. W wywiadzie dla PETA, Dan mówi, że w młodości nie mógł się pogodzić szczególnie z testami na zwierzętach. Na pytanie, jaki zespół miał największy wpływ na jego drogę, wymienił Earth Crisis.

Dan Briggs gra na gitarze.

link

03:09, iveggy , Muzyka
Link
czwartek, 12 sierpnia 2010

 

Freelee, witarianka, która biega w maratonach, opowiada o swojej drodze.

Obecnie jej dieta opiera się głównie na owocach, dziennie je od 30-50 bananów. (Poniższe fragmenty wspomnień pochodzą z jej strony

http://sweetjuicyfreelee.com/)

 

 

O anoreksji dowiedziałam się już w bardzo młodym wieku, miałam wtedy 10 lat. Pierwszy raz usłyszałam o tym w programie telewizyjnym, który mnie zaintrygował, zasmucił, ale także zainspirował. W liceum miałam koleżankę, która wyglądała jak chodzący wieszak na ubrania. Była słaba i pedantyczna, ale skrycie chciałam być nią. Kiedyś przypadkiem zostawiła u mnie swój notes, w którym zapisywała, ile zjadła kalorii w tym dniu. Pamiętam, że było to około 300 kalorii. Jak bardzo była chora, dowiedziałam się dopiero, kiedy zabrano ją do szpitala na wydział „specjalny”.

 

Moje osobiste doświadczenia z anoreksją zaczęły się wkrótce po tym. Kiedy miałam 17 lat, poznałam mojego pierwszego prawdziwego chłopaka, powiedzmy, że miał na imię John. John wprowadził mnie w świat narkotyków. To było bardzo ekscytujące! Był dealerem narkotyków, więc nigdy nie musiałem za nic płacić. Pierwszy narkotyk, jaki wzięłam to były tabletki ekstazy. Tańczyłam po nich godzinami. Powrót do rzeczywistości był okropny, ale byłam coraz szczuplejsza, więc nic innego się już nie liczyło. Dla mnie szczęściem było chude ciało. Zdrowie było drugorzędne.

Zaczęłam poważnie ograniczać ilość kalorii. Liczyłam kalorie jak szalona. Tym razem było to jak religia. Wkrótce ograniczałam się do 800 kalorii dziennie. Czasami godzinami zastanawiałam się, co zjeść. W nocy byłam odurzona, tańczyłam po 8 godzin.

Zdarzały się dni, kiedy pożerałam ponad 5000 kalorii, cały bochenek chleba z miodem i masłem. Moje ciało i umysł desperacko tęskniły za węglowodanami. Jednak zaraz po takim posiłku, wkładałam palec do buzi i zwracałam wszystko.

Codziennie pływałam w morskim basenie, robiłam 2 godzinny jogging, i 10 pompek.

Obniżyłam ilość kalorii do 500. Żywność stała się dla mnie „wrogiem”. Zaczęłam tracić wagę bardzo szybko. Moja waga spadła do 47kg.


Po około 3 latach tego fiaska, mój chłopak i ja rozstaliśmy się i poszliśmy swoimi drogami. Bardzo to przeżyłam i zamknęłam się w domu, jak pustelnik. Na szczęście w tym czasie zaczęłam dużo czytać i wzrosła moja świadomość na temat własnego zdrowia. W tym okresie zaczęłam dużo jeść, moja waga doszła do 70 kg, mimo że ćwiczyłam jak szalona.

 

Surowa dieta

Zaczęłam przechodzić na surową dietę w 2001, żeby odzyskać zdrowie i dobre samopoczucie. Jednak nie robiłam tego właściwie aż do lipca 2006r. Zanim weszłam na tę drogę, cierpiałam na różne problemy zdrowotne, od chronicznego zmęczenia po trądzik, nie mówiąc o mega niedowartościowaniu.

Chwyciłam się tego stylu życia, ale udało mi się zachować postawę anorektyczki „im mniej kalorii tym lepiej”. Po przejściu na witarianizm, moje zdrowie bardzo się poprawiło, a moja waga spadła. A to dlatego, że przestałam jeść produkty, które są szkodliwe, takie jak mięso, nabiał i ziarno. Jedynym problemem było to, że musiałam jeść więcej niż chciałam, a przyzwyczajona byłam do ograniczenia ilości spożywanych kalorii i uważałam, że muszę dalej to robić, jedząc surowe.

 

Obecnie Freelee jest okazem zdrowia. Bierze udział w zawodach sportowych.

 

link

03:45, iveggy , Raw/Surowy weganizm
Link
środa, 11 sierpnia 2010

Creep, bardzo znana piosenka, którą wykonuje weganka Chrissie Hynde, została napisana przez Thoma Yorke z zespołu Radiohead w roku 1992 i ukazała się w 1993 na albumie Pablo Honey. Wiedziałam, że Yorke jest wegetarianinem, ale dopiero przypadkiem parę dni temu dowiedziałam się, że jest etycznym weganinem.



Thom Yorke, wiodący wokalista zespołu Radiohead i twórca piosenek.

 

link




06:00, iveggy , Muzyka
Link
wtorek, 10 sierpnia 2010

Co najbardziej lubisz w byciu weganką? Jak długo jesteś weganką?

Że nie zabijamy zwierząt i nie jemy ich wnętrzności. Jestem weganką całe moje życie. Lubię być weganką, ponieważ wiem, że nie zadaję cierpienia zwierzętom. Jedzenie jest pyszniejsze, kiedy jesteście weganami, dobrze smakuje.

 

Jakie jest Twoje ulubione danie wegańskie?

Wegańskie lody. Amerykańskie lody firmy Good Karma o nazwie Chocolate Peanut Butter Fudge. Wiem, że to nie jedzenie, że to słodycze ... chachachachacha...

Moja ulubiona książka wegańska to „Benjy Beansprouts Doesn’t Eat Meat”. Benjy jest weganinem i inne dzieci są dla niego nieprzyjemne i uważają, że jest dziwakiem, więc Benjy idzie do sanktuarium, robi zdjęcia zwierząt i pokazuje dzieciom, że lepiej jest być weganinem niż jeść mięso.

Czy jesteś zaangażowana w jakąś działalność, aby uczyć innych ludzi, czym jest weganizm?

W mojej starej szkole zrobiłam plakat na święto Dziękczynienia o nazwie "Zwierzęta, które ocaliłam”. Z jednej strony pokazałam zwierzęta na farmach przemysłowych, a po drugiej stronie, jak powinny wyglądać, żyjąc na wolności. Pokazałam go wszystkim moim przyjaciołom w szkole i powiedziałam im, jak źle są traktowane zwierzęta hodowane na jedzenie. Jeden z nich powiedział, że tak ma być, że one umierają, ale inna koleżanka, Ana, była po mojej stronie! Powiedziałam mu, że to nie tak ma być, że wieszają je za jedną nogę i rozcinają im gardło nożem, na żywo. Po zobaczeniu mojego plakatu, Rebecca, Ana i Evin powiedzieli, że zostaną weganami, kiedy dorosną. Evin nie chciał jeść kurczaka na lunch, ale Pani Sarah powiedziała mu, że będzie głodny, tak więc zjadł. Codziennie widzieli, jakie dobre wegańskie jedzenie przynoszę i chcieli się więcej dowiedzieć o byciu weganinem, więc im powiedziałam.

Brałam udział chyba w milionie protestów – na rzecz zwierząt, przeciwko cyrkom. Trzymałam plakaty i krzyczałam „Oni krzywdzą zwierzęta, nie idźcie tam, te zwierzęta są bardzo chore. Nie wspierajcie tego!”

 

Teraz jestem w szkole Dharmy, gdzie każdy musi jeść wegańskie posiłki w szkole.

Noszę wegańskie koszulki. Chcę, żeby ludzie przeszli na weganizm, żeby nie zabijali zwierząt.

 

Czy uważasz, że zwierzęta mają uczucia, jak ludzie? Czy uważasz, że młodziutkie zwierzęta tęsknią za matką, kiedy są od niej zabierane?

 

Tak, zwierzęta mają takie same uczucia jak ludzie. Ponieważ my też jesteśmy zwierzętami, tylko innym rodzajem zwierząt. Tak, myślę, że bardzo tęsknią za swoją mamą.

Jeśli mogłabyś wygłosić przesłanie dla ludzi na tym świecie na temat zwierząt i przyjęcia weganizmu, co byś powiedziała?

 

Powiedziałabym: proszę, czy moglibyście przestać zabijać zwierzęta i przejść na weganizm? Zwierzęta mają takie same uczucia jak ludzie, nie ma żadnej różnicy. Chciałabym, żeby wszyscy na świecie byli weganami, bo wtedy moglibyśmy mieć zdrowsze życie. W byciu weganinem chodzi o bycie dobrym dla zwierząt i nie zadawanie im bólu.

 

Marlie Adams mieszka w Australii

 

link


06:14, iveggy , Wegańskie dzieci
Link
niedziela, 08 sierpnia 2010

 

 

 

07:25, iveggy , Filmy
Link
sobota, 07 sierpnia 2010

Amerykańska piosenkarka jazzowa Rachelle Ferrell.

 

 

05:58, iveggy , Muzyka
Link
piątek, 06 sierpnia 2010

 

(Tłumaczenie)

Jest wielkim altruistą, jest wielkim filantropem
Wie dobrze, gdzie cię dotknąć, kochanie, i jak lubisz być całowaną
Obejmie cię swoimi ramionami
Możesz poczuć delikatny dotyk jego bestii
Wiesz, że szatan czasami przychodzi jako głosiciel pokoju

Bob Dylan

Jason Dunn porównuje w swoim blogu organizację PETA z innymi grupami obrony praw zwierząt:

Istnieją dwie szkoły podejścia do kwestii zwierząt. Ludzie z takich grup jak PETA są welfarystami. Twierdzą, że zabijanie zwierząt jest W-Porządku, jeśli jesteśmy dla nich „mili”, zanim to zrobimy. Początkowo byłem welfarystą, ponieważ mówiąc szczerze na rynku istnieje przytłaczająca większość materiałów napisanych przez ludzi myślących w ten sposób.

Druga szkoła broni praw zwierząt. Opiera się ona na twierdzeniu, że zwierzęta nie są naszą własnością, że sposób, w jaki są traktowane, to nie jest problem. Używanie zwierząt jest problemem. Dopóki nie zaprzestaniemy używania ich, one zawsze będą cierpiały. Co więcej, jakiegokolwiek używania zwierząt nie da się obronić z punktu moralności. Każdy argument wspierający używanie zwierząt, które są „szczęśliwe” i dobrze traktowane, nadal podtrzymuje pozycję zwierząt jako mienia/należącego do nas przedmiotu. Dopóki nie przestaniemy uważać, że zwierzęta są naszym dobytkiem, wykorzystywanie ich nigdy się nie skończy. Nie ma znaczenia, jak dobrze są traktowane, bo rezultat jest taki, że odbieramy im możliwość przeżycia ich własnego życia w sposób, jaki im odpowiada. Nie mamy prawa podejmować takiej decyzji.

Obrońcy praw zwierząt, czyli ludzie, którzy nie są ani starej szkoły welfarystami ani nowymi-welfarystami, twierdzą, że musimy obalić wszystkie formy wykorzystywania zwierząt, redukujące je do rzeczy lub naszej własności. Byłoby bez sensu, gdyby obrońcy praw zwierząt, którzy popierają abolicjonizm, wspierali jakikolwiek rodzaj welfaryzmu.

PETA i tym podobne Vegan.com i Vegan Outreach etc., są nowymi-welfarystami, ponieważ ich słowa i czyny mają wpływ na kontynuację kwalifikacji zwierząt jako naszej własności. Niezależnie od tego, jak określają swoje cele na rzecz praw zwierząt, to skutkom ich słów i działań nie mogą zaprzeczyć.

Krzywdy wyrządzone w ten sposób "nie-ludziom" są wielorakie. Tutaj podaję przykład pochodzący ze strony PETA - “GoVeg” Vegetarian 101:

"Jeśli masz zamiar przejść na dietę wegetariańską stopniowo, najważniejszymi produktami, które należy ze swojej diety wykluczyć najpierw są drób i jaja. Chociaż wiele osób uważa, że najpierw należy zaprzestać spożywania "czerwonego mięsa" i produktów mlecznych, to jednak tak nie jest. Przez wykluczenie drobiu ze swojej diety, oszczędzisz dużo więcej zwierząt. Ponieważ kurczaki są takie małe, przeciętny mięsożerca jest odpowiedzialny za śmierć wielu więcej kurczaków niż krów."

 

Jaką informację otrzyma osoba, która odwiedzi stronę PETA? Czy zrozumie ona, że zwierzęta są czującymi istotami, które pragną żyć swoim życiem, tak jak potrafią, w sposób dla nich odpowiedni? Nie. Zrozumie, że zwierzęta są nasze, że są naszą „własnością”, którą należy chronić i o którą trzeba się troszczyć, chociaż to oznacza trzymanie ich w klatkach i zabijanie ich, co uważamy za konieczność.

Tak więc PETA i tym podobne grupy stanowią część problemu, a nie część rozwiązania tej sytuacji.

link


04:27, iveggy , Polemiki
Link
czwartek, 05 sierpnia 2010

Od jakiegoś czasu flirtuję z surowym jedzeniem z niezwykłymi rezultatami. Flirtuję, bo niestety nie mogę zawrzeć stuprocentowego związku, przede wszystkim z powodu braku produktów. Mieszkam tak daleko od sklepów, że zawsze mi w końcu zabraknie surowych produktów i kończy się na kromce chleba, albo i gorzej. Tak czy inaczej, polecam tę dietę dla wszystkich lepiej zaopatrzonych albo mieszkających w pobliżu przyzwoitego sklepu warzywniczego. Drugim wrogiem mojej surowej diety jest zamiłowanie do czekolady. Ale na szczęście od sklepu z czekoladą na mleku ryżowym mieszkam jeszcze dalej. Okazuje się jednak, że można pogodzić surowiznę z umiłowaniem do czekolady. Dzięki świetnemu blogowi rawmazing.com:

Czekolada, pieszczotliwie nazywana pokarmem Bogów, pochodzi z drzewa, rosnącego w dżungli, o nazwie kakaowiec. Piękne żółto-zielone strąki zwisają z pnia drzewa i gałęzi. Po rozcięciu, jadalna włóknista biała masa jest przysmakiem dla miejscowej ludności. Osadzone w miąższu są ciemno purpurowe nasiona, które po wysuszeniu i obróbce stają się "ziarnami czekolady". Będąc na surowej diecie i tworząc przepisy witariańskie nie interesuje nas przetworzona czekolada, która straciła już wiele wartości odżywczych, ale zainteresowani jesteśmy czekoladą w surowej postaci czyli kakao.

Dlaczego? Kakao ma wysoki poziom przeciwutleniaczy, i jest doskonałym źródłem błonnika. Kakao jest jednym z największych źródeł magnezu i ma imponująco wysoką zawartość żelaza. Ma też wiele innych składników mineralnych w znaczących ilościach.

Kakao jest również źródłem serotoniny, dopaminy i fenyloetyloaminy, które pomagają w stanach depresji i poprawiają ogólne samopoczucie. Kakao zawiera również anandamid, który daje poczucie błogości, oraz witaminy B, które są istotne dla pracy mózgu.

Tak więc oto przepis na zdrowy, błogi i korzystny dla pracy mózgu krem czekoladowy:

 

  • 3/4 szklanki daktyli (najpierw należy je namoczyć aż zmiękną), z usuniętymi pestkami
  • 2 awokado
  • 1 szklanka mleka migdałowego
  • 1/2 szklanki masła migdałowego
  • 3/4 szklanki kakao w proszku
  • 1/2 szklanki syropu (np. z agawy)

 

Wszystkie składniki zmiksować  w mikserze na gładką masę. Włożyć do lodówki przed spożyciem. Nie uwierzysz, jakie to jest dobre!

link


 
1 , 2
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm