Dlaczego weganizm?

sobota, 05 maja 2012

 

Jakby nie spojrzeć na nasz gatunek, zapominając o egocentryzmie i zupełnym oderwaniu od rzeczywistości, człowiek jest zwierzęciem.

Linneusz nadał człowiekowi dwuczłonową nazwę łacińską - Homo sapiens i umieścił go w królestwie Zwierząt w rzędzie Naczelnych.

Człowiek jest aktualnie jedynym żyjącym przedstawicielem rodziny człowiekowatych, natomiast w obrębie nadrodziny człekokształtnych występują jeszcze cztery gatunki.

Są to gibbon i orangutan żyjące w Azji, oraz goryl i szympans występujące w Afryce. Wśród wymienionych gatunków małp człekokształtnych najbliższym krewnym człowieka jest szympans. Te dwa gatunki według współczesnych badań posiadają w 98% identyczny materiał genetyczny, a ich drogi rozeszły się około 6-7 milionów lat temu. Nieco dalszym krewnym jest goryl.


 

 



Oczywiście, dyskryminacja rasowa i ze względu na płeć są obecnie karalne, ale nie zawsze tak było. Niewolnictwo i traktowanie kobiet jako podrzędnych istot są wspomnieniami z nie tak odległej przeszłości. Dzisiaj ludzie ci mają ochronę prawa.

Ale dlaczego prawo ogranicza się do chronienia osobników tylko naszego gatunku? Dlatego, że człowiek uważa się za "lepszego" od innych stworzeń. Ale w czym jesteśmy lepsi? Etyka? Nie, bo większość ludzi nie żyje w zgodzie z zasadami podstawowej etyki. We współczuciu? Nie. W szacunku dla przedstawicieli tego samego gatunku? Znowu nie: wojny, zabójstwa, kradzieże na skalę światową, trudno tu też nie wspomnieć o celowym zakłócaniu gospodarki światowej i operacjach na giełdzie (przypomnę tutaj wywiad z brokerem, który twierdził, że giełda przynosi najlepsze zyski w czasie wojny, a najlepszy okres, jaki pamięta, zdarzył się natychmiast po ataku na Twin Towers w Nowym Jorku).

Zostaje nam technika. Ale technika zaczęła się szybciej rozwijać dopiero w XX wieku. W czym więc byliśmy lepsi przedtem?

Zwierzęta potrafią porozumiewać się ze sobą telepatycznie, czyli mowa odpada. Dużo gatunków zawiera monogamiczne związki. Zwierzęta chronią swoje małe poświęcając własne życie.

W czym więc człowiek, gatunek należący do królestwa zwierząt, jest lepszy od innych gatunków?

Czy to, że tworzymy filozofie, wybieramy się w kosmos? Sam fakt, że w ramach eksploracji kosmosu wysłaliśmy słynną Łajkę, biednego kundelka, skazując ją na śmierć głodową w nieopisanym stresie osamotnienia, pokazuje, że tak naprawdę to jesteśmy gatunkiem niższym od innych przeciętnych gatunków.

Krowy, najbardziej łagodne i kochające stworzenia na tej planecie, służą nam jako jedzenie. To brzmi jak z opowiadania science fiction.

 


18:04, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
środa, 19 maja 2010
Na podstawie artykułu Elihu Dietz pt. „Don’t have a cow” .

 

W najlepszym przypadku mięso jest marnotrawstwem: potrzeba 5000 kilogramów ziarna, by wyprodukować 500 kg mięsa. Czyli marnujemy 90% energii zużytej do wyprodukowania 1 hamburgera. A jeśli spojrzymy na to z filozoficznego punktu widzenia, problem leży w okrucieństwie i braku etyki. Warunki na farmach hodowlanych, gdzie żyje większość zwierząt hodowlanych, są barbarzyńskie.

W celu wyhodowania jak największych zwierząt w jak najkrótszym czasie, w USA zwierzęta hodowlane są karmione 14 mln kg antybiotyków w ciągu roku (jasne jest, że nie potrzebują recepty ani społecznego przyzwolenia). Dla porównania, wszyscy mieszkańcy USA w ciągu roku zażywają tylko 1.5 mln kg antybiotyków.

Karmimy krowy paszą, która nie jest ich naturalnym pożywieniem. Karma ta jest wysokokaloryczna, aby spowodować szybki wzrost masy ciała. Ale ich żołądek nie może sobie poradzić z tym pokarmem, i zaczynają się krwawienia wewnętrzne, co powoduje infekcje. Te infekcje są nieuniknione, więc po prostu wyrzucamy antybiotyki, czasem w ogromnych dawkach, do ich każdego posiłku. W rezultacie, bakterie zaczynają rozwijać oporność na te antybiotyki. "Szacuje się, że każdego roku prawie 2 mln osób w Stanach Zjednoczonych ulega infekcji podczas pobytu w szpitalu, z czego 90 000 umiera" - stwierdziła FDA (Food and Drug Administration). "Ponad 70% bakterii wywołujących te infekcje jest odpornych na co najmniej jeden z powszechnie stosowanych w celu leczenia infekcji antybiotyków."

Jesteśmy zabijani przez bakterie, które rozwinęły odporność na antybiotyki, którymi karmimy nasze bydło.

Innym uzasadnieniem jedzenia mięsa, jest coś w rodzaju fałszywej-bio-antropologii: ludzie wykształcili zdolność jedzenia i trawienia mięsa, tak więc mamy prawo to robić. Biologicznie, to prawda. Możemy jeść mięso. Możemy również cudzołożyć, głosować na Nadera, nosić flanelowe koszule, ale (zazwyczaj) uznajemy, że mamy obowiązek tego nie robić. Pozwolić naszej biologii, by dyktowała sposób, w jaki się zachowujemy, to pomysł, z którym pożegnaliśmy się, kiedy rozwinęliśmy w sobie wyższe ideały, ziliony lat temu.

Sama jednak logika „jedzenia mięsa” jest naprawdę o wiele prostsza: „Lubię skwarki”. Amen. „Mięso smakuje wspaniale”. Przyznajmy się, że to jest jedyne uzasadnienie jedzenia mięsa.

 

LINK

08:35, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
poniedziałek, 11 stycznia 2010

Rozmawiając z piekarzem, dopytywałam się, czy bułki, które sprzedaje, zawierają jajka. Miał dwa rodzaje pieczywa – zwykłe, bez jajek, i maślane z jajkami.

Zaciekawił się, dlaczego o to pytam. Odpowiedziałam, że nie lubię zabijania, na co on stwierdził, że jajka to nie zabijanie. Naprawdę? Jajko to komórka jajowa i stanowi jedną z faz rozwoju nowego osobnika u wielu gatunków zwierząt, w tym kur. To już mało apetyczne.

Załóżmy, że te jajka są niezapłodnione. Ale teraz zastanówmy się nad procesem produkcji tych jaj, bo nie pochodzą one od kurki nioski, drepczącej po wiejskim podwórku. Zacznijmy od momentu, kiedy na fermach przemysłowych zabiera się jaja specjalnie hodowanym sztucznie zapłodnionym kurom, umieszczonym w długim korytarzyku z ruchomą podłogą, z którego kury zostają wypchnięte natychmiast po zakończonym procesie składania jaj. Jaja te następnie wkłada się do inkubatora, by wylęgły się kurczęta. Co dalej? Na scenę wkracza tak zwana sekserka. Segreguje ona kurczęta wg płci, zachowując osobniki płci żeńskiej jako przyszłe kury nioski, a oddziela osobniki płci męskiej, które jako nieprzydatne dla produkcji jaj zostają… żywcem zmielone lub żywcem wrzucone do wrzątku i przerobione na karmę dla naszych psów i kotów.

Kury nioski w tzw. hodowli klatkowej (jajka w Polsce w 90% pochodzą z takich miejsc) żyją stłoczone w ciasnych klatkach. Przycina im się bardzo czułe, delikatne dzioby bez znieczulenia, spędzają tam 2 lata bez możliwości ruchu, rozprostowania skrzydeł, kalecząc się o klatki, czasem dusząc się między prętami, tracąc pióra.

Kupując jajka lub produkty zawierające jajka wspieramy przemysłową produkcję, przyczyniamy się do przeogromnego cierpienia zwierząt i degradacji środowiska.

Na pewno zapytasz, no dobrze, ale jak nie upiec ciasta na święta czy urodziny? A co z kluskami, jajecznicą, naleśnikami, które są fundamentalną częścią kuchni polskiej? Zapraszam na bloga  http://badzweganinem.blox.pl/ z przepisami kuchni wegańskiej, gdzie jest mnóstwo wypróbowanych przepisów, od jajecznicy z tofu po wegańską rybę w occie i najróżniejsze ciasta.

Tak więc rezygnacja z jajek nie jest aż tak traumatyczna. A może dzięki twojej decyzji kilka kur uniknie losu bolesnego życia w brudnej malutkiej klatce, gdzie musiałyby jeść przetworzone na karmę szczątki zmarłych ze stresu lub choroby towarzyszek. Niewielki krok w stronę współczucia dla innych istot zapewni ci wewnętrzny spokój, uczucie zadowolenia i czyste sumienie. Cóż więcej nam potrzeba?

08:05, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
sobota, 09 stycznia 2010

Piąta część wywiadu z Wojciechem Eichelbergerem.

Przyjaciel na talerzu czyli zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia - mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Renatą Arendt­-Dziurdzikowską

.

Twierdzimy wręcz, że bez mięsa nie da się żyć, że to grozi poważnymi zdrowotnymi powikłaniami.

Znam 30-letnich ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli w ustach mięsa i mają się znakomicie. Ich matki też nie jadły mięsa, będąc w ciąży czy w czasie karmienia. W polskich rodzinach buddyjskich to zwyczajne. To raczej jedzenie zwierząt jest zagrożeniem dla ludzkiego zdrowia. I ta prawda coraz bardziej się przebija do powszechnej świadomości. Nawet w niektórych gabinetach lekarskich w Polsce można zobaczyć plakaty z piramidą zdrowia, która pokazuje, jak minimalnych ilości mięsa potrzebujemy do życia. Mięso stanowi sam czubek tej piramidy, trzy procent całej naszej diety. Piramidę firmuje Światowa Organizacja Zdrowia. Zasadniczym składnikiem zdrowej diety są zboża, rośliny strączkowe, warzywa i owoce. Ale istnieje ogromny nacisk lobby mięsnego w tę dziedzinę przemysłu zaangażowane są ogromne pieniądze. Lekarze i instytuty naukowe produkują więc od dziesięcioleci dowody i informacje mające uzasadniać konieczność jedzenia mięsa. Wszystko to wygląda na rozpaczliwą próbę podtrzymania koniunktury i uspokajania sumień konsumentów.

 

 

W Polsce 100 tysięcy ludzi deklaruje niejedzenie mięsa. To dużo czy mało?

 

Według mnie mało, zważywszy na to, jak wiele już wiemy o tym, że jedzenie przyjaciół (Bernard Shaw twierdził, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi, a on nie jada przyjaciół) nie wychodzi nam na zdrowie. Dla wielu z nas jednak ciągle niejedzenie zwierząt byłoby wyrzeczeniem ponad możliwości, strasznym bólem, karą.

 

Na spotkaniach z czytelnikami moich książek często słyszę, jakim to wielkim jestem ascetą, bo wyrzekam się jedzenia mięsa. Mówię wtedy, że jest to komplement niezasłużony, że wręcz przeciwnie jestem sybarytą. Nie jedząc mięsa, robię sobie dobrze. Nie czuję żadnego braku. Gdy nasz związek z ziemią, ze zwierzętami jest związkiem miłosnym, wtedy nie jest to żadne wyrzeczenie, lecz najbardziej naturalna rzecz pod słońcem W końcu kto przy zdrowych zmysłach chciałby zjeść swoje dziecko, kochanka lub kochankę? Tak mówi większość osób, które zdecydowały się nie jeść mięsa. Poprawia im się jakość życia, czują się zdrowsze, bardziej w zgodzie ze sobą. Mają spokojne sumienie, bo ich stół nie jest już stołem krwawej i niepotrzebnej ofiary. W dodatku otwiera się bezmiar możliwości dogadzania własnemu podniebieniu. Ludzie nawykli do mięsa są przekonani, że przyrządzenie posiłku z czegoś innego niż mięso jest sprawą skomplikowaną. Wszystko wydaje się tylko dodatkiem do mięsa. Gdy odstawimy mięso, okazuje się, że owe dodatki same w sobie są czymś wspaniałym. Nabierają nieoczekiwanych kolorów i smaków.

 

http://www.eioba.pl/a101345/przyjaciel_na_talerzu_czyli_zwierzeta_sa_do_kochania_nie_do_jedzenia

 

20:40, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
wtorek, 05 stycznia 2010

Wolność wyboru? Jak najbardziej. Oczywiście ją mamy, mamy prawo z niej korzystać. Jednak to nie jest tylko nasza sprawa, czy z tej wolności korzystamy mądrze, czy bierzemy pod uwagę inne istoty, czy w imię wolności wyboru zabieramy życie innym stworzeniom. Usprawiedliwianie jedzenia mięsa w takim stylu: ,,To jest mój wybór, mam do niego prawo’’ przypomina mi sytuację, w której kilka osób płynie łodzią i jedna z nich postanawia wywiercić w dnie otwór, twierdząc, że to jest jej osobisty wybór.

Taka osoba szkodzi nie tylko sobie, ale i innym, wynosząc własne prawo do kierowania swoim życiem, ponad logiczną mądrość działania, które nie krzywdzi ani jej, ani innych.

Wybierając odżywianie się produktami zwierzęcymi, niszczymy własne zdrowie (tu możemy jeszcze mówić o osobistym wyborze), przyczyniamy się do niewyobrażalnej degradacji środowiska naturalnego, w którym żyją też inni i zgadzamy się na istnienie obozów koncentracyjnych dla zwierząt, bo jak inaczej nazwać fermy klatkowe drobiu, hodowle świń w kojcach, w których nie mogą się poruszyć, ani dostać się do swoich dzieci, zapładnianie krów wbrew ich woli, zabijanie ich dzieci po to, by zabierać im mleko przez kilka lat, a potem zabić je jako bezużyteczne?

Zwierzęta też mają prawo wyboru, które zostało im brutalnie odebrane wraz z rozwojem naszej tzw. cywilizacji. Zwierzęta, które mają wysoko rozwinięty system nerwowy, zdecydowanie mają prawo do życia, do wolności, do radości.

Jak zatem pogodzić to prawo do życia z naszym prawem wyboru? Jeśli my mamy prawo wyboru, aby je przeznaczyć na obiad, a one mają prawo do życia, czyż prawo do życia, w świetle moralności, etyki i nawet chrześcijańskiej miłości, nie stoi wyżej od osobistego zaspokojenia drugorzędnych potrzeb?

Może jednak warto wybrać dietę roślinną, która nie niszczy ani planety, ani zdrowia, ani zwierząt.

08:13, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
środa, 30 grudnia 2009

Gościnny wpis (anonimowy):

  1. Okrucieństwo wobec zwierząt nie przystoi istocie ludzkiej.
  2. Dzielenie zwierząt na te do kochania i te do jedzenia jest obłudne. Kochanie zwierząt wyklucza krzywdzenie ich.
  3. Wegańskie pożywienie jest optymalną dietą dla człowieka.
  4. Jedno z dziesięciu przykazań brzmi: Nie zabijaj! - a nie : Nie zabijaj ludzi.
  5. Dieta wegańska ogranicza ryzyko zachorowania na cukrzycę, raka, choroby serca. Znane na świecie metody leczenia dietą wegańską, jak np. terapia Gersona, są szczególnie skuteczne.
  6. Środowisko naturalne najbardziej chronimy, jedząc posiłki wegańskie, bowiem przemysły mięsny i mleczny w dużym stopniu przyczyniają się do zanieczyszczenia wody, powietrza i gleby, a szczególnie do dewastacji lasów (zamienianych na pastwiska dla bydła oraz pola uprawne na paszę).
  7. Powszechny weganizm rozwiąże problem głodu na świecie (ogromne ilości zboża są przeznaczane na paszę dla zwierząt, podczas gdy ludzie w różnych regionach świata głodują).
  8. Pokój na świecie będzie możliwy tylko wtedy, kiedy wyeliminowane zostanie zabijanie (ludzi i zwierząt). Jedzenie mięsa wzmacnia agresję i powoduje zanik współczucia.
  9. Jedzenie mięsa i zabijanie zwierząt moralnie degraduje człowieka.
  10. Wegańskie posiłki są smaczne, aromatyczne, kolorowe, zdrowe i energetyzujące.
11:54, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
poniedziałek, 28 grudnia 2009

Gościnny wpis (anonimowy):

Kiedy ktoś mnie pyta, dlaczego jestem weganką, zawsze dziwi mnie to pytanie. Powinniśmy raczej pytać tych, którzy jedzą mięso. Dlaczego to robią? Dlaczego pozwalają na okrucieństwo wobec zwierząt. Dlaczego mówiąc, że kochają zwierzęta, popierają równocześnie ich zabijanie. Dlaczego z własnego żołądka czynią cmentarzysko, w którym składają zwłoki zwierząt. Dlaczego chorując na cukrzycę, raka, nadciśnienie, nie szukają przyczyny w swoim pożywieniu. Dlaczego zupełnie nie obchodzi ich to, że własnym wyborem żywieniowym przyczyniają się do dewastacji lasów (90% wyciętej Puszczy Amazońskiej przeznaczono dla przemysłu mięsnego), zatrucia i wysuszenia rzek (trzecia część rzek na Ziemi wyschła lub wysycha), zatrucia powietrza, zatrucia gleby.

Na pewno łatwiej jest nie dopuszczać do siebie tych informacji. Łatwiej jest nic w sobie nie zmieniać. Łatwiej jest powiedzieć sobie, ech, jakoś to będzie. Ale to nie jest takie łatwe. Od lat naukowcy i ekolodzy ostrzegają o ogromnych zagrożeniach, wynikających z nadmiernej eksploatacji Ziemi, bezmyślnego produkowania zwierząt dla szybkiego zysku. Nie możemy już czekać bezczynnie. Zniszczenie, jakiego dokonuje człowiek na Ziemi, wymaga natychmiastowej naprawy. Jeśli nie wyeliminujemy przemysłu mięsnego i hodowlanego, to przy takim tempie niszczenia środowiska, tej planecie zostało już tylko kilka lat. Obecnie ponad miliard ludzi na Ziemi nie ma dostępu do pitnej wody, ponad miliard ludzi głoduje, mieszkańcy wysp tracą domy w wyniku podnoszącego się poziomu morza, a w atmosferze gromadzą się coraz większe ilości szkodliwych gazów – metanu, podtlenku wodoru, dwutlenku węgla. Do gleby i wody przedostają się toksyczne ścieki z farm przemysłowych i rolnych. Możemy jeszcze odwrócić ten proces, jeśli przyjmiemy dietę wegańską.

A dlaczego jestem weganką?

Bo kocham zwierzęta i nie chcę, by cierpiały.

Bo kocham ludzi i nie chcę, by cierpieli.

Bo kocham tę planetę…

09:33, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
sobota, 26 grudnia 2009

.

Wpis gościnny (anonimowy):

 

Jeśli nie jemy zwierząt, jeśli nie krzywdzimy zwierząt, one to wyczuwają i zazwyczaj nie boją się nas. Kiedy idę lasem, sarny nie uciekają, tylko zatrzymują się i przyglądają mi się z zaciekawieniem. Na polu, krowy pozwalają mi się głaskać, niektóre łaszą się jak psiaki, drepczą za mną krok w krok i ryczą na pożegnanie. Znam łabędzia, który podpływa bliziutko i delikatnie je z ręki, z ufnością, chociaż obok pływają jego małe łabędziątka. Nie musimy zachowywać się jak dzikie zwierzęta, nie musimy zabijać dla przeżycia. Istnieje ogromna różnorodność roślinnego pożywienia, a nasze ciało przystosowane jest właśnie do roślinnego sposobu odżywiania się, o czym świadczy budowa naszych rąk, zębów, układu trawiennego. Będąc weganami, zaczynamy dostrzegać miłość, jaką obdarzają nas zwierzęta i widzimy w nich żywe, piękne, niezwykłe istoty…

Traktowanie zwierząt jako produktu spożywczego, odzwierciedla system społeczny panujący na naszej Ziemi. Przemoc, która za mojego dzieciństwa była potępiana, dzisiaj króluje na ekranach kin i telewizorów. Sprawia to, że dzieci stają się niewrażliwe na widok cierpienia. Dlatego, kiedy dorastają, nie mają wykształconych tzw. ludzkich odruchów dobroci. Taka cywilizacja zdąża do samozagłady. Dlatego ze smutkiem jeszcze raz mówię, bądźmy weganami, ratujmy planetę. Nowy model społeczeństwa, oparty na dobroci, wspartej inteligencją, pozwoli na szybki postęp w każdej dziedzinie. Otwórzmy się na lepszy świat, darujmy tym setkom krów, świń i kurczaków itd. życie, przechodząc na wegańską dietę. Niektórzy ludzie tracą życie, próbując ratować swojego psa czy kota. My nie musimy umierać, ratując setki tak samo wspaniałych, inteligentnych, wrażliwych zwierząt.

12:38, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
niedziela, 20 grudnia 2009

.

Chyba niewiele osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji zabijania, jakie odbywa się na Ziemi. Zjadając kawałek mięsa, nie mamy świadomości, jaka jest tego rzeczywista cena.

Tylko kilka liczb dla zobrazowania skali destrukcji:

8 kg ziarna potrzeba, żeby wyprodukować ½ kg wołowiny, dodajmy, że co 5 sekund na naszej Ziemi z głodu umiera dziecko. (Co roku przeznacza się 760 ton ziarna na paszę, co rozwiązałoby problemy braku żywności 14-krotnie).

*  Ponad 1 miliard ludzi na Ziemi głoduje, podczas gdy ponad 1 miliard ludzi jest otyłych i choruje na choroby związane z nadwagą.

*  Z 1 hektara ziemi można wyprodukować:

  • ziemniaki dla 22 ludzi,
  • ryż dla 19 ludzi,
  • wołowinę dla 1 człowieka.

19737 litrów wody potrzeba do wyprodukowania ½ kg wołowiny – tyle samo wody potrzeba na codzienny 7-minutowy prysznic przez cały rok.

Żywy inwentarz w USA produkuje 43000 kg odchodów na sekundę (130 razy więcej niż cała populacja ludzka).

Jakkolwiek nie spojrzelibyśmy na te liczby, weganizm wygląda na jedyne rozsądne, logiczne, współczujące rozwiązanie, jakie może zastosować każdy, komu los innych istot –czy to zwierząt czy ludzi - nie jest obojętny. Wspólnie żyjemy na tej Ziemi i każde nasze działanie wpływa na innych. Jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy, to nasza ignorancja staje się przyczyną cierpienia, ale kiedy to sobie uświadomimy, możemy dokonać wyboru.

piątek, 11 grudnia 2009

Czwarta część wywiadu z Wojciechem Eichelbergerem.

Przyjaciel na talerzu czyli zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia - mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Renatą Arendt­-Dziurdzikowską

http://www.eioba.pl/a101345/przyjaciel_na_talerzu_czyli_zwierzeta_sa_do_kochania_nie_do_jedzenia

 

A co z naszym chrześcijańskim przesłaniem: "Czyńcie sobie ziemię poddaną"? Na autorytet Pisma świętego powołuje się wielu z nas, przekonanych, że zwierzęta są jednak do jedzenia.

To ulubione, ogólnoplanetarne alibi dla ludzkiego rozszczepionego i zaniepokojonego sumienia. Myślę, że są dwa sposoby rozumienia tego, co znaczy czynić sobie coś lub kogoś poddanym. Pierwszy najbardziej powszechny ­charakteryzuje się wspomnianą arogancją pana czyniącego z ziemi i ze wszystkiego, co ona rodzi, niewolnika i poprawiającego sobie w ten sposób kiepskie w istocie samopoczucie. Bo im mniej mamy szacunku dla siebie, tym bardziej pragniemy zdominować innych, tym bardziej potrzebujemy ofiar i poddanych. Źródłem arogancji zawsze jest strach, nieczyste sumienie i utrata szacunku do siebie samego. Ale jest też inne rozumienie słów "czynić sobie poddaną", które wiąże się z odpowiedzialnością i miłością. Jako ludzie obdarzeni jesteśmy inteligencją i samoświadomością. Mamy możliwość uświadamiania sobie własnych wyborów, a także trudnych pytań dotyczących sensu istnienia. Dzięki temu w znacznej mierze losy ziemi, losy przyrody zależą od nas. Mamy władzę. Ale z władzą nieodzownie wiąże się odpowiedzialność. Jeżeli nie przestaniemy schlebiać naszym słabościom i przyzwyczajeniom, naszej chciwości i arogancji, zaszkodzimy światu, za który jesteśmy odpowiedzialni. Zaszkodzimy również sobie, bowiem jesteśmy nieodrodnymi dziećmi tej ziemi i bez niej nie przeżyjemy ani chwili. Tymczasem gigantyczna produkcja mięsa wpływa fatalnie na środowisko. Ogromne połacie lasów tropikalnych zamieniamy w pastwiska. Nie mamy już prawie czym oddychać, ale okazuje się, że potrzeba mięsa jest dla nas ważniejsza niż powietrze. Odchody zwierząt hodowlanych zatruwają wody gruntowe i wydzielają ogromne ilości metanu przyczyniają się do powiększania dziury ozonowej, co sprawia, że dobroczynne dotychczas słońce staje się coraz bardziej niebezpieczne. Udowodniono także, że choroby cywilizacyjne związane są m.in. ze zbyt dużą ilością mięsa w naszej diecie. Takie są niektóre tylko konsekwencje czynienia sobie ziemi poddaną w sposób arogancki i nieodpowiedzialny. Punktem wyjścia dla budowania zasadniczo innej relacji pomiędzy ludźmi i ziemią może być uświadomienie sobie tego, że "czynienie sobie kogoś lub czegoś poddanym" w istocie wiąże się z miłością. Może najbardziej z miłością rodzica do dziecka, które jest mu "poddane", a więc zależne od niego w ogromnym stopniu, z czym wiąże się ogromna rodzicielska odpowiedzialność za dziecko. Tak czy owak poddać się, oddać, podzielić sobą, zaufać w pełni drugiej osobie możemy tylko wtedy, gdy jesteśmy z nią w prawdziwej relacji miłosnej, opartej na zaufaniu, szacunku, wzajemnej trosce o siebie i odpowiedzialności. W takim związku nie ma miejsca na zabijanie eksploatację, zniewolenie i wymuszanie ofiar. Tak właśnie powinna wyglądać nasza relacja z ziemią, przyrodą. Czas najwyższy więc, abyśmy na nowo odpowiedzieli sobie na pytanie, co to znaczy "czynić sobie ziemię poddaną" i jak to powinniśmy robić. Byłoby to dla nas łatwiejsze, gdyby okazało się, że ktoś kiedyś pomylił się w tłumaczeniu i że tak naprawdę mamy sobie czynić ziemię oddaną, a nie poddaną.

- Gdybyśmy nie zabijali, nie bylibyśmy w stanie przeżyć, twierdzą ci, którzy jedzą zwierzęta. W końcu rośliny też czują.

-To kolejne fałszywe alibi tych z nas, którzy są przywiązani do mięsa. Nie wykluczam, że rośliny czują, ale na pewno znacznie mniej niż zwierzęta. Wystarczy spojrzeć zwierzęciu w oczy, posłuchać jego głosu, żeby dojrzeć nasze wyraźne z nimi pokrewieństwo w sposobie doświadczania radości i trudów życia. Dlatego przecież potrafimy nawiązywać ze zwierzętami tak silne więzi emocjonalne. Z roślinami tak nie jest. Pójdźmy do sadu, zerwijmy jabłko i poczujmy, jak przeżywamy ten rodzaj "zabijania". A później własnoręcznie zabijmy kaczkę albo świnię. Wtedy zdamy sobie sprawę, na czym polega różnica. Nawet zabicie zwierzęcia tak niepozornego i odległego od nas gatunkowo jak żaba jest bardzo bolesnym przeżyciem, jeśli uczynimy to z pełną świadomością. Gdy studiowałem, na zajęciach z fizjologii dostaliśmy polecenie, aby każdy zabił sobie żabę, a potem wypreparował jej serce. Okazało się, ku mojemu własnemu zaskoczeniu, że trzymanie w ręku skazanej na śmierć żaby i przecinanie rdzenia kręgowego, a potem wyraziste odczucie jej wyprężającego się w śmiertelnym skurczu ciała było bardzo trudne i bolesne. Na koniec okazało się, że serce tej żaby odłączone od wszystkiego, zanurzone w fizjologicznym płynie biło jeszcze pół godziny. Byłem poruszony czystością, niewinnością tego bijącego nie wiadomo dlaczego serca. Nigdy nie czułem czegoś podobnego, zrywając jabłko ani wyrywając rzodkiewkę. Odpowiadamy za to, czego jesteśmy świadomi. Zabijając zwierzęta, jesteśmy świadomi zabijania to fakt, któremu nie sposób zaprzeczyć. Jednak siła naszych przyzwyczajeń jest ogromna, więc usprawiedliwiamy, jak się własną słabość, niekonsekwencję i hipokryzję.

08:59, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
środa, 09 grudnia 2009

Trzecia część wywiadu z Wojciechem Eichelbergerem.

Przyjaciel na talerzu czyli zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia - mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Renatą Arendt­-Dziurdzikowską

http://www.eioba.pl/a101345/przyjaciel_na_talerzu_czyli_zwierzeta_sa_do_kochania_nie_do_jedzenia

Przecież kochamy zwierzęta, ale to nie przeszkadza nam zabijać je i zjadać. Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania, z cierpieniem zwierząt?

- Gdyby ściany rzeźni były ze szkła, nikt nie jadłby mięsa - powtarza Paul McCartney. Relacje tych, którzy widzieli, jak zabijane są zwierzęta, to horror. "Widziałam świnie niezdolne do chodzenia i stania na własnych nogach, zaciągane siłą do rzeźni; okaleczone zwierzęta, które wlokły za sobš własne wnętrzności" - pisze w książce "Milcząca Arka" Juliet Gellatley, angielska działaczka wegetariańska. Zdarza się, że żywe zwierzęta są obdzierane ze skóry...

-Niestety, to straszliwe cierpienie zwierząt staje się integralnym składnikiem kawałka mięsa lądującym na naszym talerzu. Mięso zwierząt rzeźnych zawiera w sobie nie tylko ogromną ilość adrenaliny, ale także innych toksycznych substancji związanych z ogromnym stresem, jaki przeżywają one na etapie hodowli, w transporcie i w ubojni, jak to się teraz elegancko mówi. Zawiera teżśrodki chemiczne, którymi karmione są zwierzęta, takie jak powodujące szybszy przyrost masy anaboliki i antybiotyki stosowane profilaktycznie przeciw epidemiom zwierzęcym

-Jak to na nas wpływa? Stajemy się bardziej agresywni?

-To też, ale przede wszystkim mniej zdrowi. Gdy 30 lat temu przestałem jeść mięso, poczułem wyraźną zmianę. Stałem się bardziej wrażliwy, cierpliwy, rozumiejący. Nie bez powodu wszystkie tradycje religijne ustosunkowują się jakoś do sprawy mięsa i we wszystkich pojawia się wyraźna sugestia, że niejedzenie mięsa może być pomocne w realizowaniu naszych religijnych, duchowych aspiracji. Także chrześcijaństwo postuluje, żeby przynajmniej raz w tygodniu wyrzekać się mięsa. Po co ten post? Bynajmniej nie po to, aby jak wielu sądzi umartwiać się, lecz po to, aby o siebie zadbać i oczyścić nieco ciało i umysł. Buddyzm idzie dalej i postuluje niezabijanie wszędzie tam, gdzie człowiek może się bez zabijania wyżywić. W hatha-jodze nie sposób przejść bardziej wymagających assanów gdy umysł zatruty jest agresją, a ciało zakwaszone mięsem

- Ale mięso daje poczucie bezpieczeństwa, sytości, ponieważ długo leży w żołądku.

Przede wszystkim daje iluzoryczne poczucie mocy, siły, panowania nad innymi, bycia kimś szczególnym. Na prymitywnym, atawistycznym poziomie karmi ludzką arogancję, iluzję bycia panami tego świata, którym wolno wszystko zabijać i zjadać.

11:43, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
poniedziałek, 07 grudnia 2009

Druga część wywiadu z Wojciechem Eichelbergerem.

Przyjaciel na talerzu czyli zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia - mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Renatą ArendtDziurdzikowską
http://www.eioba.pl/a101345/przyjaciel_na_talerzu_czyli_zwierzeta_sa_do_kochania_nie_do_jedzenia

 

 

wojciech 2Przecież kochamy zwierzęta, ale to nie przeszkadza nam zabijać je i zjadać. Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania, z cierpieniem zwierząt?

Rozmawiałam niedawno z wrażliwym mężczyzną, właścicielem gospodarstwa rolnego. Ma dużo zwierząt, które - jak twierdzi - bardzo kocha. Te, które zabija, sprzedaje, ponieważ nie byłby w stanie ich jeść. Dla swojej rodziny kupuje mięso w sklepie. I jeszcze jeden przykład. Kilka lat temu byłam w delegacji we Włoszech. Organizatorzy pokazywali nam, dziennikarzom ze Wschodu, nowoczesny zakład przetwórstwa mięsnego. Nigdy nie zapomnę przygnębiającego wrażenia, jakie zrobiło na nas to miejsce. Pracownicy przy taśmach z fragmentami zwierzęcych ciał byli bladzi i apatyczni, niechętnie odpowiadali na nasze pytania. Czuliśmy się jak w grobie. Przez wiele godzin po tej wizycie nie mogliśmy dojść do siebie. A jednak wieczorem na bankiecie niemal wszyscy jedliśmy szynkę parmeńską...

Tak objawia się owo rozszczepienie, o którym mówiłem wcześniej. Gdy w okolicach trzydziestki zacząłem robić wewnętrzne i zewnętrzne porządki w swoim życiu i m.in. zdecydowałem się na wegetarianizm, bardzo pomógł mi tekst, na który natknąłem się w książce Phiiipa Kapleau "Ochraniać wszelkie życie": "Od setek tysięcy lat z mięsa duszonego w garnku sączy się wywar żalu i nienawiści, którym tak trudno jest położyć kres. Jeśli chcesz wiedzieć, skąd biorą się na świecie nieszczęścia wojen, wsłuchaj się w rozpaczliwy krzyk dochodzšcy z rzeźni o północy". Ktoś mógłby zapytać, jaki jest związek między jedzeniem mięsa a wojną. Myślę, że bardzo wyraźny. Po to, by móc brać udział w szaleństwie wojny i zabijać ludzi, najpierw musimy się wewnętrznie rozszczepić. Tak jak dzielimy zwierzęta na te do kochania i te do zabijania, tak samo musimy podzielić ludzi na tych, których kochamy, i na tych znienawidzonych, których można, a nawet trzeba zabić. Wojna jest tragicznym wyrazem ludzkiego rozszczepienia, którego prototypem może być nasze dziecięce doświadczenie z kurczaczkiem do głaskania i kurczaczkiem do jedzenia

Chcesz powiedzieć, że jedząc zwierzęta, włączamy się w obieg zabijania, przykładamy rękę do wojen?

-Na ogół nieświadomie, ale tak. Świat jest całością, w której każde zdarzenie nieuchronnie pociąga za sobą następne. A my, ludzie pozostajemy w nieustannym stanie wojny ze światem przyrody. W bezlitosny, bezwzględny sposób, na skalę przemysłową eksterminujemy niewyobrażalne ilości zwierząt, fundując im swoiste obozy koncentracyjne i komory śmierci.

10:33, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
piątek, 04 grudnia 2009

Pierwsza część wywiadu z Wojciechem Eichelbergerem.

Przyjaciel na talerzu czyli zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia - mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską

http://www.eioba.pl/a101345/przyjaciel_na_talerzu_czyli_zwierzeta_sa_do_kochania_nie_do_jedzenia

Czy zwierzęta są do jedzenia?

Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

Przecież kochamy zwierzęta, ale to nie przeszkadza nam zabijać ich i zjadać, Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania, z cierpieniem zwierząt?

Od dziecka jesteśmy w tej sprawie uczeni hipokryzji. Małe dzieci bardzo kochają zwierzęta. Dziecięca miłość do zwierząt jest naturalna i wszechogarniająca. Gdy byłem dzieckiem, wszystko, co żyje pies, kot, koń, ptak, motyl, robak, ryba, meduza, jaszczurka czy wąż - przedstawiało sobą jakieś zachwycające objawienie. Ku utrapieniu mamy hodowałem z bratem w domu, co się dało. Sporo czasu w dzieciństwie spędzałem na wsi. Pamiętam, jak godzinami przesiadywałem w żłobie u pewnego konia. Uwielbiałem patrzeć, jak zanurza w owies swój wielki pysk, wydmuchuje nozdrzami powietrze i powoli, cierpliwie żuje. To był ogromny pociągowy koń, spokojny i silny. Dobrze było być blisko niego. Moje dziecięce serce pełne było zachwytu i przywiązania do wielu różnych zwierząt. To z nimi przeżywałem swoje pierwsze miłości. Myślę, że niemal każdy dorosły, jeśli mu pamięć dopisuje, odnajdzie w sobie podobne wspomnienia. A mimo to, jak większość dzieci jadłem mięso. Z pewnością któregoś dnia na moim talerzu też wylądowało "mięsko" albo "kotlecik". Dziecko nie wie przecież, skąd się wzięło "mięsko". Nie było świadkiem zabijania tego zwierzęcia. Pyta więc rodziców, co to jest. Wtedy wyraźnie zmieszani rodzice mówią mu, że "to taki kawałeczek cielaczka albo kurczaczka, albo świnki. Dziecko jest zaskoczone, zaczyna mieć pierwsze wątpliwości, pyta zatem, co się stało z tym kurczaczkiem. Czy to znaczy, że został zabity? Wtedy słyszy, że został zabity jakiś inny kurczaczek, nie ten, którego zna i lubi. W ten właśnie sposób uczymy się hipokryzji i podwójnej moralności. Rozpoczyna się w nas proces wewnętrznego rozszczepienia na dwie nie mające ze sobą nic wspólnego części. Jedna przeżywa w związku ze zwierzętami niestety już nieprawdziwe, egzaltowane miłosne wzruszenia, a druga zachwyca się smakiem mięsa i udaje, że nie ma nic wspólnego z zabijaniem. Już jako dzieci całujemy i przytulamy zwierzątka, jednocześnie nieświadomie uczestnicząc w ich zabijaniu. Świat naszych wyższych uczuć oddziela się całkowicie od świata kuchni i stołu. Zwierzęta, które żyją obok nas i mają swoje imiona, nazywamy przyjaciółmi. Cała anonimowa reszta jest do zabicia i zjedzenia. Zaczynamy żyć podwójnym życiem.

 

10:25, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
piątek, 27 listopada 2009

 

Ile czasu spędziłeś pracując jako rzeźnik?
11 lat, nie wliczając roku, który spędziłem robiąc to podczas służby wojskowej.

Jakie są, ogólnie mówiąc, najznakomitsze myśli, które pamiętasz z czasów kiedy byłeś rzeźnikiem?
Nie znałem siebie i świadomie, wiedziałem, nie działałem jak istota ludzka.

Jak trafiłeś do zawodu?
Nie wszedłem sam z siebie, zostałem wprowadzony. Mój ojciec mówił mi od wczesnych lat o idei otrzymania pracy i chociaż rankiem próbowałem być w szkole to popołudniu musiałem pracować w sklepie rzeźniczym. Kiedy miałem 14 lat ojciec zachorował i musiałem rzucić szkołę (mimo, że miałem stypendium) ponieważ praca trwała od 6 rano do 23 w nocy.

