Wegańskie bajki i wiersze

czwartek, 24 listopada 2011

Autorem wierszyka jest Hans:

Wtrącę swoje trzy grosze

Zawołam: Jestem jaroszem!

Liczne zdobywam moce

Kiedy sięgam po owoce

Szukam przepisów nowych,

Równie smacznych, co zdrowych

Tofu tydzień zaczyna

Siła wciąż się mnie trzyma

I dlatego we wtorki

Gotuję miskę cieciorki

W środy oraz w czwartki

Proponuję pieczarki

Weekend to czas na kotlety,

Więc smażę ryżowe pulpety

O choroby się nie boję,

Bo zajadam chętnie soję.

Posiłki tego pokroju

To pewnik dobrego nastroju.

Wierzę, że wierszyk zachęcił,

By nas - wegan było więcej!





piątek, 14 października 2011

Wegańska bajka dla maluchów, którą nadesłała Malwina Sarniak.

 

Pojechaliśmy z mamą i tatą na wakacje samochodem. Fajnie mieć wakacje, można spać, ile się chce i bawić się całymi godzinami i chodzić na dalekie wycieczki. A jak nogi się zmęczą, to tata bierze na barana i wszystko widać z góry – ma się wtedy poszerzony horyzont. Chociaż tata nie przemieszcza się z prędkością dźwięku, więc podróż samolotem to to nie jest, ale zawsze można poprosić o zestawienie na ziemię i pobiegać, jak się chce poczuć wiatr we włosach.

Pewnego dnia szliśmy sobie zielonymi łąkami. W pewnym momencie usłyszałem głośny ryk i dostrzegłem krowę – była całkiem blisko. Widziałem już krowy, ale raczej z daleka. Spotkanie oko w oko z krową to co innego. Była przeogromna, miała duże rogi, ogromny pysk i niezwykłe, wielkie, smutne oczy. Mamo dlaczego ona tak smutno patrzy? Krowa znów zaryczała. Mama odparła, że krowy ryczą i że ona nie rozumie krowiego języka.

Ale byłem uparty – smutek w jej oczach miał przecież jakiś powód. Niedaleko była gospodyni. Podbiegłem do niej i spytałem: „Proszę pani, dlaczego ta krowa tak ryczy?” Głupie pytanie. Ryczy i już. Ale głupie pytanie czy nie, jak nie spytam, to się nic nie dowiem, bo mama nie rozumie krowiego języka. Gospodyni spojrzała na mnie jakby zdziwiona i nic nie powiedziała, więc ponowiłem pytanie: „Dlaczego ta krowa tak ryczy i ma takie smutne oczy?” Mućka? Oho – ona ma imię nawet – pomyślałem. ,,Czy wie pani, że ona ma smutne oczy?” spytałem znowu. „Tak." - mówi gospodyni - ,,Tęskni za swoim dzieckiem. Wczoraj sprzedaliśmy jej cielaczka Gwiazdka."

Zgłupiałem – jak można sprzedać czyjeś dziecko? Jakby mnie ktoś sprzedał obcym ludziom, to bym chyba zwariował. Kocham moją mamę, chociaż nie zna krowiego języka i tatę, chociaż czasem krzyknie. Ale to są moi najukochańsi rodzice i nie chciałbym, żeby mnie ktoś od nich zabierał. Sprawa z cielakiem na tyle mnie zaintrygowała, że dociekałem dalej. „No dobrze pani gospodyni, ale dlaczego pani sprzedała Gwiazdka?” „Jak to dlaczego? Żebyś mógł pić mleko. Mleko krowa ma wtedy, gdy urodzi cielaczka, ale jak cielaczek zostanie, to wypije mleko i nic dla ciebie nie zostanie mały”. Mały, mały. Nie jestem wcale taki mały. Ale mniejsza o to. Skoro krowa ma mleko po urodzeniu cielaczka, to jest chyba tak, jak moja mama miała mleko, kiedy urodziła mnie? Ale jak mama urodziła mnie, to mleko piłem ja, bo to było mleko mojej mamy. Czyli mleko krowy jest dla cielaka, dla jej dziecka. To ja już nic nie rozumiem. Przecież nikt nie zabierał mleka od mojej mamy, żeby nakarmić koty, psy czy krowy. Mleko mamy jest dla jej dziecka. I lepiej niech tak zostanie.



środa, 28 września 2011

 

Widocznie weganie nabierają rozmachu twórczego, bo dzisiaj otrzymałam prowegańską bajeczkę dla maluchów, którą nadesłała Malwina Sarniak.


 

W naszej grupie przedszkolnej wszyscy się lubimy. No czasem ktoś komuś dokucza, ale tylko troszeczkę, a potem się godzimy i nie ma problemu.

Ja bardzo lubię Julkę i chętnie się z nią bawię, bo jest taka wesoła i nigdy nie marudzi. Zawsze się zgadzamy, w co się będziemy bawić. Ale czasem Julka bawi się z kimś innym, co nie znaczy, że już mnie nie lubi. Tak było pewnego dnia. Julka bawiła się z Magdą w jakieś dziewczyńskie zabawy, a ja poszedłem potrenować pompki z chłopakami.

Ćwiczę sobie, dobrze mi idzie, Maciek liczy – raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć… No miałem nadzieję, że dojdziemy do 10, ale nagle wydarzyło się coś strasznego. Przerażający krzyk rozdarł powietrze w naszej sali. Julka! – poznałem jej głos i natychmiast pobiegłem na ratunek. Skoro tak wrzeszczy, to na pewno złamała nogę, albo się skaleczyła albo nie wiadomo, co się jeszcze okropnego stało. Podbiegliśmy do Julki, żeby zbadać sytuację i uratować ją. Ale nie widać, żeby miała jakieś obrażenia, tylko krzyczy wniebogłosy. Zakryła oczy rękami i skuliła się cała. Pytam – Jula, co się stało? Boli cię coś? Potrząsnęła głową, czyli nie. Jula, a może ktoś ci powiedział coś niemiłego? Znów potrząsnęła głową. No to już nie miałem pomysłu, co może jej być. W końcu wyciągnęła nieśmiało palec w kierunku ściany, na której wisi taka fajna jabłonka i cicho wyjęczała : „Pa, pa, pa, pająk…”

O rany! No tego się można było spodziewać po dziewczynie. Przerażający pająk, straszny potwór przyszedł ją pożreć, hehehe. Trochę mnie to rozśmieszyło, ale się powstrzymałem od komentarza, bo by się na mnie obraziła. Nagle Adrian zdjął kapcia z okrzykiem: „Zaraz go załatwimy!” i już zamierzył się, by rozgnieść kapciem pająka, kiedy Agnieszka go powstrzymała, dosłownie w ostatniej chwili. „Stój! Można inaczej. Przecież on jest taki mały, chodzi sobie tylko.” Marcin wziął kubek pani Ani, a Magda kartonik z naszej gry ,,Gdzie jest Gacek’’. Marcin nakrył ostrożnie pająka kubkiem, a potem bardzo, bardzo delikatnie wsunął kartonik między kubek a ścianę. No a potem to już najtrudniejsza sprawa – jak podnieść ten kubek, żeby pająk nie uciekł. Ale na szczęście pani Ania przyszła z pomocą – wzięła kubek z kartonikiem i pająkiem ukrytym w środku. Julka się wreszcie uspokoiła, a my wszyscy obserwowaliśmy, co będzie dalej. Na szczęście nasza sala jest na parterze, więc pani Ania postanowiła, że wypuścimy go za okno. Otworzyła kubek już za oknem, na parapecie, a pająk wyskoczył i uciekał co sił w nogach – wcale mu się nie dziwię – jak ktoś zobaczy takiego wielkiego kapcia nad sobą, to tylko zwiewa.

Pająk zszedł sobie po ścianie prosto na trawę. Tam odtańczył taniec radości z okazji uratowania życia. Potem bardzo grzecznie podziękował dzieciom, że go potraktowały łaskawie i uratowały przed kapciem Adriana. Ale dzieci już tego nie słyszały, bo znów zajęły się zabawą, a pająki mówią bardzo cichutko. Mówią cichutko, ale też chcą żyć.

 




Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm