1. Warto przeczytać

poniedziałek, 16 lipca 2012



Wszystkie szczepionki w rzeczywistości mogą spowodować trwałe uszkodzenie tkanki nerwowej, szczególnie w mózgu.

Już w roku 1855, kiedy stan Massachusetts, jako pierwszy w Stanach Zjednoczonych, wprowadził obowiązek szczepień dla dzieci w wieku szkolnym, zauważono, że szczepionki niosą ze sobą ryzyko wystąpienia zapalenia mózgu. http://www.naturalnews.com/031476_vaccines_nerve_damage.html

http://www.naturalnews.com/035639_vaccines_babies_convulsions.html

Zapalenie nerwów obwodowych, przewlekła zapalna poliradikuloneuropatia demielinizacyjna (CIDP), zespół algodystroficzny (CRPS), zespół Guillaina-Barrégo (GBS), stwardnienie rozsiane, narkolepsja, zespół mioklonii i opsoklonii (OMS), neuralgia nerwu trójdzielnego i poprzeczne zapalenie rdzenia nie są jednymi neurologicznymi skutkami ubocznymi, jakie towarzyszą szczepionkom. http://www.naturalnews.com/035639_vaccines_babies_convulsions.html

 

Jeśli szczepionki nie odgrywają absolutnie żadnej roli w rozwoju autyzmu dziecięcego, jak głosi wiele władz medycznych, to dlaczego jedne z najbardziej popularnych szczepionek powszechnie podawanych dzieciom, w sposób oczywisty powodują autyzm u małp naczelnych? To pytanie słyszymy coraz częściej po ogłoszeniu wyników niedawnych badań przeprowadzonych przez naukowców z University of Pittsburgh (UP) (Pensylwania), które wykazały, że wiele nowonarodzonych małp, którym podano standardowe dawki szczepionek dziecięcych, rozwinęło oznaki autyzmu. http://www.naturalnews.com/035787_vaccines_autism_monkeys.html

 

Minęło zaledwie 70 lat od II wojny światowej, ale szaleni naukowcy z firm takich jak IG Farben, BASF, Hoechst, Dow i Bayer, którzy stworzyli komory gazowe i testowali niebezpieczne szczepionki na niewinnych Żydach, wcale nie odeszli w przeszłość.

W rzeczywistości zaczęli pracować dla amerykańskich korporacji i firm farmaceutycznych, które obecnie przewodzą w produkcji szczepionek.

Co najmniej kilkunastu z tych bezlitosnych morderców zostało zatrudnionych natychmiast, kiedy wyszli z więzienia, zaledwie 4 do 7 lat po procesie w Norymberdze, podczas którego uznano ich za winnych masowego zabójstwa i zniewolenia. http://frank.mtsu.edu/~baustin/trials3.html

 

W rzeczywistości, pod koniec II wojny światowej, budynek IG Farben we Frankfurcie był chroniony przed alianckimi bombardowaniami przez najwyższe szczeble amerykańskiego dowództwa wojskowego.

Dlaczego? IG Farben był czymś w stylu FDA/CDC (Administracja ds. lekarstw i żywności) i był "farmaceutycznym ramieniem" 4 Rzeszy Hitlera, tak więc Rockefellerowie musieli bronić swoich finansowych inwestycji, by dalej kontrolować i zarządzać imperium farmaceutycznym, które wkrótce zostało przekatapultowane na terytorium USA.

Badania ujawniły, że Hitler również zainwestował w firmę Merck i inne firmy farmaceutyczne.

Naziści skazani za masowe morderstwa otrzymali najwyższe posady w największych firmach farmaceutycznych i chemicznych.

Fritz ter Meer, uznany winnym ludobójstwa i zniewolenia w Oświęcimiu, odbył karę tylko 7 lat, a potem został Prezesem Zarządu w firmie Bayer w roku 1956. Czy nadal ufacie szczepionkom?

Carl Krauch, Członek Zarządu IG Farben i wojskowy szef ds. ekonomii pracujący dla Hitlera, uznany winnym masowego morderstwa, odbył karę zaledwie 6 lat, a następnie został Prezesem Zarządu BASF w roku 1952. Czy jeszcze macie ochotę na szczepionki przeciw grypie?

Przemysł produkujący dzisiejsze szczepionki to ten sam, który chronił i zatrudnił nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Ten sam przemysł, który wyprodukował nazistowskie komory gazowe i został zakupiony przez Bayera. W kim więc pokładamy nasze zaufanie ws. zdrowia naszych dzieci?

Dzisiejsze szczepionki nie tylko zawierają aktywne zalążki chorób, których się obawiamy, ale także zawierają GMO, hormony pochodzące z zakażonych krów, świń, kurczaków i małp, nie testowane kombinacje wirusów (np. H1N1), aluminium, rtęć, emulgatory i krzyżówki bakterii pochodzących od zwierząt, komarów i chorych ludzi.

Na przykład: Szczepionka przeciwko odrze (Attenuvax), produkowana przez firmę Merck. Dwa zastrzyki - pierwszy w 1 roku życia, a drugi w 4.

Zawiera żelatynę, sorbitol, chlorek sodu, surowicę bydlęcą, białko jaj, albuminę ludzką.


http://www.naturalnews.com/035431_vaccine_ingredients_side_effects_MSG.html

http://www.naturalnews.com/035639_vaccines_babies_convulsions.html

http://www.naturalnews.com/035787_vaccines_autism_monkeys.html

http://www.naturalnews.com/027178_autism_vaccines.html

środa, 22 lutego 2012

Poniżej opisana sytuacja dotyczy USA, ale nie miejmy złudzeń… tendencje amerykańskie odbijają się natychmiast najpierw w Europie, potem w Australii i Azji itd.


Fragment artykułu Corporate Power vs. Animal Rights (Korporacje vs. Ruch na rzecz Praw Zwierząt):

(Mickey Z.,  16 lutego 2012)

„Wiemy, że nie możemy być dobrzy dla zwierząt, dopóki nie przestaniemy ich wykorzystywać - wykorzystywać zwierzęta w imię nauki, wykorzystywać zwierzęta w imię sportu, wykorzystywać zwierzęta w imię mody, i tak, wykorzystywać zwierzęta w imię jedzenia.”

 - César Chávez

 

Jeśli nie wierzysz, że ciemno zielona etyka i radykalny ruch na rzecz obrony Ziemi stają się coraz powszechniejsze, zauważ, że wszech-użyteczna etykietka „terrorysty” jest coraz częściej wykorzystywana przez rządowe i prywatne grupy dla skryminalizowania eko-dysydentów.

Mic Check: Tak więc, czym dokładnie jest terrorysta?

Według obecnych norm, możesz zamknąć cielaka w specjalnej ciemnej klatce, żeby nie mógł się poruszyć,  na siłę pompować karmę w przełyk gęsi i mielić żywe pisklaki, by nawozić nimi swoje pole - i nie ryzykujesz tym w najmniejszym stopniu, by nazwano cię terrorystą.

Możesz również wycinać lasy na pastwiska dla skazanego na śmierć bydła czy też wysadzić w powietrze wierzchołek góry w poszukiwaniu węgla oraz pompować toksyczny dym do atmosfery - i dosłownie nikt na to nie zwróci uwagi - nie mówiąc już o nazwaniu cię terrorystą.

Ale jeśli wybierasz styl życia oparty na współczuciu i logice czy wypowiadasz się przeciwko wiwisekcji lub protestujesz przeciwko używaniu futer? Cóż, dzięki nagonce Green Scare, zasługujesz na pomarańczowy kombinezon (kolor więzienny) i bilet w jedną stronę do Guantanamo.

Green Scare (Zielona panika) odnosi się do „zwiększenia państwowych wysiłków w celu zasądzania wyroków dla działaczy ruchu na rzecz wyzwolenia zwierząt i ekologów, i jest porównywalna do okresu Red Scare (Czerwona panika) w latach 1910-tych i 1950-tych.”

Termin ten po raz pierwszy pojawił się w 2002 roku w wyniku kongresowych przesłuchań zatytułowanych „Zagrożenie eko-terroryzmem”, podczas których omawiano różne grupy, w tym Front Wyzwolenia Ziemi (ELF) i Front Wyzwolenia Zwierząt (ALF).

 Jak mówi GreenIsTheNewRed (ZielonyToNowyCzerwony):  „Ruch na rzecz praw zwierząt i środowiska, jak każdy inny ruch społeczny na przestrzeni dziejów, ma w sobie zarówno legalne jak i nielegalne elementy. Są ludzie, którzy rozdają ulotki, piszą listy i namawiają innych. Są ludzie, którzy protestują i angażują się w pokojowe akcje obywatelskiego nieposłuszeństwa. I są ludzie, jak ci należący do Frontu Wyzwolenia Zwierząt i Frontu Wyzwolenia Ziemi, którzy w czarnych maskach w nocy wybijają okna, podpalają SUV-y i uwalniają zwierzęta z ferm zwierząt futerkowych. Działacze na rzecz praw zwierząt i środowiska nie uderzają samolotami w budynki, nie biorą zakładników i nie wysyłają pocztą kopert zawierających wąglika. Jednak FBI określa ich jako największe terrorystyczne zagrożenie krajowe.”

Skrajne uprzedzenie rządu USA wobec działaczy na rzecz praw zwierząt i ekologii nie jest, oczywiście, przypadkowe. Jak wszystko inne w tym społeczeństwie, opartym na dążeniu do zysku, sprowadza się do tego, kto płaci komu.

„Poprzez dotacje pieniężne dla polityków i sowite pensje dla lobbystów dbających o ich interesy” - pisze Doris Lin - „korporacje, które czerpią zyski z eksploatacji zwierząt nie tylko upewniają się, że ich prawo do wykorzystywania zwierząt i traktowania ich jako własności jest skodyfikowane w przepisach państwowych i lokalnych, ale także upewniają się, że polityka rządu sprzyja ich prawom i interesom zamiast interesom zwierząt i opinii publicznej.”

To doprowadziło nas bezpośrednio do aktu Animal Enterprise Terrorism Act (Akt dotyczący terroryzmu wobec korporacji) uchwalonego przez Kongres i podpisanego przez prezydenta George’a W. Busha w dniu 27 listopada 2006 roku.

To prawo - wyjaśnia Centrum Praw Konstytucyjnych - „przeforsowały w Kongresie zamożne biomedyczne i rolno-biznesowe grupy branżowe takie jak Animal Enterprise Protection Coalition (AEPC), American Legislative Exchange Council (ALEC)  i Center for Consumer Freedom (CCF), wspierane m. in przez panią senator Dianne Feinstein i kongresmena Jamesa Sensenbrenner. Ta nowa ustawa zastąpiła akt Animal Enterprise Protection Act (AEPA) z 1992 roku.”

AETA konkretnie ma na celowniku każdego, kto „umyślnie uszkadza lub powoduje utratę jakiejkolwiek realnej lub osobistej własności (w tym zwierząt lub ewidencji) wykorzystywanej przez przedsiębiorstwa oparte na eksploatacji zwierząt lub jakiejkolwiek realnej lub osobistej własności osoby fizycznej lub prawnej mającej połączenie, związek lub prowadzącej interesy z przedsiębiorstwem wykorzystującym zwierzęta. "

Mic Check: Jeśli nie sądzisz, że AETA zarzuca niebezpiecznie szeroką sieć, ponownie przeczytaj ostatni akapit i przypomnij sobie fragment biblii (Ew. Jana 2:13-16) „W świątyni (Jezus) zobaczył mężczyzn sprzedających bydło, owce i gołębie i innych siedzących przy stołach wymieniając pieniądze.  Skręcił wtedy bicz z powrozów i wypędził wszystkich ze świątyni, także owce i bydło; rozrzucił pieniądze i powywracał stoły. Tym, którzy sprzedawali gołębie powiedział: Wynoście się stąd."

Następnym razem, gdy ktoś cię zapyta: „A co z Jezusem?”

Prawidłowa odpowiedź: Od 12 do 18 miesięcy.

(...)

(Mickey Z. is the author of 11 books, most recently the novel Darker Shade of Green.)



16:46, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
środa, 01 lutego 2012

 

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Biblia, a dokładniej Nowy Testament, stojąc na straży tzw. prawości i dobroci, milczy, jeśli chodzi o okrucieństwo wobec zwierząt. A może kościół stoi na straży własnej wersji Nowego Testamentu. Może kościół broni wersji, która pomaga ustanowić kontrolę nad masami. I to za wszelką cenę, kosztem cierpienia zwierząt i ludzi. Watykan opływa złotem, a ile dzieci umiera z głodu? Ile sierot nie ma właściwej opieki z braku funduszy?

Dlaczego "strażnicy" szlachetności, cnót, 10 przykazań, nie chodzą boso tak jak Jezus, który oddał ostatnią szatę potrzebującemu? I dlaczego nie tylko przymykają oczy na zbrodnie wyrządzane zwierzętom, ale nawet biorą w nich czynny udział? Księża na całym świecie (z niewielkimi wyjątkami) zajadają się mięsem zabitych dla nich stworzeń, zarazem nawołując z ambony do bycia szlachetnymi i dobrymi. W moim świecie szlachetni i dobrzy ludzie nie znęcają się nad zwierzętami. W moim świecie dobrzy ludzie pomagają biednym i słabym.

 

Poniższy tekst nadesłał Michał Przybylski

W roku 1923, węgierski filolog i lingwista, Edmond Szekely, natrafił w bibliotece Watykanu na oryginalne teksty w języku aramejskim The Essene Gospel of Peace (Esseńska Ewangelia Pokoju) i The Essene Book of Revelation (Esseńska Księga Objawienia). Ponadto odkrył w klasztorze Benedyktynów w Monte Cassino (zniszczonym podczas drugiej wojny światowej) Esseńską Ewangelię Pokoju w języku hebrajskim.

Edmond Szekely przetłumaczył teksty i opublikował je najpierw w jęz. francuskim, a następnie w angielskim. (wg wikipedii)

Niektórzy zarzucają Szekely'owi oszustwo, a Watykan zaprzecza, że Szekely miał dostęp do oryginalnych tekstów aramejskich (gdyby nie zaprzeczył, to musiałby przyznać, że dotychczasowy dogmat jest oszustwem), ale dlaczego filolog, filozof, lingwista i psycholog, o ogromnej wiedzy, miałby sfabrykować teksty dowodzące, że Esseńczycy byli wegetarianami?

Szekely napisał w przedmowie do Ewangelii Pokoju Jezusa Chrystusa (źródło):

Blisko dwa tysiące lat przeminęło odkąd Syn Człowieczy nauczał ludzkość o drodze, prawdzie, i życiu. Przyniósł zdrowie chorym, mądrość nieświadomym i radość utrapionym. Jego słowa zostały w połowie zapomniane i nie zostały zebrane aż do kilku pokoleń po tym, jak zostały wypowiedziane. Były one źle rozumiane, źle zapisane, setki razy przepisywane i setki razy przekształcane, jednak mimo wszystko przetrwały niemal dwa tysiące lat. I choć jego słowa, tak jak mamy je w dzisiejszym Nowym Testamencie, zostały strasznie zdeformowane i zmutowane, mimo wszystko podbiły połowę ludzkości i całą cywilizację Zachodu. Fakt ten udowadnia wieczną żywość słów mistrza, i ich ostateczną i nieporównywalną wartość. Z tego powodu zdecydowaliśmy się opublikować czyste, oryginalne słowa Jezusa, przełożone bezpośrednio z języka Aramejskiego którym mówił Jezus, i jego ukochany uczeń Jan, który jako jedyny spośród uczniów Jezusa notował z perfekcyjną dokładnością osobiste nauki swego Mistrza. Ciężką odpowiedzialnością jest ogłoszenie obecnego Nowego Testamentu, który jest bazą wszystkich Kościołów chrześcijańskich jako zdeformowanego i sfałszowanego, ale nie ma wyższej religii nad prawdę.

 

Poniżej fragment tłumaczenia Ewangelii Pokoju (pochodzący ze strony: http://www.scribd.com/doc/2068557/Ewangelia-Pokoju)

 

A po tych słowach wszyscy pozostali milczący, oprócz jednego, który zawołał: Co mam zrobić, Mistrzu, jeżeli widzę dzikie zwierzę rozszarpujące mojego brata w lesie? Czy mam pozwolić memu bratu zginąć, czy mam zabić dzikie zwierzę? Czy nie mogę przekroczyć tego prawa?