Opowiedz nam o odejściu ze sklepu rzeźniczego i stawaniu się wegetarianinem...
Wierzę, że każdy prędzej czy później osiągnie przebudzenie, myślę że wychodzi to z serca. To było konsekwencją wejrzenia do wnętrza mojej duszy i rozpoczęcia przemyśleń kim naprawdę jestem. Miałem wiele snów z dzieciństwa, pochodzących z okropnych przeżyć: załadunek jagniąt - ofiar, gdy miałem 9 lub 10 lat. Zajmowałem się owcami jako pastuch z Guadalajary, co polegało na spędzaniu całej nocy zarzynając około 600 jagniąt; jedno z nich było ze mną całą noc, troszczyłem się o nie i bawiłem się z nim aż do momentu gdy nastąpił wstrząs, oni zabrali je ode mnie, powiesili głową w dół i poderżnęli gardło. Sam fakt bycia tam i oglądania tej masowej rzezi jest dla młodego chłopca całkowitym szokiem, zwłaszcza gdy słyszy się głośny głos matek stojących na przeciwko śmierci swoich dzieci. Można również zauważyć reakcję owiec, niektóre są cicho gdy inne próbują uciec biegnąc, one nigdy nie okazują agresywnych zachowań, są bardzo pacyfistycznymi zwierzętami.

Czy rzeź powtarzała się?
Tak, zwłaszcza podczas Świąt Bożego Narodzenia. Tutaj w Madrycie jest dużo rzeźni i rzeźnicy mogą kupować mięso bezpośrednio od nich [w Hiszpanii rzeźnikami nazywa się też osoby zajmujące się wytwarzaniem produktów mięsnych czyli naszych masarzy - dop. red.]. W każdym razie, w innych regionach Hiszpanii, głównie w małych wioskach, nie ma rzeźni i rzeźnicy muszą się zwracać do najbliższego bacy. Kupują owce bezpośrednio u niego i zabijają zwierzęta sami, nawet baca. Pamiętam raz jak pociąg przejechał przez stado owiec i je pozabijał. Wagony roznosiły wnętrzności zwierząt po całych torach aż wiadomość o tym dotarła do wsi i jacyś rzeźnicy z Madrytu przybyli pozbierać martwe ciała z szyn i sprzedali je 5 dni później po niższej cenie.
Kiedy mówimy o rzeźniach to mamy na myśli np. The Legazpi (w Madrycie) z wysoką technologią, stosowanie wszelkich regulacji itp., lub Alca de Henares. Jednak większość mięsa konsumowanego w wiejskich obszarach pochodzi z innych rzeźni. Bez technologii lub nawet takich gdzie zwierzęta są nożem przez rzeźników sprzedających później ich mięso.

To jest zupełnie zaskakujące co mówisz o pasterzach owiec, to burzy typowy obraz bacy...
To prawda, to nie ma nic wspólnego z uroczym pastuszkiem z fletem, lub Piotrem z książki o Heidi. Tym niemniej oni są zwykłymi ludźmi z najbliższej wsi, zimnymi ignorantami bez uczuć, z urazami psychicznymi postępującymi w czasie. Tutaj występuje wysoki procent seksualnych nadużyć wobec zwierząt, wraz z wieloma innymi typowymi nadużyciami.

Opowiedz o procesie przetwarzania mięsa, od śmierci zwierzęcia po otrzymanie mięsa przez konsumenta.
Pamiętajmy, że właśnie zabite zwierzęta są sprowadzane bezpośrednio do rzeźni reprezentującej sieć magazynów lub rzeźnik idzie tam i selekcjonuje mięso, które chcą. Potem podążają ciężarówkami do magazynów gdzie się rąbie mięso (kiedy mówimy o dużych magazynach), zaczynają szykować mięso do podziału i dystrybucji do innych sklepów. W sklepie rzeźnik sam przetwarza mięso i ma tylko jedną przesłankę: osiągnąć jak najwyższy zysk jak najmniejszym kosztem.

Jak się postępuje aby otrzymać potrzebne zyski?
To zależy, każdy ma własne sposoby. Zwykle "świeże" mięso zostaje poddane całkowitemu przetworzeniu oddzielnie od kiełbas, ponieważ mięso używane do kiełbas jest najgorsze i najniższej jakości. "Świeże" mięso, kiedy poleży przez jakiś czas w wielkich lodówkach zaczyna brzydko pachnieć i gnić, wtedy właśnie używa się chemicznych proszków. Mięso umieszcza się w pełnych wody kontenerach i dodaje się proszków, leży całą noc i następnego ranka, po usunięciu wody znów wygląda na świeże. Jeśli chodzi o wołowinę to proszki także są używane, bezpośrednio do mięsa co jest nielegalne. Niektóre substancje są co prawda legalne, ale większość z nich nie jest dopuszczalna. Jedną, salfema (całkowicie zakazana) dolewa się do zgniłej cielęciny (dolewa się nawet do świeżego mięsa by przetrwało dłuższy czas), mięso absorbuje tą substancje i staje się miękkie, lepkie jak syrop. Powoduje biegunkę, zwłaszcza silną u dzieci, które zaczynają chorować.

A co powiesz o wieprzowinie?
Prosiak jest wszystkożernym zwierzęciem, więc hodowla jest prosta a koszty niskie. Znam farmę gdzie aktualnie można znaleźć góry odpadów, produktów piekarskich, które stanowią pokarm świń. Prosię może dożyć 20 lat, ale tradycyjnie zabija się je kiedy ma rok, to odnośnie do tradycyjnych rzeźni w małych wioskach. W dzisiejszych czasach prosię przeznaczone na rynek zabija się w wieku 7 miesięcy, jeśli ma odpowiednią wagę. Świnia je wszystko, nawet zainfekowane chemicznie produkty, wszystkie rodzaje lekarstw itp., wszystko jest OK tak długo jak prosię tuczy się. W tym czasie wszystko jest możliwe.

Jakie są konsekwencje otrzymania mięsa w ten sposób?
Działa tutaj bardzo prosta logika; najniższa jakość pokarmu zwierzęcia powoduje, że mięso wkrótce zaczyna gnić. Zwykle mięso dobre jest dwa dni nie dłużej, potem ma brzydki zapach i zaczyna się proces gnilny. To dlatego wymyślono kiełbasy i mięso marynowane.

Jak te produkty się wytwarza?
Na marynaty mięso jest już z odpadów. Preparuje się w kontenerach z wodą, pietruszką, cytryną, dzikim majerankiem i chemicznymi dodatkami, których funkcją jest zabicie wszelkich bakterii. Potem, w zależności od rodzaju produktu który zamierza się robić, mięso może być w kontenerach od jednego dnia do całego tygodnia. Następnie wyjmują mięso i marynują z innymi chemikaliami (w teorii jest to papryka, ale faktycznie jest to nic więcej niż antyutleniacze, konserwanty i dodatki).
Przejdźmy do kiełbas, och to długa historia. Całą książkę można by napisać na ten temat. Jednym z najgorszych produktów jest kiełbasa Bologna, ponieważ w jej wytwarzaniu używa się zgniłego mięsa zmieszanego z chemicznego produktami aż do osiągnięcia fermentacji. Wiele lat temu, w jakimś miejscu, również wrzucano do środka kota (żywego lub martwego) aby sprawdzić, czy mięso było dobrze sfermentowane: to jest czy kot został pochłonięty przez kwas. Kiedy mięso dobrze sfermentuje, dolewa się wszystkie antyutleniacze, konserwanty, przyprawy (ukrywają brzydki zapach), dodatki i proszki, które nadają charakterystyczny smak. Gdy jemy kiełbasę Bologna lub Chorio [inna typowa hiszpańska kiełbasa - dop. red] różne smaki tych produktów to bezpośrednia konsekwencja wszystkich chemicznych dodatków wlanych do środka.

Jak się produkuje inne kiełbasy?
Chorizo na przykład, wytwarza inaczej inny rzeźnik lub fabryka mięsa, choć one wszystkie są podobne. Mięso użyte do Chorizo obecnie pochodzi z resztek uboju, które nazbierały się przez cały dzień. W niektórych sklepach rzeźniczych mamy sytuację taką, że zamiata się podłogę i posyła wszystko do produkcji, zawiera to popiół, pety, martwe owady... Kiedy znajdzie się cały stos do użytku (co zwykle zabiera tydzień lub nawet więcej, pamiętając ile trwa proces gnilny), umieszcza się go w maszynie siekającej, która mieli wszystko, rozkładające się mięso i każdą inną rzecz. Potem, wszystkie chemiczne środki wkłada się do kontenerów z wodą i winem, dodaje zmielone "mięso" i miesza. Gdy mieszanka jest gotowa do włożenia do maszyny kiełbasianej, przygotowuje się trzewia owiec. Te wnętrzności przenoszone są w pękach z solą, następnie wkładane do wody, każdy oddzielnie. Potem wprowadza się do maszyny robiącej kiełbasę za pomocą rury i uzupełnia "mięsem", na koniec wiąże się to nitką.

Przypuszczam, że istnieje wiele sztuczek aby zachować świeże mięso przez dłuższy czas niż to jest dozwolone...?
Małe świnki, gdy nadchodzi popyt, są bardzo trudne do dostania, to jest powód dlaczego większość z nich jest od razu przenoszona w postaci zamrożonej. Pewnego razu podczas Świąt Bożego Narodzenia dostarczono około 1000 małych wieprzków i położono pod ladą w sklepie warzywnym (podczas całych świąt), po kolei zaczęto je rozmrażać, ponieważ zamrożone zostały 10 lat wcześniej!!! Kiedy zamarzają ich skóra robi się czarna, to nie wygląda atrakcyjnie. W tej sytuacji stosuje się sztuczkę, która polega na tym, że kładzie się wieprzowinę i wybiela, potem czyści i na końcu gotuje z krwią jagnięcą aby wyglądała jakby dopiero co zabita świnia. Pierwszej rzeczy jakiej musi się nauczyć rzeźnik jest sprzedać najstarsze kawałki mięsa tak szybko jak to jest możliwe, dlatego istnieje mnóstwo sztuczek. Na przykład wiele produktów jest zalewanych salfemą (pamiętajmy, że jest to nielegalne) aby wyglądały na świeże. Również zwykłą sprawą są szczury w sklepach rzeźniczych, które są zabijane tym samym kamieniem używanym do zdejmowania tłuszczu zwierząt lub nawet nożem, którym kroi się mięso. Ogólnie rzecz biorąc, mógłbym tu przytoczyć tysiące historii takich jak te.

Co wiesz o "wściekłych krowach"?
Zanim zacznę o tym to przyznam, że sprzedawałem angielską i szkocką cielęcinę, co było zwykłą czynnością. Po przemyśleniu tego, wszystkiemu winna jest sucha karma z ubitych zainfekowanych tą chorobą owiec, które podano krową. W Hiszpanii mamy angielskie owce od 11 lat, nie więcej, z tego co wiem, ponieważ sprzedawałem to mięso od początku. Angielska owca jest dla rzeźnika produktem złej klasy, ponieważ kiedy się ją przygotowuje cuchnie. Wiele owiec posiada białe plamy pośród żeber, ropne bąble, a niektóre z nich są całkiem czerwone z powodu śmierci przez uduszenie podczas transportu. Zgodnie z powiedzeniem: "Wszystko jest OK, skoro to dla Hiszpanii". "Świeże" produkty pochodzą nie tylko z Anglii, gdyż większość białej cielęciny importuje się z Holandii. Oni podają to w skrzynkach wypełnionych torebkami bez powietrza zawierającymi mięso sprzed kilku miesięcy. Sznurek używany do marynatów przychodzi też w takich torebkach z Francji. Dodam, że większość produktów wewnątrz opakowań próżniowych jest zgniła, a nawet jeśli nie to po otworzeniu bardzo śmierdzi ponieważ tak długo były bez powietrza. Z drugiej strony angielska owca jest wciąż do nabycia, pamiętajmy o tym, że jest to choroba dziedziczna i może przechodzić na małe zwierzęta z tych zainfekowanych.

Co byś powiedział ludziom, którzy wciąż jedzą mięso?
Zauważyłem, że bycie wegetarianinem nie jest złe dla naszego zdrowia tak jak twierdzi to wielu lekarzy, chcących byśmy w to uwierzyli. Gdy przyjrzymy się wszystkim mięsnym produktom i ich zawartości, mogę was zapewnić, że to bardzo szkodzi waszemu zdrowiu i myślę, że jeśli jakiś kraj odmawia propagowania wegetarianizmu to tylko z jednej przyczyny: są to ekonomiczne korzyści płynące z tego, jak w Anglii musi się zabić wszystkie 11 milionów bydła, czego nie zrobienie mogłoby spowodować duży deficyt i ekonomiczną dziurę. Nie powinniśmy zapomnieć kto ciągnie zyski z tego biznesu: mnóstwo rolników, posiadaczy ziemskich, agencje transportu, rzeźnie, ubojnie, przetwórnie, sklepy, producenci pasz, posiadacze ziemi gdzie ta pasza wyrosła... Chciałbym powiedzieć tym co jedzą mięso: gdy usiądziecie za stołem musicie się zastanowić czy to jest dobre dla waszego zdrowia, samopoczucia i myślenia? Chciałbym także zapytać ich, ponieważ wiem, że bierze się owieczkę jako słodkie stworzenie ze znanych skeczy telewizyjnych, mając to w głowie wieszacie ją i dobrym ostrym ostrym nożem wbijacie ostrze w gardło, w czasie zarzynania słuchacie wrzasku wypełniającego całe wasze ciało zwierzęcym krzykiem, który zaczął rozlew krwi. Potem musicie przeciąć skórę, wyjąć wnętrzności, organy i zacząć rąbać na płaty. Czy jesteście zdolni zrobić to sami?

Zawsze jest czas na zmianę.

Wywiad zaczerpnięty z czasopisma "Inny Świat"#10

http://www.innyswiat.most.org.pl/

Wywiad w oryginalnej wersji dla A.L.A., c/Montera 34 -5, 28013 Madrid, Spain
Przedruk z ANTIPODER#9.
Tłum. Nata

 

 

09:39, iveggy , Dlaczego weganizm?
Link
Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm