Porady

poniedziałek, 09 lipca 2012

Odkryłam świetny sposób na podniesienie poziomu energii. Moja siła energetyczna podskoczyła o 500% :)

 

Rano:

Zaczniemy od porannego (czasami też dodatkowo wieczornego) koktajlu (wg przepisu dr Gregera).

  • szklanka mleka sojowego niesłodzonego
  • 1/2 szklanki jagód
  • 1/2 szklanki jeżyn
  • mango
  • łyżeczka siemienia lnianego (zmielonego w młynku do kawy, ja używam złotego)
  • łyżeczka amly

zmiksować w blenderze (wszystkie składniki mają ogromną ilość przeciwutleniaczy /amla ma najwięcej/, które chronią organizm przed patogenami)

 

W ciągu dnia:

3-4 razy dziennie 1/2 szklanki świeżego soku z marchwi (nie więcej niż 1/2 szklanki, bo sok z marchwi jest bardzo silny)

 - do każdej porcji soku można brać zioła oczyszczające wątrobę np. Ostropest (Sylibum marianum) w tabletkach itp.

Przez dwa pierwsze dni zastosować oczyszczającą kurację włoskiego lekarza dr Simoncini tzn. 3 razy dziennie 3/4 szklanki ciepłej wody dobrze osłodzonej (np. molasą) + łyżeczka sody oczyszczanej (wodę koniecznie należy osłodzić).

Poza tym, ja w miarę możliwości jem przeważnie surowe posiłki, tzn. duże ilości zieleniny z warzywami, czasami doprawiam to lekko miso czy sosem sojowym. Ostatnio unikam awokado, bo co do korzystnych właściwości awokado zdania są podzielone, natomiast zauważyłam, że rano czuję się znacznie bardziej "elastyczna", jeśli poprzedniego dnia nie jadłam awokado (od których byłam nieco uzależniona :)

Powodzenia.

 

18:40, iveggy , Porady
Link
wtorek, 19 czerwca 2012

 

Nastał kleszczowy sezon, ale to wcale nie oznacza, że musimy pożegnać się z naszym stylem życia zgodnym z zasadami ahimsy.

Od kilku lat stosuję rewelacyjny sposób na wyciąganie kleszczy, żywych kleszczy. Każdy taki wyciągnięty kleszcz wędruje do plastikowego woreczka i zostaje wywieziony daleko od trasy naszych spacerów.

Tak więc najpierw należy palcami rozsunąć sierść, aby kleszcz był dobrze widoczny (u długowłosych psów najlepiej poprosić kogoś o pomoc, aby przytrzymał psie włosy tak, żeby widać było tylko gołą skórę i zadek kleszcza).

Następnie zaczynamy kleszcza kręcić zgodnie ze wskazówkami zegara. Kręcimy go tak, żeby całe jego ciało się ruszało, dość szybko.

Kręcimy kleszczem tak długo, aż on po prostu sam odpadnie. Wtedy delikatnie i bez strachu (bo on tak szybko w nas się nie wpije) wkładamy go do woreczka i wynosimy, gdzieś daleko.

Ktoś nagrał wideo instruujące, jak to zrobić i pozwoliłam je sobie pożyczyć dla dobra kleszczy, psów i ludzi. Pani na wideo miała szczęście, że kleszcz wyszedł szybciutko, bo czasami zabiera to trochę więcej czasu, szczególnie, kiedy kleszcz już się dobrze usadowi. Ale nie miałam ani jednego przypadku (mimo że mój pies czasami miał na sobie 10 kleszczy jednocześnie), żeby kleszcz sam nie "wyszedł" :)

 

23:45, iveggy , Porady
Link Komentarze (6) »
czwartek, 31 maja 2012
czwartek, 12 stycznia 2012

 

No dobrze, może nie zupełnie naga prawda, ale kilka faktów na temat witaminy B12...  (przypomnę, że niedobory B12 mogą spowodować m. in. anemię, ostre stany depresyjne etc.  Kilknij tutaj i przeczytaj artykuł pt. Witamina B12 może pomóc w stanach depresyjnych. Warto też pamiętać, że jeśli nie odżywiamy się super zdrowo i żyjemy w pośpiechu, to dobrze jest mięć pod ręką wegański suplement B12.)



Ciągle słyszymy, że witamina B12 znajduje się tylko w produktach pochodzenia zwierzęcego. Ale czy to jest prawda?

 "Mikroorganizmy, głównie bakterie, są jedynymi znanymi organizmami, które wytwarzają B12. Bakterie te często żyją w zbiornikach wodnych i glebie. Zwierzęta otrzymują B12 poprzez spożywanie jedzenia i gleby, zanieczyszczonych tymi mikroorganizmami."

Tak więc B12 jest tworzona przez mikroorganizmy, i można ją znaleźć w wodzie i glebie. Jest ona również produkowana przez bakterie żyjące w naszych jelitach. (Herbert V. Vitamin B12: Plant sources, requirements, and assay. Am J Clin Nutr 1988; 48: 852-858)

Cytat z PubMed:: "... w ludzkim jelicie cienkim często znajduje się bogata mikroflora. (…) Co najmniej dwie grupy organizmów w jelicie cienkim, pseudomonas i klebsiella, mogą syntetyzować znaczne ilości witaminy B12.

B12 jest także częściowo wtórnie wykorzystywana przez nasz organizm (…)

Interesujący artykuł na temat B12 ukazał się tutaj: http://www.championtrees.org/topsoil/b12coblt.htm. Oto cytat z niego:

 "B12 jest jedyną witaminą syntetyzowaną wyłącznie przez pewne mikroorganizmy - wiele z nich bujnie występuje w glebie. Jest to też jedyna witamina, która zawiera śladowe ilości kobaltu. Nadano jej chemiczną nazwę 'kobalamina', ponieważ w centrum jej struktury molekularnej znajduje się kobalt.

Ludzie, a także wszystkie kręgowce, potrzebują kobaltu, który jednak jest przyswajany tylko w postaci B 12.

Kobalt jest ważnym pierwiastkiem dla świata roślin. Bakterie w brodawkach korzeniowych roślin bobowatych (fasoli, lucerny, koniczyny) wymagają kobaltu (i innych pierwiastków śladowych) do syntezy witaminy B12 i wiązania azotu z powietrza. Soja uprawiana bez kobaltu jest skarłowaciała i wykazuje poważny niedobór azotu. (…)

Niedobór kobaltu jest o wiele groźniejszy u zwierząt, zwłaszcza przeżuwaczy (bydło, jelenie, wielbłądy i owce) wypasających się na pastwiskach, które są ubogie w ten pierwiastek. Te zwierzęta normalnie uzyskują B12 z bakterii żyjących w jelitach, ale tylko wtedy, gdy bakterie otrzymają sole kobaltu z pastwiska. (…)

Aby zapobiec lub ograniczyć braki kobaltu/B12, rolnicy rutynowo dodają kobalt do pasz dla zwierząt (…)

Proces syntezy witaminy B12 przez bakterie zachodzi naturalnie w ludzkim jelicie cienkim, gdzie głównie też następuje absorpcja tej witaminy. Jeśli bakterie w jelicie mają kobalt i inne składniki odżywcze, to produkują B12. Tak więc w zasadzie, wewnętrzna synteza B12 mogłaby zaspokoić nasze potrzeby bez dodatkowej B12 w naszej diecie.

Ale jeśli nasza dieta jest uboga w kobalt [ponieważ gleba, na której rosną warzywa ma braki kobaltu], to być może problem nie leży w braku flory jelitowej syntetyzującej B12, ale w braku kobaltu, elementu, z pomocą którego bakterie dokonują czarów. Tak więc palącym pytaniem jest to, jak wielki jest niedobór kobaltu w naszej glebie?"

Zwierzęta i rośliny wymagają kobaltu w celu syntezy/produkcji B12. (…)

B12 nie tylko można znaleźć w wodzie i glebie, ale także w trawie, w kurzu i w korze!

Wiemy więc, że kobalt jest kluczem do syntezy witaminy B12 oraz to, że kobalt nie jest zwierzęciem, nie ma rodziców, nie ma oczu, a na pewno nie ucieka, gdy ktoś próbuje go jeść.

 

Źródło

 http://web.mit.edu/newsoffice/2007/b12.html

http://www.tcolincampbell.org/courses-resources/article/b12-breakthrough-missing-nutrient-found-in-plants/?tx_ttnews[backPid]=76&cHash=135f525da5f985736e2a4d1aa49002bc

http://freetheanimal.com/2010/09/dr-seale-any-b12-present-in-animal-foods-is-only-because-of-bacterial-contamination.html

http://books.google.com

02:44, iveggy , Porady
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 sierpnia 2011

Na podstawie artykułu: Vegetarian Alternatives to Fish Oil

 

 

 

Wiele osób rozwodzi się nad zdrowotnymi korzyściami oleju z ryb. Spożywanie oleju z ryb narusza wiele zasad, dla których zostaliśmy wegetarianami czy weganami. Jak więc trzymać się swoich przekonań i diety wegańskiej, bez rezygnacji z suplementów kwasów tłuszczowych omega-3?

 

 

  • Algi w połączeniu z olejem orzechowym czy z nasion - spożywanie alg, na przykład w formie spiruliny, może pomóc organizmowi prawidłowo przetwarzać olej z orzechów i nasion w omega-3. Jest to jeden z najczęściej używanych alternatyw do oleju z ryb. Spirualina i olej lniany stanowią najlepszą kombinację
  • Olej z czarnej porzeczki
  • Olej lniany
  • Olej konopny
  • Żmijowiec babkowaty (echium plantagineum). Suplement z tej rośliny jest 5 razy silniejszy niż olej lniany.




czwartek, 23 czerwca 2011

 

Nie jedzmy drożdży pod żadną postacią.

Nie zawsze czułam się tak dobrze jak teraz. Urodziłam się w Zagłębiu, do szkoły chodziłam na Śląsku, i od dziecka nękały mnie różne schorzenia układu oddechowego i zapalenie zatok. Kiedy dzisiaj zastanawiam się nad tym, w jak bardzo zatrutym środowisku dorastałam, to naprawdę powinnam się cieszyć, że w ogóle przeżyłam. Ale zatrucie środowiska wcale nie było najgorszym wrogiem mojego zdrowia. Według włoskich mikrobiologów, nawet jeśli nie umyjemy rąk po wyrabianiu ciasta drożdżowego, to możemy nabawić się drożdżycy. Pamiętam jednak, że mimo iż wiedziałam, że drożdże nie są zbyt bezpieczne, to w młodości wcale mnie to nie powstrzymywało od próbowania surowego ciasta czy nawet sprawdzenia, jak smakują same żywe drożdże. Tak więc nie można się dziwić, że zapadłam na chroniczne zmęczenie. Chociaż miałam dużo energii, to dopadały mnie okresy zupełnego obezwładnienia. Byłam weganką już od dawna i wiedziałam, że weganizm jest najlepszą możliwą dietą, ale moje zdrowie było dość dziwne. Przez długi czas niczym się nie przejmowałam, bo miałam dużo sił i energii, i tylko czasami zdarzały mi się te okropne momenty…. ale coraz częściej i częściej.

Z natury jestem dociekliwa i zawsze interesowały mnie sprawy diety, wartości odżywczych, naturalnego oczyszczania itd. Postanowiłam zrobić ze sobą porządek. Zaczęłam od oczyszczania. Odtruwałam się środkami na pasożyty i lewatywami. Poczułam się o niebo lepiej. Po silnej kuracji anty-pasożytniczej poczułam się tak dobrze jak nigdy w życiu. Ale dalej nękały mnie te okresy inercji. I upływały lata, a ja z uporem starałam się zwalczyć ten stan.

I udało mi się… zupełnym przypadkiem. O mało nie przypłaciłam tego życiem… ale było warto. Dzisiaj już wiem, że te okresy zmęczenia były wynikiem silnej drożdżycy i grzybicy. W sprzyjających warunkach drożdże, które zawsze są obecne w organizmie ludzkim, zaczynają rozwijać się i czasami przybierają formę grzybicy. Nie wiem dokładnie jak to się dzieje, ale produkują one toksyczny alkohol i dwutlenek węgla, które trafiają do obiegu krwi i zatruwają organizm. To wpływa na nasze samopoczucie.

Drożdżyca atakuje nie tylko nasze jelita, ale także wątrobę i mózg. Zagrzybiony mózg?

Jakiś czas temu koleżanka przysłała mi maila, że na rynku pojawił się "cudowny lek", dzięki któremu wyleczyła się z… czegoś tam… Tak więc, jak zwykle, postanowiłam wypróbować na sobie to nowe naturalne lekarstwo.

Zamówiłam lek i przysłono go w dwóch buteleczkach, które należało mieszać w odpowiednich proporcjach. Jedna buteleczka zawierała nieszkodliwy neutralny kwas askorbinowy, a w drugiej był inny płyn (który pachniał jak kwas azotowy w wysokim stężeniu), a był to chloryn sodu. Pech (a może nie…) chciał, że ktoś nie zakręcił tych butelek prawidłowo i cały pakunek przyszedł wilgotny, a nalepki były zupełnie rozmazane. Tak więc powąchałam oba płyny i sama oznakowałam buteleczki, jedną jako kwas askorbinowy, a drugą jako faktyczny lek - chloryn sodu. Ale w jaki sposób pomyliłam te butelki, kiedy je znaczyłam? - tego do dzisiaj nie wiem. Tak czy inaczej, zamiast 3 kropli chlorynu i 15 kropli wody cytrynowej, brałam 15 kropli chlorynu i 3 krople wody cytrynowej.

Było to tak paskudne, że wytrzymałam tylko 3 dni. Po 3 dniach już nie mogłam nawet pomyśleć o tym lekarstwie bez mdłości. No i żaden cud się nie wydarzył. Wszystko było normalnie przez kilka dni, ale potem rozchorowałam się. Miałam okropne bóle głowy i żołądka, które nie przeszły przez parę tygodni. W końcu pozbyłam się bólu głowy, ale przez następne kilka miesięcy czułam autentyczną "dziurę" w żołądku. Oj, ileż ja krwi napsułam przez te miesiące "twórcy" tego lekarstwa. Zupełnie, ale to zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że pomyliłam butelki. Tak czy inaczej, po paru miesiącach żołądek się wyleczył i nagle zniknęły też moje stany chronicznego zmęczenia.

Tak więc, jeśli już cierpisz na chroniczne zmęczenie czy też jeszcze nie zachorowała/eś na tę straszną chorobę, to radzę wystrzegać się wszelkich produktów, które zawierają drożdże i gluten (gluten jest przysmakiem dla pasożytów) - czyli wszelkich chlebów, ciast i ciastek, które zawierają drożdże. Odradzam też używania drożdży odżywczych. Ogólnie odradzam wszelkich drożdżowych produktów. Także, przy antybiotykach należy brać probiotyki.

I osobiście nie radzę eksperymentowania z chlorynem sodu, który służy do oczyszczania wody w basenach. Ale z drugiej strony … och jak dobrze czuć się dobrze!

 



06:22, iveggy , Porady
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011

Otrzymałam prośbę o streszczenie krótkiego filmiku na temat naturalnej żywności.

Co prawda twórca tej reklamówki namawia nas do absolutnie darmowego i zdrowego odżywiania się ziołami i dziko rosnącymi roślinami, to jednak jednocześnie namawia nas do kupienia 5 płyt dvd za $60. Mam książkę tego samego autora, pana Markusa Rothkranza, pt. Heal Yourself 101, która poświęcona jest surowej diecie. Poza tym oferuje w niej różne rady. I muszę przyznać, że prawie wszystko, co Rothkranz napisał, jest zgodne z moją własną, zebraną w ciągu lat wiedzą na ten temat. Ja osobiście nie wydałabym $60, bo uważam, że to tylko dobrze brzmi: Możemy za darmo wyżywić się, uprawiając malutki kawałek ziemi, czy nawet rośliny w doniczkach w domu. Ja mam mały ogródek i nigdy nie udało mi się nawet przez miesiąc na nim kompletnie polegać.

Poniższy filmik jednak ma swoje zalety. Mówi o tym, że nie musimy leczyć się lekami farmaceutycznymi, bo zioła i rosnące na polu rośliny mają takie same, a nawet silniejsze właściwości lecznicze. Wymienione są tam takie zioła jak: mniszek (oczyszcza krew i wątrobę), śluz (astma, podrażnienie jelit, etc.) dziurawiec (depresja, bezsenność, reumatyzm, grypa, HIV etc. , jeżówka, czarna porzeczka (ma wysoką zawartość potasu, przeciwdziała nowotworom), wiesiołek (obniża cholesterol, ciśnienie krwi, PMS), malwa, pokrzywa (reumatyzm, egzema, ma właściwości moczopędne etc.), łopian, (oczyszcza cerę, ma właściwości antybakteryjne, oczyszcza wątrobę etc.) , opuncja (obniża cholesterol, działa na cukrzycę, oczyszcza jelita etc.), czerwona malina etc. Poza tym wspominano tam o takich popularnych "superfoods" jak chaparral, goji berry oraz o wyciągach z kory morwy i igieł sosnowych.



 

niedziela, 20 lutego 2011

Tłumaczenie ze strony One Green Planet

 

Bez względu na to, czy cierpimy na nietolerancję glutenu czy też postanowiliśmy wyeliminować gluten z naszej diety w celu zbadania, jak to wpłynie na nasze samopoczucie, stosowanie wegańskiej diety bezglutenowej może, ale nie musi, być wyzwaniem.

Ocenia się, że na całym świecie 1 na 200 osób cierpi na najbardziej ciężką formę nadwrażliwości na gluten, znaną jako celiakia. Jednak u wielu osób choroba ta nie zostaje rozpoznana.

Stosowanie diety bezglutenowej może często wydawać się trudne. Wiele bezglutenowych zaleceń sugeruje odżywianie się mięsem i ryżem, co nie jest rozwiązaniem dla bezglutenowych wegan. Jednak nie wszystko stracone. Stosując pewne ogólne zalecenia, można dokonać przejścia na wegańską dietę bezglutenową bez większych problemów.

Ważne jest, by pamiętać, w jakich produktach występuje gluten, aby go całkowicie wyeliminować z diety. Gluten jest białkiem, które znajduje się w takich ziarnach jak pszenica, jęczmień i żyto. Niestety, te ziarna są zazwyczaj używane w powszechnej diecie,  a także są ukryte w niektórych mniej oczywistych miejscach. Jednak my, weganie, mamy już świetnie opanowane wykrywanie ukrytych składników.

Chociaż istnieje wiele bezglutenowych produktów zastępczych, to jednak zawsze zaleca się, aby raczej stosować pełnowartościowe produkty w każdej zdrowej diecie. Chleb bezglutenowy i ciasta w proszku z powodzeniem zastąpią swoich glutenowych kuzynów, ale często są bardzo drogie. Można rozważyć zastąpienie mąki pszennej, np. w tortilli, mąką kukurydzianą.

Na dobry początek podaję bezglutenowy wegański przepis na pieczone zimowe warzywa. Spód jest wykonany z tartych ziemniaków.

 

Placek z pieczonymi warzywami zimowymi

 

 

 

  • 3 duże marchewki (pokrojone w plastry)
  • 1 mała dynia (pokrojona w małe kostki)
  • 1 duży słodki ziemniak (pokrojony w małe kostki)
  • 1 średni bakłażan (pokrojony w małe kostki)
  • 2 duże ziemniaki (obrane i starte na grubej tarce)
  • 4 łyżki oliwy (z pierwszego tłoczenia)
  • sól
  • pieprz
  • wegański żółty ser (starty)

 

 

Rozgrzać piekarnik do 200 C. Na blasze rozłożyć w jednej warstwie warzywa (marchew, dynię, słodkiego ziemniaka i bakłażana) i skropić je 2 łyżkami oliwy z oliwek. Posypać solą i pieprzem i piec przez 30 minut.

 

Podczas gdy warzywa się pieką, starte ziemniaki ułożyć na dnie szklanej miski (ognioodpornej) i pokropić je resztą oleju, po czym przycisnąć mocno do dna.

 

Gdy warzywa się upieką, włożyć je do przygotowanego naczynia i wstawić do piekarnika na 15 minut, po czym posypać żółtym serem i piec przez następne 5-10 minut.

***

Poniżej ciekawy komentarz na temat diety bezglutenowej:

Witajcie, jesteśmy z moich chłopakiem od ponad roku na bezglutenowej wegańskiej diecie (wcześniej byliśmy na glutenowej wegańskiej) . Nie mamy stwierdzonej nadwrażliwości ale postanowiliśmy sprawdzić, jak będziemy się czuli na takiej diecie. Okazało się , już po paru tygodniach, że czujemy się znacznie lepiej kiedy nie jemy glutenu. Mi ustąpiły uciążliwe migreny i oboje mamy więcej energii. Nie wyobrażam sobie powrócić do glutenu. Dajemy sobie świetnie radę. Zamiast zwykłej mąki do wypieków używamy mąki kukurydzianej, ryżowej, gryczanej lub quinoa, do rzeczy typu placki można dodać skrobi ziemniaczanej, zmielonych pestek dyni i siemienia lnianego by uzyskać lepkość. W sklepach z eko żywnością kupimy też kukurydziany makaron, makaron ryżowy a nawet bezglutenowy zakwas do chleba. My na obiad jemy zazwyczaj ziarno plus warzywa czyli kaszę gryczaną, ryż brązowy, ziemniaki, soczewicę lub kasze jaglaną , łączymy to z gotowanymi warzywami i przyprawami i dużą ilością surowych zielonych warzyw liściastych. Można sobie naprawdę smakowo dogodzić za pomocą dobre przyprawionej surówki i bezglutenowego ziarna z dodatkiem przypraw i ulubionego oleju. Naprawdę polecam taką. dietę. Wiele osób nie wie nawet , że maja nadwrażliwość na gluten (podobno ma większość populacji) i że ich samopoczucie byłoby o wiele lepsze bez glutenu. Pozdrawiam.

 

04:59, iveggy , Porady
Link Komentarze (7) »
wtorek, 25 stycznia 2011

Poniżej fragmenty artykułu How to Make a Dessert Recipe Vegan

 

 

Zweganizować? Nie jest to prawdziwe słowo, ale spotyka się je dość często wśród wegańskich społeczności. Oznacza ono, że jeśli nie możemy znaleźć jakiegoś przepisu w wersji wegańskiej, bierzemy normalny przepis i przekształcamy go w bezjajeczne i bezmleczne kulinarne dzieło sztuki.

Czasami potrzebna będzie wytrwałość, żeby ustalić właściwe proporcje, ale możliwe, że dzięki temu stworzymy lepszy deser niż ten z oryginalnego przepisu.

Kilka rad dla początkujących:


  1. Zacznijmy od dobrego tradycyjnego przepisu, który już kiedyś wypróbowaliśmy lub został nam polecony przez przyjaciół czy rodzinę.
  2. Wybierzmy taki przepis, który korzysta z niewielkiej ilości jaj, najwyżej 1-2.
  3. Mleko można łatwo zastąpić mlekiem roślinnym, takim jak sojowe, migdałowe lub ryżowe. Rodzaj mleka zazwyczaj nie ma znaczenia, ponieważ jest ono zwykle używane w niewielkich ilościach.
  4. Używanie oleju zamiast margaryny jest skomplikowane z powodu różnicy w konsystencji. Dlatego powinniśmy użyć 25% mniej oleju niż ilość masła podana w przepisie. Możemy też masło zastąpić wegańską margaryną.
  5. Biały cukier można zastąpić organicznym (unikamy cukru z trzciny cukrowej).
  6. Są różne sposoby na zastąpienie jajek w przepisie. Oto kilka przykładów:
  • Muffiny, murzynki, ciasta, batony: NIESŁODZONY MUS JABŁKOWY-1/4 szklanki = 1 jajko
  • Muffiny, ciasta, batony: JOGURT SOJOWY 1/4 szklanki = 1 jajko
  • Placki, chlebki, muffiny i ciasta, które mają zwartą konsystencję: TOFU (zmiksowane z wodą) 1/4 szklanki=1 jajko
  • Chlebki, muffiny, ciasta: PUREE Z DYNI** 1/3 szklanki = 1 jajko
  • Muffiny, ciastka, ciasta: ROZGNIECIONY BANAN 1/4 szklanki = 1 jajko
  • Muffiny, ciastka, ciasta: MĄKA SOJOWA 1 łyżka zmieszana z 1 łyżką wody =1 jajko
  • Murzynki, ciastka i chlebki: ZMIELONE SIEMIĘ LNIANE 1 łyżka siemienia zmieszana z 3 łyżkami wody = 1 jajko

Można też eksperymentować z mąką ziemniaczaną.


** Puree z dyni

03:28, iveggy , Porady
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 października 2010

Tłumaczenie fragmentów artykułu ze strony foodfreedom.wordpress.com

 

Już od 60 lat poważne instytucje zdrowotne i media mówią nam, że tłuszcze nasycone są niezdrowe i powodują wiele schorzeń, podnoszą poziom cholesterolu, powodują otyłość, chorobę serca i Alzheimera.

Tymczasem w ciągu tych 60 lat liczba chorych na serce, otyłość, podwyższony poziom cholesterolu i chorobę Alzheimera niezwykle wzrosła w porównaniu z epoką naszych dziadków czy chociażby z obecnymi prymitywnymi społecznościami, których dieta oparta jest właśnie na tłuszczach nasyconych.

Badania prowadzone na populacji wysp na Pacyfiku, których mieszkańcy otrzymują 30-60% wszystkich kalorii z nasyconego tłuszczu, jakim jest olej kokosowy, wykazały, że niemal w ogóle nie występują tam choroby sercowo-naczyniowe. [1*]

Oczywiste jest więc, że dużo niejasności i sprzecznych informacji krąży w kręgach lekarskich na ten temat.

Ale ja powiem wam coś, czego oficjalna medycyna i media nie mówią. Prawda jest taka, że nie wszystkie tłuszcze nasycone są sobie równe. Niektóre bowiem tłuszcze nasycone występują w przyrodzie naturalnie, a inne powstają w procesie przetwarzania i uwodornienia. Uwodornienie zmienia oleje roślinne poprzez dodanie atomów wodoru podczas podgrzewania oleju, w wyniku czego powstaje zakwaszony, gęsty olej, który jedynie przynosi takie korzyści jak przedłużenie daty ważności produktu oraz profity dużym korporacjom. (…)

Te zmienione chemiczne tłuszcze są nazywane tłuszczami trans. Niektóre miasta w USA zakazały ich używania. Nie istnieją już żadne wątpliwości co tego, jak bardzo są one niebezpieczne dla zdrowia. (…)

Niestety, ta sytuacja spowodowała dużo nieporozumień w sprawie naturalnie występujących tłuszczów nasyconych, w tym oleju kokosowego. (…)

Prawda o oleju kokosowym:

W latach 30-tych poprzedniego stulecia, dentysta dr Weston Price podróżował po wyspach południowego Pacyfiku, badając tradycyjne diety i ich wpływ na stan zębów i ogólne zdrowie mieszkańców. Odkrył wtedy, że ludzie jedzący produkty zawierające olej kokosowy byli zdrowi i szczupli, mimo wysokiej zawartości tłuszczu w diecie, oraz że choroby serca dosłownie tam nie istniały.

Podobnie, w 1981 roku naukowcy badali populacje dwóch atoli polinezyjskich. Kokos był głównym źródłem kalorii w obu grupach. Wyniki, opublikowane w American Journal of Clinical Nutrition, [2*] wykazały, że oba plemiona odznaczały się zdrowym układem naczyniowym. (…)

Naturalnie występujący nasycony tłuszcz w kokosie przynosi niezwykłe korzyści zdrowotne, takie jak:

• zdrowe serce [*3]

• utrata wagi, w razie potrzeby [4*]

• wspieranie systemu immunologicznego [5*]

• wspieranie zdrowego metabolizmu [6*]

• jest bezpośrednim źródłem energii [7*]

• zdrowa cera i młodzieńczy wygląd

• wspieranie działania tarczycy [8*]

Czy olej kokosowy zawiera jakieś sekretne składniki, których nie znajdziemy w innych tłuszczach nasyconych? Odpowiedź brzmi "tak".

50% zawartości tłuszczu w oleju kokosowym stanowi tłuszcz bardzo rzadko występujący w przyrodzie o nazwie kwas laurynowy. Kwas laurynowy to "cudowny" składnik ze względu na jego niepowtarzalne właściwości prozdrowotne.

Organizm przekształca kwas laurynowy w ‘monolaurin’, który ma właściwości antywirusowe, antybakteryjne i przeciwzapalne [9*]. Monolaurin jest monoglicerydem, który może zniszczyć takie wirusy jak:

• HIV, opryszczka

• odra

• wirus grypy

• różne bakterie chorobotwórcze

• pierwotniaki, jak np. Giardia lamblia.

Kokos zawiera również kwas kaprynowy, który ma właściwości antybakteryjne.

Tak więc, należy rozważyć wykorzystywanie oleju kokosowego w naszej diecie. (…)


* Oryginalny artykuł zawiera listę źródeł

04:44, iveggy , Porady
Link
wtorek, 26 października 2010

 

Parę miesięcy temu napisałam na forum, że depresję należy leczyć witaminą B12, i momentalnie kilka osób odpowiedziało, że to nie działa. Ja leczę się B12 w momencie, kiedy zaczynam czuć zbliżający się smutek, i wyniki są 100% za każdym razem. Sekret tkwi w tym, żeby brać właściwą formę B12 i w masowych dawkach przez kilka dni, po czym dawki można zmniejszyć. Deficyt B12 wcale nie ogranicza się do wegan.

Zdecydowanie najlepszą formą jest Methylcobalamin, w tabletkach smakujących jak cukierki, które wkłada się pod język, zwykle każda tabletka zawiera od 1 do 5 MG (1000-5000 mcg) witaminy B12. Methylcobalamin znany jest też z tego, że dodaje energii. Tak więc, uderzeniowa dawka to 1 tabletka co 10 minut przez godzinę, potem co 1-2 godz. Kontynuować przez kilka dni, a po jakimś tygodniu, zmniejszyć do 3 razy dziennie.

Poniżej zamieściłam fragment bardzo szczegółowego artykułu na temat wpływu witaminy B12 na psychikę pt. „A Shot in Time Saves Mind”

Niektóre z najbardziej barwnych psychoz w literaturze medycznej - zazwyczaj wśród ludzi w podeszłym wieku, którzy zaczynają mieć urojenia, stany maniakalne czy stają się agresywni – odnoszą się do niebezpieczeństw nierozpoznanego niedoboru witaminy B12. I to tylko w początkowej fazie. Kiedy jednak powodem nieprzyswajalności B12 jest choroba zwana anemią złośliwą, po paru latach poziom B12 jest zerowy, i wtedy następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu, systemu nerwowego i demencja. (…)

Mniej dramatycznym, ale powszechnym objawem początków niedoboru B12 jest depresja, zwykle objawiająca się biernością i zamgloną psychiką. W praktyce wielu psychiatrów uważa, że każda osoba w stanie depresji powinna dodatkowo zażywać B12. (…) Psychiatra z uniwersytetu Kolumbia, Richard Brown, i neurofarmaceuta z uniwersytetu Baylor, Teodoro Bottiglieri, zalecają wszystkim pacjentom chorym psychicznie branie megadawek 1 mg witaminy B12 doustnie.

To, że B12 jest lekiem stabilizującym nastrój, wynika z wielu nowych badań. Szczególnie mega dawki methylcobalamin - najbardziej biologicznie aktywnej formy witaminy B12. (…)

Badania wykazały też, że pacjenci chorzy na Alzheimera, depresję poporodową i z dolegliwościami neuropsychiatrycznymi, wykazują niedobory B12. (...)



03:44, iveggy , Porady
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 maja 2010

Ahimsa jest istotną częścią naszego życia. Nie zabijamy mrówek, komarów, much i innych "niechcianych" małych obywateli tej planety. Pamiętam buddyjską historię o mnichu, który miał zainfekowaną ranę, w której zalęgły się robaki. Nie chcąc zabijać robaków, wyciął  z nogi kawałek ciała. Jest też chrześcijańska historia o Św. Symeonie, który mieszkał na małej platformie na słupie przez 40 lat. Kiedy przywiązał się do słupa na rok, sznur przeciął ciało, wywiązała się infekcja i w ranie zalęgły się  robaki. Kiedy  zdarzyło się, że robak wypadł z rany, pustelnik podnosił go i wkładał z powrotem, mówiąc: Jedz, co dał ci Bóg.

Jako dziecko miałam podobne ambicje... Teraz jednak uważam, że muszę być zdrowa i silna, aby w jakikolwiek możliwy sposób, choćby mentalnie, pomóc milionom zwierząt, skazanych na cierpienie i zagładę.

 

Parę dni temu, w blogu o drożdżycy wspomniałam, że należy oczyszczać swój organizm, szczególnie z pasożytów, które mogą zamieszkiwać w niemal każdym organie, w mięśniach, sercu, płucach, we krwi, w mózgu...  1/3 gatunków ludzkich pasożytów żyje w jelitach, 2/3 w innych miejscach.

Niektórzy naukowcy uważają, że różne zachowania są sterowane przez pasożyty. Nie będę się nad tym rozwodzić, bo istnieją na ten temat książki, ale utkwiła mi w pamięci jedna historia - motyliczki wątrobowej.

Pasożyt ten w formie dorosłej zamieszkuje wątrobę krowy czy też innego ssaka. Jaja motyliczki są wydalane z odchodami m. in. krowy. Głodny ślimak połyka jaja. W jelitach ślimaka wykluwają się młode larwy, które osiadają w gruczole trawiennym. Stamtąd już w formie cerkarii przedostają się na zewnątrz ślimaka, który próbuje blokować pasożyty za pomocą otoczki śluzowej, która otacza cerkarię, po czym ślimak pozbywa się tej kulki śluzu, która ląduje w trawie. Niestety, ale wszystko idzie zgodnie z planem motyliczki. Ponieważ na smakowity śluz natyka się mrówka. Wraz ze śluzem, mrówka połyka setki pasożytów, które usadawiają się w jej przewodzie pokarmowym, po czym wędrują, aż znajdą się w centrum układu nerwowego. Większość rusza z powrotem do przewodu pokarmowego, gdzie uformują cysty, a jeden lub dwa zostają w głowie mrówki. Tutaj zaczynają robić swoje czary mary. Kiedy zbliża się wieczór, mrówka nagle czuje, że musi odejść od swoich towarzyszy i wchodzi na szczyt źdźbła trawy. Tutaj czeka, aż jakaś krowa czy inny ssak połknie ją z trawą. Kiedy mrówka dostanie się do żołądka, motyliczki przemieszczą się do wątroby, gdzie będą żyć jako dorosłe osobniki.

Motyliczki kontrolują mrówkę. Jeśli mrówka siedzi na trawie całą noc i nie zostanie zjedzona, to motyliczka pozwala jej w ciągu dnia powrócić do mrowiska i przez cały dzień wykonywać zwykłe mrówcze obowiązki. A to dlatego, że jeśli mrówka zostałaby na pełnym słońcu, to wraz z nią, zginęłyby pasożyty. Tak więc wieczorem, motyliczka znowu wysyła mrówkę na sam szczyt źdźbła trawy, gdzie mrówka znowu siedzi bez ruchu przez całą noc.

Dawno temu postanowiłam znaleźć najlepsze zioła na pasożyty. I tak mozolnie, wypróbowałam na sobie bardzo różne środki, zwykle naturalne, ale także nie pogardziłam chemią. Dlatego odradzam jakichkolwiek środków farmaceutycznych, które mogą uszkodzić m. in. wątrobę. Najlepiej stosować zioła. Tak więc, oto rezultaty moich kilkuletnich prób z różnymi ziołami i mieszankami ziołowymi.

 

Zwykle najlepiej działają ekstrakty na spirytusie lub roślinnej glicerynie. Ale jeśli jest dobra mieszanka w wegańskich kapsułkach albo tabletkach, to też działa. Nie polecam za bardzo parzenia ziół, ekstrakty są dużo silniejsze.

Mieszankę tych ziołowych ekstraktów należy brać przez jakieś 10 - 14 dni, dwa razy dziennie plus na początku koniecznie lekki środek przeczyszczający, żeby toksyny nie zalegały w jelitach. Potem powtarzamy kurację za jakiś miesiąc, żeby pozbyć się młodych, zanim zaczną być dorosłe, a potem znowu za parę miesięcy:

 

 

Orzech czarny czyli Black Walnut (łacińska nazwa Juglans nigra - ekstrakt z zielonych niedojrzałych orzechów)  - zaczynam od 10 kropli 2 razy dziennie przez 2 dni, potem zwiększam do łyżeczki.


Wormwood - Sweet Annie -Bylica roczna (angielska i łacińska nazwa Artemisia annua)

Wormwood - Artemisia Absynthium

Gorzkla właściwa/Kwasja (Quassia amara lub Picrasma excelsa)

 

Ja mieszam te 3 zioła (ekstrakty) w szklance, dodaję troszeczkę wody i piję 2 razy dziennie.

Można zwiększyć dawkę i mieszać łyżeczkę każdego zioła w płynie, zalać wrzątkiem, aby alkohol wyparował i pić przez tydzień raz dziennie.


(Zwykle zaleca się mniejszą ilość kropli na początku, ale ja zawsze stosuję zabójczą dawkę).

Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale zwykle pasożyty są widoczne niemal od razu w kale.

Czasami zdarzają się dobre gotowe mieszanki ziołowe, trzeba jednak sprawdzić, żeby koniecznie zawierały przynajmniej Orzech czarny/Black walnut, a najlepiej wszystkie 3 składniki.

Również suszone zmielone goździki działają na jaja pasożytów, zapobiegając powtórnej infekcji. Ja zwykle nie stosuję goździków, tylko powtarzam całą kurację.


 

 

 


05:37, iveggy , Porady
Link Komentarze (5) »
wtorek, 25 maja 2010

...czyli dlaczego niektórzy weganie mają niski poziom energii


(Robert Cheeke, kulturysta i weganin)

Drożdże, które są wyjątkowo popularne w kręgach wege, oczywiście w formie drożdży odżywczych, niekoniecznie są najlepszym wyborem. Także w formie drożdży piekarskich, używanych w wypiekach ciast i chlebów. Nie chodzi o to, żeby jeszcze bardziej ograniczać wybór żywności, ale o to, żeby czuć się lepiej i pozbyć się zmęczenia. Oczywiście samo zaprzestanie jedzenia drożdży nie pomoże, ale kiedy już uda nam się pozbyć problemów zdrowotnych (na ten temat można pisać w nieskończoność, ale króciutko, wszystkim, którzy nie mają energii, można zalecić oczyszczenie ziołami na pasożyty i na drożdżycę. Ja zupełnie przypadkiem wyleczyłam się z, jak podejrzewam, paskudnego przypadku infekcji drożdżycą, kiedy pomyliłam dawki nabierającego rozgłosu leku zwanego MMS. Tyle że bardzo się rozchorowałam i przez 3 miesiące naprawdę byłam nieprzyjemna dla producenta, bo zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że pomyliłam buteleczki z roztworami. Tak więc, nie dość, że byłam dalej zmęczona, to jeszcze spaprałam sobie żołądek. Ale po 3 miesiącach mój poziom energii podskoczył tak, że nie mogłam uwierzyć, że to możliwe.)

Tak więc, żeby utrzymać dobre samopoczucie, najlepiej zrezygnować z wszelkiego rodzaju drożdży, drożdżówek, ciast drożdżowych, chleba na drożdżach i drożdży odżywczych.

Parę dni temu zabłąkałam się na uroczą stronę Alicji Silverstone (która jest odbiciem jej pozytywnego charakteru i stosunku do życia) i natknęłam się na tekst o drożdżach, który zacytuję:

Drożdże odżywcze są super pyszne i mają smak serka. Wielu weganów jest zachwyconych, ponieważ uważają, że drożdże są dobrym źródłem B-12, ale społeczność makrobiotyczna uważa jej za czarny charakter.

Kiedy po raz pierwszy zaczęłam odżywiać się makrobiotycznie, miałam pewne objawy drożdżycy. Drożdże mogą tworzyć więcej drożdży w organizmie, jeśli borykasz się z drożdżycą, tak jak ja, więc zaczęłam ich unikać. Czuję się dużo lepiej bez drożdży. Kupuję chleb pieczony bez drożdży. Zazwyczaj chleby na zakwasie są bez drożdży. Należy sprawdzić listę składników.

I nie należy oszaleć na tym punkcie. Jeśli coś ma drożdże, staram się tego unikać, ale jeśli na przykład jestem na przyjęciu, i ktoś przygotował coś niezwykłego, to mimo że zawiera drożdże, ja definitywnie to zjem.

Dodam, że według niektórych alternatywnych lekarzy i specjalistów, drożdżyca powoduje nadmierne zmęczenie, ospałość, astmę itd.

Natomiast 99% populacji ma w swoim organizmie jakiegoś rodzaju pasożyty, i odbiegając trochę od ahimsy, wewnętrzne oczyszczenie podnosi poziom energii o kilkaset procent. Postaram się za kilka dni podać kilka wskazówek, jakie zioła najlepiej i bezpiecznie działają.

 


06:00, iveggy , Porady
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 maja 2010

Produkty sojowe są albo zdrowe albo nie - w zależności, komu uwierzycie. Soja, supergwiazda zdrowych alternatyw żywieniowych, została zaatakowana.

Soja jest „elektrownią” wartości odżywczych, zawiera wysokiej jakości białko, węglowodany złożone i dosłownie farmakopeę związków fitochemicznych, które ponoć zapobiegają chorobie niedokrwiennej serca, nadciśnieniu i wielu formom raka.

Biorąc pod uwagę, że bydło hodowlane „produkuje” ponad 1/3 całej ilości metanu, wytwarzanego „dzięki” działalności ludzi (metan jest najgroźniejszym czynnikiem wywołującym globalne ocieplenie), zastąpienie mięsa przetworami sojowymi może przynieść ogromne korzyści środowisku.

Wraz z coraz większym zainteresowaniem świata naukowego zdrowotnymi korzyściami spożywania soi, jej popularność niesłychanie wzrosła. Z rozmachem, soja wkroczyła na szeroki rynek, ale równocześnie pojawiło się inne zjawisko: negatywne opinie na temat soi. Zdumiewające komentarze przeciwników soi wytworzyły niepotrzebne obawy i niepokoje.

Tutaj podaję mity i fakty na temat soi:

* Mit: jedzenie soi zwiększa poziom hormonów w organizmie i zwiększa ryzyko raka.

* Fakt: Jedzenie soi zmniejsza poziom estrogenu i dowiedziono, że spowalnia, a nawet zapobiega wzrostowi komórek nowotworowych. To prawda, że roślina ta zawiera związki zwane fitoestrogenami, które mają strukturę podobną do estrogenów, ale są 1000 razy słabsze niż ludzki estrogen. Organizm daje się oszukać i przyjmuje słaby estrogen, który zastępuje ludzki silniejszy hormon i tym samym następuje obniżenie poziomu estrogenu w znacznym stopniu.

* Mit: jedzenie soi jest przyczyną niepłodności.

* Fakt: endometrioza, mięśniaki, torbiele jajników mogą odgrywać rolę w powstaniu niepłodności i są one związane z wysokim poziomem estrogenu. Jedzenie soi obniża poziom estrogenu, a tym samym zmniejsza ryzyko wystąpienia tych stanów. Zabawne, bo w Chinach mieszka ponad 1,3 miliarda ludzi (lipiec 2008). Ten azjatycki gigant jest jedynym na świecie krajem, w którym kontrola urodzin obowiązuje prawnie, a to właśnie oni wymyślili tofu ponad 5000 lat temu.

* Mit: jedzenie soi powoduje chorobę Alzheimera.

* Fakt: Mit ten częściowo powstał z powodu popularnego badania Honolulu Heart Study, przeprowadzonego przez dr Lon White, które wskazywało na związek między spożywaniem tofu i występowaniem Alzheimera. Dowody zostały obalone przez środowisko naukowe, ponieważ nie wykazały jasnej relacji skutku i przyczyny, natomiast okazało się, że biorący udział w badaniach mężczyźni narodowości japońsko-amerykańskiej spożywali tofu, które zawierało wysokie ilości aluminium. Aluminium, które powszechnie jest uważane za czynnik powodujący Alzheimera, było dodane w procesie produkcji tofu.  Według John’a Robbins’a, „demencja w krajach azjatyckich, gdzie spożycie soi jest wysokie, występuje rzadziej niż na Zachodzie."

LINK


04:54, iveggy , Porady
Link
sobota, 06 marca 2010

Już w łonie matki, dzieci są narażone na działanie substancji chemicznych, które mogą zahamować ich prawidłowy wzrost i rozwój. Po urodzeniu, człowiek narażony jest na toksyczne działanie tych substancji przez całe swoje życie. Gromadzą się one w organizmie, powodując choroby¹.

Szereg dolegliwości obejmuje spektrum autystyczne, zespół nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD), padaczkę, zespół Tourette'a, i porażenie mózgowe. Uważa się, że wszystkie te choroby powstają na skutek zakłóceń procesu rozwoju mózgu dziecka jeszcze w łonie matki lub we wczesnym okresie dzieciństwa.

Nowe badania opublikowane w październikowym numerze Pediatrics (2009) podają, że 1 na 91 dzieci w USA cierpi na spektrum autyzmu². Ten gwałtowny wzrost zmusił wielu ekspertów do zbadania, w jakim stopniu spowodowane jest to zanieczyszczeniem środowiska.

To, że związki chemiczne, znajdujące się w naszym codziennym otoczeniu mogą uszkodzić układ nerwowy, nie jest nową teorią. Ołów od dawna był uznawany za neurotoksynę. Ponad 2000 lat temu grecki lekarz Dioskurydes napisał: "Ołów powoduje utratę umysłu.” Od tego czasu, wiele innych neurotoksyn dodano do listy substancji szkodliwych:

1. Metale ciężkie: rtęć, ołów, arsen, aluminium i kadm

Zagrożenie: Rak, choroba Alzheimera, choroby układu nerwowego, arytmia (zaburzenia rytmu serca), zmniejszenie ilości produkowanych przez organizm krwinek czerwonych lub białych.

Występowanie: ryby, woda pitna, szczepionki, środki ochrony roślin, konserwowane drewno, dezodoranty, materiały budowlane i plomby dentystyczne.

2. PCB (polichlorowane bifenyle): związek chemiczny, zakazany od dziesięcioleci, jednak nadal zatruwa środowisko.

Zagrożenie: Rak, zaburzenia rozwoju mózgu płodu

Występowanie: łosoś hodowany na farmach rybnych

3. Pestycydy: Według Environmental Protection Agency (EPA), zdecydowana większość pestycydów należy do substancji rakotwórczych³. Śladowe ilości pestycydów wykryto w 50 do 95 % żywności.

Zagrożenie: Rak, choroba Parkinsona, uszkodzenie systemu nerwowego, poronienia, wady wrodzone

Występowanie: Żywność (mięso i inne produkty), spryskiwacze do zabijania insektów.

4. Pleśń (mikotoksyny) powoduje komplikacje zdrowotne u 33% osób, które miały kontakt z niewielką ilością tej substancji.

Zagrożenie: Rak, astma, stwardnienie rozsiane, choroby serca, cukrzyca
Występowanie: pleśń w budynkach, w żywności: orzeszki ziemne, pszenica, kukurydza i alkohol

5. Lotne związki organiczne: zanieczyszczenie powietrza.

Zagrożenie: Rak, problemy z oddychaniem/wzrokiem, bóle głowy, zaburzenia pamięci

Występowanie: Woda, wykładziny, płyny czyszczące, farby i lakiery, dezodoranty, kosmetyki, pralnie chemiczne, odświeżacze powietrza, itp.

6. Ftalany: substancje stosowane do produkcji zapachów i tworzyw sztucznych.
Ryzyko: uszkodzenie układu wydzielania wewnętrznego (ftalany naśladują hormony i są szczególnie niebezpieczne w okresie rozwoju dzieci)

Występowanie: Kosmetyki, folia, plastikowe butelki i pojemniki do przechowywania żywności

 

7. Chlor: wysoce toksyczny gaz i środek chemiczny.

Ryzyko: Ból gardła, trudności w oddychaniu, płyn w płucach, przyspieszony oddech, oparzenia skóry / oczu, rodzaj astmy (Reactive Airways Dysfunction Syndrome RADS)

Występowanie: Środki czyszczące, powietrze w pobliżu zakładów przemysłowych (np. wytwórni papieru), woda pitna (małe ilości)

 

8. Dioksyny: Związki chemiczne z procesów spalania: spalania odpadów oraz palenia drewna, węgla lub ropy.

Zagrożenie: Rak, zaburzenia procesów rozrodczych i rozwojowych, wysypki na skórze, przebarwienia skóry, trądzik chlorowy (ciężkie zapalenie skóry z trądzikiem), nadmierne owłosienie ciała, lekkie uszkodzenie wątroby

Występowanie: tłuszcze zwierzęce

 

9. Azbest: materiał izolacyjny powszechnie używany od 1950 do 1970 roku. Włókna azbestowe są uwalniane do powietrza, w miarę starzenia się materiału.

Zagrożenie: Rak, uszkodzenie tkanki płucnej, międzybłoniak opłucnej (rodzaj raka)
Występowanie: Materiał izolacyjny stosowany w sufitach, podłogach, rurach wodociągowych itp.

 

10. Chloroform: Bezbarwna ciecz o słodkim smaku i przyjemnym zapachu. Chloroform jest stosowany w produkcji wielu innych substancji chemicznych.

Zagrożenie: Rak, choroby organów rozrodczych, wady wrodzone, zawroty głowy, zmęczenie, bóle głowy, uszkodzenie wątroby oraz nerek.

Występowanie: ścieki przemysłowe, oczyszczalnie ścieków, zakłady przemysłowe i wycieki.

Źródła

  1. Developmental neurotoxicity of industrial chemicals. Lancet. 2006 Dec 16;368 (9553):2167-78
  2. Kogan, Michael D., Blumberg, Stephen J., Schieve, Laura A., Boyle, Coleen A., Perrin, James M., Ghandour, Reem M., Singh, Gopal K., Strickland, Bonnie B., Trevathan, Edwin, van Dyck, Peter C. Prevalence of Parent-Reported Diagnosis of Autism Spectrum Disorder Among Children in the US, 2007 Pediatrics 2009 0: peds.2009-1522
  3. Alavanja, Michaeland Hoppin, Jane (2004) ‘Health Effects of Chronic Pesticide Exposure: Cancer and Neurotoxicity’ Annual Review of Public Health. (25)pp. 155-197.

na podstawie artykułu: http://green.yahoo.com/blog/ecomii_healthy_living/52/10-environmental-toxins-to-avoid.html;_ylt=AlvgfKa5UNB0XOfAQsThWw7AV8cX

16:35, iveggy , Porady
Link
wtorek, 26 stycznia 2010

Wpis gościnny Grażynki P.

Od dziecka widziałam, jak co roku rodzice wieszali słoninę dla sikorek, którym trudno jest przetrwać zimę bez ludzkiej pomocy. Absolutnie wykluczam wieszanie na drzewie fragmentu zabitej świni, ale z drugiej strony żal mi małych sikorek, głodnych w zimowe dni. Próbowałam różnych sposobów – masła roślinnego zmieszanego z siemieniem lnianym i sezamem, orzeszków ziemnych wieszanych na nitce - bez ciekawych rezultatów. Dopiero nowy sposób, o którym dowiedziałam się niedawno, okazał się absolutną rewelacją! Nasiona słonecznika, umieszczone w siatce plastikowej po fasoli czy ziemniakach. Całe drzewo czereśniowe, na którym wiszą karmniczki ze słonecznikiem, cieszy się niesłabnącą popularnością zarówno wśród sikorek jak i ptaków, których wcześniej nie widziałam w tej okolicy, m.in. dzwońców i gili.

Zrobiło się niezwykle wesoło i gwarno przy świergotach radości wdzięcznych pierzastych przyjaciół. Najwyraźniej słonecznik podany w tak atrakcyjny sposób, spodobał się sikorkom najbardziej, za co bardzo dziękuję pomysłodawcy.

09:43, iveggy , Porady
Link
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm i-phonecasino.co.uk