 A Jezus odpowiedział:

Powiedziane było tym z dawnych czasów: ‘Wszystkie zwierzęta które poruszają się na ziemi, wszystkie ryby morza, i wszystkie ptaki powietrza dane są w twą moc.’ Mówię wam prawdziwie, z wszystkich istot żyjących na ziemi, Bóg tylko człowieka stworzył na swoje podobieństwo. Dlatego zwierzęta są dla człowieka, a nie człowiek dla zwierząt. Zatem, nie przekraczasz tego prawa jeżeli zabijasz dzikie zwierzę aby ocalić życie swego brata. Gdyż mówię wam prawdziwie, człowiek jest czymś więcej niż zwierzę. Ale ten kto zabija zwierzę bez powodu, choć zwierzę go nie atakuje, przez pożądanie mordu, albo jego mięsa, albo skóry, albo też dla jego kłów, zły jest to czyn, gdyż on sam obraca się w dzikie zwierzę. Dlatego też jego koniec jest jak koniec dzikich zwierząt.

 Potem inny powiedział: Mojżesz, największy z Izraelitów, pozwolił naszym ojcom jeść mięso czystych zwierząt, a zakazał tylko mięsa nieczystych zwierząt. Dlaczego zatem zakazujesz nam mięsa wszystkich zwierząt? Które prawo pochodzi od Boga? To Mojżesza czy twoje prawo?

 A Jezus odpowiedział: Bóg dał, przez Mojżesza, dziesięć przykazań waszym dziadom. ‘Te przykazania są ciężkie’, powiedzieli wasi dziadowie, i nie mogli ich dotrzymać. Kiedy Mojżesz to zobaczył, współczuł swym ludziom i nie chciał aby wyginęli. I wtedy dał im dziesięć razy dziesięć przykazań, mniej ciężkich, aby mogli ich przestrzegać. Mówię wam prawdziwie, jeżeli wasi dziadowie byliby zdolni dotrzymać dziesięciu przykazań, Mojżesz nigdy nie potrzebowałby swoich dziesięć razy dziesięciu przykazań. Gdyż ci, których stopy są silne jak góra Syjon, nie potrzebują kul; ale ten, którego członki drżą, dochodzi dalej o kulach, niż bez nich. A Mojżesz powiedział do Pana: ‘Moje serce wypełnione jest żalem, gdyż moi ludzie będą utraceni. Gdyż są oni bez wiedzy, i niezdolni są zrozumieć twych przykazań. Są oni jak małe dzieci, które nie mogą jeszcze zrozumieć słów swego ojca. Pozwól, Panie, abym dał im inne prawa, aby nie wyginęli. Jeżeli nie będą z tobą, Panie, pozwól im nie być przeciw tobie; aby mogli podtrzymać siebie samych, a gdy czas przyjdzie że gotowi będą na twe słowa, odsłonisz przed nimi twe prawa’. Dlatego Mojżesz połamał dwie tablice z kamienia na których zapisane było dziesięć przykazań, i dał im dziesięć razy dziesięć zamiast nich. A z tych dziesięciu razy dziesięć Pisarze i Faryzeusze uczynili sto razy dziesięć przykazań. A nałożyli nieznośne ciężary na wasze barki, których oni sami nie noszą. Gdyż im bliżej przykazania są Bogu, mniej ich potrzebujemy, a im dalsze są one od Boga, tym więcej ich potrzebujemy. Dlatego też prawa Faryzeuszy i Pisarzy niezliczone; praw Syna Człowieczego siedem; aniołów trzy, a Boga jedno.

“Gdyż im bliżej przykazania są Bogu, mniej ich potrzebujemy, a im dalsze są one od Boga, tym więcej ich potrzebujemy. Dlatego też prawa Faryzeuszy i Pisarzy niezliczone; praw Syna Człowieczego siedem; aniołów trzy, a Boga jedno.”

 Zatem, nauczam was tylko tych praw, które możecie zrozumieć, abyście mogli stać się ludźmi i przestrzegali siedmiu praw Syna Człowieczego. Wtedy anioły również wyjawią wam swoje prawa, aby święty duch Boga mógł zstąpić na was i poprowadzić was do jego prawa.

 A wszyscy zadziwieni byli jego mądrością, i poprosili go: Kontynuuj, Mistrzu, i naucz nas wszystkich tych praw które możemy otrzymać.

“... jeżeli jecie żyjące pożywienie, ożywi was ono, ale jeżeli zabijecie swoje pożywienie, martwe pożywienie zabije również was. Gdyż życie przychodzi tylko od życia, a od śmierci zawsze przychodzi śmierć. Gdyż wszystko co zabija wasze pożywienie, zabija również wasze ciała.”

 A Jezus kontynuował: Bóg przykazał naszym dziadom: ‘Nie zabijaj’. Ale ich serca były zatwardziałe i zabijali. Wtedy Mojżesz pragnął, aby chociaż nie zabijali ludzi, i pozwolił im zabijać zwierzęta. A wtedy serca waszych dziadów zatwardziły się jeszcze bardziej, i zabijali zarówno ludzi jak i zwierzęta. Ale ja mówię do was ‘Nie zabijajcie: ani ludzi, ani zwierząt, ani jedzenia które idzie do waszych ust’. Gdyż jeżeli jecie żyjące pożywienie, ożywi was ono, ale jeżeli zabijecie swoje pożywienie, martwe pożywienie zabije również was. Gdyż życie przychodzi tylko od życia, a od śmierci zawsze przychodzi śmierć. Gdyż wszystko co zabija wasze pożywienie, zabija również wasze ciała. A wszystko co zabija wasze ciała zabija również wasze dusze. A wasze ciała stają się tym czym jest wasze pożywienie, tak jak wasze dusze, podobnie, stają się tym, czym są wasze myśli. Dlatego, nie jedzcie niczego co ogień, lub mróz, lub woda zniszczyła. Gdyż spalone, zamrożone i zgniłe pożywienie będzie paliło, mroziło i rozkładało również wasze ciała. Nie bądźcie jak ten głupi mąż, który zasiał na swej ziemi ugotowane i zamrożone i zgniłe nasiona. I przyszła jesień, a jego pola nic nie urodziły. A wielka była jego żałość. Ale bądźcie jak ten mąż, który obsiał swe pole żyjącym ziarnem, i którego pole urodziło żywe kłosy pszenicy, dając sto razy tyle ile zasiał. Gdyż mówię wam prawdziwie, żyjcie jedynie przez ogień życia, a nie przygotowujcie waszego pożywienia ogniem śmierci, który zabija wasze pożywienie, wasze ciała a także wasze dusze.

 

Ewangelia Pokoju w języku angielskim

 

 



niedziela, 20 listopada 2011

Kilka dni temu na stronie EtykaPraktyczna.pl ukazał się artykuł Urszuli Zarosy pt. Ignorowanie wegan, dotyczący utrudnień, jakich doświadczają polscy weganie. Poniżej fragment tego artykułu:

 

Kawiarnie, restauracje, bary.

W największych polskich miastach pojawia się coraz więcej restauracji i kawiarni wegańskich bądź wegetariańskich, w których zamówić można wegańskie posiłki. Problem pojawia się, gdy nie mamy dostępu do takiego miejsca. W przeciętnej restauracji weganie i wegetarianie często traktowani są jak intruzi, a czasami wręcz oszukiwani. Niestety sama wielokrotnie padłam ofiarą takich oszustw, zanim nauczyłam się, by nigdy nie jadać w nie-wegetariańskich jadłodajniach. Wspomniałam już o małym przekłamaniu z uniwersyteckiej stołówki, kolejny przykład to chociażby chińska restauracja, gdzie z uwagi na moją dietę prosiłam o przygotowanie warzyw na osobnej, czystej patelni, tak by nie zawierały żadnych składników odzwierzęcych. Kelnerka zapewniała mnie wielokrotnie o tym, że dostaję wegański posiłek. Co więcej wybierałam go z listy dań wegetariańskich. W miejscu tym jadłam 3 razy, za każdym razem dopytując i prosząc o przygotowanie posiłków w sposób wegański. Dopiero za 4 razem nowa osoba poinformowała mnie: Ale przecież oni i tak do wszystkiego dodają bulion wołowy. Jak się okazało myślenie, że "jeśli mięsa nie widać to mamy danie dla wegan" jest bardziej powszechne niż potrafimy to przewidzieć. To oczywiście nie odosobniony przypadek, w restauracja meksykańskiej mój znajomy poszedł dopytać się o dostępność dań wegańskich, gdyż w karcie widniała cała grupa potraw wegetariańskich. Odpowiedź jaką otrzymał była zatrważająca: Wie pan, kucharz dodaje bulionu z kury do wszystkiego, ale gościom to nie przeszkadza. Cóż, ja też nie wyczułam dodatku bulionu wołowego w mojej chińszczyźnie, czy znaczy to, że można mnie oszukiwać podając do jedzenia produkty z ciał zwierząt, których życie i cierpienie szanuję?

Takiego traktowania doświadczyło za pewne wielu wegan, co więcej zdarzają się one w restauracjach wegetariańskich, w których obsługa często nie uchwytuje diametralnej różnicy pomiędzy dietą wegan i wegetarian. Lecz nie chodzi tylko o samą wiedzę weganin już na starcie powoduje irytację kelnerów, wypytując dokładnie o skład potraw, sosów, deserów. Kolejna porcja nerwów pojawia się przy odsyłaniu potraw. Nie będę więc chyba odosobnionym przypadkiem, gdy wspomnę o tym, jak kiedyś po niemal 60 minutach czekania, odsyłania potrawy i ponownie czekania wyszłam głodna z wegetariańskiej restauracji, nie mówiąc już o aroganckim i nieuprzejmym traktowaniu moich próśb.

Pełny tekst artykułu: LINK

czwartek, 17 listopada 2011

 

Ostatnio dopadły mnie smutki związane z nadchodzącymi świętami. Już zaczęło się masowe mordowanie zwierząt, które trafią na przyjemnie udekorowane świąteczne stoły. Ich płacz i ból będzie towarzyszył każdemu świątecznemu daniu, które ma być oznaką miłości i szacunku dla dawnego mistrza duchowego, urodzonego w żydowskiej rodzinie parę tysięcy lat temu. Jezus Chrystus, uosobienie dobroci, współczucia i miłości, stał się pośrednią przyczyną niemal międzynarodowej fiesty najwymyślniej przyrządzonych potraw z poćwiartowanych, zmielonych ciał zamordowanych łagodnych niewinnych i inteligentnych stworzeń, które szowiniści gatunkowi pogardliwie nazywają inwentarzem żywym. Jezus urodził się w rodzinie należącej do dość mało nam znanej społeczności Esseńczyków, których nauki duchowe były trzymane w ścisłej tajemnicy. Esseńczycy nigdy nie jedli mięsa.

Słynna ryba była symbolem (znakiem rozpoznawczym) pierwszych chrześcijan, których prześladowano tak samo jak w dzisiejszych czasach prześladuje się każdą nową sektę religijną, z tym wyjątkiem, że zamiast ośmieszania i fabrykowania tzw. nielegalnej działalności (jak handel narkotykami i wykorzystywanie nieletnich, na przykład), pierwszych chrześcijan po prostu najczęściej więziono i zabijano. Dlaczego nie ma żadnych tekstów, w których Jezus bezpośrednio mówi, żeby nie zabijać zwierząt na jedzenie? To mnie zawsze zastanawia. Czy Jezus musiał po prostu skupić się na ludziach, którzy nie byli zbyt rozwinięci emocjonalnie i duchowo? Czy też te teksty zostały zniszczone przez kler? To już nie ma znaczenia, bo dzisiaj na cześć urodzin Chrystusa, na całym świecie odbywa się krwawa masakra.

I niewinne łagodne oczy tych wszystkich świń, krów, byków, cielaczków, jagniąt, kurczaków, gęsi, pięknych kaczek, zajęcy, królików, wspaniałych bażantów, indyków, błyszczących ryb, zawsze przychodzą mi na myśl, kiedy przechodzę koło sklepów spożywczych zastawionych tysiącami produktów "opartych na bazie przelanej krwi" tych stworzeń. Stworzeń, które, z moich obserwacji, mają taką samą inteligencję i takie same emocje, jak my. Jedyną różnicą jest to, że one tę inteligencję wykorzystują na swój własny sposób - tak jak mają to zaprogramowane w swoim DNA. Czy ta różnica w sposobie życia jest wystarczającym usprawiedliwieniem do mordowania zwierząt i żywienia się ich martwymi ciałami?

Czy taki styl życia przystoi "ludziom", uważającym się za istoty wyższe? Mamy 21 wiek, a większość populacji świata uważa mordowanie zwierząt, które bronią się tak samo jak bezsilne 5-letnie dziecko, za normalne. Jest to dla nich uzasadnione i konieczne. Ostatnie badania wykazały, że 35% wszystkich mężczyzn mieszkających na obszarach wiejskich w Brazylii (link) miało seks ze zwierzętami. A ilu mężczyzn się do tego nie przyznało? Według mnie wskazuje to na to, że jeszcze większy procent ma seks z dziećmi, bo brak szacunku dla zwierząt idzie w parze z brakiem szacunku dla ludzi (szczególnie słabszych i bezbronnych). Czy Brazylia naprawdę jest wyjątkiem? Wątpię.

Czy więc istnieje nadzieja na zmianę tej mentalności w bliskiej przyszłości? Tak i nie. Bo z jednej strony, jak można zmienić psychikę przestępcy, który wykorzystuje seksualnie krowę, świnię czy kurę, a potem ją zarzyna i zjada? Ale z drugiej strony... czy wiecie, że niektóre ptaki całe swoje życie poświęcają na ostrzeganie innych mieszkańców lasów, że zbliża się jastrząb czy inny drapieżnik? Patrolują całe obszary i kiedy zobaczą np. jastrzębia, to oblatują swój sektor i wydają ostrzegawcze paniczne krzyki. Brzmi to jak alarm: "uciekajcie, kryjcie się!!!" Zajęło mi trzy lata, żeby zrozumieć ten język (nie mam zdolności językowych:). Piszę o tym dlatego, że znam pewnego faceta, który był myśliwym. I kiedyś zwierzył się, że już nie poluje. Powiedział, że zrozumiał, jak mądre są zwierzęta, kiedy za każdym razem, kiedy szedł z kumplami przez las, żeby coś upolować, nad ich głowami leciały ptaki, wydające krzykliwe dźwięki, jak na alarm, żeby zwierzęta się chowały, bo zbliża się niebezpieczeństwo, i on sam poczuł się jak przestępca.

Czy ten facet może zostać weganinem? Nie wiem, wygląda na to, że jest na dobrej drodze. Czyli istnieje jakaś nadzieja. Ale czy jest to tylko jednostka? Czy możliwe jest, że nasz wspólny wysiłek wegan, ludzi o wyższej świadomości, może wpłynąć na tę czarną masę ignorancji? Jeśli tak, to ile czasu to zabierze? Bo ja już nie mam cierpliwości. Ja nie mam już łez, nie mam już żadnej tolerancji.



Ale tak naprawdę to dzisiejszy wpis ma na celu zareklamowanie bardzo fajnej strony: www.happycow.com (szczęśliwa krowa. com)

Happycow.com to strona, która jest przewodnikiem po wegańskich i wegetariańskich restauracjach i sklepach ze zdrową żywnością na całym świecie. Jak na razie dane dotyczące Polski są mizerne, ale chyba dlatego, że niektóre wegańskie biznesy polskie nie wiedzą, że mogą w bardzo prosty sposób dodać tam swoje dane. Strona ta jest przydatna dla podróżujących.

Gdyby na świecie istniał chociaż jeden wegański kraj, to moglibyśmy tam po prostu emigrować i żyć we względnym spokoju…

 



czwartek, 20 października 2011

 

Jest to list wegańskiego małżeństwa, które pragnie zaadoptować dziecko. Co prawda temat jest dla mnie bardzo obcy, ale list ten jest w jakimś sensie wzruszający i interesujący…

Autorka: Elizabeth Gordon (na zdjęciu)


 Drogi synu lub córko,

Ty tego nie wiesz, ale twój tata i ja czekamy na ciebie od dłuższego czasu.

Najpierw byłeś dzieckiem, które mieliśmy począć - ale niepłodność pojawiła się w naszym życiu, jak nieproszony gość na przyjęciu.

Następnie byłeś dzieckiem, które mieliśmy zaadoptować z innego kraju. Ale jednak nie wydawało nam się, że to będzie w porządku, z paru powodów - takich jak: nadmierne koszty finansowe i nasze obawy, że zostaniesz wyrwany ze swojej ojczyzny i kultury. (To przydarzyło się mnie i nie miało to na mnie dobrego wpływu.)

Wreszcie, byłeś dzieckiem, które zaadoptowaliśmy tutaj, w Stanach Zjednoczonych - ale nie od niezamężnej dziewczyny w ciąży. Byłeś jednym z dziesiątek tysięcy starszych dzieci, które utknęły w domu dziecka.

Tak więc zrobiliśmy to, co należało zrobić: poszliśmy na obowiązkowe kursy, sprawdzono naszą przeszłość, wzięto odciski palców, zrobiono inspekcję naszego domu, naszego stanu majątkowego, historii zdrowia. Zatwierdzono nas. Przeprowadzono z nami godziny rozmów, zapisano strony na temat naszego życia i historii rodzinnej, chodziliśmy na przyjęcia adopcyjne, pytaliśmy, spotkaliśmy niezliczoną liczbę pracowników socjalnych… aż wreszcie znaleźliśmy ciebie.

Wszyscy nam mówią, że to będzie trudne. I my im wierzymy. Podobnie jak wszystkie dzieci, które skończyły w „systemie”, byłeś w trudnej sytuacji. Znęcano się nad tobą fizycznie. Widziałeś rzeczy, których żadne dziecko nie powinno zobaczyć. Każdy członek twojej rodziny - mama, tata, dziadkowie - zawiedli cię. Umyli ręce i oddali się państwu. Nikt o ciebie nie walczył. Nikt do ciebie nie dzwoni, nie przysyła ci kartek urodzinowych. Nikt nie powiedział ci, jak wyjątkowym jesteś dzieckiem.

Nasza doradczyni socjalna jest zaniepokojona. Przypomina nam o wyzwaniach, przed jakimi staniemy. Będziesz wyzywający, będziesz się odreagowywał i sprawdzał nas w sposób, jakiego nie możemy sobie nawet wyobrazić. Nie będziesz nam ufać. Nie będziesz wierzył, że naprawdę cię chcemy. Że będziesz z nami bez znaczenia, co się stanie. Że my nigdy, ale to nigdy, cię już nie oddamy.

Ale ja martwię się także tym - poza ADHD i depresją, problemami z przywiązaniem i przyswajaniem, agresją i historią samookaleczania się - tym, o czym nikt nam nic nie mówi: Żywnością.

Bo, widzisz, twój tata i ja jesteśmy weganami. I rozważamy, jak - a nawet czy - włączyć naszą dietę do twojego życia.

Jeśli byłbyś niemowlakiem, to nie byłoby nic wielkiego. Ale nie jesteś. Jesteś nastolatkiem i jak każdy nastolatek wiesz dobrze, co lubisz, a czego nie, czy chodzi o modę czy o muzykę czy o przedmioty w szkole, czy, ufff, o żywność.

Rzecz w tym, że twój tata i ja rozumiemy to. Rozumiemy, że nikt nas nie zmusił do bycia weganami. Wybraliśmy ten sposób jedzenia po wielu latach wegetarianizmu, a wcześniej przez wiele lat jedliśmy mięso. Widzimy więc, że zmuszanie cię do diety wegańskiej byłoby hipokryzją. Ale zarazem… Czy mogę sobie wyobrazić, że piekę ci kurczaka? Lub że kupuję ci Happy Meal w drodze do domu z pracy? Lub że zamawiam pizzę i skrzydełka? Nie, nie mogę.

Co więc mamy zrobić? Wyobrażając sobie najlepszy scenariusz, odbędzie się to tak: Wyjaśnimy ci spokojnie, delikatnie i jasno, dlaczego jesteśmy weganami. Powoli przedstawimy ci materiały edukacyjne, nie naciskając na ciebie, ale by podzielić się z tobą tym, co wiemy. Zabierzemy cię, abyś z nami udzielał się społecznie, do pobliskiego sanktuarium dla zwierząt hodowlanych, gdzie można spotkać i dotknąć zwierzęta - np. Annię, uratowaną krowę mleczną, która spędziła całe swoje życie w ciąży jako maszyna do produkcji mleka, która nigdy nie karmiła żadnego ze swoich cielaków, a która miała zostać wysłana do rzeźni, gdy spadła jej produkcja mleka.

Będziemy bawić się w kuchni, przygotowując razem przepyszne dania wegańskie - takie jak kilometrowe paski lasagne z serem wegańskim Daiya lub robiąc z tatą jego absurdalnie smaczne czekoladowo - malinowe lody, lub pikantne kluski, które zawsze przynoszę na każde spotkanie.

Będziemy cię z nami co roku zabierać na wegańskie festiwale, gdzie spotkasz setki ludzi w różnym wieku, różnej rasy, którzy traktują sprawę dobrobytu zwierząt tak samo poważnie jak twój tata i ja.

Ale czy to wystarczy? Czy jedzenie, spośród wszystkich rzeczy, spowoduje impas w stosunkach rodzinnych? I jeśli odrzucisz weganizm, to czy ja to odbiorę, że także odrzucasz mnie, i na odwrót?

Byłoby lepiej, gdybym znała kogoś - kto zaadoptował dziecko i już przez to przeszedł. Mimo że spotkaliśmy dużo rodzin adopcyjnych, to żadnej wegańskiej, ani nawet wegetariańskiej. Jeśli ktoś z was  może podzielić się swoim doświadczeniem, proszę o komentarz. Mamy tutaj dwie osoby dorosłe i jedno dziecko, które naprawdę mogą z tego skorzystać.

 





wtorek, 30 sierpnia 2011

 

Tłumaczenie artykułu Jasona Kesslera*: My Girlfriend Came Out as a Vegan

"Moja dziewczyna przeszła na weganizm. Co zrobić, gdy stanie się coś niepojętego?"

 

 

W ostatni weekend moja dziewczyna zrobiła coś niesłychanego, chociaż nie jest typem, który robi niesłychane rzeczy. W ciągu naszego dwuletniego związku, ani razu nie wspomniała nic na temat pierścionka. A sam pomysł, żeby mieć dzieci w ciągu najbliższych 5 lat wywołuje u niej gwałtowną reakcję. Tak więc to było coś niespotykanego, ale za to bardzo intensywnego, mimo faktu, że zostało objawione w sposób nonszalancki. Właśnie obudziłem się z satysfakcjonującej niedzielnej drzemki, a ona spojrzała na mnie i powiedziała najgorszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić: "Myślę, że zostanę weganką."

Przypuszczam, że nie powinienem być aż tak zaszokowany, biorąc pod uwagę, że ona pracuje w kawiarni wegańskiej i właśnie dostała nową pracę w makrobiotycznym bistro. Jednak żaden mężczyzna nigdy nie powinien usłyszeć zdania: "Myślę, że zostanę weganką." Próbowałem ją przekonać, że to nie jest możliwe. "Nie można po prostu przejść na weganizm. Czy nie słyszałaś piosenki Lady Gaga? Musiałabyś się taka urodzić." Jej to nie przekonało. Powiedziała, że weganizm pomylił mi się… z czymś innym.

Próbowałem wszystkich argumentów na rzecz mięsa. ,,Nie zatęsknisz za stekiem?”- zapytałem, przekonany, że nie zrezygnuje z naszych specjalnych obiadów w Mastro. Nie, nie będzie jej tego brakować. Okazuje się, że tak naprawdę, to ona nigdy nie lubiła steków.

Zaszarżowałem w imię mięsożerców. "A co z kurczakiem???" Moja pani jadła kurczaka co najmniej raz dziennie w ciągu całego naszego związku. Nie było mowy, żeby zrezygnowała z kurczaka. "Nie będę jeść kurczaków." Byłem zaskoczony. Najwyraźniej "Skinny Bitch"(Wegańska bogini) i "Food Inc" i cała ta propaganda na temat żywności wpełzły do jej głowy i przekonały ją, że – głęboki oddech! - mięso to morderstwo. Czy coś w tym stylu. Powiedziała coś o gnijącym ciele. Wyłączyłem się, żeby nie skalać mojej przyjemności, jaką daje nasze panowanie nad zwierzętami. Jeśli jest jedna rzecz, jaką wiem, to to, że słuchanie tego, co mówią weganie, może być niebezpieczne dla twojego jedzenia mięsa.

Prawdę mówiąc, ja nie mam nic przeciwko weganom. Mam mnóstwo przyjaciół wegan, naprawdę. Po prostu nie wiedziałem, że kiedykolwiek będę musiał borykać się z weganizmem w moim własnym domu. Problem w tym, że ja lubię gotować. Gotowanie obiadu dla nas dwojga zawsze było dla mnie wielką przyjemnością, mimo że nie mogłem używać nabiału (ona nie jadła nabiału od samego początku naszej znajomości). Teraz nie mogę już zrobić pieczeni ani pieczonego kurczaka czy pieczonego indyka, które ona tak bardzo lubiła. Znowu gotuję tylko dla jednej osoby i wcale mi się to nie podoba. No właściwie dla półtora, bo ona dalej je moje przystawki, jeśli są bezmięsne.

Czy ja rzeczywiście mogę być z kimś, kto nie je mięsa? Mam nadzieję, że tak. Istnieje zbyt wiele innych wspaniałych rzeczy w naszym związku, żeby mięso mogło nas rozdzielić. Już pogodziłem się z faktem, że ona nie wariuje na punkcie jedzenia tak jak ja. Myślę, że to jest po prostu poszerzenie tego, co nas dzieli. Czy martwię się, że stanie się to większym problemem niż się spodziewam? Absolutnie. Przede wszystkim jednak, po prostu boję się, że weganizm jest zaraźliwy.

 

Jason Kessler jest scenarzystą (m.in. serialu komed. "The Office" /Biuro) 



środa, 06 lipca 2011

 

Tłumacznie artykułu z Huffington Post Vegan Diet: Why Does it Make People So Angry? 

 

 

Weganie są grupą ludzi, którzy wg definicji są wegetarianami jedzącymi tylko produkty roślinne i nie używającymi rzeczy pochodzących od zwierząt, takich jak skóra.

Co takiego jest więc w tym ruchu, że wywołuje on tyle złości u ludzi? Ruch ten przybiera na popularności wśród różnych warstw - od polityków, przez gwiazdy po dzieci w wieku szkolnym i sportowców - weganizm przeszedł z obrzeża do głównego nurtu. Oczywiście, niektórzy weganie są nietolerancyjni, pouczają innych, są świętsi od samego papieża. Zaufajcie mi, ja jestem weganką od 25 lat i poznałam w tym ruchu takich ludzi, na widok których wywracam oczami i modlę się, żeby nikt ich nie usłyszał. Jednak większość wegan, których znam, to ludzie przyjemni, serdeczni, życzliwi, współczujący, prowadzący styl życia życzliwy wobec wszystkich istot na tej planecie. Silni i prości, pełni dobrych intencji.

A jednak ten delikatny ruch, który promuje odżywianie się dietą roślinną, prowadzenie zdrowszego życia i zmniejszenie negatywnego wpływu na naszą planetę, wywołuje wściekłość, jakiej nigdy nie widziałam. Wystarczy przeczytać komentarze na tej właśnie stronie zawsze wtedy, kiedy ukazuje się jakiś artykuł mówiący o weganizmie. Włosy na głowie stają dęba! Wściekłość i oburzenie, jakie wywołuje czyjeś poparcie dla diety roślinnej, jest dla mnie nie do pojęcia. Sprawiło to, że zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi w tym gniewie.

Będąc otwarcie weganką od tylu lat, często jestem w towarzystwie ludzi, którzy czują, że muszą usprawiedliwiać swoje wybory żywieniowe. Chciałabym mieć pięć groszy za każde ,,Już nie jem tak dużo czerwonego mięsa jak kiedyś". Jako działaczka na rzecz właściwej żywności i zdrowia, jestem głęboko zainteresowana tym, by ludzie wybierali zdrową żywność. Do zdrowej pełnowartościowej żywności i czystej wody, wszyscy obywatele tego świata mają podstawowe prawo. Ale ponieważ jako społeczeństwo tak bardzo zależni jesteśmy od diety opartej na produktach odzwierzęcych, spora grupa ludzi nie ma zapewnionego tego podstawowego prawa. Lecz nie jestem pewna, czy ten gniew rodzi się z poczucia winy czy też z poszukiwania uzasadnienia.

Georges Ohsawa, japoński filozof, powiedział kiedyś, że kiedy konsumujemy więcej niż nasz sprawiedliwy przydział żywności, to szkodzimy całej ludzkości naszą chciwością. Moim zdaniem, gdy wybieramy, aby jeść komercyjnie wyprodukowane mięso (tak, wyprodukowane, ponieważ nie ma nic naturalnego w hodowli przemysłowej), przyczyniamy się do głodu na świecie. Pozbawiamy ludzi żywności, ponieważ akr po akrze ziemi jest przeznaczany do produkcji żywności dla zwierząt i hodowli zwierząt na żywność.

Możecie powiedzieć, że powinniśmy jeść tak jak nasi paleolityczni przodkowie. Możecie powiedzieć, że komercyjne rolnictwo jest również odpowiedzialne za niszczenie ziemi i zanieczyszczanie środowiska (tutaj macie rację, ale nie w takim stopniu, co przemysł hodowlano-mięsny). Możecie powiedzieć, że to nie odnosi się do was, bo wy jecie mięso tylko z małego gospodarstwa wiejskiego, które żyje z produkcji mięsa. A bez mięsa splajtowałoby (to jest naciągnięte, bo można uprawiać dużo innych rzeczy zamiast hodowania krów mlecznych i zwierząt na mięso, ale rolnicy produkują to, na co jest popyt na rynku). Nie wierzę, że którakolwiek z tych rzeczy dowodzi, że jako społeczeństwo nie jesteśmy zbyt zależni od produktów zwierzęcych.

Według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa ,,produkcja żywności pochodzenia zwierzęcego jest zazwyczaj znacznie mniej efektywna niż uprawy zbóż, warzyw, fasoli, nasion i owoców, przeznaczonych do bezpośredniego spożycia przez ludzi." Kucharze, rolnicy i producenci żywności ekologicznej należący do organizacji Sustainable Table dodają, że większość zanieczyszczeń wody przez farmy przemysłowe jest wynikiem magazynowania i usuwania odchodów zwierzęcych.

Podsumowując, produkowanie mięsa nie jest zdrowe dla naszej planety. A dla nas? Również dla nas wcale nie jest takie zdrowe.

Tak wiec, czy to zbiorowe poczucie winy sprawia, że ludzie są tak wściekli na wegan i na ideę odżywiania się dietą roślinną? Widziałam złośliwe komentarze pod wpisami na blogach promujących weganizm, mówiące autorowi, aby ,,zmężniał" czy zarzucające członkom ekologicznych spółdzielni agitację, ponieważ nie zgadzają się na sprzedaż mięsa. Niektóre komentarze straszą niedoborem witaminy B-12 (i innych wartości odżywczych), a inne racjonalizują, że ,,zwierzęta", w tym te hodowane na jedzenie, są koniecznym składnikiem zrównoważonego rolnictwa - wg raportu ONZ - ale cytat ten został wyrwany z kontekstu.

Raport ONZ z czerwca 2010 wzywa do redukcji konsumpcji mięsa i przechodzenia na dietę roślinną, aby zatrzymać zanieczyszczenie środowiska i zapewnić pokarm dla rosnącej populacji ludzkiej.

Tak więc wracam do mojego pytania: Dlaczego ludzie reagują wściekłością na ideę prowadzenia zdrowego, współczującego stylu życia i nie krzywdzenia zwierząt w trakcie tego procesu?

Wiem, że pod tym tekstem znajdą się komentarze mówiące, jak niezdrowa jest dieta wegańska dla ludzi. Może znajdzie się tam również link do niedawnego artykułu w New York Times'ie, dowodzącego, że u goryli w Ugandzie nie występuje otyłość i inne choroby związane ze stylem życia, dzięki ich wysokobiałkowej diecie. (Podobnie jak w diecie Atkinsa).

Ale skąd pochodzi to białko? ,,Dieta goryli jest w większości oparta na liściach bogatych w białko". Czyli wcale nie tak jak u Atkinsa. Nie zobaczycie goryla połykającego Big Maca (bez bułki, w stylu Atkinsa). Podczas gdy typowa dieta wysokobiałkowa, tak jak ta opracowana przez dr Atkinsa, również poleca jedzenie zielonych liściastych warzyw, to dieta ta nie jest nawet zbliżona do diety, która pozwala gorylom uniknąć otyłości. One jedzą rośliny.

Doszłam do wniosku, że szyderstwa i gniew, jakie wywołują artykuły o weganizmie, są po prostu reakcją na wyrażenie opinii, która różni się od głównego nurtu. Uważam, że te reakcje będą mnożyć się tak długo, jak długo będzie nam się mówić, że mięso jest niezbędnym elementem dla zachowania zdrowia.

Nie słychać, aby eksperci w dziedzinie zdrowia doradzali narodowi, aby jadł więcej mięsa. Wręcz przeciwnie, większość dowodów wskazuje, że im więcej żywności roślinnej jemy, tym większe mamy szanse na życie wolne od chorób cywilizacyjnych. Niestety, to przesłanie jest często zagłuszane przez nieproduktywny i irracjonalnie wściekły dialog.



wtorek, 07 czerwca 2011

Tłumaczenie fragmentów artykułu James McWilliams: Don't Eat Meat if You Believe in Science

James McWilliams: Nie jedz mięsa, jeśli wierzysz nauce

B.R. Myers jest najbardziej elokwentnym krytykiem konsumpcji mięsa w The Atlantic, ale James McWilliams jest najbardziej produktywnym. Jego ostatni wkład do debaty na temat żywności "Foodies vs. Darwin: How Meat Eaters Ignore Science" (Miłośnicy jedzenia kontra Darwin: Jak mięsożercy ignorują naukę) na początku przypomina mniej interesującą wersję artykułu Meyersa "The Moral Crusade Against Foodies" (Moralna krucjata przeciwko miłośnikom jedzenia), gdzie wymachuje on palcem recenzentom restauracji, którym bardziej zależy na przyjemnym zaspokojeniu żołądka i wspieraniu ,,humanitarnej" hodowli zwierząt niż na zrzędnym ascetyzmie i abolicjonistycznym weganizmie.

Na szczęście jednak, w dalszej części artykułu McWilliams pozbywa się naleciałości Myersa, kiedy wspomina o ewolucji. McWilliams twierdzi, że mięsożercy wyraźnie ignorują ją, skoro z uporem obstają przy jedzeniu ciał innych zwierząt, mimo znajomości początków Animal Liberation - ,,O powstawaniu gatunków" Darwina. McWilliams pisze:

  "Natura", Arystoteles napisał w Polityce: ,,...stworzył wszelkie zwierzęta dla człowieka". Dla chrześcijan, oczywiście, rola ta należała do Boga.

    Ale Darwin i Mendel, z ich teoriami ewolucji i genetyki, położyli kres tym wyrachowanym fantazjom dominacji. Uczynili to nie tylko naukowo usytuowując człowieka w tej samej kategorii co nie-ludzi (zwierzęta), ale także podważając założenie, że ludzie, jak to ujął Waldau, są "szczytem i powodem stworzenia." Dzisiaj oświeceni neo-darwiniści propagują ideę, że wspólne dziedzictwo genetyczne i często bardzo podobna struktura genetyczna między gatunkami ludzi i nie-ludzi potwierdza wzajemne powiązanie i kontinuum wszelkiego życia zwierzęcego. I to, według mnie, wszystko zmienia.

    Kiedy ludzie i 'nie-ludzkie' zwierzęta są częścią kontinuum, a nie jakościowo różną formą życia, ludzie jedzący mięso stają przed poważnym dylematem. Ciąży na nas zadanie stworzenia współczesnego uzasadnienia dla zachowania mięsożerców. Arystoteles i Genezis już nie wystarczą. Podkopując stare przekonania o  dziedzicznej wyższości ludzi nad 'nie-ludzkimi' zwierzętami, nauka ewolucji unicestwiła schemat, według którego roztropni mięsożercy od bardzo dawna usprawiedliwiali swoje postępowanie. W naszych czasach, ludzie jedzący mięso, o ile nie odrzucą współczesnej nauki, wspierają zabijanie 'nie-ludzkich' zwierząt bez najmniejszego uzasadnienia ze strony intelektualnej i etycznej.  (…)

Jednak uważam, że to McWilliams błędnie interpretuje Darwina, a nie mięsożercy. W ,,O powstawaniu gatunków" Darwin powiedział: ,,Należy wnioskować z tej analogii, że prawdopodobnie wszystkie biologiczne istoty, które kiedykolwiek żyły na tej Ziemi, pochodzą od jakiejś pierwotnej formy, która otrzymała tchnienie życia." Jeżeli Darwin miał rację, oznacza to, - zgodnie z założeniem McWilliamsa- że moralnie złe jest jedzenie czegokolwiek. (…)

McWilliams mówi, że potrzebne jest nowe uzasadnienie dla jedzenia zwierząt, skoro wiemy, że jesteśmy z nimi w genetycznym kontinuum. Ale oczywiście jesteśmy w genetycznym kontinuum także z roślinami. Na przykład,  według Standford School of Medicine, mamy 15 procent wspólnych genów z trawą gorczycy. McWilliams nieświadomie dał  argumenty ludziom wszystkożernym, którzy lubią krzyczeć: ,,A co z roślinami?" Tak więc zadaniem McWilliamsa powinno stać się określenie, w którym punkcie tego genetycznego  kontinuum możemy zacząć jeść.

Oczywiście, jakikolwiek punkt, który on wybierze, będzie arbitralny i stronniczy. Ale podpowiedzmy mu: Musi on znaleźć najwyższy odsetek genów, jakie mamy z wegańskim jedzeniem, i określić, że od tego punktu, nie możemy jeść niczego, co jest bardziej  do nas podobne.



środa, 01 czerwca 2011

Były hodowca bydła, Howard Lyman jest znanym mówcą, pisarzem i obrońcą zwierząt. Jest twórcą programu Voice for a Viable Future (Głos na rzecz realnej przyszłości), promującego organiczne wegańskie rolnictwo. Wziął udział w filmie Peaceable Kingdom: The Journey Home i jest autorem książki Mad Cowboy.

Wychowałem się na małej farmie w Montanie w latach czterdziestych, w czasach drugiej wojny światowej. Byliśmy biedni, ale ja nie miałem pojęcia, co to znaczyło. Mieliśmy wystarczająco jedzenia i dużą serdeczną rodzinę, więc świat wydawał mi się wspaniały.

Żyjąc na farmie, byłem otoczony wieloma zwierzętami. Mój pies zawsze był przy mnie, i jestem pewien, że mówił naszym językiem. Wszystkie krowy i konie miały swoje imiona, a każde z nich było wyjątkowym stworzeniem.

Dowiedziałem się, że krowa potrafi wybrać swojego cielaka spośród setek innych i nigdy się nie pomyli. Nasze konie pociągowe reagowały na słowne polecenia, tak więc bez wątpienia rozumiały, co mówimy, ale my mieliśmy problemy, by zrozumieć ich język.

Był to także czas, kiedy nikt nigdy nie kwestionował potrzeby produktów zwierzęcych w diecie. Mleko był najdoskonalszym pokarmem, i z tym zgadali się wszyscy, bez rozpatrywania czy komentarzy.

Po ukończeniu szkoły średniej postanowiłem studiować w Montana State University, aby nauczyć się nowoczesnego rolnictwa. Pokazano mi, że lepsze życie zapewniają środki chemiczne. Nigdy nie widziałem chemicznych środków, które by mi nie odpowiadały. Wyposażony w dyplom ukończenia akademii rolniczej, wróciłem do domu, żeby budować duży agrobiznes.

 Patrzę dziś z żalem na to, jak stałem się częścią przemysłu kierującego się zyskiem, zamiast zająć się zrozumieniem zwierzęcia wśród innych zwierząt. Wiele lat upłynęło, zanim pojąłem, że jesteśmy tylko częścią wszechświata, i to nie najważniejszą.

 Moje doświadczenie pomogło mi lepiej zrozumieć, co się dzieje i jakim błędem jest przekonanie, że istnieje "humanitarny" ubój. Zwierzęta mają rodziny i uczucia, i twierdzenie, że wystarczy im okazać życzliwość przed śmiercią, jest totalnym nieporozumieniem. Ludzie nie potrzebują produktów pochodzenia zwierzęcego. A kiedy spożywamy produkty pochodzenia zwierzęcego, to nie tylko zabijamy zwierzęta. Zabijamy też planetę i siebie samych.

Jestem pewien, że to zajmie jeszcze wiele lat, zanim większość ludzi zrozumie, tak jak ja, że działania, a nie słowa, są prawdziwym dowodem naszego rozumienia pojęcia „humanitaryzm”. To, jak żyję teraz, będąc absolutnym weganinem, sprawia mi ogromną radość, bo wiem, że żadne zwierzę nie musiało umrzeć, żebym ja mógł żyć.

 

Howard Lyman

 

 



niedziela, 08 maja 2011

 

John Robbins, autor przełomowej książki "Dieta dla nowej Ameryki", opisał swoje spotkanie z hodowcą, który trzymał wiele świń stłoczonych na brudnej farmie przemysłowej. Farma była bardzo zaniedbana, zwierzęta żyły w okrutnych warunkach. Widać było, że gospodarz ledwo wiąże koniec z końcem. Robbins znalazł się tam na zaproszenie gospodarza.

Na początku rozmowa była nieprzyjemna, dotyczyła warunków, w jakich żyją zwierzęta. Ale pod koniec, farmer przyznał się, że w dzieciństwie miał świnię, która była jego najlepszym przyjacielem. Razem spali, razem się bawili. Jednak, mieszkając na farmie hodowlanej, musiał podporządkować się woli swojego ojca. Zagłuszył wszelkie uczucia i kontynuował rodzinną tradycję, w bardziej nowoczesny sposób, na farmie przemysłowej. 

Po rozmowie, Robbins opisał m. in. jego historię, farmę i bezduszne traktowanie zwierząt w książce 'Dieta dla nowej Ameryki'. Wysłał mu także kopię tej książki. Po przeczytaniu, hodowca zdecydował się z tym skończyć.  Napisał w liście do Robbinsa, że książka pokazała mu w jaśniejszy sposób,  że to, co robił, było złe. Sprzedał farmę świń, kupił małą organiczną farmę i uprawia organiczne warzywa. Ma u siebie 10 świń, które żyją swobodnie.  Nie zabija ich. Podpisał kontrakt z kilkoma okolicznymi szkołami i uczniowie przyjeżdżają na farmę na wycieczki w ramach programu pet-a-pig (pogłaszcz-świnię). Bawią się ze świniami i dowiadują się, jak inteligentne są te stworzenia. W dodatku, powodzi mu się nieco lepiej.

 

Pełna historia opisana jest na stronie: www.johnrobbins.info



wtorek, 03 maja 2011

 

7. Ile kosztują twoje usługi? Czy masz jakieś zniżki?

Za godzinę biorę $81 - za sesję na odległość. W tej opłacie wliczone jest uzdrawianie. Jeśli w domu jest kilka zwierząt, liczę $54 za każde następne. Domowe wizyty kosztują od $135, zależy od lokalizacji. Za zgubione zwierzę biorę $108. Wliczone w to są badania radiestezyjne, aby sprawdzić kierunek i odległość. Podczas imprez publicznych oferuję krótką sesję za minimalną opłatę, czasami za darmo dla organizacji ratującej zwierzęta. Zaproszono mnie kiedyś na zdarzenie w Pensylwanii. Rozmawiałam z około 50 zwierzętami w ciągu 2 dni. Każda sesja trwała 15 minut za dużo niższą cenę. Uzdrawiam także ludzi. Opłaty są różne, można je znaleźć na mojej stronie.

8. Dlaczego uważasz, że komunikowanie się ze zwierzętami jest wartościowe?

Komunikowanie się ze zwierzętami otwiera serca i jest pomostem między nami. Mniej zwierząt byłoby oddawanych, porzucanych w schroniskach czy uśpionych, jeśli ludzie rozumieliby, dlaczego „źle się zachowują” i uwierzyli, że te problemy można rozwiązać. Komunikowanie się ze zwierzętami pomaga nam zobaczyć, jak głębokie mają myśli i uczucia, co pokazuje ich wrażliwość i świadomość. Nie możemy się wtedy nie zmienić. Uświadomienie sobie, że nie jesteśmy jedynymi uczestnikami na tej Ziemi, budzi szacunek i wdzięczność wobec całego życia i pogłębia nasze współczucie wobec nas samych i innych. Kiedy rozumiemy, że nie jesteśmy lepsi od innych form życia, zmienia się nasze nastawienie.

Wiemy, że nie żyjemy oddzielnym życiem, ale że życie jest splecione pajęczyną karmy. Nasze wybory mają wpływ na innych. To, co jemy, ubieramy i kupujemy ma wpływ na życie innych.

Komunikowanie się ze zwierzętami pomaga nam uzdrowić się i ewoluować. Zaczynamy zwracać większą uwagę na nasze myśli i działania, kiedy zauważamy, jak nasza negatywność, złość, lęki i stres wpływają na zachowanie i zdrowie naszych zwierząt. Kiedy zwierzęta odzwierciedlają nasz emocjonalny balans, a my uczciwie przyjrzymy się temu zjawisku, możemy rozwinąć się i zmienić na lepsze.

Odkryłam, że wszelkie życie ma świadomość i jest chętne do komunikowania się z nami i że wszystkie istoty, nawet najmniejsze owady chcą wieść życie pozbawione cierpienia i zasługują na to. One wcale nie różnią się od nas. Umiejętność komunikowania się ze zwierzętami pozwoli nam na podstawowe komunikowanie się ze wszelkim życiem.

9. Czy uważasz, że weterynarze włączyliby tę technikę komunikowania się do procesu leczenia, jeśli byłaby ona pomocna?

Absolutnie. Większość weterynarzy przewraca oczami, ale holistyczni weterynarze już to stosują. Zwierzęta mogą nam powiedzieć, jak się czują, co je boli i czy lekarstwo działa. Mój kot Bootsie powiedział mi, że pali go gardło. Kaszlał, kiedy weterynarz skanował mu gardło. Powiedziałam, że coś jest nie w porządku. Po sześciu wizytach u dwóch weterynarzy, zapewniono mnie, że niegroźny polip w gardle jest powodem problemów Bootsie. Okazało się, że to był rak. Dowiedziałam się za późno. Bootsie umarł. Nie zauważyłam, jak bardzo chora jest moja kotka Ertha i za późno zadziałałam. We śnie pokazała mi kałużę jej krwi. Miała zaawansowaną cukrzycę i białaczkę. Zwierzęta są bardzo zestrojone ze swoim ciałem. Taka informacja pomoże podczas każdej wizyty u weterynarza.

10. Czy potrafisz komunikować się ze zwierzętami, które już odeszły?

Tak, to działa tak samo. Wygląda na to, że przejście z życia na druga stronę jest dość łagodne.

Dlatego, kiedy szukamy zgubionych zwierząt, trudno jest określić, czy one są nadal w tym ciele. Zgubiona norka pokazała mi pole pięknych kwiatów, powiedziała, że jest szczęśliwa, że je i biega, i że jest tam tyle miejsca.

Za pomocą różdżki oceniłam, że jest 15 minut na południe od jej domu. Jej ludzie skierowali się na południe i znaleźli jej martwe ciało. Nie miałam pojęcia, że rozmawiałam z jej duszą. Widocznie norka także nie uświadomiła sobie, że jest martwa. My nie jesteśmy tym ciałem. Nasz fizyczny umysł umiera, ale nasza świadomość, nasza jaźń nadal trwa.

Miałam też inne podobne doświadczenia i napisałam książkę na temat zwierząt, śmierci i oświecenia, która niedługo zostanie wydana. Nie wiem, co dzieje się po śmierci, ale zwierzęta, które odeszły, pokazały mi różne krajobrazy i różne rodzaje aktywności, w jakich biorą udział. Wygląda na to, że kontynuują swoją podróż, mają swoje zadania i lekcje, których się muszą nauczyć. Nie myślę, że my naprawdę umieramy. Jedynie zrzucamy to ciało, tak jak zdejmujemy za ciasne buty. Zawsze tutaj jesteśmy. Jesteśmy energią – duchowymi istotami, które przyjęły fizyczną formę na krótki czas.

 

03:36, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
poniedziałek, 02 maja 2011

 

W jaki sposób wiemy, że ktoś mówi nieprawdę? Wyczuwamy jego energię i intencje. Ile razy zdarzyło wam się pomyśleć o kimś, i za chwilę ta osoba do was zadzwoniła? Czasami wchodzicie do pokoju i od razu czujecie się dobrze lub nieprzyjemnie, ponieważ wyczuwacie pewną energię. Nasz język zawiera dużo więcej niż słowa. Wszyscy mamy zdolności jasnowidzenia. Po prostu musimy wzmocnić ten automatyczny intuicyjny muskuł, pamiętać o nim w codziennym życiu i używać go.

3. Czy możesz podzielić się z nami swoją ulubioną historią?

 Pewna suczka przez całą sesję patrzyła z miłością w oczy swojej opiekunki. Zwierzęta czują ulgę, psy z wdzięczności liżą mnie po twarzy, kiedy wiedzą, że ich myśli w końcu dotarły do ich osoby. Ludzie zwykle są zaskoczeni, kiedy rozumieją, że ich własne myśli i emocje przyczyniają się do problemu. Pracowałam z agresywnymi zwierzętami, które atakują ludzi lub walczą z innymi. Ich opiekunowie musieli świadomie powstrzymać się od kłótni i zachowywać spokój w obecności zwierzęcia. Niektórzy ludzie musieli zmienić swoje usposobienie.

Jeden pies przestał bawić się i biegać w parku, ponieważ jego opiekun był w depresji.

Inna osoba była zaskoczona, że jej kot tęsknił za poprzednim mieszkaniem, za słonecznymi oknami i wybiegiem na zewnątrz… z tego właśnie powodu obsikiwał meble. Ta osoba teraz wyprowadza tego kota na spacery (ja nie miałam pojęcia, że ona się przeprowadziła, dopiero jej kot mi powiedział) i kot znowu załatwia się w swojej kuwecie.

Zwierzęta nie są złośliwe. Desperacko starają się, żeby je usłyszeć. Jak Bernie, pies, który bezustannie wył, kiedy jego opiekun, John, szedł do pracy. Bernie powiedział mi: „To jest nie do zniesienia. Tutaj jest tak ciemno!” John odsłonił wszystkie okna. Bernie mógł wyglądać na zewnątrz i nigdy już nie wył.

Moją ulubioną jest historia o tym, jak kiedyś przyjaciółka poprosiła mnie o zaopiekowanie się jej psem, kotami i 6 dwumiesięcznymi kociakami. Byłam w kuchni i myłam naczynia, kiedy już wszyscy zjedli. Jeden kociak wpatrywał się to w lodówkę, to we mnie, i miauczał nieprzerwanie. Zapytałam, o co mu chodzi, ale nie usiadłam, żeby go wysłuchać. Po następnych 10 minutach miauczenia, zapytałam ponownie, ale tym razem zamknęłam oczy, żeby go ‘usłyszeć’. Kociak wysłał mi obrazek swojej siostry w lodówce! Otworzyłam lodówkę i oczywiście, wypadł z niej kociak, trochę zawiany, ale zdrowy. Jeśli zignorowałabym to miauczenie i otworzyła lodówkę rano… uff…

4. Wolisz komunikować się ze zwierzętami młodszymi czy starszymi?

To nie ma znaczenia. Komunikujemy się tak samo.

 5. Czy wolisz komunikować się z jakimś gatunkiem zwierząt? Na przykład wolisz koty, psy czy konie? Czy rozmawiasz też z płazami?

 Wszystkie gatunki są tak samo inteligentne i mają coś do powiedzenia. Nie mam preferencji. Paw, który się zgubił, opisał mi okolicę, w której wylądował. Rozmawiam z dzikimi zwierzętami, z jaszczurkami, żółwiami, rybami, a nawet z owadami. Mówię do nich, a one pozwalają mi, żebym je podniosła i wypuściła na zewnątrz. Mucha nawet pozwoliła mi, żebym ją (jego?) pogłaskała. Rój pszczół przekazał mi kiedyś bardzo ważną wiadomość. Chociaż większość moich klientów to ssaki, kiedy rano chodzę po górach, to rozmawiam z każdym, kogo spotkam na mojej drodze.

6. Jak wyglądają twoje usługi? Czy przychodzisz do czyjegoś domu? Czy należy przynieść zwierzę do ciebie? Czy komunikujesz się z nimi na żywo?

Mogę przyjść do twojego domu, albo możesz mi przysłać emailem zdjęcie twojego zwierzaka i ja będę z nim pracować na odległość. To też działa! Myśli to jest energia, a energia nie ma granic. Przeważnie pracuję na odległość. Tak samo z uzdrawianiem, ponieważ większość moich klientów jest z innego stanu. I oczywiście, kiedy szukam zaginionych zwierząt, to pracuję z domu.

W ramach moich usług daję też ogólną diagnozę,  robię skanowanie ciała w celu odkrycia fizycznych dolegliwości oraz balansowanie/czyszczenie czakramów. Potem bezpośrednio komunikuję się ze zwierzęciem i uzdrawiam je, jeśli to jest potrzebne. Łączę reiki z kilkoma innymi energetycznymi i duchowymi metodami uzdrawiania. Komunikuję się ze zwierzętami podczas publicznych występów, zgromadzeń, przyjęć i festiwali, ale wolę to robić w zaciszu mojego domu.

cd. jutro

06:41, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
niedziela, 01 maja 2011

 

Dzisiaj pierwszy fragment wywiadu z Dexter Del Monte, która profesjonalnie komunikuje się ze zwierzętami. Dexter jest weganką.

 

1. Od jak dawna komunikujesz się ze zwierzętami?

 Zawodowo od 2000 roku. Wcześniej słyszałam moje koty, ale nie wierzyłam, że to jest możliwe, i nie dopuszczałam tego do siebie.

Kiedyś bezmyślnie chodziłam po całym domu, szukając ołówka, kiedy mój kot Bubby powstrzymał mnie przed nadepnięciem na niego. Usłyszałam w umyśle jego głos. Krzyczał tak, że się przestraszyłam. Innym razem, kiedy go głaskałam, przesłał mi w myślach obrazek, na którym miał kłopoty z wysikaniem się. Dwa dni później miał problemy z pęcherzem i musieliśmy natychmiast jechać do weterynarza.

Następnie we śnie mój kot Yudi powiedział mi o problemach zdrowotnych innego kota. I to było absolutnie zgodne z prawdą!

Zrozumiałam, że możemy otrzymywać takie myśli na tych wszystkich poziomach. Zwierzęta starają się do nas dotrzeć w każdy możliwy sposób. Jeśli chodzi o mnie, to słyszałam ich myśli zupełnie niespodziewanie, kiedy mój umysł był zrelaksowany. Możliwość rozmawiania ze zwierzętami intrygowała mnie. Przeczytałam książkę Penelopy Smith, praktykowałam na moich kotach, a później uczyłam się u niej i u innych nauczycieli.

 2. Jak komunikować się ze zwierzętami?

 Wyciszając swój umysł i otwierając swoje serce. Jest to wizulany język, skoncentrowany na sercu. Zwierzęta słyszą nasze myśli i czują, jakie mamy intencje, ale najczęściej myślą obrazami i wtedy widzimy te obrazy w naszym umyśle. Tak więc, kiedy zadajemy zwierzętom pytanie, czy kiedy chcemy im coś powiedzieć, zaczynamy poprzez załączenie do naszej myśli obrazka.

Na przykład: chcemy wiedzieć, czy Boo Boo jest spragniony. Pytamy albo w myślach albo na głos: „czy chce ci się pić?” i wyobrażamy sobie miskę z wodą. One absolutnie to rozumieją. Wyzwaniem jest otrzymanie odpowiedzi. Sami sobie przeszkadzamy, zbytnio myśląc, analizując i wątpiąc w ten proces. Tak naprawdę, to słyszymy nasze zwierzęta cały czas, ale tego sobie nie uświadamiamy. Nagle myślicie o tym, żeby wyprowadzić swojego psa, a on już jest przy drzwiach. Usłyszeliście go. Kluczem jest nie robienie tego na siłę. Po prostu zrelaksujcie się i zwracajcie uwagę na obrazy i myśli, które powstają w waszym umyśle, i na odczucia w waszym ciele. Dzięki praktyce, coraz łatwiej wam będzie rozróżnić, które myśli są wasze, a które ich. Ich myśli zazwyczaj są prostolinijne i szczere. Każdy może się tego nauczyć. Telepatia jest naszym naturalnym językiem. Każdego dnia nawiązujemy bezsłowne konwersacje. Odczuwamy i reagujemy na odczucia i emocje innych, a otrzymujemy informacje poprzez ich gesty i wyraz twarzy.



wtorek, 26 kwietnia 2011

 

Nawet jeśli prawdziwi mężczyźni kiedyś jedli mięso, to już tak nie jest. Legendarny mistrz olimpijski Carl Lewis jest weganinem. Były mistrz świata wagi ciężkiej Mike Tyson jest weganinem. Andre 3000 z Outkast jest weganinem. W Austin oddział strażaków przeszedł na weganizm. Ale poza słynnymi ludźmi, którzy zostali weganami z powodów etycznych lub zdrowotnych, niezaprzeczalnym faktem jest, że jedzenie mięsa nie zwiększa libido czy płodności – a dieta wegańska ich nie obniża.

4. Weganie bardziej troszczą się o zwierzęta niż o ludzi.

Weganizm jest ruchem społecznej sprawiedliwości, obejmującym kwestie zwierząt, ale również wiele spraw dotyczących ludzi. Weganie dokonując swojego wyboru żywności, biorą pod uwagę środowiskowy koszt produkcji mięsa i nabiału, kryzys zdrowotny społeczeństwa powiązany z otyłością oraz, jak Eric Schlosser zauważył w Fast Food Nation, złe warunki w rzeźniach, w których pracownicy mają więcej wypadków niż w jakiejkolwiek innej branży.

W rzeczywistości, przestrzeganie diety wegańskiej przez jeden dzień w tygodniu zmniejsza nasz udział w emisji gazów cieplarnianych bardziej niż spożywanie produktów lokalnych przez cały tydzień.

Koszt gospodarczy zaćmiewa systematyczne okrucieństwo wobec zwierząt nagrywane ukrytą kamerą na farmach przemysłowych. Jedzenie bydła karmionego ziarnem powoduje zwyżkę cen kukurydzy; wysokie ceny były przyczyną zamieszek żywnościowych w 2008 na Haiti, w Bangladeszu, Egipcie i w innych krajach. Uprzemysłowiona produkcja mięsa pozwala na skażenie żywności niebezpiecznymi bakteriami, takimi jak salmonella. A leczenie pokolenia wychowanego na tanich Big Macach będzie finansowym wyzwaniem dla Medicaid (bezpłatna opieka zdrowotna dla ludzi ubogich).

Troska o zwierzęta oznacza także troskę o ludzi.

5. Bycie weganinem jest drogie i niewygodne.

Spróbujcie być na wegańskiej diecie przez jeden dzień i zobaczycie, co się stanie. Czy tak trudno jest zastąpić sos mięsny sosem pomidorowym? Kupić pizzę z mnóstwem warzyw zamiast z mięsem i serem? Przyrządzić sobie dużą sałatę z cieciorką zamiast z indykiem? Zamówić wegańskie danie w jakiejkolwiek etnicznej restauracji, bogatej w wegańskie potrawy – etiopskiej, tajskiej, wietnamskiej, chińskiej czy włoskiej?

Jednym z powodów, że razem z Patti Breitman napisałyśmy Jak odżywiać się jak wegetarianie, nawet jeśli nigdy nie chcieliśmy nimi być, było pokazanie ludziom, jak łatwo jest być weganami. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do jednostajnej diety opartej na wołowinie, kurczakach i wieprzowinie, weganizm może poszerzyć wasze opcje. Zaczniecie odkrywać różne sposoby przyrządzania tofu, seitana, tempehu i proteiny sojowej – z większą ilością zieleniny, ziarna i fasoli. W niektórych częściach kraju może jest trudniej kupić te produkty niż hamburgery czy polędwicę, ale niekoniecznie są one droższe. A jeśli są, to mogą jednak obniżyć koszty medyczne w przyszłości.

 

Nie-weganie uważają, że zmiana jest trudna. Brak zmiany jest jeszcze trudniejszy.

 

sexualpoliticsofmeat@gmail.com

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

 

 

Poniżej tłumaczenie artykułu Five myths about vegans, napisanego przez Carol J. Adams (amerykańską pisarkę, feministkę i działaczkę na rzecz obrony praw zwierząt), opublikowanego w gazecie Washington Post. Carol J. Adams jest autorką książek The Sexual Politics of Meat (Seksualna polityka mięsa) (1990) i The Pornography of Meat (Pornografia mięsa) (2004)

 

 

Mimo że były prezydent Bill Clinton nie jest w zasadzie weganinem, to kiedy w zeszłym roku przyjął dietę roślinną, bez mięsa oraz nabiału, i zrzucił 12 kg nadwagi – to informacja ta ukazała się na czołówkach gazet jako oznaka niedużego, ale rosnącego trendu. Tylko 3.2% Amerykanów jest wegetarianami, a jedynie 0.5% powiewa flagą wegańską, eliminując wszelkie produkty odzwierzęce ze swoich kuchni i szaf.

Ale czy weganizm jest zdrowy? Oznacza zniewieścienie? Jest trudny? Schudnijmy na tej osobliwej diecie.

Rozprawmy się z mitami na temat weganizmu

 

1. Weganie mają problemy z uzyskaniem wystarczającej ilości białka.

"A skąd bierzesz białko?" to chyba najczęstsze pytanie zadawane weganom.

Ale białko wcale nie musi pochodzić od zwierząt. Białko roślinne nie jest ani niepełne, ani niewystarczające – jest ono bogate w błonnik, ma niską zawartość tłuszczu i nie zawiera cholesterolu.

Białko zwierzęce nie zawiera błonnika, ma wysoką zawartość tłuszczu oraz cholesterolu i jest powiązane ze zwiększonym ryzykiem chorób serca, ubytku wapnia z kości i słabszej wydolności nerek.

Dietetycy zgadzają się, że dorośli, którzy konsumują około 2000 kalorii dziennie, powinni otrzymać około 50 g białka. Jak to wygląda w wegańskiej diecie? Cóż, pół szklanki cieciorki zawiera 6 gramów białka. Pół szklanki twardego tofu zawiera 20 gramów. Wegeburger ma około 15 gramów. 50 gramów otrzymamy dość szybko bez klopsów czy boczku.

Każda dieta wegańska, składająca się z różnorodnych pokarmów roślinnych, zawiera wystarczające ilości białka. Odnosi się to do dorosłych, nastolatków i według pediatry Benjamina Spock, nawet do dzieci. Dietetyczki Brenda Davis i Vesanto Melina wyjaśniły to w książce "Becoming Vegan", a odpowiedź na to często zadawane pytanie brzmi: "ze wszystkich roślin, jakie jem."

 

2. Weganie mają niezliczone zasady odnośnie tego, co można jeść.

Według wegan, to właśnie mięsożercy mają mnóstwo ograniczeń. W Stanach Zjednoczonych, ludzie jedzą krowy, ale nie jedzą koni. Jedzą kury, ale nie jedzą kotów. Natomiast dla Hindusów w Indiach, krowy są święte, a na Filipinach i w Korei, piesek Lassie znajduje się w menu. Niektóre religie zakazują jedzenia świń, podczas gdy inne nie. W obliczu tych najróżniejszych, często sprzecznych norm, weganie mają tylko jedną zasadę:

My celowo nie jemy, nie używamy ani nie zakładamy nic, co pochodzi od zwierząt – czy to jest mięso, skóra, jajka, mleko, wełna, jedwab czy też miód.

Jeśli wygląda na to, że weganizm potrzebuje instrukcji obsługi, to tylko dlatego, że martwe zwierzęta pojawiają się w zupełnie nieoczekiwanych miejscach. Większość słodkich pianek (marshmallow) zawiera żelatynę, produkowaną z kości zwierząt. Podobnie kapsułki żelatynowe i błona fotograficzna. Placki owocowe firmy Hostess (ale nie Little Debbie) zawierają tłuszcz wołowy. Chusteczki do suszarki także zawierają tłuszcz zwierzęcy. Pasta do zębów może zawierać mąkę kostną. A w szamponie może znaleźć się białko jaj kurzych.

Oczywiście, lista ta nie ma końca. Ale obecnie duże sklepy sieciowe oferują więcej 'wegano-przyjaznych' produktów niż kiedykolwiek. W 2011 r. nie jest trudno stosować się do prostego ideału weganizmu: wyrządzajmy jak najmniej krzywdy.

 

3. Weganizm oznacza zniewieścienie - prawdziwi mężczyźni jedzą mięso.

W 1990 napisałam książkę pod tytułem "Sexual Politics of Meat" (Seksualna polityka mięsa), aby rozprawić się z pomysłem, że jedzenie mięsa zwierząt daje siłę i męskość. Mit ten nabrał rozpędu, kiedy w 1960 antropolodzy Desmond Morris i Robert Ardrey ogłosili, że obecny rozwój cywilizacji zaczął się, "kiedy mężczyzna został myśliwym”. Dzisiejsze kampanie handlowe - od reklamy Burger Kinga I am Man (Jestem mężczyzną) po reklamę auta Hummer, która sugeruje, że mężczyzna kupujący tofu musi „odzyskać równowagę", kupując ogromny samochód – wzmacniają ten mit. Nawet Michael Pollan, który szczegółowo opisuje polowanie na dziki w książce "Omnivore's Dilemma” (Dylemat wszystkożercy) pada ofiarą idei, że ludzie muszą być drapieżni: "Wędrówka z naładowaną strzelbą w nieznanym lesie pełnym oznak zdobyczy, jest porywająca."  To, co Pollan widzi jako dylemat, my uważamy za decyzję.

jutro cd.


wtorek, 05 kwietnia 2011

Tłumaczenie fragmentu artykułu z washingtonpost.com

 

W kafejce Java Green Cafe w pobliżu Farragut Square, Brian Greene opowiada o swojej pracy i o swojej nowej książce, w której omawia możliwość istnienia alternatywnych wymiarów i równoległych wszechświatów.

Greene, amerykański fizyk, znany zwolennik teorii superstrun, zdobył sobie wielu fanów. Jest jednym z najbardziej znanych fizyków teoretycznych na świecie. Specjalizuje się w super-skomplikowanej dziedzinie teorii superstrun, zdobył stopnie naukowe na uniwersytetach Harward i Oxford, jest autorem czterech książek i jednym z niewielu ludzi na świecie, który ma liczbę Erdősa-Bacona, co oznacza, że miał związek z węgierskim matematykiem Paulem Erdősem i aktorem Kevinem Baconem.

Tak więc naturalnie rozmawiamy o serze.

„Czy jadłaś tę wegańską pizzę z wegańskim serem z Whole Foods?” – pyta mnie uprzejmie fizyk teoretyczny. Dobrze zbudowany, z brązowymi włosami, jest przystojny i delikatny jak na naukowca. „Nie topi się dokładnie jak prawdziwy ser, ale wystarczająco, żeby przywrócić nam wspomnienie.”

Oboje jesteśmy weganami, albo raczej on jest weganinem, a ja prawie, i jak to zwykle, kiedy dwoje wegan się spotyka, tak jak teraz my w wegetariańskiej Java Green Cafe – konwersacja zwraca się w stronę sera: czy jest ohydny czy też ohydny ale smaczny, czy ktoś za nim tęskni czy też nie, albo tęskni, ale udaje, że nie. Takie jest prawo naukowe.

Jest to też dla mnie okazja, żeby odejść od tematu, na który powinniśmy rozmawiać – „The Hidden Reality” (Ukryta rzeczywistość) –  nowa książka Greene’a, która omawia możliwość istnienia alternatywnych wymiarów i równoległych wszechświatów. Mimo że Greene, który jest wykładowcą na uniwersytecie Columbia, napisał tę książkę tak, aby była przystępna, to jednak występują w niej takie określenia jak „inflacja kosmologiczna”.

Nabierzmy sił, zanim zaczniemy rozmawiać o inflacji kosmologicznej. Zamówiliśmy wrap z grzybami i tofu, sałatkę z mango i jarmużem, sok Izze i napój ze sfermentowanej herbaty, który cuchnie jak stare skarpety - a zamówiliśmy go tylko dlatego, że nazywał się „kosmiczne żurawiny”.

To już był znak.

Zacznijmy od wyjaśnienia definicji "wszechświata" –  wszechświat to jest cały kosmos, wszelka materia. Ale książka Greene'a skupia się na koncepcji wielu wszechświatów, czyli "wieloświatów". Wydaje się, że jest to błąd logiczny.

"Większość ludzi zna teorię wielkiego wybuchu", mówi Greene. Ale istnieje też teoria, że "wielki wybuch nie był jednorazowym wydarzeniem.... Mogło być wiele innych wielkich wybuchów w kosmosie, co oznaczałoby, że nasz wszechświat jest tylko jednym z wielu."

Wskazuje na sfermentowany skarpetkowy sok i na bąbelki unoszące się na jego powierzchni.

"Czy widzisz, jak te bąbelki w siebie uderzają? Każdy z tych innych wszechświatów jest jak spieniony bąbelek, który powstał podczas wielkiego wybuchu tego wszechświata."

Tak więc te inne wszechświaty wpadają na nas cały czas, i... - "Nie do końca", mówi, ponownie rozważając to porównanie. "Bardziej to przypomina szwajcarski ser".

Wegański ser?

"Nie wegański ser. To nie byłoby dobre porównanie. Prawdziwy szwajcarski ser.” Różne wszechświaty przypominają dziury w serze. Kiedy ser rośnie, one też rosną.

Ser jest inflacyjnym multiwszchświatowym modelem, ale Greene ma kilka innych przykładów na to, w jakim to równoległym wszechświecie żyjemy ("Sliders"? "Sliding Doors"? "The X-Files"? The truth is out there).

W "The Hidden Reality" każda koncepcja jest ilustrowana przykładami z codziennego życia, co sprawia, że książka ta, jeśli nie jest przystępna, to przynajmniej nie powoduje migreny.

Kiedy otwieramy i czytamy książkę Briana Greene czujemy się najinteligentniejszymi osobami na całym świecie, ale kiedy ją zamykamy, nie mamy pojęcia o czym ona mówi. (…)


środa, 23 marca 2011

Tłumaczenie artykułu Born to be a vegan

 

 

Wcale nie trudno jest zostać wegetarianinem, jeśli spotkacie wegańskiego eksperta Susianto.

Najpierw, 43-letni koordynator organizacji International Vegetarian Union w regionie Azji i Pacyfiku przedstawi wam górę naukowych danych z renomowanych instytucji, które pokazują, że wegetarianizm jest korzystny dla zdrowia.

Poza tym, będąc przez połowę swojego życia wegetarianinem, Susianto jest żywym dowodem, że jedzenie roślin i nie jedzenie mięsa czyni cuda dla ciała i wyglądu.

Rzeczywiście, podczas niedawnego wywiadu dla Jakarta Post, skóra Susianto była zdrowa i jasna, nie wyglądał na swój wiek.

Ukończył właśnie doktorat na Uniwersytecie Indonezyjskim, prowadząc badania nad tempehem. Jest wegetarianinem od 23 lat. Przestał jeść mięso, kiedy studiował w Yogyakarcie, na wydziale chemii na Uniwersytecie Gadjah Mada.

"Zostałem wegetarianinem na drugim roku. W tym czasie przeprowadzałem analizy żywności i odkryłem wiele toksycznych substancji w mięsie." powiedział Susianto.

"Bycie wegetarianinem może wydłużyć twoje życie.” – kontynuował.

"Spójrz na to, co dzieje się z weganami z Hunzy w Pakistanie, którzy żyją średnio ponad 100 lat, w porównaniu do Eskimosów, których długość życia jest znacznie krótsza, bo jedzą mięso na co dzień."

Dzięki jego wiedzy na temat chemii żywieniowej i zdrowia publicznego, Susianto rozumie, dlaczego tak się dzieje. "Mięso wytwarza kwasy, które są szkodliwe dla organizmu, natomiast rośliny produkują coś przeciwnego." - powiedział, cytując kilka zaufanych źródeł, w tym międzynarodowych naukowców i ekspertów wegańskich.

Rozumiejąc, jak szkodliwe mogą być produkty mięsne i ich pochodne, Susianto postanowił jeszcze bardziej ograniczyć swoją dietę i został weganinem, czyli przestał spożywać także jajka i nabiał.

"Ludzie, którzy jedzą mięso i palą, mają 70 procent szans na zawał serca, a 50 procent szans, jeśli nie palą. Następnie, ryzyko zmniejszy się nieznacznie do 39 procent, jeśli są wegetarianami, a spada do 14 procent, jeśli są weganami.” – wyjaśnił człowiek, który został weganinem w 2006 r.

Susianto jest gorącym zwolennikiem weganizmu. Dla autora książki pt. "Cud Weganizmu” (The Miracle of Vegan) życiową misją stało się przekonywanie ludzi, aby zrezygnowali z niezdrowej diety i zaczęli nowe życie jako wegetarianie, a może nawet weganie.

Najpierw zaczął szerzyć to w swojej rodzinie. "Moja mama przeszła na wegetarianizm razem ze mną. Moje pierwsza córka jest weganką od 10 roku życia. Na początku wszyscy w mojej rodzinie zostali wegetarianami, ale kiedy ja zostałem weganinem, wszyscy poszli w moje ślady, także moja żona. Nawet urodziła nasze drugie dziecko jako weganka." – zwierzył się Susianto, który uważa, że jego 11-miesięczne niemowle Vegania Paramita jest jak do tej pory jego najwyższym osiągnięciem w kwestii weganizmu.

"Teraz mogę udowodnić, że weganizm jest w porządku dla kobiet w ciąży. Popatrz, jaka ona jest zdrowa." - powiedział, wskazując na zdjęcie małego dziecka z pulchnymi policzkami na ekranie telefonu komórkowego.

Następnie dyrektor organizacyjny Indonezyjskiego Towarzystwa Wegetariańskiego zaczął rozpowszechniać tę wiedzę wśród swoich współpracowników i wykładowców na uniwersytecie.

"Oni już wiedzieli, że mięso nie jest dobre dla zdrowia, ale nie zmienili swoich nawyków żywieniowych, dopóki nie spotkali mnie." - powiedział, mówiąc o wykładowcach na Uniwersytecie Indonezyjskim.

Jego zaangażowanie w sprawę popularyzacji weganizmu było bardzo widoczne w jego wywiadzie. Zabrał nas na lunch do wege restauracji. Niemal przez godzinę mówił o tym, jakie zalety ma dieta wegańska, pokazując równocześnie wszystkie dane na ten temat na swoim laptopie.

Również zdemaskował kilka mitów na temat diety na bazie roślin, powołując się na najnowsze badania i analizy.

"Najlepszym źródłem wapnia jest sezam, nie mleko, a najlepsze proteiny otrzymasz z tempeh, nie z mięsa" – powiedział. Przy okazji też wtrącił do naszej dyskusji kilka dowcipów.

"Jeśli mąż chce, żeby żona przestała go policzkować, powinien ją karmić tempehem” – powiedział – ponieważ udowodniono, że tempeh neutralizuje wahania nastroju u kobiet w okresie menopauzy.

Mimo że wydaje się, że wie wszystko na temat wegetarianizmu, i nauczył się na pamięć wszystkich danych i analiz, to wcale nie brzmi jak kaznodzieja, i prowadzi konwersację na swój ulubiony temat w sposób przyjemny i lekki.

Ale Susianto nie jest tylko rozrywkowym człowiekiem. Pracuje ciężko i chce mieć wszystko zorganizowane i zaplanowane.

"Skończyłem studia doktoranckie w ciągu dwóch i pół roku, dzięki temu, że wszystko sobie zaplanowałem."

A jakie ma dalsze plany? Susianto chce wydać swoją trzecią książkę pt. "Cud Tempehu” (The Miracle of Tempeh), która oparta będzie na wynikach jego pracy doktorskiej.

Podczas wywiadu powiedział, że osiągnął punkt, w którym wszystko w jego życiu jest związane z wegetarianizmem.

 

"Moim przeznaczeniem było zostanie weganinem.” - powiedział Susianto, który urodził się 1 października. 1 października  jest Światowy Dzień Wegetarianizmu.

Jego kolejnym wyzwaniem jest rozpowszechnianie informacji na temat zdrowych nawyków żywieniowych wśród ludzi.

"To będzie wyzwaniem dla ludzi, którzy nie mają silnej woli. Jeśli masz silny charakter, to [zostanie wegetarianinem] nie będzie problemem."


czwartek, 10 marca 2011

Artykuł na stronie wydawałoby się proekologicznej, zatytułowany Ekoterroryzm – nowe zagrożenie, wywołał we mnie najpierw uczucie gniewu, a następnie bezsilności. Jedyny uzasadniony punkt w tym artykule, to data 11 września 2001. Nie chcę się wdawać w spekulacje, kto jest odpowiedzialny za atak na Twin Towers w Nowym Jorku. Jedno jest pewne, była to wspaniała okazja, aby kongres amerykański zatwierdził kilka bezprecedensowych aktów zniewolenia i represji wobec własnego społeczeństwa, mimo że społeczeństwo to nie było odpowiedzialne za żaden akt terroryzmu. Tak – terroryzm – w imię walki z terroryzmem pozwolono na zakładanie podsłuchu, czytanie prywatnych maili, dokładne przeszukiwanie walizek i przemoc wobec pasażerów na lotniskach, a także właśnie w ramach walki z terroryzmem rząd nareszcie mógł rozprawić się z ruchami, które zagrażają interesom grup uprzywilejowanych (przemysł naftowy, mięsny, mleczny, giełda). W ostatnich latach duża liczba ekologów i obrońców praw zwierząt trafiła do więzień. Siedzą za kratkami z wyrokami do kilkunastu lat, czyli wyższymi niż przestępcy i gwałciciele.

Na przykład, 4 marca odbyła się rozprawa sądowa przeciwko Tim’owi DeChristopher’owi. Ława przysięgłych uznała go winnym dwóch przestępstw. Nic dziwnego, ponieważ sędzia uniemożliwił przedstawienie argumentów obrony. Tim otrzymał wyrok 10 lat więzienia i 750 000 dolarów kary. (link)

Za co?

W ostatnim miesiącu administracji Busha, Departament Spraw Wewnętrznych próbował szybko sprzedać umowy na wynajem kilkudziesięciu państwowych działek z zezwoleniem na wiercenie ropy. Wiedząc, że administracja Obamy na to nie pozwoli, Departament starał się sprawę zakończyć jak najszybciej, organizując aukcję.

Ekolog i działacz na rzecz zatrzymania zmian klimatu Tim DeChristopher brał udział w proteście organizowanym na zewnątrz aukcji. Wg artykułu w Grist: "DeChristopher nie zaplanował tego dnia. Przyjechał na miejsce bezpośrednio po zajęciach. Licytatorzy zapytali go, czy chciałby wziąć udział w aukcji. Z szybkim refleksem odparł: Tak, chciałbym."

Jak owca w wilczym przebraniu przelicytował naftowych baronów i zdobył 22 500 hektarów najlepszych działek.

Oczywiście, nie miał 1.800.000 dolarów, aby za nie zapłacić, co wcale mu nie przeszkadzało. On nie chciał wiercić ropy, chciał się tylko upewnić, że TAMCI faceci też tego nie będą robić.

Takie sprawy zdarzały się już wcześniej, w ciągu lat, 25 licytujących nie miało pieniędzy na zapłacenie za wylicytowane działki, i kiedy przychodził czas na uiszczenie opłat, rezygnowali ze swoich obligacji. To przecież jest tylko biznes.

Ale najwyraźniej Departament Sprawiedliwości traktuje zaangażowaną młodzież inaczej niż spółki naftowe - naprawdę? Postanowiono pozwać DeChristopher’a do sądu na podstawie niejasnego, rzadko używanego prawa.

Jak bardzo zwariowane jest to oskarżenie?

77 wynajmowanych działek znajdowało się na obszarach w pobliżu parków narodowych Arches i Canyonlands oraz Dinosaur National Monument. Można to porównać do wiercenia ropy w Narodowej Galerii albo w Centrum Kennedy’ego.

Kiedy Obama objął urząd, jego Sekretarz Zasobów Wewnętrznych, Ken Salazar, unieważnił umowy najmu i zwrócił pieniądze spółkom naftowym.

"W ostatnich tygodniach urzędowania, administracja Busha sprzedała umowy na wiercenie ropy i gazu w pobliżu najcenniejszych rezerwatów przyrody w Utah” powiedział dziennikarzom Sekretarz Ken Salazar, kiedy unieważnił umowy najmu. "Musimy w sposób odpowiedzialny wydobywać ropę i gaz, aby zmniejszyć naszą zależność od zagranicznej ropy naftowej, ale musimy to robić w sposób przemyślany, który pozwoli nam chronić nasze krajobrazy."

Zgadza się. DeChristopher jest ścigany za zakłócanie sprzedaży, która się nie odbyła, i za nie zapłacenie pieniędzy, które i tak dostałby z powrotem. A sędzia orzekł, że nie może on użyć tych faktów na swoją obronę, ani faktu, że jeśli sprzedaż doszłaby do skutku, to doprowadziłaby do przyspieszenia globalnego ocieplenia, ani faktu, że jest to politycznie motywowana rozprawa, skoro rząd nie pociągnął do sądowej odpowiedzialności spółek naftowych, które w przeszłości wygrały licytacje, ale nie zapłaciły.

05:26, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
wtorek, 08 marca 2011

Artykuł pt. Moje wegańskie świadectwo, napisany przez Antonio'ego Pasolini**

 

Jak wielu ludzi, którzy zdecydowali się na porzucenie diety wszystkożernej na rzecz diety życzliwszej i przyjaznej dla zwierząt, zrobiłem to z powodów etycznych.

Urodziłem się w brazylijskiej wsi i byłem naocznym świadkiem zabijania zwierząt na jedzenie – a także znęcania się nad nimi dla zabawy. Zawsze już będą mnie prześladować piski świń ciągniętych na miejsce rzeźni, gdzie podrzynano im gardło. Wywarło to na mnie trwałe wrażenie i prawdopodobnie zasiało w mojej psychice nasionko, któremu zajęło ponad trzy dekady, aby wykiełkować w absolutny weganizm.

Kiedy dorosłem, starałem się zostać wegetarianinem, ale przez wiele lat miałem trudności. Kiedy patrzę wstecz na moje nieudane próby powstrzymywania się od mięsa, teraz widzę wyraźnie, dlaczego się nie powiodły. Starałem się to robić ze względów zdrowotnych, a to, moim zdaniem, jest najsłabszą motywacją.

Jako człowiek, który od czasu do czasu lubił się napić i zapalić, nie widziałem powodu, aby czasami nie zjeść kotleta z łososia ze względów zdrowotnych, kiedy spędziłem całą noc pijąc i tańcząc w zadymionym londyńskim klubie. Tak łatwo wtedy było wrócić do jedzenia mięsa, a kac zdawał się szczególnie wzmagać pokusę.

Jednak mój wegański gen tylko czekał na odpowiedni moment, aby zapanować nad sytuacją. Stało się to w 2008, kiedy dowiedziałem się, jak traktowane są zwierzęta na farmach, tzn. kiedy zmusiłem się do obejrzenia wielu filmów nakręconych ukrytą kamerą, szeroko dostępnych w internecie.

Oczywiście ja już to wszystko znałem, ale zobaczenie tego ponownie na świeżo w kolorze wpłynęło na mnie w sposób, którego już nie mogłem zignorować.

Istnieją gorące debaty na temat, czy pokazywanie ludziom, jak cierpią zwierzęta, jest konstruktywnym narzędziem w edukacji wegańskiej i rozumiem, dlaczego są tacy, którzy to krytykują. Jednakże zadziałało to na mnie, i biorąc pod uwagę, ile razy słyszałem, jak ludzie mówią, że zostali weganami po obejrzeniu takich filmów jak Meet Your Meat, nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że takie filmy działają. Nie musimy oglądać ich zawsze, jednak są takie dni, kiedy nadal je zamieszczam na moim blogu lub w serwisie społecznościowym, ale rzadko zdarza się, że sam je obejrzę.

Wspomniałem już o etycznym aspekcie weganizmu, ale też muszę zaznaczyć, o ile zdrowiej się czuję. Mam 41 lat i ważę tyle samo, ile ważyłem jako 17-latek. Dieta wegańska chroni mnie przed otyłością, co jest dobrą wiadomością w świecie borykającym się z chorobami serca i cukrzycą.

Istnieje także czynnik środowiskowy. Jako oddany miłośnik przyrody, wiem, że dieta wegańska powoduje o wiele mniejszą emisję dwutlenku węgla niż dieta oparta na produktach odzwierzęcych, co potwierdza raport ONZ z 2006.

Nie ma znaczenia, w jakim wieku człowiek przechodzi na weganizm. Ważne jest, aby dokonać zmiany i zostać na stałe weganinem/weganką. Korzyści z tego są zdecydowanie większe niż postrzegane utrudnienia.

Podsumowując, kiedy kładę głowę na poduszce, czuję, że przyczyniam się do życzliwszego dla wszystkich istot świata i zachowania tej fascynującej przyrody, którą razem dzielimy na Ziemi.

** Antonio Pasolini pisze o alternatywnych źródłach energii dla Energy Refuge i ANDA, brazylijskiej wiodącej agencji prasowej na rzecz praw zwierząt. Jest także pisarzem i technikiem filmowym.

14:45, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
środa, 16 lutego 2011

Tłumacznie artykułu z Boston.com

Somerville - Większość swojego życia Joe McCain odżywiał się pizzą z pepperoni i kiełbasą, kanapkami z kotletem, i wszystkim, co było smażone. Detektyw policji w Somerville, z ogoloną głową, śnieżnobiałą brodą i kaskadą tatuaży na ramionach, podsumowuje: „Jadłem jak Amerykanin.''

Jednak po 40-tce dobre czasy się skończyły. Jego waga doszła do 117 kg, brzuch wypychał ubrania, był otyły, nieszczęśliwy i w bardzo złej formie.

Za radą swojego przyjaciela z dzieciństwa, Briana Rothwella, instruktora jogi, który całe życie był weganinem, McCain wyeliminował z diety mięso, nabiał, jajka, kurczaki i ryby oraz zaczął uprawiać jogę vinyasa, co pomogło mu zrzucić 30 kilogramów w ciągu 8 miesięcy. "Czuję się jak milion dolarów. Już nie wyglądam jak klucha.'' mówi McCain.

Trzy lata później, popijając yerba mate w Sherman Cafe przy Union Square, gładki o jasnych oczach McCain jest nową twarzą weganizmu: mężczyźni w wieku 40 i 50 lat przyjmują ten styl życia, aby wyglądać lepiej, naprawić błędy obżarstwa lub oszukać śmierć. Są zeganami. Są zdrowi. I zamierzają tutaj zostać. Kiedy nikt nie patrzy, mężczyźni pospiesznie podchodzą do baru z sokiem z kiełków pszenicy.

Znani zeganie to "Spider-Man'' - Tobey Maguire i wokalista z Radiohead, Thom Yorke. (…) Być może najbardziej klasycznym przykładem jest Rip Esselstyn, weteran strażak i trójboista z Austin w Teksasie. Pomógł strażakom ze swojej jednostki obniżyć poziom cholesterolu w ciągu 28 dni, zalecając im unikanie białka zwierzęcego, po czym opisał rezultaty w bestsellerowej książce "The Engine 2 Dieta'' (Wellness Central). Choć nie jest określana jako wegańska, oparta na roślinach dieta Esselstyna pomaga obniżyć poziom cholesterolu, dzięki eliminacji mięsa, jaj i nabiału. Rip Esselstyn mówi: "Napiętnowano tę dietę, że nadaje się dla yuppie, ekologów, wychudzonych słabeuszy. To jest dalekie od prawdy. Chcę powiedzieć, że prawdziwi mężczyźni jedzą rośliny.''

Eric Faulkner, profesjonalista high tech, piecze wegańskie ciasteczka w swoim lofcie na Lowell. Szczupły 42-latek wyjaśnia w kilku słowach, dlaczego został weganinem: "Bałem się, że umrę na raka''.  Po przeczytaniu "China Study'' (Raport Chiński), który podaje, że białko zwierzęce może przyspieszyć rozwój raka, spowodować cukrzycę i choroby serca, Faulkner pożegnał się z cheeseburgerem.

Przez ostatnie osiem miesięcy posiłki w jego domu były zdrowymi odpowiednikami potraw mięsnych. ‘’Robię wielkie kanapki z awokado Reuben, bezmięsne klopsy, zupę z pieczonej dyni i dużo makaronu'' - mówi Faulkner, którego żona i 8-letnia córka również się nawróciły.

Aby zachować sprawność podczas zawodów rugby, sportowiec i pisarz Jay Atkinson z Methuen zamienił ser na ser sojowy i wyeliminował kanapki z indykiem.

„Chciałem przedłużyć swoją karierę, zatrzymując szczupłą sylwetkę'' mówi 52-letni Atkinson. Zanim przeszedł na weganizm, już odżywiał się zdrowo. Dojeżdża do Bostonu, gdzie na Uniwersytecie Bostońskim uczy, jak pisać dla czasopism, a w wolnych chwilach śmiga na łyżwach po zamarzniętym stawie, i potrzebuje tyle energii, ile to możliwe. Dieta wegańska mu ją zapewnia.

"W ciągu tygodnia jestem bardzo zajęty. To jest idealna dieta. Nie mógłbym wozić ze sobą szynki.'' - mówi Atkinson, który wrzuca batony wysokoproteinowe, owoce i wodę do plecaka przed wyjściem z domu. Jak większość zeganów, Atkinson, samotny ojciec, sam nauczył się gotować. Do jego specjalności należą pikantny gulasz z czarnej fasoli oraz zupa ziemniaczana z asparagusem i koperkiem. Czuje się zadowolony z wegańskich wartości odżywczych, ale przyznaje, że są utrudnienia: „Chciałbym umieć ugotować 30 do 40 potraw zamiast 10.”

Nie ma żadnych konkretnych danych, ilu jest zeganów. Z natury większość mężczyzn nie rozgłasza swoich nawyków żywieniowych. "Nigdy nie byłem tak nazywany” powiedział Bob Bouley, właściciel nowej restauracji wegańskiej, Puls Cafe na Davis Square. "Nie afiszuję się, że jestem weganinem, ja w to po prostu wierzę.”

Większość klientów w jego ciepłej karaibskiej kafejce, gdzie serwuje się wędzone tofu i grzybowe sushi, stanowią kobiety. Bouley mówi: "Sądząc po naszej stronie na Facebooku, 65-70% naszych fanów to są kobiety w wieku od 18 do 35''.

W Newton, surowa wegańska restauracja Cafe Prana jest gotowa, aby stać się główną siedzibą zeganów. W zeszłym miesiącu, w deszczowy wieczór, 80-letni Fred Bisci, znany specjalista ds. żywienia ze Staten Island w Nowym Jorku, zajadał się zieleniną w pomalowanej na cukierkowo kafejce, która serwuje koktajle, sałatki i wino wegańskie, zaraz obok studia jogi. Bisci, weganin od 40 lat, jest chodzącą reklamą tej diety. "Wiele osób uważa, że to radykalne. Z pewnością wydłuża życie. Nie ma żadnych wątpliwości.” - mówi Bisci.

Taylor Wells, która wraz z mężem weganinem Phillipe jest właścicielką kafejki i studia jogi, twierdzi, że 10 - 15 % klientów stanowią zeganie. "Przychodzą tu mężczyźni, którzy chcą się oczyścić i dobrze poczuć. Pomagamy im w tym. Myślę, że słowo weganizm ma złą reputację, brzmi bardzo wojowniczo i gniewnie.”

Ale słowo zeganin może się przyjąć. "Możliwe jest, że stanie się to trendem. Widzimy coraz więcej mężczyzn na zajęciach jogi i oni chodzą też do naszej restauracji.”

Mimo tego, że produkty wegańskie są szeroko dostępne na rynku i w restauracjach, to życie weganina nie zawsze jest harmonijne.

Czasami w lecie, kiedy McCain poczuje grilla u sąsiada, jego wewnętrzne mięsożerne ja zaczyna się szarpać. Ale pokusa nie zwycięża. „Kiedy zaczniesz czuć się tak jak ja się czuję, i zobaczysz rezultaty z właściwego odżywiania się i ćwiczeń fizycznych, trudno ci będzie nawet pomyśleć o zmianie.” – mówi.

Jedną z rzeczy, które chciałby zmienić, to błędne przekonanie, że bycie weganinem oznacza bycie na diecie. "Słyszę to cały czas: ‘Czy jesteś jeszcze na tej diecie?’ To jest tak odległe od bycia na diecie. Wcale nie czuję się ograniczony. Jeśli już, to moje menu się poszerzyło, a nie skurczyło.” – mówi - ‘’Ja już nigdy nie będę na diecie.”


wtorek, 15 lutego 2011

Kwestia mięsa hodowanego w laboratorium jest bardzo złożona. Ma plusy (uratuje miliardy zwierząt), ma też minusy (zwierzęta nadal są wykorzystywane w punkcie początkowym i zależność społeczeństwa od mięsa nadal jest podtrzymywana).

Poniżej tłumaczenie artykułu, który niedawno opublikowano w Reuters

Charleston w Południowej Karolinie. W małym laboratorium na piętrze budynku oddziału naukowego na Stanowym Uniwersytecie Medycznym, dr Vladimir Mironov od 10 lat usiłuje stworzyć mięso.

56-letni Mironov, bioinżynier specjalizujący się w rozwoju tkanki, jest jednym z nielicznych naukowców na świecie zajmujących się bioinżynieryjną „kultywacją” mięsa.

Uważa on, że produkt ten może rozwiązać zbliżający się globalny kryzys żywnościowy, wynikający z kurczenia się dostępnych gruntów potrzebnych do hodowli mięsa w tradycyjny sposób...

Uprawą mięsa "in vitro" czyli w probówce zajmują się także naukowcy w Holandii, jednak w USA, wg tego, co Mironov powiedział w wywiadzie dla Reutera, najwięcej czasu poświęca się na szukanie funduszy i odbiorcy. (…)

"To jest klasyczny problem z nową technologią." - powiedział Mironov - "Wprowadzenie nowej technologii na rynek kosztuje średnio 1 mld dolarów. My nie mamy nawet 1 miliona."

Mironov, dyrektor Centrum ds. produkcji Rozwiniętej Tkanki przy Oddziale Regeneracyjnej Medycyny i Biologii Komórek na Uniwersytecie Medycznym w Płd. Karolinie, obecnie głównie prowadzi badania dotyczące inżynierii tkanki i "hodowania” ludzkich organów.

"Ludzie, kiedy dowiadują się, że mięso było hodowane w laboratorium, czują niechęć. Nie lubią mieszać technologii z żywnością.”  - twierdzi 32-letni Nicholas Genovese, naukowiec pracujący na zlecenie organizacji Ludzie na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt, która oferowała mu 3-letni grant, aby kierował laboratorium dr Mironova, w którym hoduje się mięso.

"Jemy jednak dużo produktów uważanych za naturalne, które są produkowane w podobny sposób." powiedział Genovese. (…)

Jeśli wino jest produkowane w winnicy, piwo w browarze, a chleb w piekarni, to gdzie hoduje się mięso?

W "carnery" (od słowa carne – mięso) - tak Mironov zamierza nazwać przyszłe zakłady produkujące mięso. Ma on wizję budynków wielkości boiska do piłki nożnej, wypełnionych dużymi bioreaktorami. (…)

"To będzie funkcjonalna, naturalna, specjalnie zaprojektowana żywność." - powiedział Mironov. "Taka, jaką sobie zażyczysz. Chcesz trochę tłuszczu, wieprzowinę? Projektujemy dokładnie to, czego chcesz. Możemy zaprojektować konsystencję.”

"Wierzę, że możemy to zrobić bez genów. Ale nie ma dowodów, że jeśli dodamy geny, to jakość żywności ucierpi.” (…)

Dr Mironov pobiera mioblasty – zarodki komórek, które rozwijają się w tkankę mięśniową – od indyka, po czym zanurza je w mięsnej surowicy na rusztowaniu z chitozanu (polimery występujące w przyrodzie), aby spowodować wzrost pierwszej tkanki mięśniowej. Ale jak otrzymać mięsną konsystencję?

Genovese powiedział, że naukowcy zamierzają dodać tłuszcz. A poprzez dodanie układu naczyniowego, wewnętrzne komórki otrzymają tlen, co umożliwi otrzymanie mięsa na kotlet, zamiast cienkiego pasemka tkanki mięśniowej.

„Mięso hodowane w laboratorium może kiedyś stać się tańsze niż ogromnie subsydiowane mięso z farm” - mówi Genovese - „i jeśli społeczeństwo zaakceptuje laboratoryjne mięso, w przyszłości przyniesie ono korzyści. 30% powierzchni ziemi zajmują grunty związane z produkcją białka zwierzęcego.

Zwierzęta wymagają od 1.5 do 4 kg substancji odżywczych, aby otrzymać z nich ½ kg mięsa. Jest to dość nieefektywne. Zwierzęta spożywają żywność i wydalają odchody. Mięso laboratoryjne nie ma systemu trawiennego. Ponadto, w razie wypraw badawczych w kosmos, ludzie będą musieli produkować żywność w przestrzeni, a nie możesz tam zabrać ze sobą krowy. Musimy rozważać takie technologie, aby rodził się postęp. Inaczej pozostaniemy w stagnacji. Komu 15 lat temu śniło się o iPhonie?”

poniedziałek, 07 lutego 2011

Na podstawie artykułu Simar Tate, Ethical Man


,,Ubranie ujawnia nie tylko to, jakie dana osoba ma poczucie estetyki, ale pokazuje również, na jakim znajduje się poziomie ewolucji." - Simar Tate

To prawda, czyż nie? Ktoś, kto bezsensownie spożywa części ciał zwierząt, nie tylko robi coś złego, ale również przekazuje wiele innym. Czy taki człowiek jest nieinteligentny czy po prostu nieświadomy? Jest konformistą lub tylko tradycjonalistą? Egoistyczny czy zwyczajnie leniwy? Powiedzmy sobie prawdę - ubieranie fragmentów zwierzęcia nie robi imponującego wrażenia.

Simar Tate natomiast robi duże wrażenie, ubierając się w sposób oświecony. Weganin od 4 lat, jest bardzo aktywny: pracuje w Domu Młodzieży Youngstown, pracuje w sklepie ze zdrową żywnością Whole Foods, jest wolontariuszem w wegańskim sklepie spożywczym w Seattle 'Sidecar for Pigs Peace' i prowadzi stronę z wiadomościami wegańskimi pt. 'Vegans Don't Bite'. Był też modelem dla wegańskiego sklepu online sprzedającego ekskluzywne koszulki Lion's Share Industries. Wieczorami występuje pod pseudonimem Derelict, i jego drugi hip-hopowy album ukaże się za kilka dni, 14 lutego.

 

sobota, 29 stycznia 2011

 

Często zastanawiam się nad kwestią uczciwości. Kiedy byłam dzieckiem, było to naturalne, że zawsze postępowałam zgodnie z moim sumieniem. Nigdy nie wzięłam nic, co leżało na ulicy, bo oczywiście ktoś musiał to najpierw zgubić. Ja uważałam, że jeśli każdy to zostawi na swoim miejscu, to osoba, która to zgubiła w końcu wróci tam i znajdzie to. Zawsze porządnie odwieszałam przymierzane ubrania na miejsce, czyściłam brudny zsyp na śmieci. Zawsze zwracałam uwagę sprzedawczyni, że wydała mi za dużo pieniędzy, itd. itd. Jednak z wiekiem, sprawy już nie pozostały tak przejrzyste. Na przykład, czasami nie zwracam uwagi sprzedawczyni, że policzyła mi za mało, dlatego, że obok stoi jej szefowa i naprawdę nie wiem, co lepsze, czy być uczciwą, czy narazić kogoś na przykrą rozmowę. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że sprzedawczyni czy sprzedawca upierali się, że mają rację, chociaż oczywiste było, że policzyli mi za mało. W takich sytuacjach zwracam im uwagę 2-3 razy i jeśli nie chcą o tym słyszeć, to nie robię widowiska, tylko wychodzę.

W supermarketach odstawiam wózek bardzo często, ale zdarza mi się, kiedy jest zimno czy pada deszcz, zostawić go obok innego porzuconego w pobliżu mojego samochodu. Och, nieładnie. Kiedyś cokolwiek kupiłam, to czy to było zepsute czy bezużyteczne, to po prostu trafiało do kosza na śmieci. Dzisiaj, nie ma takiego przedmiotu, którego nie zaniosłabym z powrotem do sklepu, jeśli nie działa lub coś mi w nim nie pasuje. Nie lubię tego u siebie. Oczywiście nie wpycham się nigdzie bez kolejki, ale kiedy prowadzę samochód, to zdarza mi się zajechać drogę i wymusić pierwszeństwo, czego się bardzo wstydzę.

Robię dużo rzeczy, których nie zrobiłabym jako dziecko, kiedy miałam czyste serce i czyste sumienie, ale staram się o tym pamiętać i kontroluję swoje dorosłe zachowania, na ile mogę. Dlatego spodobał mi się ten króciutki esej Rory Freedman, który wczoraj wpadł mi w ręce, oj nie w ręce, raczej przed oczy. Oto tłumaczenie:

Rory Freedman jest weganką, aktywistką na rzecz obrony praw zwierząt i współautorką bestsellera Skinny Bitch (Wegańska Bogini) www.roryfreedman.com

Kiedy dorastałam, uważałam, że moja mama jest okropnie denerwująca. Za każdym razem, kiedy szliśmy kupować odzież, musieliśmy powiesić wszystkie ubrania z powrotem na wieszaku, zanim oddaliśmy je sprzedawczyni. Kiedy jechaliśmy do sklepu spożywczego, to musieliśmy zawieźć wózek z powrotem do sklepu, nie mogliśmy po prostu zostawić go na parkingu. A jeśli kasjerka kiedykolwiek popełniła błąd na naszą korzyść, musieliśmy jej zwrócić uwagę i pieniądze lub rzecz, której nie policzyła. To drażniło mnie, kiedy byłam dzieckiem i we wczesnej młodości. Zawsze narzekałam: "Dlaczego nie mogę zostawić ubrań w przymierzalni?" albo "Dlaczego nie mogę zostawić wózka tutaj?" albo "Dlaczego nie możemy wziąć tej torebki, nikt nigdy się nie dowie?" Ona zawsze na to odpowiadała: "Bo tak nie należy robić".

Teraz, jako osoba dorosła, widzę, że moja matka była i jest kobietą bardzo prawą. Ona robi to, co należy - nie dlatego, że ktoś to widzi czy dlatego, że chce być pochwalona - ale dlatego, że jest to dla niej ważne. Ona rozumie, że to, co mówi i to, co robi, składa się na to, kim jest.

Być może w przyszłości będę w stanie osiągnąć ten sam poziom integralności, jaki ma moja matka. I być może pewnego dnia będzie to mi przychodzić bez wysiłku i stanie się częścią mojej natury. W międzyczasie, wielką przyjemność sprawia mi rozpoznawanie wszystkich sytuacji, podczas których mogę wybrać integralność. To nie jest jakąś noworoczną rezolucją czy rezygnacją z przeklinania w ciągu Wielkiego Postu - to jest coś, co mi towarzyszy przez cały dzień, każdego dnia.

Zdumiewa mnie to, że w przeszłości uważałam, że zachowanie integralności jest wyczerpujące. Obecnie jest to tak oczywiste, że życie na zasadzie integralności sprawia, że wszystko jest takie proste, a zarazem znaczące.

Integracja jest darem, który ciągle nam coś daje. Nauczyła mnie wdzięczności za duże rzeczy i za małe również. Nauczyła mnie życzliwości, współczucia i hojności. Nauczyła mnie, by być uczciwą i prostolinijną w stosunku do innych, ale co najważniejsze, w stosunku do siebie. To że staram się zachować integrację, pomogło mi stać się lepszą osobą. Sprawiło, że jestem szczęśliwsza. A najlepsze jest to, że chcę służyć innym. I nie przychodzi mi na myśl nic innego, co miałoby większe znaczenie.


04:39, iveggy , 1. Warto przeczytać
Link
piątek, 14 stycznia 2011

Tłumaczenie artykułu z Associated Press

Zaszliście już daleko, weganie.

Kiedyś wyszydzany jako skrajność chodzących w sandałach pracowników sklepów ze zdrową żywnością, weganizm w Stanach Zjednoczonych z nurtu marginesowego awansował na nurt szeroko uznawany.

 

Wegańskie książki "Skinny Bitch" (Wegańska Bogini) stały się bestsellerami, podstawowe wegańskie produkty, takie jak tempeh i tofu można kupić w niemal każdym sklepie spożywczym, a niektóre sieci restauracji entuzjastycznie promują roślinne opcje w swoim menu. Dzisiejsi weganie to miejscy intelektualiści, podmiejskie mamy, studenci, a nawet zawodowi sportowcy.

"Zdecydowanie stało się to bardziej zróżnicowane. To już nie to,  co przychodziło nam na myśl 20 lat temu, jakiś wymięty hipis” - mówi Isa Chandra Moskowitz, autorka wegańskich książek kucharskich, w tym najnowszej "Appetite for Reduction" (Apetyt do zredukowania).

Twierdzi ona, że teraz łatwiej jest być na diecie wegańskiej, ponieważ dostępna jest większa ilość produktów lokalnych i sposobów na ich przyrządzenie. "To już nie są tylko warzywa na parze z brązowym ryżem i soczewicą” – powiedziała.

Zasadniczo weganizm to wegetarianizm hardcore. Wegetarianie smarują bułkę masłem czy jedzą ciasto z jajkami, natomiast weganie unikają wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie jedzą mięsa, sera, jajek, miodu, majonezu. Etyczni weganie z powodów moralnych czują awersję do krzywdzenia i zabijania zwierząt dla ludzkiej konsumpcji, czy to na stek, czy na skórzane buty. Samo określenie jednak używane jest w stosunku do ludzi, którzy przestrzegają samej diety, a nie stojącej za nią filozofii.

Trudno jest konkretnie oszacować liczbę praktykujących wegan. Niewyraźna jest granica między ludźmi, którzy określają siebie jako wegan i wegetarian, a niektórzy przeskakują tam i z powrotem. Na przykład, redaktor sekcji o jedzeniu w gazecie New York Times, Mark Bittman, wykreował plan zdrowotny, który nazwał "weganizm do 18-tej”, wg którego wieczorem jest wszystkożerny.

Po przeprowadzeniu ankiety w 2009, działacze bezdochodowej organizacji Vegetarian Resource Group podali, że około 1 procent Amerykanów jest weganami, czyli mniej więcej 1/3 ludzi, którzy podali, że są wegetarianami. Inny sondaż opublikowany w zeszłym roku przez tę samą organizację wykazał podobną liczbę wśród amerykańskiej młodzieży w wieku 8-18.

To pokazuje, że weganizm ogarnia niemal całe społeczeństwo, podobnie jak kiedyś dieta niskowęglowodanowa. Mimo że Kraft Foods podał, iż w ubiegłym roku sprzedał więcej Bocca Original Vegan Burger Patties i Boca Ground Crumbles (wegańskie burgery), to wzrost ten był tylko o skromny 1 procent. [mój przyp. Nic dziwnego, te burgery są niezbyt atrakcyjne]. Jednak są oznaki tego, że weganie przebili się przez swój stary ekskluzywny kokon, który kiedyś spowodował, że znany szef kuchni Anthony Bourdain wyśmiewał ich jako "cieniutki, typu Hezbollah, odłam” wegetarianizmu.

Eksponatem ‘A’ są książki Skinny Bitch, które oferują rady, jak prowadzić wegański sposób życia, w stylu soczystej telefonicznej rozmowy między przyjaciółkami (Przykład: "Napoje gazowane to Szatan w płynie. To diabeł.”) Aktorka Alicia Silverstone dodała szczyptę swojej sławy hollywoodzkiej do sprawy wegańskiej publikując książkę "The Kind Diet” (Życzliwa dieta), która stała się bestsellerem. Dieta wegańska również została rozreklamowana przez inne gwiazdy, w tym Emily Deschanel z serialu "Bones" i Lea Michele z "Glee".

Weganizm rozkręca się w ten sam sposób, oparty na motywach zdrowotnych, co trend, który pociągnął bezprecedensową liczbę Amerykanów w stronę jedzenia niskotłuszczowego, wegetariańskiego i organicznego. Idea jedzenia produktów z niższej pozycji łańcucha pokarmowego jest szczególnie atrakcyjna dla konsumentów dbających o ochronę środowiska, ponieważ produkcja mięsa na dużą skalę jest głównym źródłem emisji gazów cieplarnianych.

Weganizm również stanowi pewną przystań dla coraz większej liczby osób zainteresowanych tym, skąd pochodzi mięso sprzedawane w ich supermarkecie. Krytycy przetwórstwa spożywczego na skalę przemysłową, tacy jak pisarz Michael Pollan, w ostatnich latach zdobywają coraz liczniejsze grono słuchaczy.

Również - co jest znakiem naszych czasów - kilku słynnych facetów obecnie stosuje dietę wegańską.

Bill Clinton, który znany był z miłości do burgerów, przyznał, że  szczupłą sylwetkę podczas letniego przyjęcia weselnego swojej córki Chelsea, zawdzięcza "diecie roślinnej” (chociaż czasami je ryby). Nawet były mistrz wagi ciężkiej Mike Tyson omawia swoją dietę wegańską.

A kucharskie książki wegańskie, niegdyś należące do wąskiej kategorii, teraz ukazują się w tak szybkim tempie, że powstały ich podkategorie. Wydawnictwo Da Capo Press ma w druku 20 wegańskich książek kucharskich, w tym jedną o jedzeniu ‘soul’, a inną z latynoskimi przepisami.

Unikanie spożywania produktów pochodzących od zwierząt jest starodawną praktyką, stosowaną w kulturach na całym świecie. Ale weganizm nigdy przedtem nie zakorzenił się w kochającej mięso Ameryce.

Tracye McQuirter, weganka od 23 lat i autorka książki "By Any Greens Necessary", będącej wegańskim przewodnikiem skierowanym do czarnych kobiet, mówi, że sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero dekadę temu. Dawniej należała co prawda do wegańskiej społeczności w rodzinnym Waszyngtonie, ale poza nią nie istniało społeczne zrozumienie.

"Ludzie nie wiedzieli, co to znaczy." mówi McQuirter. "Nie było wielu opcji w sklepach spożywczych. Nie istniało Whole Foods... Musieliśmy po prostu wszystko dla siebie gotować."

To się zmieniło. Ponad połowa z 1500 ankietowanych przez organizację National Restaurant Association (zbierającej dane do listy najpopularniejszych dań na rok 2011) szefów kuchni, podała dania wegańskie jako nowy trend. Dania wegańskie zajęły 71 pozycję z 226 tendencji (pokonując organiczne piwo i pitne desery) – jest to pozycja daleka do numeru 1, ale jednak stanowi dowód na to, ze weganizm wychodzi poza twierdze Nowego Jorku i Los Angeles.

Niektóre sieci restauracji, jak Souplantation i Pizza Fusion, nawet oznaczają wegańskie potrawy na swoim menu.

W Fort Lauderdale na Florydzie, Roseann Marulli Rodriguez, blogerka ze strony SuperVegan, powiedziała, że mimo iż w jej okolicach nie ma zbyt wielu wegańskich restauracji, to w lokalnym sklepie spożywczym sprzedawane są wegańskie kurczaki i boczek.

"Na pewno (dieta wegańska) zatacza większe kręgi" mówi Rodriguez, niedawno jeszcze mieszkanka Nowego Jorku, która jest weganką od 5 lat "i myślę, że coraz więcej ludzi ją stosuje, ponieważ jest łatwiej dostępna."


 
1 , 2 , 3
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm