Polemiki

wtorek, 14 lutego 2012

 

Mój blog padł „ofiarą” trenera biznesowego Jakuba „S.” (użyjmy tego skrótu, bo na pewno ten pan będzie starał się wytoczyć mi sprawę sądową za ujawnienie jego nazwiska). Zaczęło się od tego, że zamieściłam  na mojej stronie fejsbukowej wg mnie niewinny artykuł, dotyczący hinduskiego jogina, który twierdzi, że nie je od ponad 50 lat. Artykuł pochodził z gazety wyborczej i dostępny jest tutaj.

Dlaczego zamieściłam ten artykuł? Zawsze od dziecka fascynowała mnie możliwość niejedzenia. Mając 10 lat marzyłam, że kiedyś jedzenie będzie podawane w pigułkach - tak bardzo nie lubiłam jeść. Mając lat 17, nie mogłam znieść myśli o mordowaniu zwierząt na jedzenie. Mając lat 18, w teorii także rośliny zaliczałam do żyjących i nie chciałam ich jeść. Dlatego uważałam, że najlepszym wyborem byłoby jedzenie samych owoców. Owoców jednak nie było w sklepach, kiedy ja dorastałam. Wiedziałam także, że w powietrzu żyją różne mikroorganizmy. Samo oddychanie sprawiało, że czułam się odpowiedzialna za „czyjąś” śmierć. Można nazwać mnie histeryczką czy nadwrażliwą. To na pewno, ale taka się już urodziłam. Oczywiście z czasem wyrosłam z tej wrażliwości… Dzielę się moją historią dlatego, że kiedyś obiecałam, że opowiem, jaka była moja droga.

Będąc nastolatką, bardzo się ucieszyłam, kiedy po raz pierwszy przeczytałam o buddystach będących wegetarianami, a jeszcze bardziej, kiedy przeczytałam o dżinistach, którzy zakrywali usta, aby nie połykać mikrobów, i chodzili wszędzie z miotełkami, żeby nie nadepnąć na jakieś żyjątko.

Teraz jednak wrócę do tematu tego wpisu, a „moją historię” dokończę za parę dni.

Umieściłam więc na mojej stronie fejsbukowej link do tego artykułu. Hinduski jogin twierdził, że żywi się energią słoneczną. Umieściłam link i zapomniałam o nim - tak naprawdę to aż tak bardzo mnie ten temat już nie interesuje. Ale nagle rozszalała się burza. Niektórzy weganie, mimo że podobno są wrażliwi na cierpienie innych istot, zaczęli zostawiać nieprzyjemne komentarze. Coraz bardziej nieprzyjemne, a niektóre coraz bardziej obraźliwe.

Od tego czasu, dzięki Jakubowi S. i innym absolutnie agresywnym i napastliwym (których wtedy zablokowałam z mojej strony na fejsbuku), zupełnie inne i nie związane z tym przypadkiem osoby zaczęły pisać obraźliwe komentarze pod zupełnie neutralnymi postami, np. kulinarnymi. Czyżby Jakub i jego „szajka” szkalowali mnie na różnych forach i w dziecinny sposób namawiali innych wegan do pisania krytycznych uwag, żeby mi dokuczyć?

Od ponad 2 lat spędzam kilka godzin dziennie i tłumaczę teksty dla ludzi, którzy chcą się dowiedzieć, co dzieje się na świecie. Ale muszę wam się zwierzyć, że taka agresja i napastliwość odbiera mi inspirację.

Jakub S., po tym, jak został zablokowany, wysłał do mnie 4-5 maili, prosząc o odblokowanie. Odpowiadałam mu, że biorąc pod uwagę jego komentarze, nie jest mile widziany na mojej stronie.

Kiedy w końcu zrezygnował, napisał mi, że aktywnie szkaluje mnie i moje strony internetowe w środowisku.

Jak ja mam na to odpowiedzieć? Czy mam zamknąć stronę na fejsbuku i przestać pisać tego bloga? Na pewno Jakub by się uciszył, że aż tak bardzo potrafi mnie dotknąć…

Nie miałam zamiaru o tym pisać, ale po pierwsze, należy przeciwstawiać się zjawisku cyberbullingu (cyberprzemoc zabiła już ok. 13 mln), a po drugie weganizm jest bardzo „młody” w naszym kraju, i napaść na jedyny codziennie uzupełniany blog na ten temat może być sponsorowana przez lobbystów przemysłów mięsnego i nabiałowego. W środowisku wegańskim na całym świecie znajdują się osoby pracujące dla lobbystów, rządów, policji etc., które próbują skłócić ten ruch. Tacy ludzie jak najbardziej starają się być jednymi z nas. Przestrzegają diety, chodzą na spotkania, namawiają innych, by przyjęli weganizm.

Czasami jednak można zauważyć, że coś jest nie tak.

Szkoda, że cenny czas musi być marnowany na takie banalne tematy. Nie wszyscy są oczywiście agentami. Ech ten fejsbuk… zauważyłam też, że osoby niedoceniane, które uważają się za super inteligentne i elokwentne, najczęściej pragną zostać zauważone, zostawiając wydumane wyszukane wymyślne pseudonaukowe komentarze. Bo tak naprawdę, to nic poza tym nie chcą robić. Nie organizują zdarzeń, akcji, nie rozdają ulotek, tylko piszą i piszą… komentarze…

Ludzie najbardziej lubią atakować kogoś, kto otwarcie przyznaje się do swojej słabości. Nazywam to zjawisko „syndromem miśki”. Określenie to pochodzi od mojej koleżanki Miśki. Im ja (czy ktokolwiek inny) byłam dla Miśki milsza, im byłam bardziej uczynna i otwarta, tym gorzej mnie Miśka traktowała. Miśki już nie widziałam od kilkunastu lat, ale dzięki niej, kiedy spotykam ludzi jej pokroju, to po prostu spokojnie mówię sobie: to tylko następna Miśka.

Tak więc Jakubie S. wraz ze zwolennikami:

Jeśli uważacie, że strona na fejsbuku nie jest na waszym poziomie, to po prostu ją ignorujcie (tak postępują osoby dojrzałe). Jeśli artykuły na moim blogu was nie interesują, to ich nie czytajcie. Jeśli nie podobają się wam przepisy na prowadzonym przeze mnie blogu Weganizm w kuchni, to ich nie wypróbowywujcie… Jak mówi jedno z nagrodzonych na tym blogu haseł: Weganizm - żyj i daj żyć.

 



wtorek, 28 czerwca 2011



Wielkie żarcie mięsa... czyżby Gazeta Wyborcza obawiała się przemysłu mięsnego? Artykuł, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 22 kwietnia pod tym tytułem nie jest spójny; mówiąc o cierpieniu zwierząt, przekonuje nas jednak do jedzenia mięsa zwierząt, które "lepiej traktowano" za życia.  

 W papierowym wydaniu Gazety Wyborczej, artykuł zaczyna się tak:

Gdyby zamiast pasz dla zwierząt uprawiać zboże dla ludzi, można by nim nakarmić  ponad miliard z nas.

 Na pierwszy rzut oka, ten podtytuł sugeruje, że gdybyśmy przeznaczyli zbiory, które zostają przetworzone na paszę, dla konsumpcji ludzkiej, to moglibyśmy tym jedzeniem nakarmić miliard ludzi, czyli dokładnie tyle, ile głoduje na całym świecie. Oczywiście, jeśli zabierzemy paszę zwierzętom, będziemy musieli zmienić dietę z mięsnej na roślinną.

 Ten sam artykuł tej samej autorki w internecie na stronie Gazety Wyborczej zaczyna się tak:

Możesz tak ułożyć swoją dietę, żeby zwierzęta, które zjadasz przeżyły swoje życie w godnych warunkach. I wcale nie musisz zostać jaroszem. (link)

Z tego podtytułu wynika, że wcale nie musimy przestać jeść mięsa.... Problem głodu? Tak naprawdę to przecież nie u nas.
Sam artykuł zawiera bardzo dużo informacji, pokazuje okrucieństwo dzisiejszego przemysłu hodowlanego. Jednak w podtytule i w niektórych fragmentach artykułu nadal czytamy: nie trzeba zostać jaroszem...? Oczywiście, że nie. Jarosz ma na swoim sumieniu taką samą ilość cierpienia co mięsożerca.  Krowy mleczne, które przez kilka lat wyzyskuje się i trzyma w tragicznych warunkach, następnie przeznacza się na mięso. Tak więc, jeśli ktoś uważa, że picie mleka nie przyczynia się do śmierci zwierząt, niech to sobie jeszcze raz przemyśli. Bez zapotrzebowania na mleko i mięso, nie mielibyśmy farm hodowlanych. Ale zaraz, co by się stało, gdyby nikt nie jadł mięsa, ale wszyscy pili mleko? Bez zapotrzebowania na samo mięso, nadal istniałyby farmy przemysłowe dla krów produkujących mleko.

Jednak krowa daje mleko tylko wtedy, kiedy ma młode. Mleko, jak u wszystkich ssaków, jest przeznaczone dla młodziutkiego zwierzęcia. Czyli gdyby nikt nie jadł mięsa, to i tak trzeba by zabijać młode byczki, bo one nigdy nie będą produkować mleka. A co gorsza, byłyby konkurencją do "naszego" (ale tak naprawdę to 'ich') mleka.
A teraz powiedzmy kilka słów o samych krowach. Stoją one rzędem podłączone nonstop do maszyn ściągających mleko. Tęsknią za swoim cielakiem, którego brutalnie im zabrano i zarżnięto na cielęcinę. Podaje im się hormony, żeby sztucznie wydłużyć okres produkcji mleka. Podaje im się antybiotyki, aby nie chorowały ze stresu i brudu. Są kopane, bite i kiedy już schorowane nie dają wystarczającej ilości mleka, zawozi się je do rzeźni, gdzie często skopuje się je z wysokich ciężarówek i na połamanych nogach idą pod nóż.
Smaczne mleko? A masło, przecież jak tu żyć bez masła? Najlepiej w ogóle nie myśleć o tym. Bo wtedy może nie będzie tak  dobrze smakowało. Och, ale poczekaj, zapomniałam dodać, że w mleku i maśle jest mnóstwo wydzieliny ropnej, która z zainfekowanych nadwyrężonych wymion dostaje się prosto do mleka. Smacznego.
Czy krowy mleczne są hodowane na farmach przemysłowych czy w małych gospodarstwach, cały proces jest podobny. Zawsze odbiera im się cielaki i zawsze są skazane na łaskę "gospodarza". Codziennie widzę takie "ekologocznie" hodowane krowy, które nie mają nawet schronienia, kiedy pada deszcz czy grad, ani nie mają cienia, kiedy pali słońce.

Wracając do artykułu, może powinnam powiedzieć, że dobrze, że ukazują się  jakiekolwiek wiadomości na ten temat. Z drugiej strony, zamiast propagowania jedzenia mięsa z hodowli ekologicznych, może ktoś powinien napisać rozsądny artykuł o zdrowym wegańskim sposobie odżywiania się, który pozwoli na eliminację głodu, zatrzyma emisję większości gazów cieplarnianych i naprawdę zlikwiduje nieopisane niepotrzebne cierpienie zwierząt - cierpienie, które sprawia, że czuję wstyd, że należę do rasy ludzkiej.

 



poniedziałek, 14 marca 2011

Tłumaczenie artykułu Healthy Vegan Diets Can Include Meat Analogues

 

Małe stoisko z hot dogami w moim miasteczku, reklamuje dużym odręcznym napisem, że sprzedaje wegańskie hot dogi (Kiedyś sprzedawali wekańskie hot dogi; ja im nie zwróciłam uwagi, ale ktoś inny tak.) Mimo że mieszkam w hippisowskim miasteczku, w którym takie rzeczy nie są czymś niezwykłym, to jednak sprawia mi to radość. Wegańska opcja hot dogów daje mi nadzieję na przyszłość.

W USA pierwszy substytut mięsa przygotował John Harvey Kellogg w 1896 roku i nie był to hotdog. Zrobił kotlety orzechowe ze zmielonych orzeszków ziemnych i ziarna i serwował je, zamiast mięsa, pacjentom w swoim sanatorium w Battle Creek, w Michigan. Ułatwiało to pacjentom Kellogga przejście na wegetarianizm, i substytuty mięsa nadal ułatwiają wielu ludziom przechodzenie na dietę bezmięsną.

Ale odkąd w programie Ophra ktoś zaprezentował wózek z wegewędlinami i wegeserami, ciągle słyszę o tym, jaki to jest zły sposób na uczenie ludzi, by zostali weganami.

Zgadzam się, że wózek załadowany wegańskim mięsem nie jest reklamą najzdrowszej żywności, ale czy to znaczy, że nikt nigdy nie powinien jeść tych produktów? Oczywiście, niektóre składniki popularnych alternatywnych produktów nie pochodzą prosto z ziemi. Są wynikiem różnych faz przetwarzania. Ale co z tego? Produkty przetworzone – jak tofu w Japonii, oliwa z oliwek w rejonach śródziemnomorskich czy zaprawiane limonką kukurydziane tortille w Meksyku, wchodzą w skład tradycyjnych diet od wieków i uważa się je za zdrowe i odżywcze.

Może nie powinniśmy zachęcać ludzi do spożywania przetworzonych produktów, aby chronić zdrowie wegan i reputację weganizmu. Jeśli jednak będziemy głosić, że zdrowa dieta wegańska opiera się na bardzo restrykcyjnych zasadach i będziemy demonizować jedzenie, które pomaga ludziom przejść na dietę wegańską (i pozostać przy niej), to trudno sobie wyobrazić, że weganizm kiedykolwiek wejdzie do głównego nurtu.

Dieta wegańska musi być realistyczna dla dzieci, dla studentów, dla ludzi, którzy nie gotują, dla ludzi, którzy lubią stołować się w eleganckich restauracjach oraz dla tych, którzy jedzą w barach fast food.

Nie mówię, że wegańska dieta powinna być roślinną wersją typowej diety zachodniej. Chociaż powinna być nieskomplikowana, to jednak powinna być zdrowa i opierać się w przewadze na pełnowartościowych roślinnych produktach. Ale nie podoba mi się podejście typu wszystko albo nic, które absolutnie zabrania spożywania produktów przetworzonych.

Powinniśmy reklamować styl odżywiania się, który chroni zdrowie wegan, ale także nie szkodzi wizerunkowi diety wegańskiej jako diety dla każdego.


środa, 26 stycznia 2011

Tekst pochodzi ze strony thisdishisvegetarian.com i jest odpowiedzią na artykuł pt. "Dlaczego już nie jestem wegetarianką"

Jeśli chodzi o pisanie, to nie wiem, czy to błogosławieństwo czy też przekleństwo, ale jestem zwięzła i przyjemna. Podaję same fakty. Kiedy więc kolega przysłał mi mailem artykuł "Dlaczego nie jestem już wegetarianką", w pierwszym odruchu po przeczytaniu odłożyłam go, aby któryś z naszych redaktorów na niego odpowiedział, bo wiedziałam, że moje "oj siostro, jesteś idiotką" nie tylko było nie na miejscu, ale nawet nie składało się z mojego minimum 200 słów.

Rozumiecie, kiedy ktoś mnie pyta, dlaczego jestem weganką, zawsze odpowiadam tak samo: "Bo tak należy." Niektórzy mogą uznać to za odpowiedź wykrętną, ale czasami po prostu wiemy w swoim sercu, że robimy coś właściwie albo nie. Ja czuję, że jedzenie zwierząt jest złe. Jednak odpowiedź typu "Bo tak należy." nie robi wrażenia na czytelnikach, tak więc postanowiłam rozciągnąć moje rozumowanie w celu napisania bardziej odpowiedniej repliki na wyżej wymieniony artykuł.

Tutaj więc prezentuję moją odpowiedź na artykuł "Dlaczego nie jestem już wegetarianką".

Autorka, Jenna Woginrich, (podobno) została wegetarianką, kiedy "odkryła horror hodowli przemysłowej - zboczony świat linii fabrycznej, złożonej z obozów masowej zagłady, kaleczonych zwierząt, napromieniowanych zwłok i chorób w tej zgniliźnie." Woginrich przez większość swojego dorosłego życia była wegetarianką aż do momentu, kiedy zrozumiała, że jej niechęć do jedzenia mięsa nie rozwiązuje problemu warunków życia zwierząt. Postanowiła więc hodować i zarzynać własne zwierzęta z powodu "swojej miłości do zwierząt". Zaraz zaraz, co takiego? Zasadniczo Woginrich uważa, że nie jedzenie mięsa nie jest właściwym protestem przeciw farmom przemysłowym. Aby dać tym siedzibom tortur nauczkę, musimy wspierać małe, rodzinne gospodarstwa albo hodować swoje zwierzęta na jedzenie.

Po niewielkich poszukiwaniach materiałów na jej temat, odkryłam, że pani Woginrich puszcza w obieg ciągle ten sam artykuł.

Czy jest ona opłacana przez przemysł hodowlany czy też jest zwykłym tłukiem kochającym mięso opętanym na punkcie irytowania wegetarianów - tego nie wiem. Ale Woginrich jest bardzo zdeterminowana, żeby dzielić się swoim przesłaniem… z każdym.

Może niektórzy wegetarianie, nie jedzący mięsa w proteście przeciwko farmom przemysłowym, są w stanie zrozumieć jej podejście. (…)

Ja nie jestem weganką, aby zaprotestować przeciwko farmom przemysłowym (to tylko ekstra bonus), ja po prostu nie uważam, że należy jeść czujące istoty. Bez znaczenia, czy były hodowane i traktowane właściwie czy nie, bo końcowy rezultat jest taki sam - śmierć. Tak samo jak nie zjem mojego kota i psa, odmawiam strawienia zwierzęcia, które musiało zostać zabite, aby dotrzeć do moich ust.

Tak więc pani Woginrich, niech pani kontynuuje głoszenie miłości do zwierząt poprzez jedzenie ich, a ja będę dalej zachęcać do współczucia i miłości poprzez ocalanie życia.


 

czwartek, 16 grudnia 2010

Tłumaczenie artykułu ze strony theveganpolice.com


 

Mam obsesję na punkcie studiowania ruchu antyniewolniczego, postaci z nim związanych, taktyk, rozpraw, etc., bo szczerze wierzę, że ruch na rzecz zniesienia statusu zwierząt jako mienia jest kontynuacją ruchu na rzecz zniesienia statusu ludzi jako mienia. Dzisiejszego wieczora natrafiłem na cytat napisany przez Nathaniela P. Rogersa, radykalnego abolicjonisty.

Większość pism dotyczy zwierząt czy „bydląt”, jako że ruch opierał się na rozróżnieniu ludzi od nie-ludzi. Typowe ,,prawa dla ludzi” są należne ludziom, ponieważ nie są oni zwierzętami. Jednak ten cytat Rogersa wyraża przekonanie, że jeśli nie istnieje moralne czy etyczne uzasadnienie dla niewolnictwa ludzi, to nie ma go także dla niewolnictwa zwierząt. Dla niewielkiej grupy zainteresowanych tymi kwestiami jest to najbardziej jawne połączenie, jakie kiedykolwiek widziałem, w odniesieniu do zrozumienia, jak zazębiają się ruchy na rzecz zniesienia statusu własności ludzi i zwierząt.

Słyszymy o „prawach człowieka”. Chciałbym, żebyśmy słyszeli o nich więcej niż słyszymy – i żeby były tak przestrzegane, jak i omawiane. Ale kto kiedykolwiek pomyślał o prawach zwierząt – bydląt. Słyszymy, że obowiązkiem człowieka jest życzliwość wobec bydląt – ale nigdy, że mają one prawo do właściwego traktowania. Ale dlaczego bydło nie ma takich samych praw, co człowiek? Co takiego jest w podstawach praw człowieka, co nie odnosi się do praw zwierzęcia?

Człowiek ma prawa – i są one dla niego ważne, ponieważ ich przestrzeganie jest konieczne dla jego szczęścia, a łamanie ich krzywdzi go. Ma on prawo do osobistej wolności. Jest ona przyjemnością – wiecznie przyjemna i dobra. Dlatego jest ona jego prawem. I każde stworzenie – albo  raczej każde istnienie (bo nie wiem, czy zostały stworzone czy nie, ale na pewno istnieją), tak więc każde istnienie, które ma zdolność do radości i cierpienia, ma swoje prawa, i sprawiedliwa ludzkość będzie ich przestrzegać. Koń ma prawa. Pies. Kot, i nawet szczur. Prawdziwe prawa. I te prawa są świętością. Nie można ich odbierać. Ludzkość musi studiować szczęście wszystkich istot, z którymi jest związana. Jak bardzo ich będzie przestrzegać, to zależy od najdoskonalszej dobrej woli. Czy ktokolwiek poważnie myśli, że jest w porządku uważać za błahostkę szczęście i cierpienie zwierząt? Uważają to jednak za błahostkę i mówią o tym, że człowiekowi dano prawo do panowania nad nimi. Jeśli to panowanie obejmuje złe traktowanie – to był to zły dar ze strony dającego, według mnie.

Mówią oni o panowaniu – i zbudowanym na nim prawie kapryśnego traktowania. Ale żeby ktokolwiek myślał, że w porządku jest ranić bydło, w to wątpię. Ktokolwiek to czyni – jest w stanie tak samo zranić rodzaj ludzki. „Panowaniem” objęta jest część ludzkości, a także zwierzęta, i dzieje się to podług „prawa Bożego”.

- Nathaniel Rogers P. (1845 r.)

[From the Herald of Freedom of Oct. 31, 1845; Miscellaneous Writings, 339-40]

05:20, iveggy , Polemiki
Link
niedziela, 21 listopada 2010

Tłumaczenie artykułu Neala Barnarda pt. 'Health Organizations Buddy-Buddy with Fast Food'

Wiaderko kurczaka na rzecz walki z rakiem?


Mieszane uczucia wywołuje  nowe przymierze między fundacją na rzecz walki z rakiem ‘Susan G. Komen for Cure’ a KFC, mające na w celu zebranie funduszy na badania nad rakiem. W ramach tej kampanii zachęca się kobiety do kupowania różowych wiaderek kurczaka z KFC, aby wspierać badania nad rakiem.

Jako lekarz, zajmujący się badaniem wartości odżywczych, jestem zaszokowany, że organizacja zdrowotna zachęca kobiety do spożywania tłustych smażonych kurczaków w ramach akcji szerzenia wiedzy na temat związku tej choroby z dietą i otyłością.

To, że kurczak jest serwowany w różowym wiaderku, wcale nie czyni tego posiłku zdrowszym. A wiaderko zwane „dla dbających o zdrowie”- z opcyjnym pieczonym kurczakiem –może być nawet jeszcze gorsze. Naukowcy pracujący dla fundacji Komen dobrze wiedzą, że pieczony kurczak zawiera niebezpieczne rakotwórcze substancje, które powodują raka piersi. Nasza organizacja potwierdziła ich obecność w pieczonym kurczaku sprzedawanym przez KFC poprzez testy przeprowadzone przez niezależne laboratorium.

Kampania ta jest obraźliwa i niewłaściwa na wielu poziomach. Niestety Komen nie jest jedyną organizacją zajmującą się kwestiami zdrowia, która jest blisko związana z kompaniami fast food. Wiele szpitali, towarzystw medycznych i firm ubezpieczeniowych ma związki z kompaniami sprzedającymi niezdrowe jedzenie.

Według nowych badań, firmy ubezpieczeniowe inwestują znaczne kwoty w fast food. Może nie są to stosunki tak rażące jak fast foodowa przyjaźń fundacji Komen, ale naukowcy z Harwardu niedawno odkryli, że firmy ubezpieczeniowe inwestują miliardy dolarów w tę niezdrową gałąź przemysłu.

Za kulisami firmy ubezpieczające zdrowie i życie, wykorzystując składki, jakie płacą Amerykanie, inwestują w kompanie, które zalewają nas cheeseburgerami, smażonymi kurczakami i napojami gazowanymi.

Naukowcy z Cambridge Health Alliance przy Uniwersytecie Harwardzkim sprawdzili, jakie udziały w fast foodzie mają firmy ubezpieczeniowe i odkryli, że są one właścicielami akcji o wartości $1.88 mld - należących do McDonald’s, Jack in the Box, Wendy’s/Arby’s, Yum! Brands (właściciela KFC i Pizza Hut) oraz Burger King

Autorzy tych badań uważają, że konflikt interesów może wynikać z braku świadomości wpływu społecznego, potencjalnych zysków przewyższających inne kwestie lub braku wiedzy o działalności poszczególnych pionów. Na przykład, dział inwestycji i dział odszkodowań nie komunikują się ws. swoich działań i programów.

Naukowcy z Harwardu sugerują, że firmy ubezpieczeniowe powinny albo zaniechać inwestycji w fast food albo będąc ich współwłaścicielami, powinny zmusić te firmy do zmiany ich praktyk.

Neal Barnard jest lekarzem medycyny, naukowcem zajmującym się badaniami klinicznymi, autorem książek, rzecznikiem zdrowia i prezydentem Komitetu Lekarzy na rzecz Medycyny Odpowiedzialnej w Waszyngtonie, DC.

  1. Mohan AV, McCormick D, Woolhandler S, Himmelstein DU, Boyd JW. Life and health insurance industry investments in fast food. Am J Public Health. Published ahead of print April 15, 2010. doi:10.2105/AJPH.2009.178020.
czwartek, 21 października 2010

 

Weganizm etyczny wzywa do nieużywania produktów zwierzęcych i zaprzestania eksploatacji wszystkich zwierząt.  W skrócie, weganizm oznacza zaniechanie przemocy wobec zwierząt. Etyczny weganizm zwykle prowadzi do działań na rzecz abolicjonizmu, czyli pełnego odrzucenia wyzysku zwierząt.

Każdy, kto stosuje wegański styl życia, nie tylko szanuje życia innych istot, ale także szanuje swoje zdrowie. Jak wiadomo, mięso jest powodem wielu chorób. Wśród wegan rzadko spotyka się cukrzyków i ludzi o wysokim poziomie cholesterolu. Wiem po sobie, że lata temu, kiedy wcale nie odżywiałam się właściwie, nadal nie miałam problemu z cukrem czy cholesterolem.

Dlatego, kiedy przeczytałam na czyjejś stronie, że weganizm jest kompromisem między zdrowiem własnym i zdrowiem zwierząt, totalnie się zdziwiłam. Wielu wegan nadal uważa, że muszą się tłumaczyć ze swojej diety, twierdząc, że jest bardziej etyczna niż zdrowa.

Wegańska dieta, stosowana właściwie, jest najzdrowszą możliwą dietą, odbiegając od jej etycznego wymiaru. Szczególnie surowa dieta wegańska, oparta na różnorodnych warzywach, owocach, orzechach i nasionach, przynosi niebywałe efekty. Znam kilka osób, które odmłodniały na tej diecie. Ja sama, chociaż nie zawsze udaje mi się mieć pod ręką surowe produkty, bo mieszkam dość daleko od sklepów, kiedy mam szansę i jem tylko surowe zupki i serki z nerkowców, to mam niesamowity napływ energii i takie przyjemne zdrowe łaskotanie w żołądku. W ciągu 2 tygodni na surowej diecie schudłam prawie 2 niechciane kg. Niezwykłe.

Tak że ktoś, kto twierdzi, że nie jest to najzdrowsza dieta i że właściwą dietą jest dieta ze składnikami mięsnymi, powinien trochę więcej na ten temat poczytać i może nawet samemu spróbować odżywiać się właściwie. Ruch wegański spotyka się z ogromną opozycją ze strony lobbystów mięsnych. W USA wiele prozwierzęcych organizacji jest pod ich wpływem. Sama PETA jest tego przykładem. Organizacja ta zabija tysiące bezdomnych psów i kotów, mając ogromne fundusze, które mogłaby użyć na sponsorowanie nowego prawa, na mocy którego nielegalne byłoby posiadanie niesterylizowanego zwierzęcia (w USA zabija się rocznie ponad 8 milionów bezdomnych psów i kotów), mogłaby zbudować sanktuarium dla niechcianych zwierząt i prowadzić kampanię adopcyjną. Nic z tego się nie dzieje. Pieniądze, jakie PETA wydaje na cel niechcianych zwierzątek, trafiają do ręki zakładów farmaceutycznych produkujących truciznę. PETA promuje tak zwane Szczęśliwe Mięso i nawet przyznała nagrodę projektantce nowego typu rzeźni Temple Grandin.*

Lobbyści mięsni także opłacają sieć ludzi, którzy wkradają się do ruchu i starają się między innymi promować Szczęśliwe Mięso. Osłabiają ruch od wewnątrz na różne sposoby. Zbierają też dane na temat aktywistów, które potem trafiają do specjalnych oddziałów policyjno-rządowych. Tak więc każda wypowiedź typu: 'Och weganizm? Nie, to nie jest zdrowa dieta' - jest formą osłabiania ruchu. Nie powinna wypływać od osób, które są w „zarządzie” dobrze znanej w Polsce organizacji prowegańskiej. Zamiast tego, powinniśmy w mediach umieszczać jak najwięcej informacji o tym, jak zdrowy jest weganizm dla nas i dla środowiska.

Należy obalić ten błędny mit, jaki krąży w społeczeństwie: Czy widziałeś zdrowego weganina? Nie wolno za wszelką cenę tego mitu umacniać, a wypowiedzi tego typu są niebezpieczne dla życia wielu zwierząt, które jeszcze się nie urodziły. Takie wypowiedzi wspierają system opieki zdrowotnej i firmy farmaceutyczne, zarabiające miliardy.

Mięso zawiera ogromne ilości toksyn, hormonów, antybiotyków oraz pestycydów, którymi spryskuje się plony przeznaczone na paszę. Te wszystkie substancje wraz z mięsem wędrują do organizmu człowieka i w śladowych ilościach odkładają się w tkance. Jednak te śladowe ilości po latach  nie są już takie śladowe. Osłabiony zatruty organizm zaczyna chorować. Mięso i nabiał na pewno nie mają miejsca w naprawdę zdrowej diecie.


*Linki do fragementu o PETA:



czwartek, 02 września 2010

 

Jednak Hall twierdzi, że Francione ma inną opinię. Uważa ona, że jego styl pisania jest tak niejasny, że można założyć, że jego praca tak naprawdę popiera wprowadzanie reform eksploatacji zwierząt, co by dalej ugruntowało i ujednoliciło status nieruchomości, jaki mają zwierzęta. Znając niestrudzone wysiłki Francione, który jest rzecznikiem dokładnie czegoś odwrotnego, trudno zrozumieć, dlaczego książka ta proponuje taki sposób rozumienia jego działalności. (…)

Hall także poświęciła dużo stron na opisanie rozwiązań, jakie proponują tak Regan jak i Francione w kwestii słynnego problemu „łodzi ratunkowej.”

Chodzi tu o 5 istot, które dryfują w łodzi ratunkowej na otwartym morzu. 4 z nich to ludzie, a piątą jest zdrowy normalny pies. W łodzi bezpiecznie mogą przebywać tylko cztery "istoty". Jedna z nich musi zostać wyrzucona za burtę. Kto zostanie wrzucony do morza?  Hall sugeruje, że Regan i Francione zawsze uratują ludzi i nigdy psa, ponieważ przyjmują wyższość człowieka i jego dominację. Regan i Francione nie zgodziliby się z tym twierdzeniem. (…)

link

04:52, iveggy , Polemiki
Link
środa, 01 września 2010

Jest to pierwszy fragment tłumaczenia eseju na temat nowej książki amerykańskiej prawniczki Lee Hall, poświęconej prawom zwierząt.

Lee Hall jest autorką nowej interesującej książki zatytułowanej „On Their own Terms” (Na ich własnych warunkach), która proponuje nowe spojrzenie na prawa zwierząt w teorii i praktyce.

W skrócie, Hall twierdzi, że prawidłowe podejście do kwestii praw zwierząt nie powinno odnosić się do tych zwierząt, które obecnie są podporządkowane i udomowione: nie mogą one mieć praw tak długo, dopóki będą naszą własnością – dobytkiem wykorzystywanym do naszych celów. Hall nie zaniedbuje tych „nieszczęsnych dusz” i wzywa do „pokojowych posiłków” i weganizmu, aby zakończyć dominację, a w konsekwencji, jak każdy abolicjonista, ma wizję świata, w którym już nie rozmnaża się "nie-ludzkich" zwierząt jako dobytku, traktując je jako rzeczy i wykorzystując jako zasoby. Ponieważ te udomowione zwierzęta domowe są obecnie nieruchomościami, a nieruchomość nie może mieć praw, to idealnie w przyszłości nie będzie udomowionych zwierząt, i nie do tych zwierząt będą odnosić się prawa dla zwierząt. Hall twierdzi, że jedynie ma sens to, aby mówić o wolno-żyjących zwierzętach.

Zarys teorii Hall dotyczącej tego, na czym powinien skoncentrować się ruch obrony praw zwierząt i jaka jest przyszłość dla praw zwierząt i weganizmu, zawarty jest chyba najlepiej w tych słowach:

Jakże ważne jest to, aby przekazać wiadomość, iż zwierzęta, wolne zwierzęta, powinny istnieć, żyć, doświadczać, bujnie się rozwijać! Jakże ważne jest dla nas, aby mówić nie tylko o tym, czym zwierzęta nie mają być, ale o tym, kim będą. Prawa zwierząt będzie można znaleźć, i powinno się ich szukać, w oceanach i rzekach, w powietrzu, w tundrze, w lasach. Praw zwierząt nie znajdzie się w sklepie, laboratorium, fabryce czy na farmie. Co do tych instytucji, wyraźnie jedynie stosowny jest zwyczajny i świadomy sprzeciw.

Kwalifikując prawa zwierząt, Hall omawia dwie główne szkoły dzisiejszego ruchu wyzwolenia zwierząt: na czele pierwszej stoi Peter Singer, a drugiej przewodzą Tom Regan i Gary Francione.

Singer jest utylitarystą i nie uważa, że ktokolwiek ma jakiekolwiek prawa, bez znaczenia czy jest to zwierzę „ludzkie” czy „nie-ludzkie”. Regan i Francione natomiast uważają, że niektóre żyjące istoty mają prawa, mimo że nie zgadzają się ze sobą na temat, kto kwalifikuje się jako posiadacz praw. Obaj są abolicjonistami i wierzą, że należy zlikwidować wszelki wyzysk mających prawa "nie-ludzi", i nie propagują, w przeciwieństwie do Singera, jedynie poprawy warunków ich życia.

Wystarczy powiedzieć, że Hall zgadza się z Reganem i Francione, i odrzuca utylitaryzm Singera. Zapatrywania Regana i Francione'a są jednak odmiennie i te różnice są prezentowane w książce.

Na przykład, Hall omawia fragmenty książki Francione’a "Rain Without Thunder". W siódmym i ostatnim rozdziale Francione podaje pięć kryteriów, które obrońca praw zwierząt może stosować, tworząc propozycje pierwszych reform dotyczących eksploatacji zwierząt.

Pozycja Francione’a jest taka, że w obecnym świecie stopniowe reformy różnych zinstytucjonalizowanych systemów wyzysku zwierząt są skazane na niepowodzenie, co prowadzi nas do przyjęcia faktu, że "nie-ludzie" mają prawa i że należy obalić wszelkie formy ich wyzysku.

Francione jednak wyjaśnia, że mimo to, obrońcy praw zwierząt mogą chcieć znaleźć sposób na zmianę istniejących systemów, starając się  zlikwidować status dobytku dla "nie-ludzi".

Na 30 stronach prezentuje on specyficzne i wyraźne kryteria, które mogą być pomocne w takich poczynaniach, ale ostrzega, że jego wynurzenia na ten temat są jedynie początkiem, a nie końcem, dyskusji.

Ze względu na to, że niemal niemożliwe jest, aby jakakolwiek proponowana reforma zawierała wszystkie 5 kryteriów, bardziej prawdopodobne jest to, że każdy obrońca praw zwierząt odrzuci nawet najbardziej przemyślaną propozycję ustawy na rzecz wysiłków mających edukować społeczeństwo na temat potrzeby abolicji (pełnego zniesienia wyzysku zwierząt).

link


06:00, iveggy , Polemiki
Link
piątek, 06 sierpnia 2010

 

(Tłumaczenie)

Jest wielkim altruistą, jest wielkim filantropem
Wie dobrze, gdzie cię dotknąć, kochanie, i jak lubisz być całowaną
Obejmie cię swoimi ramionami
Możesz poczuć delikatny dotyk jego bestii
Wiesz, że szatan czasami przychodzi jako głosiciel pokoju

Bob Dylan

Jason Dunn porównuje w swoim blogu organizację PETA z innymi grupami obrony praw zwierząt:

Istnieją dwie szkoły podejścia do kwestii zwierząt. Ludzie z takich grup jak PETA są welfarystami. Twierdzą, że zabijanie zwierząt jest W-Porządku, jeśli jesteśmy dla nich „mili”, zanim to zrobimy. Początkowo byłem welfarystą, ponieważ mówiąc szczerze na rynku istnieje przytłaczająca większość materiałów napisanych przez ludzi myślących w ten sposób.

Druga szkoła broni praw zwierząt. Opiera się ona na twierdzeniu, że zwierzęta nie są naszą własnością, że sposób, w jaki są traktowane, to nie jest problem. Używanie zwierząt jest problemem. Dopóki nie zaprzestaniemy używania ich, one zawsze będą cierpiały. Co więcej, jakiegokolwiek używania zwierząt nie da się obronić z punktu moralności. Każdy argument wspierający używanie zwierząt, które są „szczęśliwe” i dobrze traktowane, nadal podtrzymuje pozycję zwierząt jako mienia/należącego do nas przedmiotu. Dopóki nie przestaniemy uważać, że zwierzęta są naszym dobytkiem, wykorzystywanie ich nigdy się nie skończy. Nie ma znaczenia, jak dobrze są traktowane, bo rezultat jest taki, że odbieramy im możliwość przeżycia ich własnego życia w sposób, jaki im odpowiada. Nie mamy prawa podejmować takiej decyzji.

Obrońcy praw zwierząt, czyli ludzie, którzy nie są ani starej szkoły welfarystami ani nowymi-welfarystami, twierdzą, że musimy obalić wszystkie formy wykorzystywania zwierząt, redukujące je do rzeczy lub naszej własności. Byłoby bez sensu, gdyby obrońcy praw zwierząt, którzy popierają abolicjonizm, wspierali jakikolwiek rodzaj welfaryzmu.

PETA i tym podobne Vegan.com i Vegan Outreach etc., są nowymi-welfarystami, ponieważ ich słowa i czyny mają wpływ na kontynuację kwalifikacji zwierząt jako naszej własności. Niezależnie od tego, jak określają swoje cele na rzecz praw zwierząt, to skutkom ich słów i działań nie mogą zaprzeczyć.

Krzywdy wyrządzone w ten sposób "nie-ludziom" są wielorakie. Tutaj podaję przykład pochodzący ze strony PETA - “GoVeg” Vegetarian 101:

"Jeśli masz zamiar przejść na dietę wegetariańską stopniowo, najważniejszymi produktami, które należy ze swojej diety wykluczyć najpierw są drób i jaja. Chociaż wiele osób uważa, że najpierw należy zaprzestać spożywania "czerwonego mięsa" i produktów mlecznych, to jednak tak nie jest. Przez wykluczenie drobiu ze swojej diety, oszczędzisz dużo więcej zwierząt. Ponieważ kurczaki są takie małe, przeciętny mięsożerca jest odpowiedzialny za śmierć wielu więcej kurczaków niż krów."

 

Jaką informację otrzyma osoba, która odwiedzi stronę PETA? Czy zrozumie ona, że zwierzęta są czującymi istotami, które pragną żyć swoim życiem, tak jak potrafią, w sposób dla nich odpowiedni? Nie. Zrozumie, że zwierzęta są nasze, że są naszą „własnością”, którą należy chronić i o którą trzeba się troszczyć, chociaż to oznacza trzymanie ich w klatkach i zabijanie ich, co uważamy za konieczność.

Tak więc PETA i tym podobne grupy stanowią część problemu, a nie część rozwiązania tej sytuacji.

link


04:27, iveggy , Polemiki
Link
poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Trudne może być życie weganina/weganki czy wegetarianina/wegetarianki w świecie ludzi mięsożernych. Oczywiste jest, że nasz świat został zaprojektowany dla jedzących mięso. Nie mamy takiego luksusu, żeby pójść do jakiejkolwiek restauracji i zamówić sobie cokolwiek z menu. Do produktów z gruntu wegetariańskich, dosypywane są dodatki pochodzenia zwierzęcego. Istnieje mnóstwo nieprawdziwych stereotypów na temat nie jedzenia mięsa, jak np. że jedzenie wegańskie jest niesmaczne, że weganie czy wegetarianie są niezdrowi i zbyt emocjonalni.

Może najbardziej nieprzyjemne są momenty, kiedy mięsożerni ludzie agresywnie starają się powodować konflikt. Nie mówiąc już o słynnym „rośliny też czują” (na co należy odpowiadać: jeśli uważasz, że rośliny czują, to powinieneś być weganinem. A to dlatego, że jeśli jesz zwierzęta, karmione tonami roślin, to w rezultacie zabijasz więcej roślin jako mięsożerca niż będąc weganinem.)

Jedzący mięso są świadomi tego, że ich dieta zadaje ból i cierpienie żywym istotom, ale nie chcą o tym myśleć. Przywykli do jedzenia mięsa, wychowali się na nim, lubią jego smak i boją się z niego zrezygnować. Media masowego przekazu umacniają pogląd, że  najbezpieczniejsze jest nie dokonywanie zmiany stylu życia.

Ale jeśli stać nas na odwagę, która wypływa z chęci obrony torturowanych i zabijanych niewinnych zwierząt, to nigdy nie poczujemy się inni. Dla nas inni to będą ci, którzy skazują zwierzęta na wszelkiego rodzaju okrucieństwa. Dla nas każda osoba, która nie rozumie, dlaczego nie powinna jeść mięsa, jest mało inteligentna, mająca ograniczoną świadomość. Nieważne stają się stereotypy, nieważne jest to, że jest nas na razie mniej.

Wielu mięsożernych ludzi często używa argumentu wolnego wyboru. Ale wolny wybór w tej kwestii nie działa. Nie możemy dać mordercy wolnego wyboru mordowania ludzi. Nie możemy dać kanibalom wolnego wyboru, by wybrali czy chcą jeść ludzi czy nie. Czyli nie możemy dać też prawa do wolnego wyboru mięsożernym ludziom, bo wybierają oni nie etyczne działania. Tutaj kończy się nasza wolność wyboru. Złodzieje i bandyci też nie mają wolności wyboru.

Od dziecka uczono nas, nie kradnij, nie zabijaj, pomagaj słabszym – te etyczne wytyczne miały nam pomóc w dokonaniu szlachetnych prawych wyborów. Dlaczego więc nagle mięsożerni ludzie domagają się wolnego wyboru, prawa do jedzenia mięsa, które jest wytworem nie etycznego zadawania bólu i morderstwa?

Dla zwierzęcia jedyną prawdą jest ból i śmierć. Dla nas jedyną prawdą jest, że temu należy zapobiec. Dla mięsożernych jedyną prawdą jest, że lubią kotlety.

 

Carol J Adams, autorka książki 'Living Among Meat Eaters' (Mieszkając wśród ludzi mięsożernych) twierdzi:

"Żyjemy w społeczeństwie, które kocha pewne zwierzęta jak członków rodziny, podczas gdy inne torturuje i zabija na mięso. Jest to niestabilna dychotomia, która, jak pokazują badania, tworzy "wewnętrzny dyskomfort" (znany również jako "dysonans poznawczy")”... "Ludzie z reguły chcą uważać się za dobre, szlachetne, moralne jednostki. My wegetarianie, zagrażamy tej ocenie. Wegetarianów odbiera się jako tych, którzy osądzają jedzących mięso, przez samo bycie wegetarianami.”

 

Natomiast Melanie Joy, która stworzyła koncepcję karnizmu, twierdzi, że ludzie mięsożerni wykształcają tzw. "psychiczny brak czucia" (ogłuszenie sumienia):

"Ten psychiczny brak czucia jest wyrażany za pomocą różnych mechanizmów obronnych. Wśród najbardziej godnych uwagi są:

*Zaprzeczenie ("zwierzęta naprawdę nie cierpią, gdy są hodowane i zabijane na mięso")
*Uzasadnienie ("do przyjęcia jest jedzenie niektórych zwierząt, ponieważ są hodowane w tym celu")
*Unikanie ("nie mów mi tego, zepsujesz mi apetyt")
*Dychotomia ("myślę, że niektóre zwierzęta są towarzyszami, a inne pokarmem")
*Dysocjacja ("kiedy patrzę na mięso, nie myślę o zwierzętach – jeśli zrobiłbym to, nabrałbym obrzydzenia i nie mógłbym tego zjeść”)"


06:52, iveggy , Polemiki
Link
wtorek, 23 lutego 2010

Podobno Edyta Górniak została weganką... Chociaż na forum wegetariańskim ktoś napisał, że to pomyłka, że Edyta nie jest weganką, ale rybotarianką... Tak więc nie wiadomo, jak jest naprawdę... Nie ma żadnej oficjalnej wypowiedzi Edyty Górniak na ten temat, a komentarze o jej wyborze bycia weganką, umieszczone na „pomponiku”, są podszyte wątpliwościami, czy przeżyje i będzie zdrowa, lub wręcz wulgarne.

Odbiegając od tego, czy Edyta jest weganką czy nie, to dieta ta jest optymalna, zapewnia dobre samopoczucie i zapobiega lub przynajmniej nie powoduje wielu chorób. Żywność wegańska, nawet nie organiczna, nie zawiera takiej ilości toksycznych związków chemicznych jak mięso, z tej prostej przyczyny, że zwierzęta żywi się karmą z najtańszych genetycznie modyfikowanych roślin, obficie spryskiwanych pestycydami i nawożonych sztucznymi chemicznymi nawozami, do gotowej karmy wsypuje się ogromne ilości antybiotyków, a zwierzętom podaje się wodę z okolicznych ujęć wody, która jest zanieczyszczona ściekami zawierającymi związki chemiczne, pochodzące z nawozów sztucznych i pestycydów rozpylanych na pobliskich polach uprawnych. Czyli zwierzęta hodowlane kumulują w swoim organizmie najróżniejsze toksyczne substancje, które wcale nie ulegają cudownemu wniebowstąpieniu, ale siedzą sobie wygodnie w tkance mięsnej i czekają, aż ludziska je połkną. Potem z zadowoleniem czekają na następne dawki, aż pewnego dnia poziom zatrucia będzie tak wysoki, że spowoduje degenerację komórek, a wtedy mamy do wyboru: raka, cukrzycę, choroby krążenia... A co z mlekiem i jajkami? Historia przedstawia się identycznie...

Nasze społeczeństwo niewiele jeszcze wie na temat zalet diety bez zabijania. Dieta wegańska niektórym kojarzy się z jedzeniem trawy. Nie mówiąc już o tym, że dieta bez żadnych składników zwierzęcych jest urozmaicona i smaczna, to przecież krowy, które są hodowane na mięso, jedzą tylko trawę. Żadna krowa nie cierpi na brak protein czy na anemię.

Weganie nie tylko nie przyczyniają się do zabijania zwierząt, ale także mają swój wkład w zwalczaniu głodu na świecie, który w dużej mierze jest rezultatem przeznaczania roślin na żywność dla zwierząt, a nie bezpośrednio dla ludzi. Ludzie, jedzący mięso, nie zastanawiają się nad procesem i skutkami produkcji zwierzęcej. Proces jest po prostu okrutny, a skutki są wyjątkowo groźne dla całej planety.

Tak więc Edytko Górniak, jeśli jesteś weganką, to podziękowania w imieniu całej planety, a jeśli się nadal wahasz, to jedno jest pewne, nie będziesz wegować sama, jest nas coraz więcej...

niedziela, 14 lutego 2010

Fragment z Sutry Lotosu:

Mnisi zapytali wielkiego Bodhisattwę Mandziuśriego: „Czy podczas dalekich podróży, spotkałeś kogokolwiek, kto tak pilnie studiował sutry, że szybko osiągnął stan Buddy?” Mandziuśri odpowiedział: ,,Tak, zdolna 8 letnia córka króla Smoka Sagara weszła w głęboką medytację i zrozumiała wszystkie nauki. Jest ona mądra, elokwentna, współczująca, dobra i szlachetna. Szybko osiągnęła przebudzenie i weszła na Drogę. Tak, ona szybko się przebudziła.” Tak więc nawet Budda miał prawie 30 lat, zanim osiągnął oświecenie, ale mała księżniczka smok, mająca 8 lat, została Buddą. Nie ma więc reguł. Wszystko jest możliwe, i chcę przytoczyć tutaj podobną historię, którą opowiedziała mi moja znajoma:

,,Poznałam kiedyś dziewczynkę, która w wieku 5 lat została wegetarianką z wyboru. Rozmawiałam z jej rodzicami i to, co mnie w nich ujęło, to całkowity szacunek dla podjętej przez ich dziecko decyzji. Opowiedzieli, jak to się zaczęło: ,,Po prostu pewnego dnia oznajmiła kategorycznie, że od dziś nie je mięsa. Skoro nie chciała, to trudno. Nigdy jej nie zmuszaliśmy. My jedliśmy to, co zwykle, a jej nakładaliśmy np. ziemniaki i surówkę’’. Próbowałam poczęstować dziewczynkę pasztetem sojowym, ale go nie tknęła, bo za bardzo przypominał jej mięsny. Z dużą ostrożnością badała każde pożywienie, by nie natknąć się na jakiś ślad mięsa. Mądrzy rodzice mieli pełne zaufanie do intuicji swojego dziecka. Dziewczynka z latami ujawniała coraz więcej uzdolnień – muzycznych, plastycznych, tanecznych. Była wyjątkowo bystra, jak na swój wiek, umiała posługiwać się bogatym słownictwem, uzyskiwała doskonałe wyniki w nauce matematyki..."

Bardzo dużo osób twierdzi, że będąc dziećmi, odmawiali jedzenia mięsa, ale ich opór został pokonany przez rodziców i dopiero kiedy dorośli, mogli podjąć decyzję o przyjęciu wegańskiego stylu życia. Mimo że dieta ta jest wyjątkowo zdrowa, to nawyki żywieniowe i tradycja są tak silne, że czasami zmiana stylu życia jest trudna, z powodu presji środowiska. Zacznijmy jednak tworzyć nowe zwyczaje, nowe wzorce, nowe tradycje, które pozwolą naszemu społeczeństwu stać się społeczeństwem zdrowym, postępowym i mniej gwałtownym.

16:54, iveggy , Polemiki
Link
wtorek, 09 lutego 2010

Często ktoś próbuje mnie ,,sprawdzić’’ i podstępnie dopytuje się: ,,Jesteś weganką, ale torebkę masz ze skóry, tak?” albo: ,,a buty przecież masz skórzane.’’ Naprawdę nie jest wielkim problemem znalezienie butów, pasków, torebek nieskórzanych, nie związanych z cierpieniem zwierząt. Coraz częściej torebki i buty produkuje się ze sztucznych tworzyw lub z tkanin. Dla weganina noszenie rzeczy okupionych krwią zwierząt, nie jest przyjemne. Wybierając produkty, które nie są pochodzenia zwierzęcego, postępujemy zgodnie z naszą filozofią nie zadawania cierpienia. Poza osobistym wyborem, pozostaje też kwestia ochrony środowiska. Garbarnie są jednymi z zakładów najbardziej przyczyniających się do zatrucia środowiska i zużywającymi ogromne ilości wody.

Człowiek z natury jest dobry, ale nie powinien ograniczać tej dobroci do rodzaju ludzkiego. Każda istota jest godna jego miłości. Co więcej, bycie weganinem jest najskuteczniejszym sposobem ratowania naszej planety. Nie mówię tutaj już tylko o zmianach klimatu, ale o obciążeniu energetycznym, pochodzącym z ciągłego zabijania równych nam emocjonalnie i mentalnie istot. Ta energia nie może się po prostu ulotnić. Znamy z Biblii powiedzenie: ,,Jak posiejesz, tak zbierzesz” czy klasyczne ,,Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Postarajmy się spać w czystej pościeli, nie splamionej krwią, a na pewno obudzimy się wypoczęci. Nie siejmy cierpienia, a nie będziemy zbierać tragedii.

08:18, iveggy , Polemiki
Link
czwartek, 04 lutego 2010

Wreszcie znalazłem brakujące ogniwo między zwierzęciem i człowiekiem cywilizowanym. To jesteśmy my.

Konrad Lorenz, laureat nagrody Nobla

Wzruszamy się, słysząc o ludziach, którzy byli w obozach koncentracyjnych. Napawa nas odrazą to, czego tam doświadczyli. Czujemy nienawiść do ludzi, którzy zgotowali innym taki los. Ale przecież podobny los my zgotowaliśmy zwierzętom, które są masowo zabijane w miejscach zwanych rzeźniami. Strach, cierpienie, ból, osamotnienie towarzyszą tym bezbronnym istotom każdego dnia. Ich całe życie, to jeden ciągły koszmar, piekło zgotowane im przez człowieka. Istnieje wiele różnych form wykorzystywania zwierząt, niektóre bardziej subtelne, niemal niezauważalne.

Wiele stron o wegetarianizmie cytuje badania Konrada Lorenza, austriackiego zoologa i ornitologa, twórcy nowoczesnej etologii, który otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii w 1973 roku. Prowadzone przez niego badania i obserwacje pozwoliły zobaczyć świat zwierząt w innym świetle. W sposobie zachowywania się zwierząt, dostrzegł on takie cechy, które przypisuje się tylko ludziom. Na przykład gęsi pozostają w związkach monogamicznych. Zachowania zakochanej pary przypominają zachowania zakochanych ludzi. Po śmierci partnera, pozostały przy życiu ptak przeżywa wielki ból. Wdowy przeważnie pozostają już do końca życia same. Przez długi okres, co najmniej przez rok, są apatyczne i zagubione, a cierpienie i ból odbijają się w ich oczach.

Na zdjęciu u góry widzimy, jak stado gęsi podąża za Lorenzem, jak za własną matką. I widok ten jest wzruszający i cieszy oko, prawda? Nie jest to jednak widok zupełnie niewinny. Lorenz w swoich eksperymentach wykorzystywał wiedzę na temat kodowania gęsi. I tak, tylko dlatego, że młodziutkie pisklaki, kiedy otwierały oczy po raz pierwszy, widziały poruszającego się Lorenza, a nie swoją mamę, to uznawały go za swojego rodzica, po czym zawsze już maszerowały za nim, a w sytuacji zagrożenia, z piskiem biegły, aby schronić się pod jego skrzydłami...

Jestem pewna, że Lorenz traktował je z miłością, ale takie postępowanie graniczy z okrucieństwem wobec zwierząt. Lorenz pochodził z bogatej rodziny i jego ojciec, znany chirurg wiedeński, kupił farmę, na której hodowano kurczaki i kaczki, na pewno nie dla przyjemności. Kiedy Lorenz był mały, razem z ojcem zamieniali jajka kaczek i kur, po czym boki zrywali, kiedy mama kaczka usiłowała nauczyć małe pływać, a mama kura nie rozumiała, dlaczego jej dziecko pędzi do bajorka.

Nie potępiam Lorenza, bo mimo iż nie był wegetarianinem, na pewno świadomie nie zamierzał skrzywdzić żadnego zwierzęcia. Jednak uważam, że zamiast bawić się życiem zwierząt, i kreować sztuczne środowisko, jak w przypadku piskląt gęsich, łatwiej jest skorzystać z pomocy osób, które autentycznie potrafią komunikować się ze zwierzętami. Za niewielką opłatą, można skorzystać z usług takiej osoby i dowiedzieć się na przykład, dlaczego nasz kot od 2 tygodni siedzi nonstop na lodówce. Nie trzeba prowadzić eksperymentów na gęsiach, tylko po to, żeby napisać na temat gęsi. Zazwyczaj ludzie z umiejętnością porozumiewania się ze zwierzętami organizują warsztaty, na których uczą tej metody zainteresowanych światem zwierząt, czy też tylko światem swojego psa czy kota.

Przestańmy więc skazywać zwierzęta na koszmar rzeźni czy eksperymenty w laboratoriach, ale przestańmy także traktować je jako naszą własność. Wybierając zdrową dietę wegańską, każda osoba podaruje życie ok. 34 zwierzętom lądowym rocznie, ale także uniknie wielu chorób, związanych ze spożywaniem produktów mięsnych i nabiału.

12:27, iveggy , Polemiki
Link
piątek, 08 stycznia 2010

Wpis gościnny Masi S.

W tych pierwszych dniach nowego roku postępuje kontynuacja działań tzw. cywilizowanych ludzi w kierunku dalszego wyniszczania środowiska naturalnego i powolnego tępienia wszystkiego, co żyje w tymże środowisku.

W szwedzkiej prasie czytamy, że 12 tysięcy żądnych krwi myśliwych wyruszyło dzisiejszej nocy, czyli 1 stycznia, na polowania, na które rząd wydał zezwolenie. Można by się spodziewać, że to jest jakieś niesamowite, cudowne rozmnożenie, któregoś ze zwierząt, zamieszkujących lasy. Ale nie, to o wilku mowa, który się wcale zbytnio nie rozmnożył, a wręcz przeciwnie. Owych 12 tysięcy żądnych krwi i podniety, otrzymało pozwolenie na zabicie 27 wilków. Pozostały stan wilków po polowaniu - 210 sztuk. Związek Ochrony Zwierząt natychmiast wystosował protest, a także skierował skargę do Sądu Unijnego, prosząc o zbadanie sprawy pod kątem popełnienia przez rząd szwedzki przestępstwa, z punktu widzenia ochrony środowiska naturalnego oraz ochrony zwierząt.

Powyższe wydarzenie spowodowało masowy protest forumowiczów, grzmiących o niecywilizowanych metodach pozbywania się zwierząt, będących pod ochroną i ‘nielicznych liczebnie’. Podawano za przykład metody z innych krajów, jak np. USA, gdzie dzikie zwierzęta, które podchodzą zbyt blisko osiedli i domów, są przewożone helikopterami na tereny bardziej oddalone od ludzkich zabudowań.

Dla mnie osobiście, to wydarzenie było kolejnym przykładem okrucieństwa, zwłaszcza ten rodzaj zabijania - dla uciechy, statusu, trofeów, dreszczyku. Dlaczego? Jestem weganką.

Co myśli i co czuje myśliwy, gdy kieruje swoją broń na sarnę z małymi? Odpowiedź jest, w większości nic. Znam jednego myśliwego, chociaż, od kiedy jednoznacznie określił się, co do poczucia winy, albo raczej jego braku, mam jednego znajomego mniej. W dzisiejszej rzeczywistości, samemu dokonuje się wyboru, by być myśliwym. Ani strach przed drapieżnym zwierzem, ani głód nie mogą być przyczyną wyboru tej drogi życia, przynajmniej w krajach europejskich. Tak więc kim są ci ludzie, którzy z taką werwą zabijają inne, czujące z stworzenia. Czy zabiliby swojego psa czy kota z taką samą obojętnością?

09:54, iveggy , Polemiki
Link
piątek, 01 stycznia 2010

.

(Naga skóra, nie niedźwiedzia skóra)

Brytyjski aktor, Jamie Bamber, nie owłosiony jak misie, ale powiedziałabym, że równie przystojny, wystąpił w reklamie sponsorowanej przez PETA (Ludzie na rzecz etycznego traktowania zwierząt), dotyczącej zabijania niedźwiedzi na futra, z których wykonane są m. in. czapki gwardii Królewskiej.

.Napawa grozą, że w XXI wieku (nie wspomnę już o paradnej instytucji królewskiej) kraj wysoko rozwinięty, jakim jest Wielka Brytania, popiera mordowanie niedźwiedzi, aby uszyć czapy dla dekoracji tych śmiesznych ludzików, poubieranych w czerwone palta, trzymających w dłoniach blaszane szabelki. Między nimi zaś spaceruje maleńka zasuszona starowina, zwana królową. Jest to obrazek zupełnie jak z Marsa, ech, przepraszam, nie miałam zamiaru obrazić Marsjańskich braci.

Co jeszcze w tym XXI wieku zaskakuje? Poza oczywistym zacofaniem technologicznym, moralnym i emocjonalnym, zaskakuje mnie jeszcze np. to, że prawo pozwala ludziom znęcać się nad zwierzętami w cyrkach, że wolno kupić w sklepie psa i bezkarnie wyrzucić go z pędzącego auta na autostradzie, że wolno zgodnie z prawem zapakować żywe ptaki w paczkę i nadać je pocztą. itd. itd. itd. Taki system społeczny nie może działać bezkarnie. Stanęliśmy więc u progu klęski klimatycznej, w którą ludzie dalej nie wierzą, tak samo jak nie wierzą w prawa dla zwierząt.

Jedno natomiast jest pewne, mimo że nasz system prawny gwarantuje każdemu przedstawicielowi rasy ludzkiej prawo do bezkarnego mordowania i znęcania się nad zwierzętami, to prawo wszechświata jest bardziej surowe. Według prawa wszechświata, niemożliwe jest mordowanie miliardów istnień bez wyroku i to surowego. Oby ta świadomość otwarła umysły i serca ludzi. Oby ten rok 2010 przyniósł nam pozytywne zmiany i rosnącą społeczność wegan! Szczęśliwego Wegańskiego Nowego Roku 2010!

.


11:57, iveggy , Polemiki
Link
wtorek, 15 grudnia 2009


Tak wiele emocji wzbudziło wydarzenie mające miejsce 11.12.2009, gdy pracownik schroniska dla zwierząt w Siedliskach koło Ełku ciągnął rannego pieska po bruku. Bestialstwo! Okrucieństwo! Posypały się komentarze. Ludzie mają wiele współczucia dla zwierzęcia widząc jego cierpienie. Nie zgadzają się na sprawianie bólu psu, są oburzeni. Jak to możliwe, że mając ludzkie odruchy wobec psa, zwierzęcia, potrafimy płacić pracownikom rzeźni za bicie, kaleczenie, zarzynanie, podcinanie gardeł czasem jeszcze przytomnym zwierzętom?!  To nie jest tak, że jeśli nie widzimy tego procederu, to nie mamy z nim nic wspólnego. Jeśli ktoś kupuje mięso, płaci za zabijanie, pozwala istnieć biznesowi opartemu na przelewie krwi. Zwierzęta dają nam wiele radości, pokoju, szczęścia. Nie bądźmy dla jednych jak członkowie rodziny, a dla drugich jak oprawcy. Każde życie zasługuje na szacunek.

09:13, iveggy , Polemiki
Link
niedziela, 13 grudnia 2009

.Chcielibyśmy przecież mieszkać na świecie, w którym nie ma wojen, w którym nikt nie głoduje i każdy ma dostęp do pitnej wody,  w którym ludzie czują się bezpieczni i szczęśliwi. Niemożliwe?

Rozwiązanie jest proste i łatwo dostępne. Wystarczy, że wszyscy zostaniemy weganami i zrezygnujemy z zabijania innych istot, a okaże się, że zasobów naturalnych jest na Ziemi wystarczająco, a żywności starczy dla 10 miliardów ludzi. Na każdy kilogram wyprodukowanego mięsa zużywa się 10 kg paszy roślinnej. Czyż to nie marnotrawstwo? W czasach, kiedy mamy wegańskie kiełbaski, wegańskie hamburgery, wegańskie kotlety, wegańskie sery, dieta wegańska może być bardzo syta, odżywcza i smaczna. Kiedy przychodzą goście, mamy dla nich lasagne, sajgonki, kotlety z tofu, krokiety z pieczarkami i kukurydzą, szaszłyki z warzyw w cieście z cieciorki, faszerowaną paprykę lub przeróżne sałatki.

Każdemu odpowiada inna dieta, i jest to zrozumiałe, jeśli pozostaje to sprawą wyłącznie własnego wyboru i nie sprawia cierpienia innym. Wybierając mięso, nie tylko niszczymy własne zdrowie, ale przyczyniamy się do głodu innych ludzi, niedostatku wody, cierpienia i zarzynania zwierząt, dewastacji lasów, zatrucia wody, powietrza i gleby. To nie jest indywidualny wybór. Dieta wegańska nie tylko gwarantuje lepsze samopoczucie, ale i zmniejszenie cierpienia ludzi i zwierząt, zmniejszenie ilości trujących odpadów, pochodzących z produkcji zwierzęcej, ochronę lasów, mórz i oceanów, a nawet ocalenie Ziemi, na której przecież mieszkamy.

20:09, iveggy , Polemiki
Link
sobota, 05 grudnia 2009

 

Wraz ze zbliżającymi się świętami, kiedy większość zwykłych ludzi przygotowuje się do tzw. świąt, które chcą spędzić ze swoją rodziną, weganie czują smutek. Czują smutek z tej przyczyny, że aby zapełnić stoły nieświadomych ludzi, miliardy zwierząt teraz właśnie przygotowują się do śmierci.

I kiedy dzieci wybierają choinki na święta, nie mają pojęcia, że śliczne króliczki, żółte kurczaczki i babe prosiaczki będą zamordowane z tej samej okazji.

Tak więc święta zawsze napawają nas większym niż zwykle smutkiem. I bardziej niż kiedykolwiek chcemy wsiąść do pociągu do nikąd, i nigdy nie pamiętać, że tutaj byliśmy, że patrzyliśmy, że rozumieliśmy, a nie pomogliśmy. Że bezsilnie przyglądaliśmy się, jak inni maltretują miliardy stworzeń, i nie wbiegliśmy do żadnej rzeźni krzycząc: Przestańcie!!!!! I nie pomaga wcale to, że wbiegaliśmy tam w myślach tysiące razy.

Nie wiem, czy modlitwa może ukoić ten smutek, ale nic innego nam nie pozostało.

11:14, iveggy , Polemiki
Link
czwartek, 03 grudnia 2009

 

Skrajną formą weganizmu jest bretarianizm. Od dziecka miałam nadzieję, że pewnego dnia ludzie nie będą musieli jeść lub przynajmniej, że jedzenie będzie serwowane w tabletkach. Kiedy trochę dorosłam, zaczęłam martwić się o to, że wraz z oddychaniem, zabijam niewidzialne, bo mikroskopijnej wielkości, istotki. Po latach, kiedy życie zaczęło być bardziej dokuczliwe, już nie myślę ani o tabletkach, ani o oddychaniu, ale o tym, żeby wreszcie zaprzestano zabijania zwierząt na mięso. Dlatego każda forma  bezmięsnego odżywiania się (w tym przypadku nie odżywiania się) jest według mnie super świetna.

10:35, iveggy , Polemiki
Link
niedziela, 29 listopada 2009

Gościnny wpis Marylki S.

W ciągu ostatnich 2 dni w mediach szwedzkich, oprócz bankructwa fabryki samochodów SAAB, powtarzają się głosy krytyczne w tonie wielkiego zdziwienia i zawodu wobec hodowców trzody chlewnej.

Jak dotąd Szwedzi żyli w błogiej nieświadomości co do warunków życia zwierząt hodowlanych w ich własnej ojczyźnie.

Ogólnie uważano, że gdzieś tam, w nieokreślonych stronach świata, zwierzęta są okrutnie traktowane, ale nie tu, w Szwecji, gdzie są odpowiednie przepisy chroniace zwierzęta.

Jednak w Ministerstwie Rolnictwa nagle jakby powiało chęcią wykazania się, że coś tam się jednak robi, i zarządzono kontrolę warunków życia trzody chlewnej, i jak mniemam, niebawem również innych zwierząt.

Społeczeństwo jakby zamarło w zdziwieniu po obejrzeniu tragicznych obrazków z tych farm hodowlanych.

Świnki zbite w jedno, w wąskim do granic możliwości pomieszczeniu pokaleczone objadają swoich towarzyszy niedoli.

Niestety nie był to tylko jeden przypadek a kilkadziesiąt.

Zwykły Svensson ( w tłumaczeniu zwykły Kowalski) poczuł wolę protestu, czemu dał wyraz w różnych szybkich wywiadach w TV.

Myślicie może, że po rozpatrzeniu ‘za i przeciw’ postanowił przejść na weganizm? Błąd. Svensson przeważnie zastanawia się ciągle czy to wypada kupić szynkę na Święta Bożego Narodzenia oraz czy w proteście nie należałoby jednak kupić ją od zagranicznego dostawcy, który może jest bardziej ludzki.

Pocieszającym faktem jest, że odebrano już koncesje kilku farmerom i planuje się dalsze zaostrzenia, ale tak naprawdę, co to pomoże biednym świnkom?

Jedynym i słusznym wyborem jest zaprzestanie jedzenia mięsa. Tylko to zapewni ludziom dobre zdrowie i czyste sumienie, a zwierzętom pozwoli żyć w pokoju i bez cierpienia.

Bądź weganinem, żyj ekologicznie i uratuj Płanetę!

08:54, iveggy , Polemiki
Link
środa, 25 listopada 2009

Badając budowę biologiczną człowieka, można stwierdzić, że jest stworzony do spożywania pokarmów roślinnych, czyli wegańskiej diety.

Zęby: Mamy dobrze rozwinięte siekacze, trzonowce przystosowane do rozgniatania roślin. Posiadanie nielicznych kłów nie świadczy o mięsożerności, gdyż posiadają je także zwierzęta roślinożerne jak np. małpy i wielbłądy.  U zwierząt mięsożernych są słabo rozwinięte siekacze, a trzonowce są ostre, długie i spiczaste, nie służą do rozcierania.

Kły zwierząt mięsożernych są dłuższe i twardsze niż u roślinożernych.

Gruczoły ślinowe: U zwierząt roślinożernych, w tym też człowieka, gruczoły ślinowe są dobrze rozwinięte, potrzebne przy wstępnym trawieniu zbóż i owoców.

Ślina charakteryzuje się odczynem zasadowym z dużą zawartością ptialiny potrzebnej do trawienia skrobi z ziarna.

U zwierząt mięsożernych gruczoły ślinowe są natomiast małe, a ślina ma kwaśny odczyn i nie zawiera ptialiny.
Język: Nasz język jest gładki w przeciwieństwie do zwierząt drapieżnych.

Żołądek: U człowieka ma kształt podłużny o złożonej strukturze, zwinięty z dwunastnicą i wydziela 10 razy mniej kwasu solnego niż żołądek zwierząt mięsożernych, które mają raczej okrągły i wydzielający więcej kwasu potrzebnego do trawienia mięsa oraz kości.

Jelita: Jelita człowieka, podobnie jak zwierząt roślinożernych są dłuższe od tułowia od 10 do 12 razy. U zwierząt mięsożernych ok. 3 razy.

Ręce: Mamy długie i chwytliwe palce, służące raczej do zrywania owoców niż do polowania, rozrywania ofiary.

Zwierzęta mięsożerne mają twarde i ostre pazury, które pomagają im podczas polowań w schwytaniu uciekającej ofiary. Służą im wtedy do przytrzymywania i rozszarpywania zdobyczy.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Każdy pamięta ten pierwszy raz, kiedy dowiedział się, że to, co ma na talerzu, kiedyś odczuwało, podobnie jak my, radość, smutek, ból i strach, szczególnie przed śmiercią.

Jest to jeden z najgorszych momentów w życiu. Bo to wtedy dowiadujemy się, że świat, w którym żyjemy, wcale nie jest oparty na wartościach dobra, a ludzie, którzy nas otaczają, wcale nie są niewinni. Żadna niewinna osoba nie będzie wpychać do ust ciała innej istoty. To obrazek prosto z upiornego filmu. Czyżby? Zajrzyj do kuchni swojego sąsiada, zajrzyj do garnka swoich przyjaciół. Znajdziesz tam nogi, wątrobę, jelita, a może nawet uszy, nos i oczy.

Umierając ze wstydu, nie mamy nawet odwagi spojrzeć na zdjęcia maltretowanych krów, świń i ptaków.

19:25, iveggy , Polemiki
Link
czwartek, 12 listopada 2009

Nie lubię pisać, szczególnie tekstów, które przeczyta wiele nieznajomych mi osób, i pewnie dlatego stało się to moim codziennym zajęciem. Nigdy nie blogowałam, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Moją uwagę zwrócił blog jakiegoś pana, który ponoć "pisze więc myśli", atakujący wegetarianów, a oto fragment tego wpisu:

Tytuł: Niegodziwe metody wegetarian: "Jedzenie mięsa powinno być traktowane jak jazda po pijanemu - uważa brytyjski guru ds. klimatu. 'Hodowla zwierząt na mięso związana jest z marnotrawstwem wody i produkcją ogromnych ilości gazów cieplarnianych. (...)" tak więc "H-s" dopisał od siebie:

Niektórzy zwolennicy wegatarianizmu porażają swoją głupotą i przerażają próbami narzucania swych poglądów innym. Niestety nie raz się z tym spotkałem. Gotowi są posunąć się do najohydniejszych metod, do kłamst i manipulacji. Uprawiają nahalną propagandę. W niektórych wypadkach - jak w tym - myślę, że można mówić o metodach faszystowskich - przymuszaniu i terroryzowaniu myślących inaczej, narzucaniu swojej woli, czy raczej marzeniach o tym, by narzucić swoją wolę. Fanatycy, jak ów lord, chcialiby dyktować nam co mamy jeść. Oby nas Bóg uchronił przed zapędami sfanatyzowanych wegetarian-pseudoekologów. Na szczęście takich psycholi raczej nikt nie posłucha.

(wpis został już usunięty przez pana H, może zauważył on, jak absurdalny był jego wywód)

Zamiast zakładać nowego bloga, odpowiedziałam panu H-s, ale nie chciał wydrukować mojej odpowiedzi, bo podobno byłam zbyt ordynarna. Oczywiście pan H-s kłamał, wcale nie byłam ordynarna (chyba że te bąki z metanem pana raziły), ale nie podobało mu się, że on sam wyzwał na pojedynek szefa Komisji ds. Zmian Klimatu przy ONZ, dr Rajendra K. Pachauri, który nawołuje do zmiany diety, w celu zatrzymania zmian klimatu.

Widocznie pan H-s jest bardziej wykształcony i ma jeszcze większe osiągnięcia niż ten niegodziwy wegetarianin, który pracuje dla ONZ. Ponieważ pan H-s nie może nie wydrukować mojego bloga, mam zamiar opisywać w nim niektóre ciekawostki na temat ekologii i naszej diety.

Według najnowszych badań, naszej planecie zostało niewiele czasu na odwrócenie globalnego ocieplenia. Jeszcze jeden ”niegodziwy wegetarianin”, tym razem sam szef z NASA Goddard Institute for Space Studies (ale pech, panie H) twierdzi, że jeśli nie ograniczymy emisji metanu, to dojdziemy to tzw. po ang. tipping point, co można przetłumaczyć jako punkt krytyczny.

Punkt krytyczny – to znaczy, że w tym momencie, nawet jeśli zaprzestalibyśmy emisji jakichkolwiek gazów cieplarnianych i wszyscy zostalibyśmy weganami, to już nic nie zmieni przeznaczenia naszej planety.

Tak więc panie Haerkulesie, ale paskudni są ci niegodziwi wegetarianie, oni nawet chcą uratować planetę od zagłady.

Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm Wybierz Weganizm